zmierzchnica Posted February 19, 2014 Author Posted February 19, 2014 [quote name='kalyna']Ja też w szoku jestem, że pies jest tak mało widoczny.... pewnie padłabym na tym polu :evil_lol: U mnie Ciap jest w porównaniu z Twoimi przyklejony do nogi. Odchodzi na max 10 metrów, jak się zagalopuje dalej i się zorientuje to pędzi jakby od tego zależało jego życie :diabloti: Niestety tak kolorowo nie mam z owczarami :placz:[/QUOTE] Haha, no Ciap to kolejny Lukowy piesek ;) Ja się cieszę, że mamy takie pola i mogę psom pozwalać na takie biegi i szaleństwa odległe :p Quote
kalyna Posted February 19, 2014 Posted February 19, 2014 [quote name='zmierzchnica']Haha, no Ciap to kolejny Lukowy piesek ;) Ja się cieszę, że mamy takie pola i mogę psom pozwalać na takie biegi i szaleństwa odległe :p[/QUOTE] u nas coraz mniej pól i spokoju :shake: Quote
Pani Profesor Posted February 22, 2014 Posted February 22, 2014 cześć, dzień dobry, witam się u sfory i u mojego faworyta - Frotka :cool3: Quote
zmierzchnica Posted February 22, 2014 Author Posted February 22, 2014 [quote name='Pani Profesor']cześć, dzień dobry, witam się u sfory i u mojego faworyta - Frotka :cool3:[/QUOTE] Faworyt Frotek na pewno nie jest moim faworytem :evil_lol: wczoraj dwa razy zwiał! Cholernik jeden chowa się za domem, czeka, aż go nie zauważymy i sp...ada przez ogrodzenie na śmietnik szukać żarcia! Biedny, niedożywiony, samotny, głodzony pieseczek, po prostu mi żal tyłek ściska :placz::diabloti: Musiałam go ściągać, oczywiście jadł jakieś stare bułki - mniam, pleśń, grzybki, same specjały :loveu: Z ogonkiem podkulonym wrócił po ucieczce porannej, a wieczorem znowu to samo. Teraz ma nadzór specjalny :roll: Aaa... I mały paskudny Maks też nam zwiał. W parku. Luzem ciągle chodzi, przybiega na wołanie, cudo! Ale kilka spacerków do parku i sobie wykminił, jak się do domu wraca. Wczoraj na spacerze już go wołam, już zapinam, smakołyczek, odchodzi coś wąchać... I jak nie ruszył! Przez ulicę, przez osiedle. Ja łapię psy, mama pędzi za nim - zapomnijcie, że psa z gipsem i kołnierzem dogonicie :diabloti: Zgarnęłyśmy go potem spod drzwi sąsiada byłych właścicieli. On go zawsze karmił. Kolejny biedny piesek poszedł żebrać o jedzenie. Później chciał mi zwiać przez bramę, jak wchodziłam, a jak go złapałam to usiłował mnie użreć :loveu: Wolę suki, z nimi nigdy nie miałam takich głupich problemów :roll::evil_lol: Quote
Pani Profesor Posted February 22, 2014 Posted February 22, 2014 mój pies to też uciekinier, do takiego wniosku doszłam, kiedy byłam z nim u znajomej na wsi na 3 dni :cool3: też nie zwiewał w celu 'ucieczki na zawsze', bo to nie jest dzikus ani panikarz, tylko w ramach poszerzenia sobie terenu eksploracji, a przy okazji - może coś się upoluje, albo uda zeżreć :cool3: mamy nawet z TŻ-tem teorię, że on faktycznie był czyjś, mieszkał na wsi (bo zaczyna bulgotać, kiedy mu puścimy dźwięki kur i kogutów z youtube'a :loveu:) i po prostu wyszedł sobie przez bramę i powędrował ;) na szczęście mieszkamy w bloku, z drugiego piętra z balkonu raczej nie zwieje :cool3: Quote
Paulina_mickey Posted February 23, 2014 Posted February 23, 2014 http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/Winter/P2100050_zpsc9e9a961.jpg piękne miejsce :loveu: Quote
