Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 2.9k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Fajna fota. Dobrze wpisuje się w to, co mi się od wczoraj myśli na temat Poldzia.
Miałam okazję poznać Leopolda osobiście - wychuchaną, rozbestwioną dziadygę o pięknym, starannie wypielęgnowanym futerku i wielkich, okrągłych oczyskach wlepionych w Majuskę.
Leopold, zanim trafił do Majusków, był psem ciężko doświadczonym przez los. Schorowanym, sponiewieranym przez życie i oszukanym przez ludzi. Był zamknięty w sobie i chyba już nic dla siebie nie chciał i w nic nie wierzył. Smutno, że Poldzia już nie ma. Ale fakt, że ten właśnie pies odchodził w swoim domu, otoczony miłością i czułością ze strony ludzi których kochał, dla których potrafił wyleźć ze skorupy, odnaleźć radość życia i nauczyć się znów machać ogonem, zawsze będzie dla mnie optymistycznym symbolem.
Leopoldzie, zostań patronem wszystkich psich beznadziejnych przypadków, tych nieadopcyjnych, zrezygnowanych, bez szans.
Patrz na nich z góry, zaopiekuj się nimi i przynieś im poprawę losu i wiarę w to, że niemożliwe czasem się spełnia.

Posted

Leoś psi patron od spraw beznadziejnych ...brzmi dobrze
majuska zawożąc staruszka do tego kretyna z mózgiem jak orzeszek ,co się wypiął na Leosia
dała nadzieję innym psim bidom.
że nie tylko szczeniaczki , yorki , jamniczki , małe puchate kuleczki mają szansę ( no pewnie niech mają , wszystkie niech mają szansę ),
ale te stare , chore , smutne , na skraju swoich sił też
ale do tego potrzebne są nam majuski , duuużo takich kochanych majusek:lol:
Leoś - psi anioł od spraw beznadziejnych ( fajnie wymyśliłaś Florentynko )

Posted

Pisałam z Florentynką razem i dopiero teraz jej post zobaczyłam.....pięknie to wszystko napisałaś....tylko tak na prawdę to było tak, że ja wcale Poldzia ani sobie nigdzie nie upatrzyłam, ani nie wybrałam, ani on mnie, bo na mój widok zwiewal w sadku i nie dał się dotknąć i wcale go nie kochałam na początku i on mnie chyba też ....myśmy się tego wszystkiego dorobili w trudzie i znoju, ten moment, kiedy zorientowałam się że nie oodam dziada nikomu przyszedł po kilku miesiącach, a z każdym następnym, do wczoraj, nasze uczucie rozkwitało coraz bardziej, nie raz obserwowałam Poldzia jak sobie drzemie na dywaniku i sie cieszyłam , że nie śpi na mrozie, na śniegu tylko mu cieplutko, na wyrko nigdy nie chciał, więc nie nalegałam, ale dopóki ja nie poszłam do łóżka spać to i Poldunio dreptał po domku, wciąż go widzę na tym dywaniku, mój aniołeczek kochany:loveu:
Śruba z Mają są poważne i grzeczne...czyżby czuły, że taki czas smutny

Posted

Majusko, ja wiem, że relacja między Poldziem a Wami budowała się powoli i stopniowo. Pamiętam zdjęcia i opis Poldzia z wątku Orzechowskiego sadku.
Zrobiliście wielką robotę - i Wy i Poldzio, który mimo że wiekowy i ciężko doświadczony jednak potrafił odzyskać pod Waszą opieką radość życia. Te ostatnie lata Poldzia to było coś wspaniałego, bo Poldek mimo wszystko cieszył się życiem, choć z pewnością starość i choróbska dawały mu w kość.
Mógł przecież odejść sam, w schronisku, zrezygnowany i obojętny, niekochany i niedostrzeżony. I pewnie gdyby nie trafił do Was, nie żyłby już dawno. Przedłużyliście życie Poldzia na tyle, na ile to było możliwe i sprawiliście, że ostatnie lata życia miał dobre. I to jest bardzo dużo.

