Martens Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Tylko, że tutaj nie było celowego straszenia nią człowieka, gróźb, tylko obrona przed agresywnym psem... To są dwie całkiem różne rzeczy. Facet nie wyjął owej atrapy, nie straszył nią człowieka z awanturą "zabieraj psa sk** bo go/cię zabiję" tylko chciał użyć jej do odstraszenia tegoż atakującego owczarka w obronie własnej (bo sorry, ale jak ktoś stoi z psem na smyczy i gna na niego agresywny duży pies, to trudno dochodzić, czy ten pies chce pogryźć jego psa, czy jego samego, logiczne że można nie wiedzieć i się bronić). Właściciel owczarka przestraszył się przy okazji i to przecież nie on był obiektem straszenia ową bronią tylko jego atakujący pies. Quote
a_niusia Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 owczarek jednak nie za bardzo zdaje sobie sprawe, czym jest atrapa, bo jest tylko psem. jego wlasciciel owszem. warto miec na uwadze, ze tu jest polska. Quote
filodendron Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Dla mnie to jest niezrozumiałe - noszenie i używanie atrapy broni (poza wyjątkowymi sytuacjami typu pracownik nocnego sklepu, choć i tu są zdania podzielone, czy to pomaga, czy w razie czego - wręcz przeciwnie). Rozumiem gaz pieprzowy i na tym moje rozumienie obrony przed podbiegającymi psami - w warunkach ogólnomiejskich - się kończy. I całkiem łatwo mi sobie wyobrazić kłopoty, które mogą wyniknąć z takiej sytuacji. Jak sam bohater tej historii napisał, taka broń jest w stanie co najwyżej zdeprymować psiego amanta, więc jak może być skuteczna w obronie przed agresywnym, atakującym dużym psem? Ewidentnie chodziło nie o odstraszenie psa, ale o wystraszenie właściciela. A straszenie nieodpowiedzialnego właściciela bronią to nie to samo, co straszenie policją. Quote
a_niusia Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 dla mnie chodzenie z atrapa broni tez nie jest normalne i nie rozumiem, w czym to mogloby pomoc. Quote
sunshine Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Może pomaga to psychicznie człowiekowi..czuje się bezpieczniejszy, po za tym raczej też nie widze pożytku;) Lepiej by się sprawdzał gaz pieprzowy:) Quote
a_niusia Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 najlepiej dobre glany... rozwazam powrot do tego obuwia po ponad 10 latach:) Quote
gops Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 wczoraj wieczór , wychodzę z suką na dwór , pod blokiem ciemno , pies na flexi , widzę że coś biega dużego i idzie w naszą stronę więc ja się cofam i wchodzę do klatki , pod klatką świeci latarnia więc przez drzwi szybę widzę psa na oko 40kg jakiś wilczurowaty , pilnuję drzwi do mojej klatki i powarkuję bo czuję nas za drzwiami . więc zmuszona cofam się do domu , brat proponuję że zejdzie i pogoni psa ale nie pozwoliłam bo pies za duży, mógłby zrobić krzywdę raczej by się tupania nie wystraszył . stał pod tą klatką dobre 20min , patrzałam z okna z mieszkania . nie miał nawet obroży , nie wiem czyj to pies ale nie był przyjaźnie nastawiony , i gdzie są właściele :roll: bałam się i o siebie i o mojego psa , wyszłam z suką znowu jak zobaczyłam że już go nie ma ale tym razem brat czekał na klatce na wszelki wypadek . mam nadzieję że poszedł sobie gdzieś dalej a najlepiej że wrócił do domu , nie chciałabym go spotkać znowu jak nie miałabym gdzie uciec. Quote
sunshine Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 gops Ty to masz kurcze przygody... spokoju nie macie w ogóle ;) gops Ty to masz kurcze przygody... spokoju nie macie w ogóle ;-) P.S Też miałam przygode z agresywnym onkiem...niestety. Dwa lata temu dzień czy dwa przed świętami poszłam ze szczeniakiem jeszcze wówczas na spacer i wypadł z zakrętu. Z początku myślałam że leci się bawić bo nie widziałam jeszcze atakującego z biegu psa ot tak po prostu z nikąd. Zdarzało się że jakiś pies kłapnął na natarczywe szczenie czy powąchał się cos mu nie przypasiło...ale ten był nastawiony na atak a gryzł żeby zabić...linczujcie