Bobryna Posted February 23, 2014 Posted February 23, 2014 A to Frotek niedobry, śmieciożerca uciekinier :P Maksowi można jeszcze wybaczyć, w końcu tymczasowicz :eviltong: Blusia też ostatnio na spacerze coś zeżarła, a myślałam, że ten problem mamy już daleko za sobą :roll: Quote
Ty$ka Posted February 23, 2014 Posted February 23, 2014 Możliwe, że i mają podobne charaktery z Luką. Jednak o dziwo, piesek domowy powoli budzi w sobie dzikość. Im więcej chodzimy, im bardziej hardkorowo, tym bardziej staje się psem fajnym. Fajnym - tzn. nie panikuje. Pewnie tu rozchodzi się i o moje podejście :D Jakie Ty masz przeboje z Frotkiem :lol: Jak cieszę się, że mój nie ma zwyczaju nic zżerać na spacerach, a moje słowo powiedziane to świętość :D Jak u Was pięknie :loveu: Quote
evel Posted February 24, 2014 Posted February 24, 2014 A ja właśnie mam kolejną sukę, która jest śmieciożercą :placz: Chodzi ta gówniara z nosem w ziemi i szuka. Bo w domu jeść nie dają, rozumiecie, w końcu co to jest prawie 400g karmy na dobę dla szczeniaczka? Chyba czas zamówić fizjologa... A np. Dex się nigdy niczego z ziemi nie czepiał, a na początku był w strasznym stanie, niedożywiony itd. Hunter czasem coś ciapnie, ale nie jest tak nakręcony na znaleziska jak suki :roll: Quote
zmierzchnica Posted February 24, 2014 Author Posted February 24, 2014 Pani Profesor - niestety, niektórym psom życie na wsi nie służy ;) Frotek miał paskudny charakter, jak go wzięłam. Tak beznadziejnie upartego i knąbrnego psa nie znałam wcześniej... Ucieczki przez bramę (wspina się jak kot). Próby ucieczek przez okna (dachowe też). Jak coś się nie podobało, skakał mi do ramienia i mnie szczypał zębami. Jak chciał gdzieś iść albo nie chciał wrócić, kładł się na ziemi i wbijał pazury w podłoże, nie dało się go nawet ciągnąć za sobą, tak sztywniał. Nie mówię już o tym cyrku na widok psów, bo nieraz ze łzami w oczach wracałam ;) Zanim go wzięłam, biegał dwa miesiące przed sklepem, a jeszcze wcześniej dowiedziałam się, że latał po mieście z łańcuchem na szyi. Prawdopodobnie ktoś wziął piękną, puchatą, białą kulkę i wyrosła na szatana (gdzieś tych "sztuk" musiał się nauczyć), trafił na łańcuch, potem albo zwiał, albo mieli go dość i wywalili... Dużo psów tak kończy :( Paulina_mickey - fakt, lasy mamy tu świetne :) Bobryna - ech, u mnie te problemy ze zżeraniem śmieci pojawiają się cyklicznie, chyba na wiosnę syfy ładniej pachną... Ty$ka - a widzisz, doceniaj Morusa, ile wlezie! ;) evel - nie wiem, od czego to zależy, chyba od charakteru psa po prostu... Hera rzadko coś zeżre, na każde moje słowo wypluje. Frotek na spacerach raczej nie wyszukuje syfu, ale znowu próbuje zwiać na śmietnik :D Luka nigdy nic nie zżera ani nie rusza, ale pocieszę Cię - jak była młoda to wszystko złapała, zdechłą rybę, woreczek, każdy syf był super. Minęło jej. Chibi też naprawdę rzadko coś znajdzie, nie szuka śmieci, tylko jak samo coś się napatoczy to ewentualnie weźmie... Ale teraz jakoś wszystkie bardziej są nakręcone na śmieci. Biedne głodne pieski, dostają tylko dwa razy dziennie michę, kosteczki do gryzienia, smakołyki na spacerach... Toż to za mało! ;) Quote
Ty$ka Posted February 24, 2014 Posted February 24, 2014 Przynajmniej jak weźmiesz następnego psa to będziesz trochę uodporniona... dzięki Frotkowi :lol: Jednak jak tak czytam Was czasami na dogo, to tak sobie myślę, że miałam sporo szczęścia, trafiając na psa takiego jak kundelus. Nie wiem, co by było, gdyby los zadecydował inaczej i miałby chociaż po części charakter np. Frotka. Przecież gówniarska Tysia chyba by się poddała.... I doceniam go coraz bardziej :loveu: Quote
