zuziaM Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 Witaj swan. Dawno nie zagladalam tu i dzisiaj sporo poczytalam ..... Kurcze, trudny przypadek :shake: .... Moja Pola, ktora razem z Lusia przyjechala ze schroniska ( pamietasz ? ) tez byla dzikuska, ale bez porownania 1000 X mniejsza ! I dlugo to trwalo, bo dopiero od jakis 3-4 miesiecy podchodzi do nas sama i prosi o glaskanko i jedzonko.... Jestem pod wielkim wrazeniem tego, co robisz dla Lusi. Zal mi jej tylko, ze takie malenstwo musi w kojcu i budce mieszkac ..... a szczegolnie , gdy byla zima....:-( . Ja mam ( juz od naszego spotkania ) 3 duze suki, ktorych przeprowadzke do budek przeciagalam w nieskonczonosc i dopiero od 3 nocy w nich mieszkaja.... nie mialam serca :shake: wczesniej ich przeniesc. A do dzis co noc sie budze kilka razy i mysle, czy im tam nie smutno ....:shake: . Trzymam kciuki za dalsza prace jak najowocniejsza i pozdrawiam. Quote
swan Posted May 27, 2007 Posted May 27, 2007 no jasne że zeżarła, w końcu Luśka wielką paszczę ma że :diabloti: sesja zdjęciowa jak widać jest, ale nie w łóżeczku, oj nie panna Lusianna jeszcze trochę musi posiedzieć w kojcu, bo nie mogę wymyślić stuprocentowo bezpiecznego sposobu na wyprowadzenie jej na spacer bez dużego ryzyka jej nawiania... może być obroża, ale przecież przez jedną obrożę już przelazła i zjadła, więc musi być skórzana, żeby jeśli znowu zje, to zeby jej nie zaszkodziła (w życiu nie myślałam, że będę mięc takie problemy w życiu...) . Pewniejsze byłyby szeleczki,ale z kolei nie mam pomysłu, jak Lusię zapakować w te szeleczki. Z kolei szeleczki też może zjeść jak już w nich będzie sama siedziała i jej się będzie nudziło, to znowu powinny być skórzane. A czy ktoś widział skórzane szeleczki do kupienia? Bo ja nie :shake: a poza tym to tak się zastanawiam czy ona zjadła tamtą obrożę bo po prostu pożarła potwora, który ją bolał, czy zjadła właśnie dlatego, że to skóra, a parcianego może nie tknie:cool1: tyle tych dylematów, że nie wiem jak się do tego zabrać ponadto w zeszły weekend mieliśmy dużego grilla u siebie i było na tyle głośno i zamieszanie, że przez parę dni Luśka miała wielkie opory, zeby podejść do mnie po jedzonko. Co wcześniej nie zdarzało jej się od wielu miesięcy. A jeszcze niedawno normalnie prawie wyrywała jedzenie z ręki o proszę jaka zafascynowana chrupką w ostatnim tygodni to Lusia tylko dochodzi do siebie,ale do tego czasu szło powoluteńku, jak to z Lusią, ale do przodu przyzwyczajałam ją do gwałtownych ruchów czy wiecie, że Lusia jak się jej wodzi przed nosem chrupką, to nie ucieka już do budy tylko podąża nosem i robi kółka i podskakuje, żeby tą chrupkę złapać? a jeszcze niedawno uciekała do budy macham jej tą ręką z jedzeniem przed nosem i robię z niej odważniejszego dzikiego psa niż była do tej pory i nawet jak czasem ją coś spłoszy a ja zawołam, to coraz częśćiej zdarza się, że wprawdzie robi w tył zwrot , ale tak naprawdę robi tylko obrót bo tuż przed budą zawraca i podchodzi do mnie, więc się nie chowa już tak łatwo no i to tak naprawdę na tyle, trudno mi w tej chwili wyłapać, jakie drobne postępy jeszcze poczyniła, bo to są naprawdę takie drobiazgi, że sama czasem się dziwię, ze zauważam różnicę żadnych spektakularnych sukcesów, żadnych cudów ani przełomów, bo to nie jest "odczulanie" tylko oswajanie, cóż.... trafił mi się "ciekawy przypadek" ale myślę, ze już mi się powoli cierpliwość kończy i zrobię akcję terrorystyczną, przywiozę weterynarza, pojmiemy Luśkę znienacka, zrobimy jej zastrzyk bo trzeba ją wreszcie zaszczepić, korzystając z przewagi liczebnej i siłowej :evil_lol: założę jej szeleczki choćby parciane i zobaczymy co dalej :diabloti: Quote