mnie ale kopałam w agresora wsadzałam palce w oczy lałam po nosie odciągałam... był tak zwinny że nie mogłam sobie dać rady. Trwało to sekundy bo dobiegl własciciel... pytał czy się nic nie stało, ja byłam wściekła Shira przerażona więc jak najszybciej chciałysmy się ewakuować. Niestety jak się okazało Shira miala dziurę w łapie (w zasadzie nad przednią łapą) do samych mięśni którą było widać dopiero po odgarnięciu futra, szrame na brzuchu którą wystaczyło w zasadzie przemyć i ranę pod okiem...biedactwo. Pojechałysmy do weta...okazało się że ząb nie dość że wbił się głęboko to jeszcze jak by skręcił i zostawił głęboką dziurę pod skórą, jak by "kieszeń". dziurę zszyto, kieszeń trzeba było naciąć i wprowadzić dren... Mój psiak chodził przez nieodpowiedzialnego idiotę w kołnierzu z saczacym drenem przez całe swięta i codziennie jeździł na zastrzyki fatygujac w świąteczne dni koleżankę która nas woziła i weterynarza który musial przyjerzdżać dla nas... Weterynarz wsytawił nam zaświadczenie... odszukałysmy Pana dałysmy mu rachunek i oznajmiłyśmy że albo płaci albo wzywamy policję. Ostrzegłam równiez że jeśli jeszcze raz zobacze że ten pies biega bez smyczy bądź bez kagańca wezwę policję bez namysłu... Nie mówię że ma resztę życia spędzić na smyczy ale jeżeli bedzie miał kaganiec to skonczy sie wówczas na strachu... I żałuję że nie wezwalam wówczas policji jednak bo po 1,5 roku natknęłam sie na ów pana, zauwazył nas pierwszy i capnął psa i zwial szybciej niż się pojawił... ech... Quote
zaginiona sara Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 My tylko na wsi wychodzimy na smyczy, więc tylko podbiegaczy mamy, ale się boją podejść blisko. Jedynie zabytkowy wliczur, który już ledwo widzi to nasza przeszkoda, której unikamy, ale biorę potworki na ręce a on idzie w swoją stronę. Pamiętam jak miałam dużego psa (ok.20-25kg) zerwał kiedyś karabińczyk... Ładnie chodził przy nodze. Miał tylko czasem problem z podchodzącymi obcymi psami po ataku, labopodony agresor napadł na nią jak była maleńka. Nie chciał się bawić tylko ją pogryźć, a właściciel go puszczał luzem. Musiałam później być bardzo ostrożna przez całe życie tego psa. Dlatego nie rozumie tego jak ktoś puszcza psa z problemami luzem. Do żadnego pogryzienia nie doszło, a pies miał spacery nawet 2 godzinne po polach za osiedlem, a niektóre psy osiedlowe były szyte. Wilczur poszarpał asta w kagańcu, wcześniej chyba dobermana również w kagańcu. Mój poprzedni pies był karny, ale czasami nie słyszał wcale. Quote
pinczerka_i_Gizmo Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Martens, masz całkowitą rację w tym co piszesz. Twoje rozumienie jest racjonalne i wytłumaczalne. Ale mimo wszystko przychylam się ku słowom filodendron, jeśli nie ma żadnych świadków - tylko Ty, gość i Wasze psy to niestety równie dobrze facet może upierać się, że jego pies miał przyjazne zamiary, albo nawet, że biegł w innym kierunku niż Wy, a Ty wyciągnęłaś broń i go zastraszyłaś. I niestety w takim wypadku, bez świadków, z atrapą broni może być problem. Tak jak wspomniałam wyżej, w sądach odbywa się masę spraw o użycie np. gazu pieprzowego, kiedy ewidentnie użyła jej osoba w obronie własnej, a staje się oskarżonym. Dlatego mimo wszystko z atrapą broni wolałabym się nie pokazywać. gops, miałam podobną sytuację. Tylko, że suczka w moim bloku miała cieczkę i pod naszym blokiem czatował czarny psiak w typie cocker spaniela. Nie dało się wyjść z psem, nie dało się wejść - rzucał się, warczał, nawet na ludzi. Załamałam ręce, jak zadzwoniłam po SM, a oni powiedzieli, że psa do schroniska nie wezmą, chyba, że sama go złapię to wtedy mogą go ode mnie odebrać - paranoja... Na szczęście psiak po paru dniach zniknął, ale to zapewne za sprawą skończonej cieczki. Quote
