jostel5 Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 Hanuś,czytam i czytam,śmieję się i wzruszam,no i ...wyciągam wnioski...Coś mi się wydaje,że Ty już też Barneyka pokochałaś :) Quote
haniabor Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 Kochamy go wszyscy, ale narozrabiałam tak, że bardziej się nie da. Barniś się absolutnie obraził. Nie lubi nas, powarkuje sobie, nie odzywa się, nie podchodzi, nie zjada łakoci (przy nas). A ja naprawdę zabrałam piłkę, bo już znowu kuśtykał. :-( Quote
jostel5 Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 Bo Barniś ma charakter!:) No i nie będzie się do Was odzywał do jutra! ;) Quote
Agnezia Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 Odezwie się wcześniej pod warunkiem, że oddacie piłkę :) Quote
elmira Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 [quote name='haniabor']Kochamy go wszyscy, ale narozrabiałam tak, że bardziej się nie da. Barniś się absolutnie obraził. Nie lubi nas, powarkuje sobie, nie odzywa się, nie podchodzi, nie zjada łakoci (przy nas). A ja naprawdę zabrałam piłkę, bo już znowu kuśtykał. :-([/QUOTE] :glaszcze: Haniu, to mały terrorysta:) Odbrazi się. Ale Wy tez nie możecie pozwalać, żeby Wami ten facecik rządził! Noga boli, to nie ma zmiłuj. Piłka musi być zabrana. My to wiemy, ale ten mały dupeczek się obraża. Quote
haniabor Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 Piłka oczywiście oddana. Problem jest taki, że to piłka do nogi i nijak nie mieści się w pysiu. Nie da się jej ani przenieść, ani schować. Barniś leży więc i pilnuje, uważnie sprawdzając, czy nikt jej znowu nie zabierze. Jak dziecko: dobra jest tylko najnowsza zabawka. Quote
Agnezia Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 U nas proces pomniejszania piłki trwa max 2 tygodnie. Zazwyczaj 3 dni :( Quote
haniabor Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 Smutne jest tak naprawdę to, że na chwilę (już widać, że na chwilę) pies cofnął się o dwa tygodnie. Patrzył na nas jak pierwszego dnia, widać było zero zaufania. A na psiaka trzeba jeszcze uważać. Gdy Jola go przywiozła reagował agresją na bandaż na ręce. Wczoraj nałożyłam do ogrodu rękawice- reakcja ta sama. Gdy je na chwilę zdjęłam, rozniósł je na strzępy. Chwilami zapominamy, że jest dopiero u nas 17 dni i że jeszcze nie wrósł całkiem w dom. Quote
elmira Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 Haniu, nie bierz, Broń Boże, zachowań Barneya do Siebie. Nie potrafimy oszacować, co Barney przeżył przed Wami. Może ktoś go bił, lub w inny sposób krzywdził, może miał na rękach jakieś rękawice, szmaty-no nie wiadomo. On u Ws dojdzie szybko do równowagi:) Quote
haniabor Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 Wiem o tym. Po prostu po raz pierwszy wzięłam dorosłego psa. To jest zupełnie coś innego niż szczeniaki, które dorastają z człowiekiem. Wciąż łapię się na tym, że zapominam o tym, że nie był z nami, że pewnie sporo przeżył. Czuję się, jakby był u nas od zawsze. Quote
haniabor Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 A nawiązując do jednego z zamkniętych wątków- masz Elmirko rację. Nigdy nie wzięłabym dorosłego psa mając do wyboru uroczego sceniacka. Teraz wiem, że cudniejszego psa niż Barney na pewno bym nie znalazła, ale to wiem dopiero teraz. Quote
Nes2009 Posted June 29, 2010 Posted June 29, 2010 Hania a może Barneyowi potrzebne towarzystwo innego uroczego dorosłego psiaka:cool3: Quote
haniabor Posted June 30, 2010 Posted June 30, 2010 Obraza Barneyowska ścisła trwała do świtu. O świcie pies zostawił piłkę i przyszedł do ludzi, chociaż dawał do zrozumienia, że do zaufania jeszcze daleko. Gdy wychodziłam do pracy, na szczęście zapomniałam kluczy. Ogrom euforii na powitanie, po pół minuty, był taki, że wiem: TO JUŻ JEST NASZ PIES, A NIE SCHRONISKOWY. Quote