Pani Profesor Posted February 24, 2014 Posted February 24, 2014 zmierzchnica napisał(a):Pani Profesor - niestety, niektórym psom życie na wsi nie służy ;) Frotek miał paskudny charakter, jak go wzięłam. Tak beznadziejnie upartego i knąbrnego psa nie znałam wcześniej... Ucieczki przez bramę (wspina się jak kot). Próby ucieczek przez okna (dachowe też). Jak coś się nie podobało, skakał mi do ramienia i mnie szczypał zębami. Jak chciał gdzieś iść albo nie chciał wrócić, kładł się na ziemi i wbijał pazury w podłoże, nie dało się go nawet ciągnąć za sobą, tak sztywniał. Nie mówię już o tym cyrku na widok psów, bo nieraz ze łzami w oczach wracałam ;) Zanim go wzięłam, biegał dwa miesiące przed sklepem, a jeszcze wcześniej dowiedziałam się, że latał po mieście z łańcuchem na szyi. Prawdopodobnie ktoś wziął piękną, puchatą, białą kulkę i wyrosła na szatana (gdzieś tych "sztuk" musiał się nauczyć), trafił na łańcuch, potem albo zwiał, albo mieli go dość i wywalili... Dużo psów tak kończy :( Ależ z moim jest podobnie :cool3: też potrafi skubnąć, jak mu coś nie podejdzie (i za cholerę nie przewidzisz, kiedy to nastąpi :razz:), cyrk na widok psów to norma, przetykana moją mega ciężką i sumienną pracą nad odwracaniem uwagi, teraz omija 4-5 psów na 10, do niedawna to było 0-1 :roll:, a ucieczki też by praktykował, gdybyśmy mieli ogródek :D co prawda w celach zwiedzaniowych, a nie ucieczki na amen, ale zawsze (próbował na wsi). jak Tobie udało się 'przepracować' Frotka? Masz jakąś receptę na oduczenie czepiania się innych psów? Quote
zmierzchnica Posted February 24, 2014 Author Posted February 24, 2014 Ty$ka napisał(a):Przynajmniej jak weźmiesz następnego psa to będziesz trochę uodporniona... dzięki Frotkowi :lol: Jednak jak tak czytam Was czasami na dogo, to tak sobie myślę, że miałam sporo szczęścia, trafiając na psa takiego jak kundelus. Nie wiem, co by było, gdyby los zadecydował inaczej i miałby chociaż po części charakter np. Frotka. Przecież gówniarska Tysia chyba by się poddała.... I doceniam go coraz bardziej :loveu: A idź mi z "weźmiesz następnego psa", ja już psów mam powyżej uszu, oczu i wszystkich innych części ciała :evil_lol: E, nie poddałabyś się. Ale byłoby Ci ciężko, bo pewnie taki pies jak Frotek byłby dla Ciebie ogromnym obciążeniem. Ja sobie mogę pozwolić na to, że Frotek zwyczajnie nie zostaje na podwórku i problem ucieczek z głowy ;) Pani Profesor - ale Pat gryzie tak na serio, do siniaka? Bo Frot mnie wtedy (i tylko wtedy) delikatnie łapał za ramię, podgryzał, ale nie próbował złapać mocniej. To była jego forma łagodnej perswazji :evil_lol: Wiesz, u Frotka zagrało bardzo dużo elementów naraz... Po pierwsze, bardzo mu pomogła kastracja. Po drugie, bieganie po 1,5 godziny, intensywny jogging, spuszczał parę i nie miał siły się rzucać. Po trzecie, półtora roku treningu, wszystkie sztuczki, posłuszeństwo i inne bzdetki; mamy taki fajny plac targowy, wokół niego jest trawnik - ludzie łażą z psami po brzegach placu koło trawników, a ja na środku ćwiczyłam z Frotkiem. Odległość taka, żeby jeszcze się nie denerwował, ale żeby widział te psy. Tak więc rano miał bieganie, po południu i