Jump to content
Dogomania

Tosia za tęczowym mostem ,wrodzona wada serca .Tosiu śpij spokojnie [*][*][*]


Recommended Posts

  • Replies 827
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

mala_czarna napisał(a):
Nutusia, ja Cię bardzo proszę, nie strasz mnie, bo chciałabym jeszcze 40-te urodziny obchodzić :evil_lol:


Młoda jesteś, nie znasz życia! :)
Słowo, że Pershing trenuje biegi - daje dyla z domu przy każdej nadarzającej się okazji i pokonuje ogród w takim tempie, że Antocha nie ma szans! :)
Będzie dobrze! To na kiedy tort szykować?... :)

Posted

Antocha właśnie skończyła worek 15kg Boscha od Kago.
Mała_Czarna, Twojej Eucanuby się otwieram, zabierzesz ją do domu. Tosia teraz będzie jadła karmę od Ewy Marty.

Posted

ronja napisał(a):
Antocha właśnie skończyła worek 15kg Boscha od Kago.
Mała_Czarna, Twojej Eucanuby się otwieram, zabierzesz ją do domu. Tosia teraz będzie jadła karmę od Ewy Marty.


Mam prośbę - czy Tosia mogłaby na drogę dostać "gościniec" w postaci powiedzmy dwóch porcji karmy?... Tak na wszelki wypadek, żeby jej od razu nie zmieniać, bo raz, że miała problemy z brzuszkiem, a dwa stres ewentualny... Ula karmi swojego Nema suchą karmą tylko, ale nie pamiętam nazwy...
Martuś, jak Twoje Dziewczynki, wszystko OK?... Masz preferencje do do jutrzejszej "godziny 0"?...

Posted

Tosia dziś zmieniła karmę, mam nadzieję, że nie będzie sensacji żołądkowych. Oczywiście dam jej worek 2 kg, bo od Ewy Marty karmę mam w workach po 2 kg.
Co do godziny, to wolę po południowych spacerach. Chyba, że Wam nie pasuje, to jakoś poradzimy. (Tosia jedzie jutro czy w piątek?)
Jutro rano jedziemy pożegnać Rudzię, więc wybaczcie, że nie będę tryskać humorem.

Posted

ronja napisał(a):
Tosia dziś zmieniła karmę, mam nadzieję, że nie będzie sensacji żołądkowych. Oczywiście dam jej worek 2 kg, bo od Ewy Marty karmę mam w workach po 2 kg.
Co do godziny, to wolę po południowych spacerach. Chyba, że Wam nie pasuje, to jakoś poradzimy. (Tosia jedzie jutro czy w piątek?)
Jutro rano jedziemy pożegnać Rudzię, więc wybaczcie, że nie będę tryskać humorem.


Martuś, zadzwonię jak tylko zsynchronizujemy zegarki z Ulą i Kamą:lol: Z pewnością będą to godziny popołudniowe, gdyż świąteczna litość pracodawców ma jednak swoje granice...;)

Rudzik... przykro... ale nikt jej nie odbierze tego, co jej daliście, ani Wam tego, co otrzymaliście w zamian.

A z Ciućką OK?... Co to był za alarm?...

Posted

Ciućka została podejrzana o wyżeranie karmy po cichaczu i chyba od tego bolał ją brzuch - piszczała od brzucha (karmy w pojemniku dziwnie ubywalo, myślałam, że to może Bartek więcej psom daje, bo on obsługuje śniadania, ja obiady, pojemnik miał też często uchylone wieczko...). Dostała wczoraj rozkurczowe i czekamy na wyniki krwi. Mam nadzieję, że nic poważnego nie wyniknie.

Posted

ronja napisał(a):
Dostała wczoraj rozkurczowe i czekamy na wyniki krwi. Mam nadzieję, że nic poważnego nie wyniknie.


