Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 01/16/15 in all areas
-
Megi[*] biegaj maleńka ,szczęśliwa za TM.... Basiu, przybiegłam tu żeby przytulić Ciebie do serducha!..., tak bardzo ,bardzo chciałabym być przy Tobie teraz, bo w takich sytuacjach nigdy nie ma słów pocieszenia! jedynie można po prostu przytulić, łącząc się z bólem! żeby nie dokładać więcej emocji... może przypomnę Basieńka naszą ostatnią rozmowę! ... było mi bardzo przykro że musiałam Ci szukać kogoś innego do tej wizyty p/adopcyjnej(zresztą chyba jest do tej pory!) ale wtedy właśnie walczyłam o Jasię... nie miałam głowy do niczego! tak naprawdę to chciałam być tylko przy niej! gdzieś tam... w sercu czułam... nie dam rady pisać na ten temat.... nawet nie wiem w którym momencie i kiedy?( nie mogę sobie tego przypomnieć do dzisiaj i dla czego, chciałam to wiedzieć?) poprosiłam p doktor o sekcję Jasi... kiedy już byłam u niej w gabinecie ,,, powiedziała ,że rozmawiała z koleżanką..i że na naszej katedrze kliniki ,kosztuje to 250zł... ale co to zmieni? dlaczego chce pani wiedzieć? po tym wszystkim?.... i nagle ...w tym moim bólu... tej rozpaczy... pomyślałam... Nie! ... wiem już że ... te pieniądze są potrzebne, tutaj! tym naszym bidom!... i że Jasia też by tego chciała!.....2 points
-
Prowadzę wątek Bezdomniaków makowskich. Moje tymczasy, rekrutują się spośród nich. Sama zawsze miałam ONki, więc mój pierwszy tymczas, to był rzecz jasna bezdomny owczarek niemiecki. Max. A teraz, jest maleńka Lerka. Od wczoraj. Bo wczoraj była środa, a w co drugą środę miesiąca , jest u nas w miasteczku jarmark. I jest to jednocześnie dla całego powiatu i nie tylko, wspaniała okazja do pozbycia się swoich niechcianych psów. Przyjeżdża się na jarmark, przywozi psa i tego psa, wyrzuca się gdzieś w mieście. Niech się biedak wyżywi na miejskich śmietnikach :(, albo złapie go hycel, pojedzie do schroniska i będzie miał dobrze. Pewnie tak myślą. I po każdym jarmarku, w Makowie przybywa bezdomnych psów. Jednym z nich, jest Lerka Kopiuję z wątku Bezdomniaków makowskich Wyszłam z Bliss na południowy spacer i jak wracałam, takie coś spotkałam na ulicy. No, na chodniku pod sąsiednim blokiem. Podpełzło do mnie rozpłaszczone, szczekając(!) na wąchającą je Bliss. Dałam z kieszeni chrupkę - zeżarło. Pogłaskałam - wywaliło się na plecki. Z bloku, przed którym to się działo, wyszła jakaś Pani. Zapytałam, czy wie, czyj to pies? Powiedziała, że nie, "ale przecież dzisiaj był jarmark".......!!!!No, to wzięłam pod pachę(obroży, oczywiście nie było) i zaniosłam do domu. Dałam obiad Bliss, dałam malutkiej - zjadła kilka chrupek(przez grzeczność) i poszła spać. Jak mąż wrócił, wstała, naszczekała na Niego i....dalej spała. Potem ją wzięłam na smyczy na spacer - może coś zrobi? Strasznie płakała, kładła się, drapała mnie po nodze, próbując wejść mi na ręce. Poszłam do Pani Marzeny, która pomaga makowskim psom i kotom i mieszka w pobliżu miejsca, gdzie znalazłam malutką. Obejrzała ją i stwierdziła, ze jej nie widziała, nie zna, no i "Krysiu, dzisiaj był jarmark"................... :(. Wróciłam do domu. Mała nadal śpi. Napiszę ogłoszenia i porozwieszam, ale nie robię sobie zbytniej nadziei :(. No, cóż, był jarmark......... :( Dopóki tu nie zamieszkałam, nie wiedziałam, że psy się lęgną........... z jarmarków, tak jak muchy z gnijącego mięsa, a myszy z brudnego siana. Taka lokalna wersja teorii samorództwa :( Jutro z nią idę do swojego pana doktora. A na robaki, dam jej jeszcze dzisiaj ........... **************************************************** Jeszcze dzisiaj, niech ma te swoje robaki. Trujemy od jutra. Wyszłam z nią na smyczy , zrobiła siusiu i zaczęła mi włazić na buty. Że chce na rączki i do domu. No, to poszłyśmy. TZ wyszedł z Nasza, jak to wyraźnie podkreślił. Psice zjadły kolacje, napiły się. Ważyłam(przed kolacją) malutką. Waży 6 kg. I ma na imię Lerka . No, jakoś muszę ją wołać , nie tylko chodź!1 point
