Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 3.9k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Popular Posts

Wczoraj na spacerze obserwowało mnie drzewo:  

Co prawda jeszcze zostało kilka dni, ale co tam:    

Mnie się wydaje,  że zdrowy rozsądek jest w każdym przypadku konieczny.  Ratujmy psy i koty w takiej ilości,  na jaką nas osobiście stać - finansowo,  organizacyjnie,  zdrowotnie. Pomoc innych jest mi

Posted Images

Hmm, Irenasie, o tej osobie różne są opinie- ma zagorzałych zwolenników, jak i przeciwników. Ja osobiście nie mam zadnia, ale raczej przychylam się do opinii: zbieraczka. Był wątek o psie oddanym jej pod opiekę, czasowo, którego nie chciała oddać właścicielce ( naszej forumowej koleżance o nicku kolejna_kobietka). Sąd, rozprawy, brudy....Eh, każdy kij ma dwa końce.

Link to post
Share on other sites

No nie wiem. Pierwszy raz o niej usłyszałam. Jak słusznie mówisz każde działanie, choćby w najmniejszym stopniu "kontrowersyjne" (a bycie psiarzem takie jest bez wątpienia w oczach "normalnego" społeczeństwa) budzi skrajne emocje i wywołuje skrajne opinie. Z reguły przychylamy się do tych, które nam bardziej "leżą" z różnych względów, a które niekoniecznie muszą być prawdziwe. Albo choćby częściowo prawdziwe. Ja już dość długo żyję, żeby wiedzieć, że nic nie jest czarno białe, a my, Polacy, mamy pewną paskudną cechę charakteru, która wyłazi przy każdej okazji: każdego, kto wystaje ponad szereg, ściągamy w dół. I każdego, komu coś się udało, oplujemy i odsądzimy od czci i wiary. Wystarczy sobie przypomnieć Owsiaka i jego orkiestrę. Tak że ostrożnie z ocenianiem. Na zdjęciach te zwierzaki i dom wyglądają w porządku, jeśli ta pani jest "zbieraczką", to przynajmniej się stara, a tym nieszczęśnikom, które do niej trafiły jest wszystko jedno, co inni o niej sądzą, bo mają dach nad głową, żarcie i spokój na stare lata. Ja tylko się dziwię, jak ona sobie daje radę z finansami - moje 5 psów (też jestem początkującą zbieraczką?) kosztuje fortunę, a co dopiero setka zwierzaków. Musi być bardzo sprawna w zbieraniu pieniędzy, bo jej podopieczni nie wyglądają na zabiedzonych. Nie mówiąc już o innych niedogodnościach związanych z opieką nad taką liczbą zwierząt. Ja czasami mam ochotę uciec, gdzie pieprz rośnie, a przecież tego, co mam nie da się porównać.

  • Upvote 2
Link to post
Share on other sites

Zauważ, ze jest to fundacja, nie osoba prywatna. Łatwiej pozyskać fundusze. W każdym razie pani ma długi za prąd, za wynajem chaty, a wyciaga nowe psy ze schronisk. Był jakoś niedawno program w TV o niej. Ale nie chcę oceniać...

Za to dostałam takie cudowne wieści z Heśkowego domu z Gdańska, że aż miło!

Link to post
Share on other sites

Mnie się wydaje,  że zdrowy rozsądek jest w każdym przypadku konieczny.  Ratujmy psy i koty w takiej ilości,  na jaką nas osobiście stać - finansowo,  organizacyjnie,  zdrowotnie. Pomoc innych jest mile widziana,  ale nie jest bezwzględnym warunkiem tego ratowania.  Czyli,  ratować,  ale na własny,  a nie na cudzy koszt w szerokim tego słowa znaczeniu. Jak nie mogę sama ratować,  pomóc temu,  który może.  Ale rozsądnie. 

 Warto  ratować po to,  żeby dać psu czy kotu szansę na nowe życie,  nowy dom,  a nie wszystkich "uratowanych",  trzymać u siebie i...... brać kolejne zwierzaki, nie zważając na skrzeczącą rzeczywistość.  Nas,  miłośników psów czy kotów,  od zbieractwa oddziela cienka czerwona linia zdrowego rozsądku.  Jestem tego boleśnie świadoma,  bo tyle wokoło tych psów w potrzebie.......