Ciućka! Ładnie to tak?... Można sobie skubnąć tu i ówdzie, ale aż tak, żeby brzuchol rozbolał i Pańcię trzeba było straszyć i ganiać do weta zamiast okna myć?!?!?!? Wstydź się, panna, wstydź! :)

Posted

ronja napisał(a):
Jutro rano jedziemy pożegnać Rudzię, więc wybaczcie, że nie będę tryskać humorem.


Rudziaczku kochany..... Dla niej lepiej, bo przestanie się już męczyć, ale.... strasznie przykro, że taka kochana staruszeczka odchodzi:-(

Posted

ronja napisał(a):
Ciućka została podejrzana o wyżeranie karmy po cichaczu i chyba od tego bolał ją brzuch - piszczała od brzucha (karmy w pojemniku dziwnie ubywalo, myślałam, że to może Bartek więcej psom daje, bo on obsługuje śniadania, ja obiady, pojemnik miał też często uchylone wieczko...). Dostała wczoraj rozkurczowe i czekamy na wyniki krwi. Mam nadzieję, że nic poważnego nie wyniknie.


to kradziejka jedna :-)

Posted

No, Ciotki! Oderwać mi się tu na chwilę od tych serników, mazurków i jaj i wysyłać pozytywne myśli, fluidy i paluchy choć u nóg pozaciskać, bo dziś Antocha otwiera nowy rozdział w swoim życiu!

Ula niestety od wczoraj poszła do nowej pracy i dziś bezlitośnie pracuje do 17-tej, a ponieważ Ronja ma już plany na popołudnie i wieczór, Niunię odbiorę ja we własnej osobie ok. 15-tej!:evil_lol:

Ula się co prawda bardzo martwi, że nakiełbaszę pannie w głowie i nie będzie wiedziała która z nas ważniejsza, ale myślę, że tak na poważnie to ona mi po prostu... zazdrości!:diabloti:

Na szczęście Włodek jest w domu, więc jak przyjedziemy, to weźmiemy Tośkę i Nemka na spacerek, potem zostawimy ich w ogrodzie, niech się pozapoznawają i wybiegają, a potem może odważymy się wpuścić do domu, wsadzając kocice do aresztu w pokoju gościnnym;) I tak, w zgodzie i harmonii (mam nadzieję), będziemy czekać do powrotu Uli, co niestety z powodu dzisiejszych korków nie nastąpi szybko... i już w obecności "najważniejszej" przystąpimy do prezentacji psio-kociej.

Postaram się odezwać wieczorem, byście mogły w spokoju ducha rozpocząć świętowanie, puszczając kciukasy...:evil_lol:

Posted

[quote name='gusia0106']To ja poproszę o chociaż o sms, bo będę dłuuuugo w trasie ;)

Wczoraj Tosia mi dała łapą po ryju, ale jak się nadstawiałam, to i dostałam :evil_lol:[/QUOTE]

No właśnie - i gdzie się pchasz do nie swojego psa! :)
Sms-a napiszę, tylko żebyś kierownicy nie puszczała! :)

