Jump to content
Dogomania

Pies a nieprzyjemne sytuacje w transporcie publicznym


Guest Ciekawa1992
 Share

Recommended Posts

Mam collie, zawsze jeździ w kagańcu. Raczej ludzie się od niej odsuwają niż garną z głaskaniem. Szetland jeździ bez kagańca i zawsze jest masa chętnych na cmokanie, głaskanie itp. Raz tylko miałam sytuację, że ktoś zaprotestował, że szetland w autobusie bez kagańca. Facet strasznie się awanturował, nawet drażnił psa, żeby mi udowodnić, że pies zachowa się agresywnie. Szetland odwrócił się i położył na podłodze, więc pasażerowie powiedzili mu żeby się odczepił. Nie wdawałam się w pyskówkę, bo w sumie pies powinien mieć kaganiec a mi zależało żeby dojechać na miejsce i nie chciałam, aby kierowca mnie wywalił. Szetland często jeździ na kolankach, biorąc pod uwagę to co zostawia na moim ubraniu po takiej wycieczce nie odważyłabym się posadzić go na siedzeniu.

Link to comment
Share on other sites

Jeśli chcesz uniknąć "nieprzyjemnych sytuacji w transporcie publicznym" związanych z psem, to pomyśl o tym wcześniej. A nawet jeszcze wcześniej - nim sprawisz sobie psa. Trzeba po prostu zaopatrzyć się w psa określonej rasy, która nigdy, przenigdy nie będzie powodem "nieprzyjemnej sytuacji w transporcie publicznym". Taką rasą jest collie, czyli "Lassie" bez względu na płeć. Jedynym kłopotem w autobusie/pociągu może być nadmiar sympatii okazywanej "Lassie" przez małoletnich pasażerów. Kłopotem dla psa, ale zwykle nie da się go zagłaskać na śmierć w czasie podróży.

Zarówno ratlerek,jak  dog arlekin mogłyby być przyczyną "nieprzyjemnych sytuacji...".Ale tak naprawdę - przyczyną są przeważnie ich właściciele.

Wybór rasy psa pod kątem transportu publicznego???To żart,prawda?

Link to comment
Share on other sites

Jeśli chcesz uniknąć "nieprzyjemnych sytuacji w transporcie publicznym" związanych z psem, to pomyśl o tym wcześniej. A nawet jeszcze wcześniej - nim sprawisz sobie psa. Trzeba po prostu zaopatrzyć się w psa określonej rasy, która nigdy, przenigdy nie będzie powodem "nieprzyjemnej sytuacji w transporcie publicznym". Taką rasą jest collie, czyli "Lassie" bez względu na płeć. Jedynym kłopotem w autobusie/pociągu może być nadmiar sympatii okazywanej "Lassie" przez małoletnich pasażerów. Kłopotem dla psa, ale zwykle nie da się go zagłaskać na śmierć w czasie podróży.

Każdy pies będzie powodem nieprzyjemniej sytuacji gdy:

a) ktoś z pasażerów psów po prostu nie lubi-powaznie zdarzają się takie sytuacje,że ktoś potrafi nie lubić nawet colaków (och żesz ty w mordę kopany!)

b)tym bardziej gdy ktoś nielubiący trafi na psa niewychowanego,skaczącego po ludziach na ten przykład

c) zdarzy się mamusia z dzieckiem,które piszczy z przerażenia gdy pies nie zwraca nawet na niego uwagi ale jest w promieniu pięćdziesięciu metrów-patrz- moja sąsiadka i jej potomek :)

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Swego czasu sporo podróżowałam z psami  PKP i PKS. Bardzo często trafiałam też na zapchane pociągi, więc psy leżały na podłodze w korytarzu. Nigdy nie pozwalałam psom siedzieć na kanapach,zawsze jeżdżą śpiąc na glebie i nie widzę w tym nic nienormalnego. Nigdy też nie miałam nieprzyjemnej sytuacji związanej z przewozem psów, a jednak psy mam duże co prawda Labradory, no ale pies to pies. Jak dosiadam się do ludzi w przedziale  to pytam czy będzie im przeszkadzał leżący pies pod nogami, jeśli ktoś ma opory to albo nie wchodzę do przedziału, albo siadam w nim , a psa zostawiam na korytarzu. 

Ludzie w tamtym pociągu mieli co prawda rację, no ale swoje zdanie można wypowiedzieć w kulturalny sposób, a nie drzeć pałe i się awanturować. 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Wybór rasy psa pod kątem transportu publicznego???To żart,prawda?