W dodatku,  kiedy indywidualna ratująca osoba przekształca się w fundację,  zaczynają się bardzo liczyć kolejne,  jeszcze bardziej medialnie cierpiące biedaki i często dochodzi do wynaturzeń. Bo im więcej nieszczęścia,  tym łatwiej zbierać na nie kasę. Nie jesteśmy bogami,  i czasami eutanazja jest najwłaściwszą metodą ratowania.  Od razu napiszę,  że  jestem za prawem do eutanazji również i w przypadku ludzi.  Niestety,  jest to sprzeczne z nauką Kościoła,  więc w Polsce będzie długo nierealne. 

  • Upvote 3
Link to post
Share on other sites

Konfirmie, ale ona tym psom i kotom dała nowe życie! U niej mają dobrze, jak rozumiem. Wszystko, co piszesz to racja, tyle że człowiek nie zawsze potrafi być racjonalny, czasami emocje go ponoszą i przekonanie, że "jakoś to będzie". I co dziwne, najczęściej istotnie jakoś to jest. I ludzie, kiedy widzą kogoś w potrzebie, albo kiedy poprosić, też chętnie pomagają. Zawsze mi się przypomina moja pięcioletnia "emigracja", kiedy to wyjechałam do Francji, mając pięć dolarów w kieszeni (takie były czasy) i nie zdarzyło się, żebym mieszkała pod mostem czy głodowała. Zawsze znalazł się ktoś kto pomógł znaleźć pracę i lokum, a w najgorszym razie pożyczył kilka groszy czy  kupił bułkę. Kiedy straciłam pracę w Hiszpanii i nie mogłam znaleźć innej, przez blisko rok mieszkałam i żywiłam się za friko u czterech chłopaków. I nikt nigdy mi tego nie wypomniał. 

Ja ogólnie jestem już na maksa zmęczona naszą skłonnością do oceniania i sądzenia. Nawet jeśli ta pani (czy ktokolwiek inny) robi coś nierozsądnego, czy nawet do pewnego stopnia zdrożnego, ja już nie mogę! W Polsce człowiek cały czas stoi pod pręgierzem i wszyscy uważają, że są upoważnieni wyrażać na jego temat opinię i mieć wobec niego wymagania i oczekiwania. Opinia oczywiście najczęściej jest niepochlebna. Sama tak miałam, ale od kiedy sobie to uświadomiłam staram się walczyć z tym wszelkimi siłami, brać ludzi z dobrodziejstwem inwentarza, każdy ma jakiegoś mola, co go gryzie i coś za uszami. 

Na temat eutanazji mam takie samo zdanie, jak Ty, aczkolwiek sama wiem, jak trudno podjąć decyzję - rzadko się zdarza, że sytuacja jest tak klarowna, że nie pozostawia żadnych wątpliwości. Vide Kajtuś - chciałam go uśpić kilka tygodni temu. Pani wetka się sprzeciwiła, ostrzygła go, dała antybiotyk. Teraz Kajtek chodzi z nami na spacery trzy razy dziennie, udziela się towarzysko z pozostałymi psami (oczywiście w miarę swoich skromnych możliwości), zdarzają się całkiem suche noce, nawet jakby słyszy lepiej. Ja wiem, że nogi się pod nim uginają, że miewa okropne rozwolnienia i wymiotuje czasem żółcią. Czy to znaczy, że go męczę? Nie mam pojęcia, wydaje mi się, że nie jest nieszczęśliwy. ale cały czas dręczy mnie niepewność, czy dobrze postępuję. A zupełnie sobie nie wyobrażam, że miałabym podjąć decyzję o eutanazji jakiegoś człowieka!