Posted

Uff... No więc póki co ja zdam relację, bo Ula przejęta, zajęta i jeszcze nie zalogowana na Dogo...:evil_lol:
W drodze Antocha była w miarę grzeczna. Usiłowała co prawda przedostać się do mnie na siedzenie, ale w końcu zadowoliła się głaskaniem i drapaniem za uchem. :lol: Od Ronji na naszą wiochę jest całkiem blisko, więc szybciutko dojechaliśmy.
Z samochodu wysiadła chętnie, z zainteresowaniem. Poszłyśmy w kierunku zabudowań, ale w jednej z posesji pies dopadł do płotu ze szczekiem i psica nam się wystraszyła. :shake: Po kilku chwilach Włodek wyszedł na drogę z Nemkiem na smyczy. Podeszliśmy do siebie nieśpiesznie, piesy się powąchały, ale Tosia była niepewna, trochę się bała i chowała za mnie. Ruszyliśmy drogą i każdy pies zajął się swoimi sprawami. Co jakiś czas Nemowi udawało się Tośkę podejść i zdołał ja obwąchać. Zanim doszliśmy do końca drogi, psy szły spokojnie, każdy sobie, od czasu do czasu się obwąchiwały.
Za furtkę, do ogrodu najpierw wszedł Nemo, potem Antocha - bez problemów. Chwilę potem Włodek spuścił Nemka ze smyczy, a Tocha jeszcze była zapięta, ale przedłużyłam jej smycz o smycz Nema. On do niej podbiegał, ona jeszcze trochę się chowała, ale coraz mniej. Obeszła ogród, obwąchała i odważyłam się ją odpiąć. No i wtedy... urządziła takie biegi, że nam tylko głowy odskakiwały, a Nemo najpierw usiłował dotrzymać jej kroku, potem przecinać jej drogę, aż w końcu stanął nie mogąc wyjść z podziwu, że można tak szybko biegać!:diabloti:
W pewnym momencie Nemo zaczął Antochę... molestować baaardzo seksualnie - aż Włodek poddał w wątpliwość czy ona aby na pewno sterylkę miała... Ganiały się po ogrodzie ponad godzinę. Cały czas Nemo zaczepiał ją seksualnie, a ona coraz wyraźniej mu się odgryzała, ale niestety zupełnie go to nie zrażało.:shake:
W końcu uznaliśmy, że na tyle się zmęczyły, że trzeba je wpuścić do domu i... zapoznać Tochę z kocicami. Ula wzięła na kolana Szarusię, Włodek Pershinga, a ja Tochę na smycz. Weszłyśmy do domu, Ula Tosię zawołała (trzymając kota na kolanach), Tocha chętnie podeszła, ledwie wąchnęła kota i... straciła zainteresowanie!:multi: Przy próbie obwąchania Pershinga, kićka prychnęła i przywaliła łapą w psi pysk. Tosia się trochę zdziwiła i... odeszła! Jesteśmy w totalnym szoku!!!! Odpięłam więc smycz i psica łaziła po całym domu, zwiedzając kąty oraz kuchnię, bo kocie miski są o wiele bardziej interesujące niż same koty.:evil_lol:
Niestety, Nemo nie odstępuje jej na krok i cały czas usiłuje gwałcić - nie daje jej się nawet na chwilę położyć.
Teraz Ula wypuściła go do ogrodu i Tosia wreszcie może spokojnie pochodzić po domu, napić się wody i odpocząć.

Tak więc, o wiele większy problem mamy z Nemem niż z kotami.:shake: Najgorsze jest to, że ruchy, które Nemo wykonuje są dla niego bardzo niewskazane z uwagi na operowany łokieć oraz dysplastyczne biodra.:placz: Ula dzwoniła do naszego Doktora i ten mówi, żeby psy rozdzielić i dawkować im spotkania. Niestety, jest to mało wykonalne, bo żadne z nich nie może przecież spędzić nocy na dworze...
Pocieszające natomiast jest to, że wypuszczony na dwór Nemo nie dobija się do drzwi, żeby za wszelką cenę być z Niunią...

Na razie minęły 3 godziny odkąd Tosica zawitała do domku, więc nie wpadamy w panikę i liczymy, że Nemkowi wróci rozum...;)

Jeśli któraś z Was miała podobne doświadczenia - napiszcie proszę jakie są metody na opanowanie takiej sytuacji.

Posted

No ja to wszystko już wiem z relacji telefonicznej Nutusi :) Cholera, ja naprawdę się na tym nie znam. Nie wiem czemu Nemo ciągnie tak do suni po sterylce, wszak wiadomo, że to będzie tylko miłość platoniczna ;) Jestem jednak dobrej myśli, i mam nadzieję, że za jakiś czas Nemo straci zainteresowanie Tosieńką. Jeśli nie, zasięgniemy opinii fachowca :)

Posted

cieszę się, że wszystko gra z kotami (szkoła Dakoci;) )
Nemo chyba próbuje zdominować Antochę na swoim terenie - na spacerze tego nie robił. muszą się jakoś dotrzeć.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...