-
Remi trafił do schroniska razem ze swoją mamą, która już dawno została adoptowana. Zostali przywiezieni z obrzeży miasta jako dwa bardzo zlęknione, na wpół zdziczałe psy. Nie znamy przeszłości Remiego. Nie wiemy czy jego bojaźliwość i brak znajomości podstawowych zasad i zachowań w obcowaniu z człowiekiem jest wynikiem braku kontaktu, czy też ktoś kiedyś Remiego bardzo skrzywdził. To pies, który nie zna smyczy. Po nałożeniu obroży czy szelek "przykleja" się do podłogi .Widać przy tym, że takie ciało obce, które go dotyka i opina powoduje u niego bardzo duży stres. To pies, którego stosunek do trzymania czystości w domu jest nieznany; może nie być z tym problemu, ale trzeba się liczyć z tym, że może przedłużyć się standardowy okres zapoznawania psa z zasadą załatwianiem sie na zewnątrz. To pies, który nie przepada za innymi psami. Jest tu jednak "światełko w tunelu", ponieważ przez pewien czas przebywał na boksach ogólnych z innymi psami (samcami) i jakoś sobie radził. Dlaczego napisałam, że to pies z porcelany? Bo wymaga bardzo delikatnego i spokojnego podejścia. Dla niego każdy kontakt z człowiekiem to stres. Nie zdarzyło się jednak do tej pory, żeby przejawiał w stosunku do dwunożnych jakąkolwiek agresję. Potrzebuje ludzi "ogarniętych" w kwestii psiego behawioru przynajmniej w stopniu podstawowym. Ludzi cierpliwych, wyrozumiałych. Jest wielkim łasuchem i to daje nam znakomitą okazję, żeby pokazać mu dobrą stronę obcowania z ludźmi. Dobrze by było gdyby dzienną dawkę karmy miał podawaną z ręki. Remi zasługuje na szansę na dom; jest jeszcze młodym psem. W warunkach schroniskowych nie ma opcji żeby wyciągnąć go ze stanu, w jakim się obecnie znajduje. A takiego jakim teraz jest raczej nikt „przeciętny” go nie adoptuje. Im dłużej będzie „mieszkał” w schronisku tym trudniej będzie „wyprowadzić go na prostą. Dlatego Remi pilnie potrzebuje chociaż domu tymczasowego. Najlepszy będzie dom w cichej, spokojnej okolicy, bez ruchliwych ulic i dużej ilości przechodniów. Tu wydarzenie na fb i fotki https://www.facebook.com/events/757080644346406/?notif_t=plan_user_joined1 point
-
Historia Soni na dogo rozpoczęła się w marcu 2014 r. Malagos napisała wtedy: Taka maleńka sunia mieszka pod krzakami i żywopłotem u nas na wsi. Ludzie ją karmią, ale ona nie ma domu. Kiedyś przybłąkała się do jednej z kobiet, a jak się oszczeniła,babka oddała ją na wieś. Sunia po 2 latach wróciła i nie ma się gdzie podziać. Ma ranki na głowie, kuleje, ma opuchnięte oczy. I trzęsie się cała, bo w nocy jest zaledwie 0 stopni. Mam na bdt sunię Vanilkę w kojcu od 4 tygodni jest Blansz. Jestem w kropce, bo nie mogę Suni zabrać. A jej tak potrzeba ciepła, leczenia, odkarmienia, sterylizacji... Proszę, pomóżcie i jej, i mnie - potrzebny dom tymczasowy! Ja też miałam zajęte miejsce w DT, a gdy już się zdecydowałam, że jednak wezmę malutką "nadprogramowo", sunia ZNIKNĘŁA! :( A ja zostałam z ogromnymi wyrzutami sumienia... Aż tu nagle, 5 stycznia pojawił się kolejny wpis malagos: Sunia została oddana ponownie tam, skąd się urwała, na wieś na łańcuch. Przed Świętami, z miesiąc temu - znów wróciła! Chuda, z wytartą od łańcucha szyją, z wypadającą sierścią i kulejaca na łapkę. Kobieta, ta co poprzednio ją oddała, dokarmia Sunię. Znalazła się babka (nieciekawy typ, pijący, ale dba o kota, którego ma - nikt inny się nie zgłosił), która oferowała dom - rozmawiała ze mną 2 razy, ja z wójtem, uzgodnione darmowe szczepienie, odrobaczenie, odpchlenie i sterylizacja. Babka psa wzięła...na dwa dni... i wyrzuciła, bo "za stara, zdechnie niedługo" !! Reasumując - Sunia na ulicy, ma wprawdzie co jeść, ale nie ma domu. Ona tyle przeszła, nigdy nie miała swojego domu, a jest taka kochana, przytula się , merda ogonem, łasi... Nie mogę jej wziąć, nawet tymczasowo. Nie zakładałabym wątku, gdyby było inaczej. Kolejny raz błagam o pomoc dla Suni! :( Tu dalszy ciąg tzw. "rozwoju sytuacji": http://www.dogomania.com/forum/topic/137136-psiaki-z-naszej-wsi-ma%C5%82a-wyniszczona-su%C5%84ka-potrzebuje-pomocy/page-14 Okazało się, że życie zrealizowało swój autorski scenariusz - Sonia trafiła do mnie, co udowadnia, że... przed przeznaczeniem nie uciekniesz :)1 point
-
W końcu jutro się zbiorę i pofocę fanty, a w niedzielę postaram się zrobić bazarek dla Ergusia. Liczę na Drogie Panie w zakupowaniu i podrzucaniu :)1 point
-
No dobra, załatwiłam część oficjalną, to teraz czas na część... artystyczną! ;)1 point
-
Ale jaka jest pewność, że ta rodzina choć trochę uszanuje to co dostanie? Tzn. kojec i budę? Może nie przetracą tego / tzn, nie przepiją, nie sprzedadzą/ ale np. będą tam sprzątać? Jeśli teraz nie potrafią sprzątnąć w tym jego kojcu, nie potrafią zebrać kilkudziesięciu desek i zbić choćby prowizorycznej podłogi czy dachu? Nie potrafią zatroszczyć się choć trochę o jedzenie dla zwierzaków i DORA musi je dokarmiać? Nie zadbają choć minimalnie o zdrowie choć wiedzą że psy cierpią? Nie potrafią wykazać choć odrobiny empatii w stosunku do tego psa i w stosunku do Tyczki? Mam wrażenie, że wszyscy chcą bardzo pomóc tym psom tylko nie właściciele. Oni łaskawie pozwalają na pomaganie ich psom. Może rzeczywiście kupić ten kojec i budę ale postarać się o zabranie tego psa... Może jakaś fundacja czu hotelik z tym wyposażeniem by go przyjęły za mniejsze pieniądze? Przecież tutaj kojec i buda naprawdę nie rozwiążą sprawy, nie zmniejszą problemów tego psa a kto wie czy w przyszłości nie dodadzą problemów DORZE bo właściciele się nauczą, że mogą od niej wymagać wszelakiej pomocy bo ... załatwiła budę, kojec, dokarmia... Coś tu chyba jest postawione na głowie...1 point
-
Moja deklaracja miesięczna na Kaktusa, właśnie poleciała :).1 point
-
Gdybym to ja była Twoim szefem, to na takie cele miałabyś wolne co drugi dzień :P1 point
-
1 point
-
Nionia już w DS, więc "spadek" w kwocie 317,11 zł przenoszę na tymczasowiczkę, która nadal się u nas tymczasuje, czyli Imkę (http://www.dogomania.com/forum/topic/142833-w-ma%C5%82ym-cia%C5%82ku-wielki-strach/) POST ROZLICZENIOWY: Bieżący stan konta: 0 zł Wpływy: 1.892,99 zł - 50 zł od Taty jola_li - 150 zł zwrot za sterylkę od Akcji Sterylizacja (Fundacja Ostatnia Szansa) - 410 zł z bazarku Mazowszanki13 - 90 zł z bazarku Mazowszanki 13 (bezpośrednio na konto konfirm31) - 50 zł - wpłata od dorcia01 :) - 156,30 zł - z mojego bazarku książkowo-płytowo-filmowego (http://www.dogomania.com/forum/topic/145237-rozliczam-ksi%C4%85%C5%BCki-filmy-i-p%C5%82yty-dla-soni-i-pianki-do-0802-godz-1800/) - 100,01 zł od Mattilu (na operację Soni) - 30 zł od dorcia01 - 50 zł od Grażyna49 - 200 zł od Klubu Wytrwałych Baloniarek na operację kolanka - 306,68 zł z bazarku (http://www.dogomania.com/forum/topic/145733-koniec-rozliczamy-pi%C4%99kne-r%C3%B3%C5%BCno%C5%9Bci-dla-soni-i-imki-do-803-do-2000/) - 300 zł - od DS Nioni na "dalszą działalność" Wydatki: 1.892,99 zł u konfirm31: - 90 zł - gentamycyna krople do oczu, Otifree, Oridermyl u mnie: - 30 zł - badanie ogólne, USG i 1 tabl. Dehinelu na robale - 24,90 zł - 10 puszeczek karmy Winston x 2,49 zł - 150 zł - sterylizacja (koszt pokryty przez Sterylkową Skarbonkę) - 50 zł - operacja oka (usunięcie zwichnięcia chrząstki)\ - 100 zł - operacja przepukliny pępkowej i pachwinowej - 35 zł - RTG kolana - do planowanej operacji kolana - 12 zł - 30 tabl. Aescinu (z powodu płynu zbierającego się w przestrzeni po usunięciu przepukliny) - 75,03 zł - karma w styczniu i w lutym (41 dni x 0,25 kg = 10,25 kg x 7,32 zł - karma Royal Canin Club, 15 kg za 109,80 zł) - 40,38 zł - karma na marzec - 31 dni x 0,25 kg x 5,21 zł (karma Josera Solido - 15 kg za 78,11 zł) - 500 zł - operacja nawykowego zwichnięcia rzepki - 50 zł - zwrot 25% za wsparcie KWB - 40 zł - zastrzyk p/bólowy, z antybiotyku oraz antybiotyk w tabletkach na 8 dni - 18 zł - Aescin na krwiak, który się pojawił na operowanym kolanie - 70 zł - szczepienie p-ko chorobom wirusowym i chip - 200 zł - lecznica (szycie i antybiotyk na 10 dni) - 15 zł - krople do oczu (krwiak) - 18 zł - preparat HMB (na odbudowę masy mięśniowej) - 17,57 zł - karma na kwiecień - 11 dni x 0,25 kg = 2,75 kg x 6,39 zł - karma Bosh Adult jagnięcina z ryżem, 15 kg za 95,84 zł - 20 zł - 25 tabletek preparatu glukozaminowego (całe opakowanie, 90 tabl. za 45 zł) - 20 zł - zawiezienie Nioni do DS (Warszawa) - 317,11 zł - przekazane jako "spadek" na konto tymczasującej się nadal u nas Imki1 point
-
Sonia przyjechała do nas 13 stycznia wieczorem. Raportowałam na bieżąco co się działo do dziś: 14 stycznia: Wczoraj, ponieważ zdążyłam dotrzeć do domu, zanim Sławek przywiózł Sonię od Marysi (szczęśliwym trafem przesunięto mi wizytę lekarską o pół godziny wcześniej), wprowadzenie nowego psa do stada odbyło się tradycyjnie, tzn. Sławek podał mi Sonię przez okno sypialni, a wchodząc do domu wypuścił nasze szczekaczki na dwór. Sonia trochę się trzęsła, ale posiedziałyśmy na łóżku, potem ją zestawiłam na podłogę i otworzyłam drzwi sypialni. Przeszła się spokojnie po domu. Zaczęłam kolejno wpuszczać mocno ciekawskich, ustawionych w kolejce przy drzwiach tarasowych. Sonia trochę powarkiwała, ale moje stare wygi tymczasujące zachowały się bez zarzutu - zobaczyły, że jest i dały spokój. Trochę gorzej z Imką, bo się spokojniutkiej Soni nie przestraszyła na tyle, żeby przed nią uciekać, a jednocześnie nie miała na tyle odwagi, by ot tak sobie do niej podejść. A co w takich sytuacjach robi Imka? Piszczy!!!!! Żeby Sonia czuła się bezpieczniej, posadziłam ją obok siebie na kanapie, odgradzając od tych co bardziej ciekawskich. Ale gdy wstałam nastawić wodę na herbatę, Sonia na kanapie została. Dopiero po dłuższej chwili zeskoczyła i przyszła do kuchni, gdzie bezbłędnie zlokalizowała miskę z wodą i się spokojnie napiła. W kolejce po kolację ustawiła się, jakby mieszkała u nas od zawsze, przy czym wiedziała, że dostanie ostatnia i cierpliwie czekała! Nie zjadła do końca. Potem krążyła od posłania do posłania, aż w końcu zaległa na... fotelu :) Najśmieszniejsze było wczoraj, że psy zachowywały się wypisz wymaluj jak dzieci! Ponieważ chciałam, by Sonia poczuła się swobodnie i położyła się w posłanku, nakłaniałam ją do tego. Chwilę poleżała jednak i