 
Niektórych jak ironia nie kopnie w dupę, to jej nie dostrzegą w tekście nie opatrzonym mendlem emotek. A ja z zasady nie używam emotek, choć wiem, że na Dogo gimbaza rulez. Dla niej zdradzę, iż pisze to pańcio już trzeciego w życiu kolaka (dwa ostatnie po przejściach).
 

 

Każdy pies będzie powodem nieprzyjemniej sytuacji gdy:
a) ktoś z pasażerów psów po prostu nie lubi-powaznie zdarzają się takie sytuacje,że ktoś potrafi nie lubić nawet colaków (och żesz ty w mordę kopany!)
:cool1: tym bardziej gdy ktoś nielubiący trafi na psa niewychowanego,skaczącego po ludziach na ten przykład
c) zdarzy się mamusia z dzieckiem,które piszczy z przerażenia gdy pies nie zwraca nawet na niego uwagi ale jest w promieniu pięćdziesięciu metrów-patrz- moja sąsiadka i jej potomek :)

 

Jasne, nie wszyscy muszą kochać, czy choćby lubić psy, nawet gdy są to "Lassie". Mam nawet w najbliższym otoczeniu kobitkę, u której przy bliskim spotkaniu III stopnia z psem, na obliczu pojawia się grymas, jak by ten pies puścił bąka. A collie bąków nie puszczają, nie to co boksery, które są mistrzem w puszczaniu cichaczy. Ale wspomnianej kobitce-estetce każdy pies po prostu śmierdzi, choćby ledwo co wyszedł z wanny (no, mokry pies to dopiero "pachnie psem" - vide Zapach psiej sierści Wojciecha Żukrowskiego). My, psiarze, tego nie czujemy, dla ludzi lubiących psy jest to "swoisty zapach psa", ale pozostałym zwyrodnialcom-estetom pies śmierdzi, niestety. Albo się psów boją, a wtedy nieważna jest rasa psa. Z tym trzeba się pogodzić i mieć co najwyżej przygotowane riposty (najlepiej z kategorii Mistrza Ciętej Riposty), gdy jesteśmy z psem w porządku, a ktoś się przypier... przypieprza, bo go piesek mierzi. Ale właśnie - trzeba być w porządku. Czyli, jeśli jest wymóg, że psy w pociągu/tramwaju/autobusie/trolejbusie (są jeszcze gdzieś w Polsce trolejbusy?) muszą być w kagańcu, to muszą, a nie - "on nie gryzie". Jeśli nie wolno psu rozwalać się po siedzeniach w pociągu, to nie wolno, a nie - "on na kocyku". To samo na spacerze w tzw. miejscu publicznym - jak obowiązuje smycz, to pies na smyczy, a nie - "on nic nie zrobi". Jeśli więc w takich miejscach jesteśmy w porzo, a mimo tego pies komuś nie pasuje, to tego kogoś spokojnie możemy wysłać na drzewo, albo do lekarza, posiłkując się Mistrzem Ciętej Riposty. W szczególnych okolicznościach przydaje się kwiecista wiązanka.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Ale tak naprawde malo jest ludzi, ktorym pies nie pasuje sam w sobie. Ja zawsze staralam sie zajmowac miejsca na koncu/przodzie pociagu, zeby nikt nie byl zmuszony kolo psa przechodzic jak tego nie lubi czy sie boi. I kiedys jakis facet zrezygnowal z wejscia do tego przedzialu (bo w starych pociagach koncowki/poczatki tez sa oddzielone) wlasnie z powodu psa, ale nie przyszedl sie awanturowac o to. Kanar tez kiedys kolege do nas wyslal, bo sie psa bal. Ale komentarza zadnego nie bylo. Za to sporo osob zagaduje, bo tez ma psa, bo Alex, bo maja/mieli/stryjeczny wujek mial ONka i po prostu wymienia sie z nimi pare przyjemnych uwag. Tak samo jak kiedys w tramwaju pewna pani ustapila mi miejsce mowiac, ze z psem bedzie mi wygodniej siedziec. Nikt mnie nie wyganial, nikt nie robil awantur. I nawet jak jade sama i widze kogos z psem to zazwyczaj to jakos spokojnie przebiega, pod warunkiem, ze pies jest grzeczny. Nawet male psy bez kagancow na kolanach jakos nie sa przyczyna awantur.

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Ja jeżdżę z psami nawet kilka razy w miesiącu pociągiem, czasem nawet na długich trasach po 6-8 godzin. Nigdy nie przytrafiła mi sie niemiła sytuacja, jeśli wchodze do przedzialu gdzie nie mam rezerwacji zawsze pytam czy nikt nie ma alergii i czy nie przeszkadza im pies. Mam spore psy, które zawsze jeżdżą w kagańcach/halti, na smyczach i siedzą na podłodze (choć mlodsza jak przysnę próbuje wpakowac się na siedzenie, na jej nieszczęście zawsze się budzę). Ostatnio co jadę z Meridą to każdy ją dokarmia, w drodzę na wystawę do Wrocławia pan jej robił nawet kanapki ze schabowym :) Wszystkie dzieci ją głaszczą, przytulają i całują, często ludzie prosza ja o podanie łapy i śmieja się jak np macha łapami przez sen. 

