Jump to content
Dogomania

Tyśka)

Members
  • Posts

    35751
  • Joined

  • Days Won

    144

Everything posted by Tyśka)

  1. Dziękuję - pewnie, że każdy ma inny gust. Ja czasem jedynie zmieniam zdjęcia, bo może ktoś zwróci na rudą na innym zdjęciu niż tym, które mi się spodobało. Aktualne zdjęcia świetnie oddają łobuzerską naturę Mimi chociaż nie wiem czy nie zmieniłabym ostatniego akrobatycznego - ja wiem... może na zdjęcie z kotem? :) Przepraszam za wybrzydzanie. Dzień dobry, Nesiowata - dziękuję za powitanie, to bardzo miłe :) To prawda, że co nieco zamilkłam i to jeszcze bez słowa wyjaśnienia, ale już wracam do żywych - mam nadzieję, że na dobre. Też mam nadzieję, że Jaguskowo nie zostało porwane przez wichurę i za jakiś czas będziemy mogli znowu poczytać o cudacznej Mimiśce.
  2. Pozwalam sobie zacytować własny post, bo nie wiem czy pamiętacie... a uważam, że zasługuje na post tutaj... ON. Był ogłaszany od lutego... Dopiero po jakimś czasie, bo w połowie marca poruszył Czyjeś serca i znalazły się osoby, które postanowiły pomóc temu psu. To u nich znalazł swoją przystań. Niestety nie na długo: psiak odszedł 16. września. Jedyne co pociesza to to, że nie odszedł jako numer w schronisku, ale jako imienny pies. Przez ostatnie niecałe pięć miesięcy życia miał na imię Hektor. Był bardzo biednym psem z setką psich lat na karku - patrząc na jego stan: bardzo kiepskich lat... Wszystkie miesiące życia na wolności to była jedna wielka walka i jeżdżenie po specjalistach. W sumie gabienty weterynaryjne były jego drugim domem. Pod koniec życia jedynie leżał i załatwiał się pod siebie. Zresztą, robił pod siebie i rozjeżdżał się, kiedy tylko pogoda się kiepściła i robiło się wilgotniej, zimniej, bardziej mokro.... nawet gdy jeszcze był na chodzie. Cierpiał na zaawansowaną dyskospondylozę odcinka piersiowego i lędzwiowego, nie miał ani skrawka zdrowego kręgosłupa i wg ortopedów to aż miało znamiona cudu, że w ogóle chodził... Oprócz problemów ortopedycznych walczył też z chorymi uszami.... m.in. z pałeczkami ropy błękitnej (do końca życia był kurowany), wychudzeniem (po przytyciu ważył zaledwie 33kg wagi, a to kawał psa), anemią, problemami skórnymi... Pochłonął masę pieniędzy, ale Opiekunowie wiedzieli, że warto - życie swoje miał kiepskie to chociaż końcówkę życia miał godną... Każdy, kto go zobaczył po raz pierwszy płakał mocno. Teraz wszyscy płaczą za nim. I chociaż rzadko się uśmiechał to był kochanym psem - i co najważniejsze... pokochanym. Pod koniec życia musiał być często kąpany, ale on nie narzekał - zwłaszcza, że po kąpaniu spał pod kocykiem Dzisiaj jedynie chcę powiedzieć - żegnaj Hektorku...
  3. Czekam na relacje karmowe - jestem ciekawa czy psiakowi zasmakuje :) Ojej, dziękuję. Nie sądziłam, że ktoś się ucieszy (przynajmniej głośno). :) Wspaniale! Jak ja bym chciała, aby moje ex-tymczaski mieszkały bliżej mnie... Zazdroszczę Ci tego, elik. Podpisuję się pod tym! b-b, masz szczęście, że jesteś starsza, bo bym krzyczała :) Ostatnio ciągle słyszę o powikłaniach grypy, na czele z zapaleniem oskrzeli i płuc! Dbaj o siebie! Przyznam szczerze, że zupełnie nie znam się na grzybach. Odkąd pamiętam uwielbiałam zapach suszonych grzybów i ten zapach kojarzy mi się właśnie ze zbliżającą się zimą, ale nie miałam okazji poznać tajników grzybobrania - moi rodzice też nie znają się na "fachu", a jedyną specjalistką w domu jest babcia, która kiedy tylko została babcią przestała chodzić na