wieczorem szkolenie. I starałam się na początku nie dopuszczać biegających luzem piesków do niego. Co oczywiście, jak się domyślasz, było drogą przez mękę :roll: Po czwarte, bardzo intensywna socjalizacja. Brałam psy na DT, miałam coraz więcej psich znajomych, starałam się potem nie unikać spotkań z podbiegaczami o ładnych CSach. W pewnym momencie byłam ekspertem od zaznajamiania Frotka z psami, bo to był baaardzo złożony proces - pies nie mógł do niego podejść ani być nachalny, najpierw spacerki równoległe, pies szedł przed nami, sikał, Frotek wąchał jego siki, poznawał go i powoli się przekonywał... Moim największym sukcesem było zaznajomienie Fro z Nerem od TZa, Nero to mix rottka i dobka, pełnojajeczny i dwa razy większy niż Fro. Udało się, a jak pięknie mi się TZem sterowało, żeby psy się nie pożarły :loveu::evil_lol: I po piąte... Hera. Chyba ona była takim największym nośnikiem zmian. Ona była z pieskami za pan brat. Na podbiegaczy reagowałam popuszczaniem smyczy Herze, Fro widział witanko i się uspokajał. Dzięki niej nauczył się, że psy nie planują go zjeść, że da się z nimi witać, nawet wąchać i bawić. Teraz na widok jakiegoś większego psa burczy pod nosem, ale wystarczy, że na niego krzywo spojrzę albo warknę i daje spokój. Dlatego nie mam recepty na Pata, pewnie nikt nie ma... Z czasem będzie lepiej, im bardziej będzie Ci ufał i im lepiej go opanujesz. Jak już panujesz nad psem w kryzysowych sytuacjach, spada Ci stres na widok podbiegaczy, masz mniej nerwowe reakcje i jest coraz lepiej. Jak jakiś pies obszczekuje Twojego, a Ty rykniesz "siad" i on siada mimo napięcia i zdenerwowania, to już znaczy, że będzie szło ku lepszemu, tak mi się wydaje przynajmniej.. Quote
Leokadia Posted February 24, 2014 Posted February 24, 2014 Cześć i czołem! Na razie się witam, ale obiecuję, że w wolnej chwili poprzeglądam galerię:lol: Quote
kalyna Posted February 24, 2014 Posted February 24, 2014 U mnie na spacerach obecnie (tfu, tfu) żaden nie szuka żarełka a już do głowy im nie przychodzi to zjeść :lol: obym tylko nie zapeszyła.. Najdłużej walczyłam z Gazulcem. Ten to dosłownie wszystko potrafił wcinać. Na plamy na drodze rzucał się z takim apetytem. I to zawiedzenie na pysku, że to nie da się zjeść. Na początku próbował zlizywać :roll: co było dobrze i się pochwaliłam to taki numer potrafił wywinąć, ze siadałam i ryczałam :evil_lol: Soniula mój żarłok nr 1. Ona ma czujniki na żarcie chyba.. ale tylko w domu i podwórku. Na spacerze nie zwraca na nie uwagi. Ostatnio pół dnia łaziła koło placka aż go dorwała. Jedzenie na spacerze to najbardziej kuszące (gotowany kurczak) pokazuje, ze coś tam jest, ale czasem hasło idziemy czy zatrzymanie jej na smyczy załatwia problem. Ciaposław jeść byle gdzie i byle czego nie będzie :lol: W sumie to jest to mój najlepiej wychowany pies :loveu: Rzucanie na psy to przerabiałam i nadal przerabiam z Sonią... przerabiałam kolczatki, szelki, półzaciski, parówki, zabawki i gleby. Obecnie jak nic nie powiem to jest wyskok, a jak powiem "nie wolno" to omija łukiem... lub przetrzymam ją na siedzie/warowaniu :evil_lol: miłości do psów jej nie nauczę i tego nie chcę. Nie oczekuję, ze każdego psa będzie kochać.. ale ma się na psy nie rzucać i jakoś funkcjonować.. oby mi się to udało... Quote