lawendowa Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Miasto jest bardzo nie chętnie nastawione na wyłapywanie psów, co się będą kłopotać...w mojej dziurze nie ma schroniska, wiec ewentualny psy i koty przyjmuje schronisko z miasta obok i wiem ile miasto musi im za to płacić...a że miasto nie ma ochoty im płacić to najlepiej udawać ze nic nie ma i zadne psy nie stwarzaja zagrożenia. Będąc na spacerze straż miejska przyczepiła się że pies kagańca nie ma...ale biegający obok pies bez smyczy, kagańca i właściciela - duzy pies - nie był dla nich problemem. Jak im zwróciłam uwagę, że może by się nim zainteresowali, to stwierdzili ze pies jest bez człowieka i nie maja kogo pociagnac do odpowiedzialnosci. Czyli co mam rozumieć ze jak mnie taki puszczony samopas pies pogryzie to trudno przeciez nie miał go kto w tej chwili pilnowac...paranoja... Quote
zaginiona sara Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 [quote name='lawendowa']Miasto jest bardzo nie chętnie nastawione na wyłapywanie psów, co się będą kłopotać...w mojej dziurze nie ma schroniska, wiec ewentualny psy i koty przyjmuje schronisko z miasta obok i wiem ile miasto musi im za to płacić...a że miasto nie ma ochoty im płacić to najlepiej udawać ze nic nie ma i zadne psy nie stwarzaja zagrożenia. Będąc na spacerze straż miejska przyczepiła się że pies kagańca nie ma...ale biegający obok pies bez smyczy, kagańca i właściciela - duzy pies - nie był dla nich problemem. Jak im zwróciłam uwagę, że może by się nim zainteresowali, to stwierdzili ze pies jest bez człowieka i nie maja kogo pociagnac do odpowiedzialnosci. Czyli co mam rozumieć ze jak mnie taki puszczony samopas pies pogryzie to trudno przeciez nie miał go kto w tej chwili pilnowac...paranoja...[/QUOTE] Wniosek z tego puszczasz psa, chowasz smycz i udajesz, że się nie znacie. :-/ To nic, że masz swojego na smyczy, ten luzem sam za siebie nie zapłaci. Paranoja. Quote
ajeczka Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 POMOCY!! Od wczoraj jestem w ogromnym stresie i boję się wychodzić ze swoim psem na spacer, nie przez innego psa tylko sąsiada. Nasz rudzielec jest ze schroniska i umaszczeniem przypomina amstaffa, niczym więcej (nie ta budowa, wąski i długi pysk), szkolony, chodzi na smyczy przy nodze. Sąsiad to starszy agresywny pan ze spanielem. Wczoraj wieczorem wyszliśmy z mężem na spacer (specjalnie zmusiłam M żeby ze mną poszedł, bo się boję). Akurat trafiliśmy na w/w pana. Wydarł się na nas, że ma przykre doświadczenia z amstaffem (kiedyś) i mamy coś zrobić z naszą bestią. Na próbę normalnej rozmowy zaczął nas obrażać i grozić. Rudy siedział mi grzecznie przy nodze, nie zwracał uwagi ani na faceta ani na jego psa. Nie wiem co mam zrobić, bo mieszkamy w tej samej klatce i będziemy się spotykać na spacerach. Boję się co on wymyśli. Nie wiem co będzie jeśli od słów (wrzasków) przejdzie do czynów, bo nie zawsze wychodzę w towarzystwie męża. Jeśli mnie zaatakuje to rudy stanie w mojej obronie i będzie problem. Poza tym, nie życzę sobie żeby ktoś na mnie wrzeszczał i obrażał. Macie jakiś pomysł? Quote
lawendowa Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Grozi Ci? Wezwij policje... Ja bym się nim nie przejmowała i mu powiedziala, że póki co to najbardziej przykre doświadczenia to stwarza ona. Powiedzialabym, że ja miałam przkre oswiadczenia z takimi krzykaczami co to wszystko najlepiej wiedzą a jakoś muszę w jednej klatce mieszkać. mnie by średnio interesowały jego doświadczenia...pies nic nie robi, jeśli jest agresywny to bym zwyczajnie wezwała policję. Quote
Sybel Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Po pierwsze gaz pieprzowy na wypadek otwartego ataku, po drugie filmiki z komórki z agresywnym panem jako dowód, ze to on Was atakuje. Poza tym ignorujcie - pruje się, omijajcie szerokim łukiem. Możecie też zapraszać znajomych czasem na spacery, zeby było więcej świadków. To mi przychodzi na razie do głowy w celu zabezpieczenia się dowodami przed tym panem, jakby Was otwarcie zaatakował. Wtedy dzwonicie na policję, zgłaszacie długotrwałe napastowanie. Można też się postarać o opinię bahwiorysty, ze rudzielec jest łagodny. Quote