Posted

i słuchajcie zmieniłam tytuł i zmienił się tylko na pierwszej ponad postem pierwszym a tak w ogóle to nie chce... Leopold nie chce od nas odejść, no jak ma odejść jak ciągle o nim myślimy?

Posted

dzięki mru...wiadomo, że mój Śmierdziuszek będzie w naszym domu zawsze..Polduniu mam nadzieję, że jesteś z Mati, z Timkiem , z Korusią, że nie jesteś sam.......moja ty Kruszynko biedna:glaszcze::-(:-(

Posted



"Gdzie ta droga przystaje? Powiedz.
Rwą dziecięce koniki w śmierć.
Biją mokre po deszczu gałęzie świerkowe
w twoją wzniesioną jak trawa sierść,
w moją płonącą gwiazdami głowę
i w nasz nieludzki rytm jak wiersz.
We dwu, przyjacielu, we dwu,
w uroczysku brzęczących godzin
wytropimy zielony cud
drugich narodzin."

K.K.B.

Wiem, że nasze psiaki już tam się spotkały i są szczęśliwe - wolne od chorób, bólu. I my je też kiedyś jeszcze spotkamy...

Posted

Dziękuję, że tu jesteście, jakoś tak mi lżej wtedy, jakoś sie trzymamy oczywiście, tak na prawdę byliśmy przecież przygotowani, że odejście Poldzia jest nieuniknione, przy jego stanie zdrowia każdy dzień właściwie mógł być ostatnim ..ale rozstania są straszne i jednak te kilka ostatnich dni psisko cierpiało i to boli najbardziej, bo chciałam żeby mu było jak najlżej, teraz musimy czekać żeby sie znów spotkać, a ja codziennie myślę, jak mu tam jest, czy wreszcie jest szczęśliwy, czy ma siłę szaleć i skakać, czy nie bolą już stawy, serducho nie kłuje...taki dziadunio był zawsze nieporadny, rozczulający, zasapany i niestety dopóki do niego nie dołączę i nie zobaczę na własne oczy, że wszystko w porządku to będe się martwić...i niestety bardzo tęsknię, powrót do domu był zawsze wspaniałą chwilą, bo widziałam w jego oczkach ogromną radość, była szalona bieganina, merdający ogon, inni domownicy nie mogli się nadziwić, bo tylko mnie spotykał taki zaszczyt, jest teraz spokojniej, Śruba i Maja nawet nie łobuzują, a Rogaś wyszedł właśnie na wieczorny obchód, bo nie ma mrozu....Maja ma zdecydowanie mniejszy apetyt teraz, nie wiem czy też tęskni, czy po prostu nie ma konkurencji do michy to nie musi się spieszyć....

Posted

po długiej chprobie jaką była paraliż tylnich nóżek,nigdy na nich nie stanął odszedł od nas kochany NICO,mimo że w domu są inne zwierzęta ,nigdy nikt go nie zastąpi i pozostanie pustka,nigdy go nie zapomnę ŻEGNAJ NICO musiałeś odejść żeby zacząć biegać,

Posted

"Pogrzebałam" w kompie i patrzcie jakie jeszcze cukiereczki znalazłam....musimy się jakoś pocieszać....








Nie ma już tej zielonej dróżki i te kwiatki tam na wiosnę nie zakwitną, teraz jest to plac budowy, pełen błota , wykopy, koparki itp.

Posted

Ojej, no rozkleiły mnie te foty. Fajne były psy.
A Matysia taka gruba i żółta na tym pierwszym zdjęciu :crazyeye:.
Oba na zadowolone wyglądają. Wszystko się do tego sprowadza - póki są z nami starać się, żeby były zadowolone z życia. A potem, kiedy odejdą, możemy przynajmniej na pociechę pogapić się na foty mord uśmiechniętych i pomyśleć, że były szczęśliwe i to jest ważne.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...