zmierzchnica Posted March 1, 2014 Author Posted March 1, 2014 leónowa napisał(a):Cześć i czołem! Na razie się witam, ale obiecuję, że w wolnej chwili poprzeglądam galerię:lol: Witamy :) kalyna - haha, Gandzik i zjadanie plam mnie rozbawił :D Znałam takiego psa, asta, który zjadał dosłownie wszystko, od kawałków plastiku po patyki, gumy do żucia, cokolwiek się w podłożu wyróżniało. To chyba było chorobowe, bo trudno uznać takie zachowanie za normalne... Moje psy najbardziej lubią na spacerach jeść, chociaż w domu też nie gardzą jedzeniem... Tylko Luce zdarza się odmówić miski, jak się napcha smakami na spacerze. Reszta mogłaby jeść bez końca ;) Dasz radę z Sonią :) Kwestia czasu i konsekwencji, a na pewno Ci się uda. U was o tyle ciężko, że brakuje porządnego socjalu, spotykania mnóstwa psów na spacerach. Frotka przestały psy ruszać, odkąd zaczęłam więcej go zabierać w "psie towarzystwo". Przekonał się, że nie są złe ;) Tak samo od znajomej pies, który rzucał się na każdego psa - nie unikała psów, tylko obchodziła je łukiem, karciła wyskoki, nagradzała ładne przejścia i jakoś się uspokoił. Tylko wiadomo, że każdy pies jest indywidualnością i z niektórymi może być trudniej... No i parę fotek ;) Chibi i jej "up!" ;) I wizyta u TZa ;) Największą atrakcją były oczywiście kury :diabloti: Ale i Nero zyskał trochę, bo Hercia łaskawie się z nim pobawiła :loveu: Kury były zachwycone gapiami :diabloti: Nera znają, więc olewają psy ;) I rozmazane szaleństwa Hero-Nerowe ;) Miłego weekendu :) Quote
trabeska Posted March 1, 2014 Posted March 1, 2014 http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/P2200053_zps2170bc08.jpg Tu Hera już układa sobie w głowie plan jakby tu kurkę podejść i na rosół upolować :diabloti: I Nero bidulek chyba przez Herę nieźle wymęczony :cool3: W jakim on wieku jest? Fajny czarnuch :) I fajny banerek, słodkie noski na nim! :) Quote
zmierzchnica Posted March 1, 2014 Author Posted March 1, 2014 trabeska napisał(a):http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/P2200053_zps2170bc08.jpg Tu Hera już układa sobie w głowie plan jakby tu kurkę podejść i na rosół upolować :diabloti: I Nero bidulek chyba przez Herę nieźle wymęczony :cool3: W jakim on wieku jest? Fajny czarnuch :) I fajny banerek, słodkie noski na nim! :) Nero ma jakoś 7-8 lat :) Ostatnio go dopadła miłość i go uskrzydla, także się nie wymęczył :diabloti: Jakaś panienka w okolicy ma cieczkę... Próbuje zwiać przez mur, podkop robić, wymyślił nawet, że ucieknie przez kurnik i okno łapą wybił :roll: Dziękować, banerek autorstwa TZa ;) Quote
zmierzchnica Posted March 2, 2014 Author Posted March 2, 2014 A tutaj Maksiu bez kołnierza :) Szukamy domu intensywnie, ale jakoś nie wierzę, że ustawi się kolejka chętnych... Skoro Tymek czy Sonia, młode i śliczne psy, nie potrafią od pół roku znaleźć domu mimo ogłoszeń :( Kochany psiak :loveu: A tutaj Hera z nową ukochaną zabawką - kotem, który miauczy po naciśnięciu :diabloti: Nawet nie próbuje go zjeść, tylko łazi z nim i na nim śpi :cool3: Ech, a w ogóle to mam mały problem, bo mi TZ wierci trochę dziurę w brzuchu o wyprowadzkę... A to oznaczałoby zostawienie Luki i Chibi w domu rodzinnym. Kurczę, myślałam, że jak człowiek dojrzewa do decyzji o wyniesieniu się z domu, to pewne rzeczy przychodzą bardziej naturalnie :roll: Dla mnie wyprowadzenie się nie byłoby problemem, gdyby właśnie nie suczki. Jakoś myśl, że miałabym je zostawić, jest trudna do zniesienia... Chociaż wiem, że mama się nimi świetnie zaopiekuje. Mimo to, głupio tak, nie widzieć jak ukochane psy się starzeją, nie być z nimi na co dzień, widywać je z doskoku. To tak trochę, jakby je porzucić. Z drugiej strony, nie mam na co czekać. Aż odejdą? Przecież Chibi może pożyć jeszcze z 10 lat. Czarne myśli mi się w głowie kłębią jakoś ostatnio, na przekór pogodzie ;) Quote
