Jump to content
Dogomania

Schorowana DOBCIA juz zdrowa!! :) u UUUliii do końca swoich dni:))))


Recommended Posts

Posted

Oj tak, pomalutku już szuka tylko jeszcze o tym nie wie :placz: Ale c hyba coś podejrzewa swoim szóstym, siódmym... oraz pozostałymi... zmysłami. To niesamowite, ale jest jeszcze bardziej kochana :-o Zrobił się "pies rodzinny" i do każdego się przylepia, na spacerkach się tak bawi że ... :loveu:... i wpatruje tymi oczkami!! Dzisiaj siedziałam sobie spokojnie w pokoju, a z kuchni w pewnym momencie dobiegł okrzyk mamy - takim "roztopionym" głosem:
"ojej kochanaaa... jak ty się patrzysz, jakie ty masz oczkaaaaaa!!!" :iloveyou::mdleje:

No nie da się z nią po prostu :roll:

Co do zdrówka:
1. to, co nam się odnawia na lapce to zapalenie kaletki piętowej (od twardego zimnego podłoża... schron :angryy:) - ściągnęliśmy płyn, sporo go było i dostałą antybiotyk, teraz będziemy masować i smarować oxykortem, ale zdaje się, że nowy właściciel będzie musiał już stale mieć na to oko.

2. Umówiliśmy się na sterylkę - wstępnie na piątek. Koszt niestety okazał się większy, a mianowicie 150-250 zł a to dlatego, że...

3. ...będzie miała także rozcinany pęcherz, by usunąć z niego kamienie. Są spore 3 sztuki (co wyszło na RTG kiedy wykluczaliśmy ropomacicze, pamiętacie) kamienie w każdej chwili zagrażają życiu psinki, więc to dość pilna sprawa. Jest 20% ryzyka, że sunia będzie miała klopoty z utrzymaniem moczu, ale jesteśmy dobrej myśli (kciuki :cool1:)

Około środy poznamy już dokładny termin i koszt tych 2 operacji. Będę prosić o pieniążki z AFN (podobno jest na Sonię ok 100zł, część spróbuję opłacić sama - ostatecznie do szkoły można jeździć na stopa :cool3: ).

No i najważniejsza sprawa. W sumie nie powinnam o tym gadać, żeby nie zapeszyć, ale Wasza rada jest bardzo potrzebna.
Jest chętna osoba do adopcji Soni. To pani Zosia, która jest dobrą znajomą mojej mamy. Jakiś czas temu straciła sunię - dużą, szarą kundelkę. Chorowała na nowotwór, wraz z mężem pani Zosia leczyła ją przez 3 lata, niestety bezskutecznie :-( jak to zwykle bywa u psów z nowotworem...
Teraz naszedł moment, kiedy bez psa zdecydowanie nie może się już obyć. Sonia byłaby jedynym zwierzakiem w domu.
Tak więc do tego momentu wszystko ok. Martwi mnie jednak ilość czasu, który Sonia będzie musiała spędzać sama w domu: od godz. 9 do 16.
Państwo mieszkają w bloku, ale zaraz koło lasu, przechodzi się przez plac zabaw koło kortów tenisowych, uroczy mostek i już jest las :cool3: do któego zresztą sama chodzę codziennie z dziewczynami (to kolejny plus - a może minus??? pani Zosia mieszka dosłownie 5 min od nas! jeśli Soni będzie ciężko się zadomowić, świetnie będzie znała drogę by wrócić do nas).
Z poprzednią sunią chodzili na 2 spacery dziennie: rano 1 godzina i wieczorem 1,5-2,5h. Czy dla dobka to nie za mało? Dodatkowo te 7 godzin samotnie...
Przepraszam, że tak chaotycznie ale jestem na kompie "z doskoku".
Co myślicie o takim domku dla Soni?

  • Replies 570
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Nie znam dobermanów, moze są specyficzne, ale wydaje mi się, ze te 7 godzin dziennie sama w domu to akurat nie najiekszy problem. Mnostwo ludzie pracujących ma psy, one spedzają czas same w domu- najbliższy przykład - moj psiak :) Jesli potem zapewni się wybieganie, wybawienie- nie sądze, by psu się straszna krzwyda działa :)
natomiast w moim przekonaniu, wiekszym problemem, przy jej obecnym przywiązaniu do Was, moze być bliskość zamieszkania i ciągły kontakt z Wami. Pies generalnie pewnie się przyzwyczaja po pewnym czasie do zmiany domu i własciciela, ale akurat taki bliski kontakt z Wami moze jej cały czas mieszac w glowie. Tego bym się bała.
No i dwa wyjścia dziennie- to akurat moim zdaniem za malo- Fajnie, ze są to dwa dlugie spacery, ale z przycyzn fizjologicznych psiaki na załatwienie się to powinny być chyba częscie wyprowadzane. Tak moim zdaniem te 3 razy to minimum. Ale w sumie- ja mam w zasadzie pierwszego psa w zyciu, wiec doświadczenie niewielkie,

Posted

katya napisał(a):
A czy podczas nieobecności Pani Zosi Ty Uluu mogłabyś od czasu do czasu wyprowadzać suńkę? Czy to wykluczone?