Link to post
Share on other sites

Do mnie jednak bardziej przemawia takie dawanie psom nowego życia, jak robią to od lat  Malagos, Nutusia, Mazowszanka, Marii, Poker, Kejciu z Ziutką  i mnóstwo innych osób z dogo. Opieka nad starymi, chorymi psami?  Proszę bardzo - Dziuniek:

Nie lubię fundacji. Wolę osoby indywidualne. No, może z wyjątkiem Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jurka Owsiaka :)

  • Upvote 2
Link to post
Share on other sites

Nie wiem, czym opieka nad starymi psami tej pani różni się od opieki Dziuńka. W ogóle za mało wiem na temat, tego, co innymi kieruje i co robią, tym bardziej nie chcę oceniać ani osądzać. Fundacji żadnej też nie znam, ale o ile się orientuję, jeśli chce się działać oficjalnie, trzeba to jakoś sformalizować. Sama wpłaty na różne pieski też robiłam na konta fundacji (np. Vivy), bo na prywatne nie mogłam. Czyli jednak do czegoś służą i nie wszystkie są szwindlem.

Wydaje mi się, że wszyscy, którzy pomagają (nie tylko zwierzętom) są godni podziwu, najłatwiej przecież zamknąć oczy i uszy i udawać, że wszystko jest cudowne na najlepszym ze światów. 

Link to post
Share on other sites

Jak zwykle każdy ma swoje zdanie i bardzo dobrze.

W/g mnie dobrze jak w ogóle coś się dzieje , ale zgodnie z tym co pisze Konfirm 31 każdy powinien pomagać na tyle na ile go stać.

Jeśli nie osobiście to pomagać pomagającym.

Niestety czasami trzeba uszy zasłonić,bo tyle w koło jest biedy,że człowiek nie da rady wszędzie cegiełki dołożyć,a wtedy serce bardzo boli.

Ja jestem ciągle pełna uznania dla dziewczyn,które pomagają poświęcając własny czas,dokładają masę pracy w bazarkach i wyciągają co raz nowe biedy.Dla mnie wzorem są Kejciu z siostrą,Nutusia,Marysia,Malagos i pewnie wiele innych do których nie dotarłam na wątki.

Link to post
Share on other sites

Jak już pisałam, uważam, że każdy, kto pomaga jest godny podziwu, a szum medialny jest czasami bardzo dobry - popatrzcie na te różne biedne dzieci, które nie miałyby szans na jakąkolwiek większą pomoc, gdyby nie ten właśnie szum. Widziałyście tego chłopczyka z pęcherzami na całym ciele, dla którego zebrano 6 mln w tydzień? Przecież bez mediów nigdy by się to nie udało, choćby dlatego, że nie udałoby się poinformować takiej liczby osób o takiej potrzebie. Poza tym kiedy się widzi, o co chodzi, znacznie bardziej to do człowieka dociera. Tak samo jest z psami - żywcem zakopana onka znacznie szybciej znajdzie nowy dom i kochających ludzi, gdy o jej losie dowiedziała się cała Polska, niż gdyby wiedziało o tym tylko kilka osób. Czy nawet kilkadziesiąt. Dlatego nie potępiajcie tych, którzy szukają zainteresowania mediów, reklamując swoją działalność. Oprócz zaspokojenia własnej próżności mogą mieć na względzie także dobro swoich podopiecznych. Albo przy okazji to osiągają. Tutaj cel uświęca środki. I dobrze.

Link to post
Share on other sites

Irenko,ja osobiście nie mam nic przeciwko medialnemu szumowi.

Oczywiście,że nagłaśnianie problemu, poza wymiernymi efektami w postaci datków,uświadamia też większą grupę ludzi z jakimi problemami borykają się ci co chcą pomagać.Problem polega tylko na tym,że nie wszyscy mają siłę przebicia i znajomości żeby zaistnieć.

Wiadomo,że te wszystkie problemy powinny być jakoś inaczej rozwiązane systemowo,ale nic w tej sprawie się nie dzieje.

Mało tego ,myślę,że obecna władza jeszcze bardziej utrudni działalność wszystkich pozarządowych fundacji.

Masakra.Strach się bać co będzie dalej.