wychodziła, a wtedy jej miejsce natychmiast zajmowała Gapcia, Lili albo Imka. Posłanka, które zazwyczaj stoją puste, a na kanapie nie ma gdzie się wcisnąć, wczoraj miały wzięcie, że hej! Wieczorem Sławek wyszedł z nią do ogrodu na smyczy - tylko z nią - od razu zrobiła siusiu. Gdy przyszedł czas na spanie, przeniosłam jedno posłanie do sypialni, ale także położyłam kocyk na fotelu. Sonia najpierw wskoczyła na fotel. Poleżała chwilę, zeszła, ułożyła się na posłaniu i znowu za chwilę wyszła. Obeszła łóżko i hyc, położyła się obok Imki (bo Kreska i Gapcia już były pod kołdrą). Imka więc skwapliwie skorzystała z okazji i cała zadowolona zajęła najpierw posłanko, a potem fotel. Dalej nie wiem co się działo, ale gdy się rano obudziłam, w łóżku był KOMPLET :) Śniadania Sonia jeść nie chciała. W ogrodzie najpierw miałam ją na smyczy (zrobiła siusiu), a potem puściłam ją wolno. Trochę była niepewna, tym bardziej, że rudy piorun kulisty przetaczał się przez ogród goniąc za piłką. Ale jakoś Soni udało się zejść z linii rażenia i znaleźć sobie miejsce na kupola. Przed wyjściem z domu zamknęłam ją w sypialni, bo jeszcze nie zawarła do końca rozejmu i przyjaźni ze stadem. Gdy zaniosłam miseczkę z jedzeniem i piciem, zastałam pannę na łóżku :) Zostawiłam jeszcze 2 gryzaki i wyszłam. Dziś ją chyba jednak wykąpię, bo choć nie jest jakoś bardzo brudna, to ma dość tłustą sierść. No a skoro mamy razem spać... Jutro jedziemy do Doktora na przegląd techniczny:) 15 stycznia: Gdy otworzyłam sypialnię, Sonia siedziała na fotelu. Żadnych szkód. Po chwili tylko zaleciał mi nieciekawy zapaszek... Rozejrzałam się i zobaczyłam dziwnie zwinięty chodniczek, w którym została skrzętnie ukryta mikroskopijnej wielkości rozwolniona kupa. Szybko zebrałam chodniczek do łazienki, żeby Sonia nie miała wyrzutów sumienia. Bardziej mnie zmartwiło to, że nic nie zjadła. Gryzaki też były nietknięte. Zabrałam ją na dwór - wysiusiała się 2 razy. Myślę, że ta "wpadka" to wynik stresu. Wieczorem Sonia była nad wyraz spokojna. Co chwila do niej podchodziłam albo ją wołałam, bo nie jestem przyzwyczajona do takiej siły spokoju i aż się bałam czy się dobrze czuje. Ale wygląda, że wszystko jest OK, bo gdy podchodzę podnosi łepek i podstawia do głaskania, a gdy wołam przybiega i merda ogonkiem. Trochę strachu wywołał odkurzacz - wyjątkowo wielki i głośny, gdy się włączy turboszczotkę. Aż się malutka schowała pod choinkę. Potem praktycznie cały wieczór przespała w posłanku przy kaloryferze, z przerwą na poznanie cioci Uli, którą najpierw obwarczała, by zaraz potem dawać się głaskać i miziać. No i muszę ją pochwalić, że w pewnym momencie podeszła do drzwi wyjściowych i drapała łapką, żeby ją wypuścić! Wypuściłam samą i zostawiłam uchylone drzwi (bo jeszcze nie załapała "obiegu"). Wyszła i sama wróciła po dłuższej chwili - taka mądra i dzielna dziewczynka :) A gdy szłyśmy spać, rozbawiła mnie setnie! Spała w posłaniu przy kaloryferze. Zawołałam - wyszła zaspana, więc wzięłam posłanko i położyłam przy łóżku. Od razu do niego weszła i ułożyła się z powrotem. Ale gdy tylko zgasiłam światło, obeszła łóżko i na mój tajny znak, w sekundzie była przy mnie. Zwinęła się w kłębuszek i tak spała do rana! Ona jest niesamowita - przez całą noc praktycznie wcale się nie rusza i śpi w jednej pozycji. Takie łóżkowce to ja bardzo proszę! Miałam ją wczoraj wykąpać, ale doszłam do wniosku, że pokażę Doktorowi tę "tłustość" - a co mi zależy ;) Już sobie stworzyłam listę Sońkowych spraw do Doktora. Znalazł się na niej