czarok Posted May 27, 2007 Posted May 27, 2007 swan napisał(a): żadnych spektakularnych sukcesów, żadnych cudów ani przełomów, bo to nie jest "odczulanie" tylko oswajanie, cóż.... trafił mi się "ciekawy przypadek" ale myślę, ze już mi się powoli cierpliwość kończy i zrobię akcję terrorystyczną, przywiozę weterynarza, pojmiemy Luśkę znienacka, zrobimy jej zastrzyk bo trzeba ją wreszcie zaszczepić, korzystając z przewagi liczebnej i siłowej :evil_lol: założę jej szeleczki choćby parciane i zobaczymy co dalej :diabloti: Wiesz, Swan, poczytuję od daaawna i podziwiam Cię :-). Ja bym już pewnie dawno straciła cierpliwość i zaszczepiła sunię wbrew jej woli :diabloti: Quote
masienka Posted May 27, 2007 Posted May 27, 2007 swan napisał(a):robię z niej odważniejszego dzikiego psa niż była do tej pory :evil_lol: Swan jestes niesmowita:loveu: Quote
PaulinaT Posted May 28, 2007 Posted May 28, 2007 Wiesz - minął rok odkąd byłam u Ciebie i Luske widziałam w akcji. Wtedy nie dawala do siebie podejść i gryzła smycze/sznurki aż jej krew z dziąseł leciała. Wtedy to juz jakis czas była i Ciebie. Wtedy też nikt nie podejrzewał nawet, ze tyle czasu będzie Lusina potrzebowała, zeby zaufać. Ciekawy przypadek więc?? Ekstremalnie trudny! Quote
brazowa1 Posted May 31, 2007 Posted May 31, 2007 Dosyc duzo mysle o Lusi.Tez sie nie spodziewalam,ze ten pies jest naparwde dziki.Ale przeciez jakos jedzenie musiala zdobywac w swoim poprzednim zyciu.Mala jest-polowala?Chyba nie,nie wyzywilaby sie.Wiec jednak ludzie musieli karmic. Ciekawe,jaki jest do ludzi jej szczeniak. Quote
Guest Mrzewinska Posted June 2, 2007 Posted June 2, 2007 Mogla znajdowac jedzenie gdzies na smietnikach... Jej matka mogla oszczenic sie w jakiejs dziurze i ukrywac male przed czlowiekiem. Jesli szczeniak nie pozna w ogole ludzi do 4 miesiaca zycia - wyrasta na dzikusa, ktorego trzeba oswajac. Mysle, ze Lusia przyszla na swiat gdzies poza kontrola czlowieka, a potem jakims cudem przetrwala, przeganiana bezustannie i zywiaca sie odpadkami. Czego jak czego, ale otwartych smietnikow u nas nie brakuje. Gdyby kiedykolwiek w szczeniectwie spotkala sie z czyms dobrym od ludzi - juz bylaby przyklejona wrecz do Swan. Wpatrzona slepo i tuptajaca krok za krokiem. Zofia Quote
swan Posted July 21, 2007 Posted July 21, 2007 :huh: i co ja mam Wam tutaj napisać Lusia dalej w swoim kojcu a to pewnie z mojej winy, bo boję się ją wyprowadzić na zewnątrz. Kupiłam jej nową smycz łańcuszek (jak pamiętacie pierwszą częściowo zjadła :diabloti: Ale nie kupiłam obroży, bo chcę jej założyć szeleczki a nie obrożę, pamiętając, co ostatnio zrobiła z obrożą ale nagle mogę kupić tylko takie , w które wkłada się przednie łapy i zapina na grzbiecie,a z tego wyskoczy w mgnieniu oka potrzebuję takie coś jak dwie obroże, jedna na szyję, druga przez klatę, połączone taśmą coś takiego można kupić miniaturowe dla kotów, a większego rozmiaru dla Lusi nie moge znaleźć Poza tym idzie powolutku. Byłam kilka dni poza domem i sąsiad mówi, że jak mnie nie ma , to Lusia nie szczeka, a jak jestem i jest pora odwiedzin i słyszy, że chodzę z innymi psami (a wie, że to znaczy, że zaraz przyjdę do niej ) to szczeka Jak mnie nie ma, to nie szczeka. To chyba znak, że mamy jakąś więź czy coś....:kciuki: Quote