To jest niemożliwe, niestety studiuję i nie ma mnie od samiuśkiego rana do wieczora, jeszcze dłużej niż pani Zosi... Gdybym była w domu, Sońka by została - bez 2 zdań! Chodzi właśnie o to, że ona cierpi kiedy musi być sama :-( Poza tym takie widywanie ze mną rzeczywiście mogłoby jej to strasznie namieszać, ona musi mieć jednego ukochanego człowieka i kropka. Właśnie przed chwilą żebrała sobie u mamy w kuchni, ale kiedy zeszłam na dół ona przyleciala za mną natychmiast - także nawet jedzenie nie jest w stanie jej przekupić :roll: Po spacerze wyłaby za mną przez pół godziny albo dłużej, nie jadłaby i nie spała, cały czas stałaby przy drzwiach. Kiedyś została na pół dnia u mojego chłopaka którego przecież zna i lubi, a i tak wciąż tylko czekała na mnie... Więc jeśli zostanie adoptowana to na zawsze, już nigdy nie będziemy mogły się zobaczyć :(

loozerka --> 7 godzin dla innych psów to rzeczywiśćie nie byłby problem, moje też tyle siedzą (co prawda w ogrodzie, ale jednak same) , niestety Sonia zachowuje się po prostu potwornie kiedy jest sama. Bez przerwy szczeka, wyje, skacze na drzwi, czasem nawet zrobi koope z nerwów. Musimy zostawiać ją z Abrą w domu lub na podwórku - przy niej czuje się bezpieczniej i zachowuje się w miarę spokojnie. Nie wiem co może się dziać, kiedy zostanie sama w obcym miejscu, to będzie dla niej potworne :placz: Znów pomyśli, że jest porzucona...
U nas taka atmosfera w domu że szkoda gadać, wszyscy latają za Sonią jak za świętą krową, a jej się takie oczyska zrobiły niesamowite...!! Nie widzę jakoś tego oddawania jej :razz:

Posted

:D cudownie to ostatnie zdanie zabrzmialo ...
Jesli Sonka faktycznie tak reaguje na koniecznosc bycia sama, to dom taki, jak ten opisany przez Ciebie moze nie jest dla niej najlepszy. Psiaka mozna przyzwyczaic do zostawania, nawet tego, ktory kocha za mocno, jednak to wymaga czasu i pracy. Jesli od razu mialaby zostawac sama- nie widzę tego zupelnie :)

Posted

Oj, to rzeczywiście trochę skomplikowane.
Myślę, że nawet, jak nie będzie sama, to zostawienie jej przez Ciebie/Was
odbędzie się żołądkowo, tzn. trzba spodziewać się sraczek, nawet w domu.
Dobermany tak mają, że przeżywają, i to mocno, a wszystko przez układ pokarmowy. Moja suka jak ma zostać na jeden dzień u mojej siostry, którą odwiedzamy pare razy w tygodniu i po nas to najbliżsi jej ludzie, sraczkę ma jeszcze jak już wróci do domu. Fakt, że nasza suka to panikara i miała chorą trzustkę i jelita, ale inne dobki też są rozjechane fizjologicznie przez schronisko.
Jak już będzie domek-kandydat, znajdziemy mu pomocnika od dobermanów do konsultacji. Na razei nie wiem, jak Ci pomóc.

Posted

Myślę, ze zostawanie w domu moze być do przejscia, w sumie większość psów musi zostawac na 8 godzin same w domku. Moja Amba też jest schroniskowa, na początku były z nią ogromne problemy z zostawianiem jej samej, demolowała, gryzła, dostawała biegunki, teraz spokojnie przesypia 8 godzin. Bardziej martwiła bym się zbytnią bliskoscią nowego ew. domku. Wydaje mi się, ze jeżeli Sońka musi znaleźć nowy dom to jednak daleko od Uli, tak, zeby ich spotkaie nigdy nie było mozliwe...

Posted

[quote name='dzodzo']a może by tej pani chetnej na Sonię-podrzucic ta dobeczkę z krakowskiego schronu, skoro jest chetna na pieska??taki sztanski plan mi sie nasunął:evil_lol:

Pani Zosi jest obojętna rasa, może być nierasowy. Ona po prostu chce pieska...