również punkt dotyczący lewej tylnej łapki. Rano zauważyłam na dworze, że czasami "omija kroczek", podkulając ją do góry. Początkowo złożyłam to na karb "ratlerstwa". Ale wczoraj w domu, gdy szła powoli, też zauważyłam, że utyka i to tak, jakby chciała sobie "nastawić staw". No i jest problem z jedzeniem. Kolację tylko skubnęła, choć zanęciłam odrobiną chudego mleka. Dzisiejsze śniadanie też szczątkowe (wzbogacone oliwą z oliwek). Do weekendu postanowiłam zostawiać ją w sypialni. Zostawiłam jedzenie - zobaczymy czy się skusi. Chyba kupię jej dziś jakąś pachnącą puszeczkę, bo choć Sońka nie jest wychudzona, to jednak raz na dzień powinna coś zjeść... 16 stycznia: Sonieczka była nieco wystraszona całą wyprawą, ale też bardzo spokojna. Niestety, szalony entuzjazm Lili i dramatyczne przerażenie Imki nie działały na nią pozytywnie. W samochodzie - aniołek! Przytuliła się do Sławkowej nogi, bo na kolanka się wejść nie dało (Imka była na nich wręcz rozpłaszczona i przywarta). Wystawiona z auta, grzecznie czekała aż Sławek się wydobędzie z tylnego siedzenia i odklei Imkę. Do poczekalni dzielnie weszła. Nawet z Kasią się zapoznała! Potem stanęła za moimi nogami i cichutko czekała, aż będziemy mogły wtargnąć do gabinetu. Lili oczywiście urządziła całe show, zajmując sobą wszystkich czekających. Imka trwała rozpłaszczona na podłodze, a wcześniej ze strachu zrobiła kupę na środku poczekalni... Ale do gabinetu już Sonia wejść nie chciała, więc ją wniosłam. Usiadła sobie grzecznie pod ścianą i cierpliwie czekała aż Doktor przyjdzie i potem, aż Lili dostanie swój wymarzony zastrzyk :) Na stole była spięta (kto by nie był!), ale dała sobie zrobić absolutnie wszystko - bez żadnej skargi, wyrywania się czy pokazywania ząbków. ANIOŁ!!!!! Najpierw oczko - Doktor zakropił i coś tam majdrował pęsetą (wolałam nie patrzeć), żeby sprawdzić czy to zwichnięcie czy przerost. Wyszło, że zwichnięcie. Nawet mu się udało to oczko "naprawić", ale niestety nie na długo. Mamy nadal zakrapiać gentamycynę - 2x dziennie po 2 kropelki i przy okazji któregoś z zabiegów w znieczuleniu, oczko zostanie naprawione na stałe. Następnie nastąpił ogląd uszu - trochę tłuste, ale czyste - można sobie odpuścić zakrapianie i czyszczenie. Serduszko osłuchane - bije jak należy. Zęby fatalne. Jak to się Doktor wyraził - jakby cegłówki na budowie nosiła :( Jeden kieł w ogóle nie ma kształtu kła - czubek ma jakby na prosto "ucięty". Jeśli chodzi o wiek, czego Doktor nie cierpi określać, uznał, że jeśli będziemy ją ogłaszać jako sunię ok. 5-letnią będzie uczciwie ;) No, powiedzmy 5-6-letnią... Kolejna na mojej liście była kulejąca łapka. Dobrze zauważyłam, że Sonia jakby się starała "naprostować" sobie staw. Ma bowiem nawykowe wypadanie rzepki z kolana. Doktor trzymał łapkę i bez żadnego problemu, nie sprawiając Soni bólu, wpadał tę rzepkę i wypadał. Sonia się do takiego stanu rzeczy przyzwyczaiła i przystosowała, ale trzeba to operacyjnie naprawić (nie koniecznie zaraz już), bo z wiekiem będą się tworzyć coraz większe zwyrodnienia i w końcu powstanie problem większy. A z tym teraz-już, to chyba jednak trzeba będzie to zrobić, zanim pójdzie do adopcji. Takie jest moje zdanie - czekam na Wasze opinie. Moim zdaniem trudniej ją będzie wyadoptować, mówiąc ludziom, że prędzej czy później czeka psinę zabieg. Ludzie mogą się obawiać kosztów, opieki po zabiegu, a ja się będę obawiała po pierwsze czy dotrzymają słowa i to zrobią, a po drugie, czy trafią na odpowiedniego lekarza (bo jak wiadomo ja ufam tylko jednemu). Sonia byłaby "wyłączona" na jakieś 3-4 tygodnie po operacji. 