brazowa1 Posted July 21, 2007 Posted July 21, 2007 mi zawsze jest smutno,gdy o niej czytam.Wiem,ze ma dobra opieke,ale tak mi jej szkoda,ze cierpi na samotnosc.I to nie dlatego,ze Swan masz inne psy i nie mozesz z nia cały czas siedziec.Chodzi mi o to,ze ja nie jestem przekonana,czy wiez z czlowiekiem,to cos,czego jej brakuje.Ona tego nie zna,wiec nie odczuwa braku. Ale jezeli wychowywala sie z dala od ludzi,to jednak kontakt z innymi psami musiala jakis miec. Swan,(nie krzycz na mnie :oops: ) ale,jak ona do innych psow? moze cos małego,miłego,łagodnego ,co zamieszkaloby z nia w boksie,dałoby jej radosc zycia?Nie bylaby samotnym,dzikim pieskiem-mialaby towarzystwo jakie zna. Quote
deedee77 Posted July 22, 2007 Posted July 22, 2007 Słyszałam że cioteczka ulvhedinn szyje szeleczki to może uszyłaby takie jak potrzeba???? Quote
swan Posted July 23, 2007 Posted July 23, 2007 a nie pomyślałam,że ktoś może szyć szeleczki na wymiar, zorientuję się w temacie a jeśli chodzi o charakter Luśki ogólnie nie jest zahukaną sunią, ma charakterek co się zowie jak jakiś pies się pojawi na podwórku, to szczeka alarmująco jak któraś moja suka podejdzie do jej kojca, to na początku się bała, teraz je raczej ignoruje jak Wera próbowała ją z bliska obwąchać jak jeszcze była na górze na sali, to Werę ostro obwarczała z zębami na wierzchu Koral miał ochotę się z nią przez kraty kojca zaznajomić , prawie oberwał po nosie hmmmm nie reaguje w żaden sposób na koty...... Quote
joaaa Posted July 24, 2007 Posted July 24, 2007 Swan, takie szelki mają chyba psy zaprzęgowe, dwie pętle. połączone taśmą. To się chyba nazywa szelki indiańskie. Zaraz poszukam. A to?: http://www.allegro.pl/item218848022_promocja_super_szelki_dla_twojego_ulubienca_.html i to: http://www.allegro.pl/item215781237_szelki_regulowane_indianskie_25mm_75cm_dla_psa_.html Quote
Guest Mrzewinska Posted July 24, 2007 Posted July 24, 2007 Z tych "indianskich" to chyba nie ma prawa sie wydostac. Zofia Quote
swan Posted July 24, 2007 Posted July 24, 2007 ooooo o takie drugie mi chodziło, nie miałam czasu przeryć wszystkich aukcji na allegro, a nie wiedziałam, jak się takie nazywają z takich pierwszych to mój Koral akrobata wyskakuje w mgnieniu oka, szybciej, niż wyciąga głowę z obroży to Lusia też by w nich dużo nie pochodziła to teraz mi zostaje zmierzyć Lusię i Korala i zakupić takie cudo Quote
swan Posted August 7, 2007 Posted August 7, 2007 przyzwyczajam Lusiannę póki co do ubierania w szelki przyzwyczajanie polega tak naprawdę na przyzwyczajania do dotykania w różnych miejscach, trwa tak od pół roku :oops: no ale najpierw z bólem dała się musnąć po pyszczku, a teraz już doszłam do nasady ogona, moge jej przejechać po zebrach (przynajmniej sprawdziłam, że nie można ich wyczuć :cool3: ) mogę ją pociągnąć za kołtuna na uchu :oops: a nawet chwycić za szyję pod brodą i ścisnąć grdykę :cool1: innymi słowy przyzwyczajam ją do brutalności :mad: naprawdę mogę ją pociągnąć za skórę na karku i nie powoduje to paniki raczej robi takie delikatne uniki w stylu "no co chcesz ?, czego się czepiasz? no ?" za to wystarczy że szurnę stopa o podłogę i już widzę jej znikający ogon w drzwiczkach budy :eviltong: staram się do niej coraz więcej gadać gdzieś