Paulina_mickey Posted March 2, 2014 Posted March 2, 2014 http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/P2200053_zps2170bc08.jpg hehe jakie zainteresowane, dla Miji kury to potwory :evil_lol: Quote
zmierzchnica Posted March 2, 2014 Author Posted March 2, 2014 Paulina_mickey napisał(a):http://i757.photobucket.com/albums/xx218/blue_coraline/P2200053_zps2170bc08.jpg hehe jakie zainteresowane, dla Miji kury to potwory :evil_lol: Haha, ona taka malutka ;) Niee, dla moich psów kury to potencjalny obiadek :diabloti: A tutaj Fro i Hercia szaleli: [video=youtube;slIBQeIS9V0]http://www.youtube.com/watch?v=slIBQeIS9V0[/video] I Chibi dostała świra na punkcie patyka ;) [video=youtube;_xLLUVJ4bQk]http://www.youtube.com/watch?v=_xLLUVJ4bQk[/video] Quote
Leokadia Posted March 2, 2014 Posted March 2, 2014 Po ostatnim filmiku już wiem, że moją ulubienicą jest Chibi:loveu: Jak to czasem fajnie jest mieć 2 lub więcej psów, które nie plączą ci się smętnie pod nogami, jak w pojedynkę, ale czasem się zajmą sobą nawzajem, to bawiąc, to wspólnie buszując w trawach:p Quote
Ty$ka Posted March 2, 2014 Posted March 2, 2014 Cudowny banerek :loveu: Jak się bawią, te warki są najlepsze :lol: Trzymam kciuki za najlepszą decyzję dot. wyprowadzki. Quote
Baski_Kropka Posted March 3, 2014 Posted March 3, 2014 zmierzchnica napisał(a): Ech, a w ogóle to mam mały problem, bo mi TZ wierci trochę dziurę w brzuchu o wyprowadzkę... A to oznaczałoby zostawienie Luki i Chibi w domu rodzinnym. Kurczę, myślałam, że jak człowiek dojrzewa do decyzji o wyniesieniu się z domu, to pewne rzeczy przychodzą bardziej naturalnie :roll: Dla mnie wyprowadzenie się nie byłoby problemem, gdyby właśnie nie suczki. Jakoś myśl, że miałabym je zostawić, jest trudna do zniesienia... Chociaż wiem, że mama się nimi świetnie zaopiekuje. Mimo to, głupio tak, nie widzieć jak ukochane psy się starzeją, nie być z nimi na co dzień, widywać je z doskoku. To tak trochę, jakby je porzucić. Z drugiej strony, nie mam na co czekać. Aż odejdą? Przecież Chibi może pożyć jeszcze z 10 lat. Czarne myśli mi się w głowie kłębią jakoś ostatnio, na przekór pogodzie ;) Ja dwa lata temu miałam podobny problem. Przyszedł czas, że zachcieliśmy zamieszkać wspolnie, a zwierzaki były trzy, Baski, od zawsze związany ze mną i życia poza mną nie widział. Kropka w rozdarciu miedzy mną a kotem i mamą i kot - Właściciel mojej mamy :P I też musiałam podjąć decyzję o zostawieniu u mamy Kropki i Bagira :( Baski był szcześliwy szędzie tam gdzie ja, a Kropka była mocno związana z kotem... No i cóż kot i Kropa zostały. Kot po roku odszedł, a Kropka z mamą sobei teraz leżakuje w domu... ale szkoda mi trochę, że nie mam jej ze sobą, bo to pies z potencjałem, mega chętnie i mega szybko uczący się z turbodołądowaniem.... ale przecież nie zabiore mamie Kropki... :P I też widuje ją rzadko. Baski też odszedł w grudniu... no i cóż. Teraz mam czarne wyzwanie pod dachem ^^ Dorosłość nie jest łątwa :P :P :P Czasami chętnie wróciła bym do mamy :D:D :D Quote