10 dni do zdjęcia szwów i potem może jeszcze tę łapkę oszczędzać przez jakiś czas. Oczywiście na jej korzyść przemawia to, że jest latlerkiem i nie jest ciężka. A propos ciężka - na lecznicowej wadze waży 9,2 kg! Kolejna sprawa - ewentualna ciąża. USG nie wykazało żadnego życia w środku, co oczywiście nie oznacza, że się nie pojawi za jakieś 2 tygodnie. Ale wtedy już będzie "po ptokach" ;) Przy okazji sobie Doktor obejrzał resztę Soni od środka i wszystko jest w porządeczku. Co do tłustości sierści - nie ma w tym nic chorobowego. Ma trochę łupieżu i to wszystko. Mogę ją wykąpać w zwykłym psim szamponie, nie musi być żaden leczniczy. Dostałam tabletkę Dehinelu jako dawkę przypominającą, do podania jutro. 22 stycznia mamy jechać zaszczepić wirusówki i będziemy się wtedy mogli umówić na sterylkę po ok. 10 dniach. Ale ponieważ zazwyczaj sterylkujemy w czwartki, żeby przez weekend mieć oko na rekonwalescentkę, zakładam, że się ciachniemy 5 lutego i przy okazji pewnie "załatwimy" oczko. Trąba ze mnie, bo zapomniałam wpisać na listę sprawy przepukliny. Ale to nic - pokażemy ją Doktorowi przy okazji wirusówek. Za wczorajszą wizytę, USG i robalową tabletę zapłaciłam 30 zł. Po powrocie do domu Sońka zjadła kolację z wielkim smakiem! Dzięki temu, że Kasia pomogła mi w lecznicy ogarnąć towarzystwo, Sławek pojechał zaprowiantować chrupkowego niejadka i kupił puszeczki. I to był strzał w dziesiątkę! Potem psina odsypiała stresy wyciągnięta na kanapie :) Dziś śniadanko złożone z dwóch saszetek też zniknęło z miseczki bez namawiania. Ponieważ Sonia kategorycznie odmówiła zamknięcia jej w sypialni doszłam do wniosku, że już może zostać w psim towarzystwie. I bardzo bym chciała, żeby przynajmniej niektóre osobniki wzięły z niej przykład jak można grzecznie i spokojnie czekać na powrót Państwa z pracy!1 point
-
Bardzo dziękujemy za odwiedziny wszystkim:):) A my mamy wieści z domku Lakusia Vel Szachraja (Pani Małgosia stwierdziła, że to imię idealnie do niego pasuje):):) " U nas wszystko w porządku. Zobaczycie, jak przyjedziecie. Może zarezerwujecie sobie jakiś termin w okolicy 10 lutego? Oczywiście, jeśli nas nie zasypie i nie zamrozi. Szachrajstwo jest rozmowne lub też pyskate. I w zasadzie bardzo towarzyskie. W kwestii tycia - to nieszczególnie jeszcze. Na pewno urósł, a ponieważ jest bardzo ruchliwy i szybki, to utyć nie może. Pozdrawiam Was cieplutko. Wyślę jakieś zdjęcie, jak uda mi się go uchwycić w pozycji nieruchomej.M"1 point
-
Przynajmniej obecna pogoda oszczędza bezdomne zwierzęta, chociaż zimno im nie dokucza.1 point
-
Ale super wiadomość hurrraaaaaaaaaaaaaa. Proszę w takim razie Misia Zahirka, żeby nie siusiał w pontoniku, bo nie ma podstaw, ani wytłumaczenia :)1 point
-
Trzymajcie, trzymajcie :), aczkolwiek nie wiem jak to będzie. Ta decyzja nie jest taka prosta, z różnych powodów. Empik ma się dobrze. Rośnie i rozrabia. Waży ponad 2 kg. Będzie miał teraz zmienianą karmę. Na razie dt kupił na próbę kilogram, jak małemu posmakuje, kupiony będzie wiekszy wór. W poniedziałek był na swoim pierwszym szczepieniu (na wirusówki), zniósł je bardzo dzielnie. Nawet nie zauważył jak go pani wet ukłuła ;). Dorobił się też książeczki zdrowia :D Wklejam fotkę faktury (przelewowa): Rozliczenie w pierwszym poście zaktualizowane. Maluch jest bardzo mądry, dt nie może się go nachwalić. Szybko się uczy, jest posłuszny i grzeczny. A wygląda teraz tak :):1 point
-