Link to post
Share on other sites

Zgadzam się z Tobą. Właściwie to się cieszę, że już jestem na bocznym torze zdarzeń, chociaż i mnie władza może zaszkodzić, zwłaszcza jak o finanse chodzi. Albo kiedy wpędzi nas w jakąś zawieruchę wojenną. No, ale pożyjemy, zobaczymy.

Żeby się trochę oderwać od niepokojących myśli: dziś w nocy wstałam przygotować sobie swój ulubiony środek nasenny (czyli kakao), bo znowu nie mogłam zasnąć. Z kubkiem postanowiłam zasiąść w fotelu i poszukać czegoś w telewizorze. Musiałam fotel odsunąć i wtedy nagle z mebla porwał się jakiś czarny kształt i popędził do kuchni. Koloratka! Wyraźnie ma już dość swojej "celi" na podeście schodów i postanowiła się bardziej zadomowić. Głupio mi było, że ją niechcący przepędziłam, ale jednocześnie zaczęłam żywić nadzieję, że prędzej czy później, (pewno raczej później, no ale trudno) zacznie funkcjonować w domu jak normalny kot. Juka i Psotka też jakby z coraz mniejszym zapałem ją gonią, kiedy się ruszy. Może więc nadejdzie taki dzień, kiedy Koloratka będzie sobie leżała  na tapczanie, a obok niej obie psie panienki? Eh, marzenia...

Link to post
Share on other sites

No, jak ekipa "co by tu jeszcze spieprzyć, panowie, co by tu jeszcze?" weźmie się za zwierzęta to będą się miały z pyszna! Przecież oni nawet jak mają dobry pomysł, to go zepsują. Nic dziwnego, jak wszystko się robi na chybcika, na kolanie i bez użycia mózgu, to rezultaty są opłakane. Czarno to widzę!

  • Upvote 1
Link to post
Share on other sites

http://www.psyiludzie.pl/od-lat-nie-mialam-urlopu/

To tak a propos naszej dyskusji o fundacjach.  W moim odczuciu,  nic dodać,  nic ująć,  z resztą,  jestem  gorącą fanką tej stronki.  

Wczorajsze trzygodzinne obrady, śledziłam na sejmowej  itv z dużym zainteresowaniem,  obserwując who is who w świecie zwierzolubów. Pomysły są ciekawe,  ale nie zapominajmy,  że nowelizacji Ustawy z 2011r, też przyświecały szczytne cele,  a skończyło się lawinowym rozwojem pseudohodowli i schronami typu Radysy czy Wojtyszki.  Teraz mają być hodowle wyłącznie typu ZKwP i jego koci odpowiednik z definicją psa i kota rasowego.Psy mają być czipowane, rejestrowane,  kastrowane - póki co,  te bezdomne.  I mają być zwolnione z łańcucha i przebywać na szczelnie ogrodzonych posesjach,  lub w znormalizowanych kojcach.  I walczymy z hodowlą amerykańskich norek w Polsce,  które hodujemy  na futra dla Chinek i Rosjanek. 

Cóż,  pożyjemy,  zobaczymy. 

Link to post
Share on other sites

Przyznam, że przeczytałam trochę po łebkach, bo rozmiar narzekactwa tej osoby przerósł moje możliwości. Nie znam żadnego członka fundacji prozwierzęcej, ale widzę inne grupy zawodowe, które zachowują się wszystkie podobnie. Nauczyciele tyrają jak bawoły, lekarze nie wiedzą w co ręce włożyć, salowe mają brudną pracę, podobnie jak śmieciarze, posłowie zarywają noce itd., itp. Każdy chce być wyjątkowy i jedyny i nikt nie lubi jak mu się prawdę w oczy wali (zwłaszcza, że na ogół ta prawda jest wyłącznie negatywna). A u nas wyjątkowość nie polega na sukcesie, tylko na ogromnych trudnościach i heroicznym wysiłku. Nawet jeśli takiego nie ma i nie było, tylko osoba cierpiąca i zapracowana wzbudza szacunek i współczucie (co chyba nawet jeszcze ważniejsze w oczach "cierpiących"). Spróbuj powiedzieć, że w pracy się nie przepracowywałaś. Nieważne, że po prostu miałaś dobrze zorganizowaną robotę, dzięki czemu nie musiałaś zostawać po godzinach. Co usłyszysz? Że jesteś pasożyt i darmozjad. Byłam raz czy dwa razy na wystawie psów i więcej nie pójdę, bo nie odpowiada mi mentalność hodowców, podobnie jak każda inna "kastowość". 