lawendowa Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Ja bym do niego jeszcze poszła bez psa, tak po prostu i powiedziała swoje. Bo sytuacja konfrontacji na klatce nie ma sensy, on sie bedzie na psa nakrecal, pies moze roznie zareagowac...a tak nie będzie takiej sytuacji. Oczywiscie idź z mężem, jasna sprawa. Quote
ajeczka Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Sybel, nasz pies jest znany na osiedlu z łagodności. Nie lubi się tylko z labradorem, który go zaatakował i pogryzł (mnie też atakował), ale świetnie sobie z tym radzimy. Właścicielka tamtego laba bardzo lubi naszego rudzielca i mizia go jak jest bez swojego psa. Znajome yorki biegną do niego mało sobie łap nie połamią i są najlepszymi kumplami. Omijam gościa szerokim łukiem, ale czasem spotykamy się w klatce. Chyba faktycznie pogadam z policją. Od wczoraj jestem roztrzęsiona, z natury jestem łagodna i nie potrafię sobie radzić z agresorami. Quote
pinczerka_i_Gizmo Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Popieram Sybel. Przed telefonem po policję zawsze lepiej mieć świadków lub nagrania. A gaz pieprzowy zawsze warto miec przy sobie - nie tylko na sąsiada. Myślę, że dobrym sposobem mógłby być pozorowany telefon na policję w obecności gościa. Uprzedź go, że dzwonisz bo Cię obraża, wybierz numer i udawaj, że rozmawiasz. Nie raz to pomaga. Quote
Sybel Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Tak, tylko wtedy facet może uznac to za nachodzenie. Ja bym nie probowała z nim rozmawiać nieprowokowana, nie reagować tak długo, jak się da. Jak gośc ma odchyły, może każdą próbę porozumienia uznac za atak na swoją osobę. Nie wiem, jak wygląda tak do końca jego zachowanie, Ajeczka, sama musisz osądzić, czy warto iść z nim rozmawiać. Quote
ajeczka Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Nie warto. Z innych sytuacji wiem, że facet taki jest. Szybko się nakręca i jeśli ktoś myśli inaczej - atakuje. Pogadam prywatnie z policją. Quote
lawendowa Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 On Was nie może zastraszać a póki co to robi. Zastrasznie jest karalne a trzymanie psa nie ;-). Póki co to on swoim zachowaniem prowokuje psa do ataku a to też jest karalne :P Może warto dla świętego spokoju ubrać psu kaganiec na wyjście z klatki? Może wtedy się "odwali"? A z policją pogadaj, jak najbardziej;-) Quote
ajeczka Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 No właśnie mamy problem z kagańcem, bo rudy ma chorą krtań i kaszle, dusi się. Wet nie poleca kagańca dopóki krtań się nie zaleczy, nawet zabiegi robi mu bez. Mogę mu założyć kantar, ale to nie jest rozwiązanie. Quote
lilk_a Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 wg prawa pies w miejscach publicznych powinien być na smyczy i w kagańcu , nie wiem jak bardzo klatka jest miejscem publicznym , bo ulica jest , wwięc zanim wmiesza się w ten zatarg policja to kaganiec by się przydał , nawet kantar , ma coś na pysku ? ma , a że nie bardzo działa jak kaganiec , bo zależy jak zaciągnięty to już inna sprawa:) czy pies tego pana chodzi w kagańcu i na smyczy ? można też pokazać zdjęcie amstaffa i poprosić pana o porównanie ;) Quote
ajeczka Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 Mogę mu nawet pokazać żywego, nasz sąsiad ma pięknego amstaffa. Jego pies nie nosi kagańca, bo jak to, spaniel w kagańcu. U nas większość psów chodzi luzem. Tych na smyczach jest kilka. Właśnie dlatego rudy został pogryziony przez laba, a mój mąż przez goldena. Quote
Sybel Posted December 2, 2011 Posted December 2, 2011 lilk_a, nie zawsze pies musi być na smyczy i w kagańcu. W Łodzi na przykład pies musi być tak zabezepieczony jedynie w ścisłym centrum, a na obszarze reszty miasta ma być pod kontrolą właściciela. Jedynie rasy (podkreślam - RASY) uznane za agresywne mają być prowadzane na smyczy i w kagańcu na całym obszarze miasta. Takze ajeczka sama musi sprawdzić, jakie prawo obowiązuje w jej mieście. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.