Dzień po sylwestrze. Skacowane drapieżniki polujące na swoją ofiarę XD https://www.youtube.com/watch?v=9iNxOWua2mw1 point
-
Niedawno było tak... Zdjęcia Suni - mamy Remiego. Chcemy by Remi również miał szansę przestać się bać, by mógł zaufać. By również miał szansę na codzienne życie przy boku człowieka. [URL=http://s913.photobucket.com/user/dkm_wally/media/Bartus/14030_771738149584163_659593314617666443_n_zps0998d193.jpg.html][/URL] [URL=http://s913.photobucket.com/user/dkm_wally/media/Bartus/1510873_771738169584161_822469181461160380_n_zps386b9910.jpg.html][/URL] [URL=http://s913.photobucket.com/user/dkm_wally/media/Bartus/1463016_771738176250827_3670370063419700643_n_zpsff1caac9.jpg.html][/URL]1 point
-
Wogóle nie masz sie czym przejmowac... to nie jest żaden strach... pies po prostu w ekscytacji posikuje bo zwieracz nie trzyma tak mocno jak u dorosłego psa. To jest fizjologia. Często młode psy sikają w wielkiej radości. Psiak nauczył się, że obroża = spacer i jest fajnie. I sika... bo w emocjach nie trzyma. To przejdzie... Evel niech sobie założy sama obroże i niech chodzi w niej stale - albo lepsza propozycja - niech załozy sobie stanik i go nosi 24 na dobe bez zdejmowania...1 point
-
Skoro on już uważa, że "robisz cyrk" i się nad psem rozczulasz, to ja bym spróbowała od drugiej strony. Pokaż mu bardziej "męską" stronę współpracy z psami, to znaczy zadaniową. Psie sporty, posłuszeństwo (obi), ipo, tropienie i ratownictwo. To może zadziałać lepiej niż patrzenie na placyk wypełniony szczeniętami faszerowanymi smaczkami, bo mężczyzna może z takiego obrazka wyciągnąć złe wnioski i dopowiedzieć sobie swoje. Jak już będzie pełen podziwu, co można osiągnąć z psem sportowym lub służbowym pogadajcie z zawodnikami (najlepiej płci męskiej) w jaki sposób osiąga się takie wyniki, a najlepiej udajcie się na szkolenie do takiej osoby. Wtedy autorytet powinien zrobić swoje. Tylko uważnie wybierzcie szkoleniowca, bo są i tacy, przy których Twój luby to pewnie delikatny wrażliwiec :P i nie powierzyłabym im nawet patyczaka.1 point
-
Jakie to znamienne ostatnio, że osoby, które wcześniej nie wyrażały żadnego zainteresowania losem Megi, teraz chcą dysponować ciałem. Przypomnę, że Megi (jednak starszawy pies, bo co najmniej 10 lat dla dużego psa to dość sporo) miała tylko dwie osoby, które regularnie wpłacały deklaracje. Resztę, czyli 260zł pokrywała ewu. To ewu dała psu, który 6 lat spędził w schronie, był wycofany i przerażony, drugie życie. To ewu regularnie pokrywała koszty pobytu psa i nie szantażowała nikogo na wątku, że pies wróci do schronu, bo kasy nie ma. Widziałam Megi wielokrotnie, kiedy bywałam u Makili. Widziałam jak ten pies powoli się zmienia, jak lgnie do Anety i okazuje swoje zaufanie. Dla Megi hotel Makili był domem. Nie miała wcześniej godnego życia, ale miała godną starość. Co da sekcja oprócz zaspokojenia ciekawości? Dwa psy wśród moich znajomych odeszły na skręt żołądka. Objawy są bardzo spektakularne, charakterystyczne, nie da się ich nie zauważyć. Za pieniądze z sekcji można pomóc innemu psu. Kolejna kobietko, nie dziwią mnie wpisy niektórych osób, ale Twój wpis (w kontekście tego, co przeszłaś) bardzo mnie rozczarował...Cóż, uczymy się każdego dnia...1 point
-
1 point
-
Foka długonoga [IMG]http://i56.tinypic.com/1zb70iu.jpg[/IMG] Foka killer : [IMG]http://i53.tinypic.com/4lpveq.jpg[/IMG] [IMG]http://i53.tinypic.com/2mxq4yf.jpg[/IMG] i wreszcie - Foka w swoim naturalnym środowisku (kanapa-spanie-kot-kocyk-ciepełko-luz) [IMG]http://i51.tinypic.com/w9d1fk.jpg[/IMG]1 point