A norek na pewno nie przestaniemy hodować póki Chinki i Rosjanki mają duże pieniądze.

  • Upvote 1
Link to post
Share on other sites

Przyroda jest okrutnie, obojętnie rozrzutna! Dziś rano świat wyglądał jak zaczarowany: drzewa oblepione śniegiem, jasno szaro - różowe niebo, Narew jak z lanego srebra. A teraz zaczyna wiać wiatr i wszystkie te cuda niszczy. Do południa może już nie być po nich śladu. 

Link to post
Share on other sites
1 godzinę temu, irenas napisał:

Przyroda jest okrutnie, obojętnie rozrzutna! Dziś rano świat wyglądał jak zaczarowany: drzewa oblepione śniegiem, jasno szaro - różowe niebo, Narew jak z lanego srebra. A teraz zaczyna wiać wiatr i wszystkie te cuda niszczy. Do południa może już nie być po nich śladu. 

Tiiiiiaaaaa, jak zaczarowany.

Faktycznie przyjemnie jest przez okno widoki podziwiać.

Niestety na mojej wsi połamało drzewa i zerwało zasilanie.

Nie ma prądu/piszę na resztkach baterii/.

No i tu się zaczyna problem bo jak nie ma prądu to nie ma wody a co za tym idzie WC jest nieczynne.

Awaria musi być jakaś większa,bo i internet słabiutko chodzi,czyli bark prądu musi sięgać do stacji przekaźnikowej.

Wiadomo,że małe wioski są na dalszym miejscu napraw.

Ciekawe kiedy do mnie dotrze prąd.

Chyba muszę się rozejrzeć za jakimś generatorem.

Link to post
Share on other sites

Współczuję, Grażynko i kciukam za szybki powrót prądu pod Twój dach. Taka totalna załamka wszystkiego, jest moim udziałem w czasie letniego pobytu na działce, po przejściu solidnej burzy, ale tam nadal mamy domek z serduszkiem ;), no i grzać nie trzeba. W takich chwilach, żałuję, że zlikwidowałam abisynkę i uświadamiam sobie, jak bardzo jesteśmy zależni od cywilizacji i jak jest ona krucha w kontakcie z siłami przyrody. U mnie od rana bajkowo, ale cywilizacja nadal działa - padł jedynie TVN24 w kablówce. Na jezdniach i na chodniku posolone błoto pośniegowe z piaskiem, więc będę TZta namawiać na zawiezienie nas na spacer po lesie miejskim.

Link to post
Share on other sites
4 minuty temu, Grażyna49 napisał:

hura,hura   włączyli prąd.

Ja też jestem wściekła,że nie ma abisynki.

Mieliśmy na granicy  działek wspólną/działka obok do męża siostry należy/,ale stwierdzili,że skoro mamy hydrofory to abisynka już nie jest potrzebna.

Cieszę się,  że prąd Ci wrócił  :) 

Link to post
Share on other sites

Kształcona,  ale działki ze studnią wierconą nie miałaś.  Abisynka,  to klasyczna,  śliczna pompa na ręczny napęd ;).  Mieliśmy ją na działce,  potem zastąpił ją hydrofor(na tej samej rurze) ,  a ona biedaczka nie była zbyt często używana i zamuliły się jej filtry...... 

Link to post
Share on other sites

Nie wiedziałam, że to się nazywa abisynka. Taka pompa była u mojej cioci Stefci w Radomnie (wieś 9 km od Iławy), gdzie spędziłam połowę dzieciństwa. Ze szkołą włącznie, bo Ciocia była nauczycielką i mieszkała w szkole. To ja też. Do dziś pamiętam zapach kredy i mokrej ścierki do tablicy. Pompa, stojąca pod wielkim kasztanowcem rzeczywiście była bardzo ładna.

Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

Announcements


×
×
  • Create New...