Mimo tego, że mam spore psy to nikt się nigdy nie przyczepił, zawsze jadą wyszczotkowane i wykąpane żeby nie pachniały brzydko. 

 

Raz tylko jak jechałam z TŻ i obiema sukami to pan konduktor powiedział że nie wsiądziemy do pociągu dopóki nie ściągniemy psom kagańców. 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

To może ja swoje trzy grosze dorzucę. Jechałam kiedyś z labkiem moich rodziców ze Szczecina do Wrocławia. Ze Szczecina wyjazd był chyba 5.50 (nie jestem pewna, ale na pewno jeszcze przed 6.00). Do pociągu wsiadło nie więcej jak kilka osób. Pościeliłam psu kocyk na podłodze wrzuciłam torbę, a do przedziału wpakowała się pani około 50-tki. Siadła i zaczyna, że co to za czasy, że psy pociągami się wozi i że pies to przy budzie powinien siedzieć. Grzecznie zapytałam dlaczego się dosiadła skoro jej pies przeszkadza. No i usłyszałam, że jestem jedyną kobietą w pociągu, a ona sama boi się jechać a do mężczyzny się nie dosiądzie. No to jej powiedziałam, że w takim razie tym bardziej z psem raźniej, ale ona swoje, że ja z tym psem to powinnam coś zrobić, bo to nie tak. Wyszło na to, że pani oczekuje mojego towarzystwa dla bezpiwczeństwa, ale muszę się koniecznie pozbyć psa. Jednym słowem kobiecie kompletnie odbiło. Ta sama gadka była przy konduktorze, ale ten tylko jej powiedział, że jeśli jej przeszkadza pies, to on może mnie przesadzić do innego przedziału.
A tak poza tym, jeżdżę parę razy w roku z psem pociągiem. Jest w kagańcu, na podłodze, z reguły nikomu nie przeszkadza, dzięki niej prowadzę długie rozmowy o psach ze współpasażerami, a jak komuś pies przeszkadza to umawiam się tak, że pies będzie leżał w korytarzu, ale drzwi zostaną otwarte. Raz tylko pojawił się problem, bo pani była uczulona, poczekałam w korytarzu na konduktora, wyjaśniłam o co chodzi i wskazał mi inne miejsce, gdzie mogłam sobie spokojnie jechać dalej.

Link to comment
Share on other sites

No i o to chodzi, żeby się umieć / mieć odwagę po ludzku wygęgać i dogadać oraz przestrzegać przepisów. A jeśli już w jakimś względzie nie przestrzegać - wyłącznie warunkowo, po uprzednim upewnieniu się, że NIKOMU nie przeszkadza. Ja na szczęście nie muszę jeździć komunikacją publiczną, ale nie wyobrażam sobie: a) wpuścić Furii na siedzenia b.) żeby ktoś inny wpuścił przy mnie na siedzenia swojego psa. A kocyk to sobie można ... wokół głowy w turban zawiązać :P Natomiast jeśli ja przepisów przestrzegam, a przy tym wykazuję się postawą rozsądną i ugodową a ktoś dalej ma problem - to jest to wyłącznie jego problem i nie będę mu pomagać go rozwiązać.

  • Upvote 3
Link to comment
Share on other sites

Furie, jestem tego samego zdania, ale niestety w regulaminie PKP jest zapis, że aby móc jechać z psem w przedziale, współpasażerowie muszą wyrazić na to zgodę. Krótko mówiąc, możesz mieć najgrzeczniejszego na świecie, wyperfumowanego mikropieseczka w torebce, a ktoś powie, że on sobie nie życzy towarzystwa sierściucha i regulamin stoi po jego stronie, tak więc jego problem jest niestety Twoim problemem.

Link to comment
Share on other sites

Miałam ciekawą sytuację z psicą. Konduktor sprawdzał bilety i wyciągnął rękę do młodego mężczyzny a moja psica zaczęła na niego szczekać. Trudno było ją uspokoić. Konduktor zaproponował obu pasażerom aby się przesiedli jeśli czują się nie komfortowo. Oni zaprzeczyli i zostali. Za dwa przystanki wsiadła dziewczyna i psica nawet nie mruknęła. Nigdy nie miałam problemu ze współpasażerami ani obsługą PKP.