Kapsel Posted June 30, 2010 Posted June 30, 2010 [quote name='haniabor']Obraza Barneyowska ścisła trwała do świtu. O świcie pies zostawił piłkę i przyszedł do ludzi, chociaż dawał do zrozumienia, że do zaufania jeszcze daleko. Gdy wychodziłam do pracy, na szczęście zapomniałam kluczy. Ogrom euforii na powitanie, po pół minuty, był taki, że wiem: TO JUŻ JEST NASZ PIES, A NIE SCHRONISKOWY.[/QUOTE] Az się wzruszyłam :-( Tak Haniu to już WASZ PIES :loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu::loveu: I nic i nikt tego już nie zmieni :Cool!::calus: Quote
haniabor Posted June 30, 2010 Posted June 30, 2010 Pies po wczorajszych szaleństwach jeszcze dziś odpoczywa. Żeby mu nie było przykro, że piłkę kopią dzieci- dostał nowego piszczącego cosia. No i zadziałało: psidło ma nową zabawkę, do starej straciło serce. Quote
elmira Posted June 30, 2010 Posted June 30, 2010 Ale te psiaki są zabawne:) Z nimi jest tak, jak z dziećmi. Bardzo się cieszę Haniu, że Barney trafił do do Was. Tego było mu potrzeba, ciepłych, wyrozumiałych i mądrych ludzi:) Quote
Kapsel Posted June 30, 2010 Posted June 30, 2010 [quote name='haniabor'] No i zadziałało: psidło ma nową zabawkę, do starej straciło serce.[/QUOTE] Zawsze jest tak :D nowa zabawka najlepsza, stara idzie w kąt, choć u mnie jest taka jedna mała foka piszcząca, do której po pewnym czasie wraca i wygrzebuje zawsze ją, ze swoich starych piszczydeł, które nie wiem jakim cudem, ale jeszcze piszczą :evil_lol: Quote
haniabor Posted July 4, 2010 Posted July 4, 2010 Glukozamina zdecydowanie pomaga. Barney lepiej się rusza, nie kuleje jest w lepszej formie. Dziś w nocy wróciliśmy z wyjazdu do Jostel (pies został ze starszym synem)- takiej radości, lizania i przyjaźni jeszcze nie było. Choćby dla tak żywiołowego powitania warto było wynieść się z domu na kilka godzin. Quote
jostel5 Posted July 4, 2010 Posted July 4, 2010 Dobrze,że wróciliście szczęśliwie!:) Każdy dzień to dla Barnisia nowe doświadczenie,dla Was(jako Pańciostwa psidła) zresztą też ;)! Miziam Was wszystkich za uszkiem.:) Quote
elmira Posted July 5, 2010 Posted July 5, 2010 Kurcze, martwi mnie, że on kuleje. Ale moja bokserka tez tak miała. Szalała do upadłego, a potem kuśtykała. Możliwe, że jak Barniś pobierze dłużej te preparaty na stawy, to sytuacja się poprawi. Przypuszczam, że jego poprzedni "pan" nie dbał o niego należycie i Mały może mieć braki. Będzie dobrze:) Quote
haniabor Posted July 6, 2010 Posted July 6, 2010 Od wczoraj nie widać, żeby kulał. Biega i szaleje ale nawet po długim spacerze jest dobrze. Może to po prostu brak formy po schronisku? Glukozaminkę nadal skrzętnie ukrywamy w jedzonku, a Barniś nadal skrzętnie ją wynajduje i wypluwa- i zaczynamy od nowa. Codziennie widać zmiany.Gdy zbliżamy się do zabawek, to nie warczy, najwyżej szybko łapie w paszczydło. Po zagryzieniu dwóch piłek (do nogi i koszykówki) dał sobie spokój z dużymi. Chyba dlatego, że jedna, mocno napompowana, strzeliła mu w zębach. No i wreszcie nie musi być wciąż w domu. Dzisiaj po raz pierwszy chciał być sam na dworze. Wychodził przed dom, kładł się i zostawał na podwórku sam około 15-20min. Potem wracał, ale następnym razem znowu zostawał. Fakt, że teren duży, fakt, że leżał przy domu- ale poczuł się na tyle bezpiecznie, że nie musi mieć ludzia. A poza tym coraz rzadziej się też zamyśla, coraz częściej się śmieje. Quote
elmira Posted July 6, 2010 Posted July 6, 2010 Jest cudnie:) A pilka mu w pysiu pękła? To mały czub:) Quote
jostel5 Posted July 6, 2010 Posted July 6, 2010 Pewnie gdyby mu nie pękła,to chłopcy nie mieliby już nigdy żadnej WŁASNEJ piłki....:) Quote
elmira Posted July 6, 2010 Posted July 6, 2010 Ale aparat:) jak on się dobrze czuje u haniabor:) Quote
haniabor Posted July 6, 2010 Posted July 6, 2010 Pękła w pysiu. Wystrzał był solidny, ale nie widać było strachu. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.