tydzień temu też zauważyłam, że boi sie, jak się nad nią pochylam i potem przez kilka dni karmiłam ją z objawami choroby sierocej, pochylenie do przodu to znaczy wyciągnięta ręka z jedzeniem i tak w kółko tylko pierwszych pięć razy uciekła do budy potem przestała się tego bać to by było na tyle przejrzałam dzisiaj całe allegro z szelkami itp popytałam i mam na oku kilka aukcji, czekam na odpowiedzi o wymiarach szeleczek, zakupuję i będziemy próbowali ją w nie zaprząc wciskanie jej w szeleczki pewnie będzie długie i okupione stratą futra, natomiast bardziej mnie martwi jak to zrobić, żeby ona ich nie zjadła jak już je będzie miała na sobie :roll: Quote
Lipizzan Posted August 9, 2007 Posted August 9, 2007 ZDejmować pokażdym użyciu :diabloti: :diabloti: :diabloti: :evil_lol: :evil_lol: :evil_lol: Łatwo powiedzieć na szczęście to nie ja się tak będę męczyć :p O radę najlepiej zapytać joaaa Quote
Guest Mrzewinska Posted August 14, 2007 Posted August 14, 2007 Lipizzan napisał(a):ZDejmować pokażdym użyciu Chyba wlasnie tak bedzie trzeba. Mam nadzieje, ze Luska polubi wyjscie na swiat - i wtedy, jesli skojarzy zakladanie szorek ze spacerem, nie bedzie problemow. Boje sie tylko, ze ona bedzie sie bala wyjsc z kojca - drzwiczki od kojca przy pierwszym wyjsciu musza byc szeroko otwarte, zeby wiedziala, ze jest droga odwrotu. Zofia Quote
swan Posted August 14, 2007 Posted August 14, 2007 Lusia jest ciekawa świata, zmieniła się pod tym względem przez ostatni rok. Lubi siedzieć przy kracie i obserwować podwórko. Jak Aga za długo nie wraca i co chwila wychodzę przed dom zobaczyć, czy już wróciła z obchodu pola, to po szczekaniu Lusi zaraz wiem, że już jest. Zresztą Lusia jest chyba najbardziej czujna z całego stada :cool3: a teraz muszę się czymś pochwalić bo normalnie cieszę się jak dziecko:lol: wcześniej pisałam,że przyzwyczajam Lusię do dotykania po całym ciele i ostatnio ta praca zaczyna trochę przypominać obcowanie z "normalnym" ucywilizowaniem psa, bo moje szudranie Luśki przypomina normalne szudranie psa dla sprawienia mu przyjemności :loveu: w dzisiaj próbowałam jeszcze wymyślić, do czego jeszcze muszę Lusię przyzwyczaić, co będzie mi potrzebne przy zakładaniu szeleczek no i w czasie karmienia jedną rękę położyłam jej na klacie i naciskałam, aż podniosłam Lusię do góry najpierw dwa razy zrobiła uniki, a potem przestała i kombinowała co z tym zrobić i wykombinowała, że przednimi rękami oprze się na moim przedramieniu no to już wiem, że mogę ją postawić na tylnych łapach, żeby przednie włożyć w szelki a przed chwilą od nie wróciłam i próbowałam jak będzie reagować na trzymanie łapek i nie ma żadnej traumy moja Darma bardziej nie lubi dotykania łap ostatnie chrupki Lusia zjadła stojąc na trzech łapach, a przednią lewą ja dzierżyłam po przyjacielsku w mojej dłoni :lol: i wcale jej nie wyrywała :loveu: zaczynam wierzyć, że dojdę z tymi ćwiczeniami do czegoś sensownego :eviltong: pewnie jeszcze tego lata wyjdziemy na spacerek z klatki :p Quote
brazowa1 Posted August 14, 2007 Posted August 14, 2007 Brawo!!!!!!!!!!!! Gratulacje! nawiazujesz przyjazn z dzikim zwierzatkiem! Quote
joaaa Posted August 14, 2007 Posted August 14, 2007 :klacz: :klacz: :klacz: :klacz: :klacz: :klacz: :klacz: :klacz: :p Feniks do dziś nie pozwala oglądać sobie łap, ale prawdę mówiąc, wcale z nim tego nie ćwiczę. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.