zmierzchnica Posted March 5, 2014 Author Posted March 5, 2014 Baski_Kropka napisał(a):Ja dwa lata temu miałam podobny problem. Przyszedł czas, że zachcieliśmy zamieszkać wspolnie, a zwierzaki były trzy, Baski, od zawsze związany ze mną i życia poza mną nie widział. Kropka w rozdarciu miedzy mną a kotem i mamą i kot - Właściciel mojej mamy :P I też musiałam podjąć decyzję o zostawieniu u mamy Kropki i Bagira :( Baski był szcześliwy szędzie tam gdzie ja, a Kropka była mocno związana z kotem... No i cóż kot i Kropa zostały. Kot po roku odszedł, a Kropka z mamą sobei teraz leżakuje w domu... ale szkoda mi trochę, że nie mam jej ze sobą, bo to pies z potencjałem, mega chętnie i mega szybko uczący się z turbodołądowaniem.... ale przecież nie zabiore mamie Kropki... :P I też widuje ją rzadko. Baski też odszedł w grudniu... no i cóż. Teraz mam czarne wyzwanie pod dachem ^^ Dorosłość nie jest łątwa :P :P :P Czasami chętnie wróciła bym do mamy :D:D :D To miałaś podobną sytuację jak ja :) Kropka przeżywała, jak się wyprowadziłaś? Albo jak ją widujesz, to przeżywa potem, że znowu ją "zostawiasz"? No właśnie u mnie jest sunia Luka, mój pierwszy pies, która nad życie wielbi moją mamę. I o nią się nie martwię, fakt, że będzie rządzić sobie mamą na pewno, bo to jest takie sprytne, że szok... Ja czasem jej w łeb dam, za obrożę szarpnę, każę robić "psie pompki" za karę i jest taaaka grzeczna :loveu: A mamę to Lusia sobie okręca wokół łapki, ale też najchętniej z nią przebywa, uwielbia z nią chodzić na spacery i tak dalej. Za byle siad i łapkę dostaje smakołyczki, żadnych sesji szkoleniowych, raj! :p Sen z powiek spędza mi bardziej Chibi. Jest dzikim, autystycznym psem, którego od początku z tego autyzmu wyciągałam. W jej przypadku trzeba się natrudzić, żeby zechciała coś robić - często łapie zawiechy, trzeba ją rozruszać (trochę "na siłę"). Wprowadzić trochę dyscypliny i bardzo dbać o ruch, bo tyje łatwo, a biega niechętnie. To nie jest piesek, któremu rzucasz piłki, a on biega za smaczki i jest super. Jest w sumie "moja" bardziej niż np. Frotek, ja ogólnie lubię trudne psy. Ale z drugiej strony, najbardziej na świecie Chibi kocha Lukę, która musi mieszkać z mamą. Poza tym boi się miasta, a ja właśnie do miasta się wyprowadzam. No i taki mam scenariusz w głowie, że Chibi tyje, chodzi na spacerki ciągle wystraszona i zawieszona, mało biega, dużo śpi... Na pewno jest kochana i wielbiona, na pewno będzie miała się dobrze - w sensie "komfortowo". W sumie nic takiego, niektóre psy tak po prostu żyją. Tylko że ja wiem, na ile ją stać i wiem, że jak się w nią trochę włoży, to ona umie dużo od siebie dać. Hera jest taka, jaki był Twój Baski, więc oczywistym jest, że ją biorę ze sobą. Znowu Frotek też jest zakochany bardziej w mojej mamie, ale za to uwielbia Herę. Idealny scenariusz dla mnie, to byłoby wzięcie Hery i Chibi, a zostawienie Frotka i Luki. Ale znowu - Chibi do miasta nie i bez Luki nie, Frotek bez Hery nie, Hera bez Frotka też nie... Normalnie zwariować można! ;) No i dlatego wybieram optymalny scenariusz, czyli zostawiam suczki i biorę dwa większe psy. Także mamie będzie tak łatwiej. Ale serce boli i pewnie nie raz zachce mi się do domu... ;) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.