Asiorek --> mnie tez ciągle to martwi, tymbardziej że Soniak zachowuje się tak jakby od zawsze była u nas... Będę musiała porozmawiać z doświadczonymi hodowcami dobków i zapytać jak to u nich wygląda gdy np kupują lub sprzedają dorosłego psa. To zupełnie coś innego niż berneńczyk, który pójdzie praktycznie z każdym (a jak ten ktoś ma jedzenie to pies jest kupiony :roll:)


Jutro mamy ciężki dzień.
Trzymajcie kciuki PROSIMY!
:bluepaw:

PS. Do kogo zwrócić się o pieniążki z AFN na sterylkę i operację pęcherza? Sama nie dam rady opłacić całości :shake:

Posted

[quote name='Ulaa']To zupełnie coś innego niż berneńczyk, który pójdzie praktycznie z każdym (a jak ten ktoś ma jedzenie to pies jest kupiony :roll:)

:cool3: :cool3: :cool3: co Ty nie powiesz :cool3: :cool3: a gdzie dokładnie mieszkasz :evil_lol: :razz: :razz: ????

Posted

[quote name='Asior']:cool3: :cool3: :cool3: co Ty nie powiesz :cool3: :cool3: a gdzie dokładnie mieszkasz :evil_lol: :razz: :razz: ????


czyżbyś narzekała na nadmiar żarełka? :cool3:


bo te żarówki to dużo energii zużywają... :roll:

Posted

[quote name='Ulaa']czyżbyś narzekała na nadmiar żarełka? :cool3:


bo te żarówki to dużo energii zużywają... :roll:

nieważne...marzenia "trza" spełniać :diabloti: a te psy sa moim marzeniem...sa poprostu nieziemskie ...

Posted

Kajtucha już od 1,5 h na stole... Boję się o nią, ale jest w najlepszych rękach :thumbs: więc między 12 a 13 będziemy mieli już Kajtka bez kamieni :eviltong:

Tak to maleństwo wyglądało bezbronnie leżąc w narkozie na sali operacyjnej...
Wracałam do domu roztrzęsiona trochę bardziej niż trochę i aby się uspokoić pojechałam sobie na około duża dłuższą drogą. Ale spokój chyba nie był dzisiaj dany... pod kościołem w Libiążu niemal wpakowałam się na leżące na ulicy ludzkie zwłoki, jeszcze niczym nie zabezpieczone, tylko twarz ledwo okryta policyjną kurtką... Jeden policjant, nawet bez kamizelki odblaskowej próbował kierować ruchem, by ktoś ponownie nie przejechał tego biedaka na ulicy... Leżał, a wokół niego rozrzucone rzeczy... portfel, komórka, jakieś zakupy... i na chodniku rozbity samochód który go potrącił.
Nie wiem kto to był, ale pokój jego duszy
[*] życie jest takie kruche...
:(

Posted

Okropne przeżycie. Ja mam taką pracę, że częśto się stykam ze zdjeciami wypadków drogowych, także tymi oddającymi szczegóły- w przypadku smierci. Wydawało mi się, ze jestem przygotowana na zetkniecie z czms takim na żywo- ale chyba się przygotowac nie mozna, NIedawno najechałam tuż po cięzkim wypadku i juz sam widok wbitej w tył samochodu maski i świadomosc, co musiało sę stac z kierowca, ktory był pomiedzy tymi blachami spowodowała, ze mi się nogi ugieły. A raczej ze mnie twarda baba.


A za Kajtucha trzymamy kciuki, to silna, zdrowa (juz ) psina, bedzie dobrze :)

Posted

Wiecie co się okazało podczas operacji? Kolejny ciekawy :mad: fakt z przeszłości Sońki: miała robioną cesarkę...
Czyli o wyciągnięcie szczeniaków (i niewątpliwie ich sprzedaż) ktoś zadbał, a jakże, a o leczenie chorej kruszynki już nie :angryy:

Bardzo się o nią martwię, widać, że bardzo cierpi... Cały czas tylko leży, dzisiaj popiskuje :-( Dostaje tramal i antybiotyki, ale nie chce nic jeść,... Gotuję jej teraz pierś z kurczaczka z marchewką i dostanie z ryżem, może się skusi...
Jak długo będzie trwał jej taki stan? Opowiedzcie o Waszych doświadczeniach ze sterylką i usuwaniem kamieni z pęcherza (czy ktoś miał z tym do czynienia?) - nigdy żaden mój pies nie miał operacji... Strasznie mi jej żal :-(

Jutro idziemy na zastrzyki i we wtorek też...

PS. Dziękuję wszystkim za wpłaty na AFN, dzięki temu obydwie operacje Soni mogły się odbyć :kciuki:

Posted

Kajtucha pięknie "podziękowała" za wykwintniejsze żarło i rano znalazłam mega big prezent :angryy::eviltong:

ale czuje się już dobrze :multi: dzisiaj ostatni antybiotyk i wyciągniemy w końcu ten paskudny wenflon.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...