Link to comment
Share on other sites

Furie, jestem tego samego zdania, ale niestety w regulaminie PKP jest zapis, że aby móc jechać z psem w przedziale, współpasażerowie muszą wyrazić na to zgodę. Krótko mówiąc, możesz mieć najgrzeczniejszego na świecie, wyperfumowanego mikropieseczka w torebce, a ktoś powie, że on sobie nie życzy towarzystwa sierściucha i regulamin stoi po jego stronie, tak więc jego problem jest niestety Twoim problemem.

Ooo, to tego nie wiedziałam, bo jak wspomniałam nie korzystam. Wydawało mi się, że kaganiec, zaświadczenie o szczepieniu na wściekliznę, pies na ziemi a nie na siedzeniu, zachowujący spokój załatwia sprawę. Kumpel dzwonił niedawno i pytał, bo sam wybierał się z suką na socjal z naszej wsi do miasta. Te nasze pociągi nie mają przedziałów. Możliwe, że to inna spółka. Jakieś inter regio? A regulamin mówi co kiedy ktoś sie nie zgodzi? A pociąg ma np. rezerwację miejsc? Gdzie ma się podziać taki człek z czworonogiem? Hipotetycznie, gdybym musiała jechać takim pociągiem z nieprzychylnym regulaminem, to wiedząc o tym, sorry ale "uśmiech nr 5" i "szanowni państwo, czy będą państwo tak mili i pozwolą mi się dosiąść z psem? obiecuję że będzie grzeczny i nie będzie państwu przeszkadzał, bo ja rozumiem, że nie każdy lubi psy". A przy okazji jakieś siad / waruj - super pies. Kwestia "zmiękczenia" i pozyskania sympatii materiału. Potem powtórka pytania, przy czym skierowanego do każdego z osobna. Ot, takie małe psychologiczne zagrywki ;) W końcu liczy się to, żebym mogła komfortowo jechać z psem w przedziale, a nie żeby rzucać du..ą na boki.

Link to comment
Share on other sites

 
Niektórych jak ironia nie kopnie w dupę, to jej nie dostrzegą w tekście nie opatrzonym mendlem emotek. A ja z zasady nie używam emotek, choć wiem, że na Dogo gimbaza rulez. Dla niej zdradzę, iż pisze to pańcio już trzeciego w życiu kolaka (dwa ostatnie po przejściach).
 

 

 

Jasne, nie wszyscy muszą kochać, czy choćby lubić psy, nawet gdy są to "Lassie". Mam nawet w najbliższym otoczeniu kobitkę, u której przy bliskim spotkaniu III stopnia z psem, na obliczu pojawia się grymas, jak by ten pies puścił bąka. A collie bąków nie puszczają, nie to co boksery, które są mistrzem w puszczaniu cichaczy. Ale wspomnianej kobitce-estetce każdy pies po prostu śmierdzi, choćby ledwo co wyszedł z wanny (no, mokry pies to dopiero "pachnie psem" - vide Zapach psiej sierści Wojciecha Żukrowskiego). My, psiarze, tego nie czujemy, dla ludzi lubiących psy jest to "swoisty zapach psa", ale pozostałym zwyrodnialcom-estetom pies śmierdzi, niestety. Albo się psów boją, a wtedy nieważna jest rasa psa. Z tym trzeba się pogodzić i mieć co najwyżej przygotowane riposty (najlepiej z kategorii Mistrza Ciętej Riposty), gdy jesteśmy z psem w porządku, a ktoś się przypier... przypieprza, bo go piesek mierzi. Ale właśnie - trzeba być w porządku. Czyli, jeśli jest wymóg, że psy w pociągu/tramwaju/autobusie/trolejbusie (są jeszcze gdzieś w Polsce trolejbusy?) muszą być w kagańcu, to muszą, a nie - "on nie gryzie". Jeśli nie wolno psu rozwalać się po siedzeniach w pociągu, to nie wolno, a nie - "on na kocyku". To samo na spacerze w tzw. miejscu publicznym - jak obowiązuje smycz, to pies na smyczy, a nie - "on nic nie zrobi". Jeśli więc w takich miejscach jesteśmy w porzo, a mimo tego pies komuś nie pasuje, to tego kogoś spokojnie możemy wysłać na drzewo, albo do lekarza, posiłkując się Mistrzem Ciętej Riposty. W szczególnych okolicznościach przydaje się kwiecista wiązanka.

 

Przepraszam, że się wtrącam, ale ta wypowiedź mnie po prostu urzekła. 

Nie dość, że ciężko się z nią nie zgodzić to jeszcze ten styl! Brawo! 

Brakowało mi na dogo takich felietonów. 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share

×
×
  • Create New...