grzyby i jedyne co to snuła nam (wnukom) opowiadania z grzybobrania. W sumie wielka szkoda, bo sporo chadzam po lesie i nieraz aż mi się chce zbierać grzyby, w które obrodziło.Zdecydowanie lepiej się czuję w rozróznianiu tropów i śladów w lesie, i te sobie odkrywam bez obaw o pomyłkę ;) Propos tropów - myśliwi okręgu łowieckiego, w którym zamordowano dwa roztoczańskie lasy poważnie szukają oprawcy... dzisiaj czytałam, że wyznaczyli kilkutysięczną nagrodę dla kogoś, kto wskaże okrutnego kłusownika. Mam nadzieję, że sprawiedliwość dotknie okrutnika. Wciąż martwię się o dzieci zamordowanego wilka...
  4. Cieszę się, że opis został zaakceptowany. :) Masz rację, szansę zawsze warto dać, a jak psiak nie znajdzie domu to przecież ważne, że jes zaopiekowany na starość :) To się liczy.
  5. Ja w takich momentach odpisywałam, że można zrobić za zwrot kosztów, bo o ile rozumiem te wymagania, tak nie rozumiem oczekiwania od DT opłacenia wszystkich kosztów. Przecież same testy białaczkowe trochę kosztują (aby wynik był miarodajny test paskowy trzeba powtórzyć za jakiś czas, czyli już wychodzi 100zł), a tu jeszcze szczepienia, kastracja... ludzie chyba nie zdają sobie sprawy, że DT utrzymuje kota z własnej kieszeni. Do grupy dawno nie zaglądałam, ale wiem, że miałam stamtąd niezły odzew z ogłoszeń - wystarczyło, że kot miał nietypowe umaszczenie albo dłuższą sierść. Proszę, oto ta grupa: <<klik>> To poszukam na Twoim profilu i podeślę koleżance.
  6. Czemu od razu zakładasz, że zabiorą psa i trafi on do przechowalni? Ja do tej pory nie spotkałam się z tym, aby gmina albo inna instytucja wymuszała na znalazcy oddania psa im właśnie "bo tak trzeba". Do tej pory zgłoszenie instytucjom polegało na przyniesieniu do instytucji ogłoszenia i propozycji, że psiak może zostać bezkosztowo u znalazcy do czasu znalezienia prawowitego właściciela, a jedynie oczekuję wywieszenia przyniesionego ogłoszenia o znajdzie. Gminom, z którymi współpracowałam było to na rękę, bo dla nich oznaczało to tyle, że nie muszą wykładać pieniędzy na psa (w tych gminach psy po jakimś czasie lądowały do schroniska, z którym miały umowę, co było równoznaczne z zapłaceniem schronisku 2,5tysiąca złotych za jednego psa) ani wciskać psa do zapełnionego przytuliska (u mnie gminy mają maks po dwa-trzy kojce) ani robić sobie problemów. I faktycznie te ogłoszenia wiszą w tych gminach, ściągane są dopiero po telefonie, że odnalazł się właściciel. Nawet w tych gminach, gdzie psy się usypia, a nie przechowuje (od razu usypia jak ktoś zgłosi gminie, że dany pies się błąka i gmina zleca hyclowi złapanie psa...) udało się dogadać, że znaleziony pies jest u znalazcy, a oni tylko opłacają weta - jakoś nie bili się o psa, że oni koniecznie chcą go przejąć :). W intstytucjach też pracują ludzie (które mają ważniejsze sprawy niż psy) i wiele można załatwić rozmową, przynajmniej takie mam obserwacje. Być może gdzieś faktycznie wymuszają oddanie psa pod opiekę miejscowego schroniska, a po prostu ja się z tym nie spotkałam, ale w zaściankowych gminach, które poznałam nie robią na pewno problemów :) I już tak zupełnie polecę prywatą (zupełnie odbiegając od collaka, bez atakowania nikogo): wolałabym, aby znalazca mojego uciekniera zgłosił psu gminie i nawet umieścił je w przytulisku niż zatajał ten fakt przed instytucją i jedyne co zrobił to ogłoszenia w internecie. Moje pierwsze kroki po zaginięciu psa skierowane byłyby do tego miejsca właśnie, a bez jakiejkolwiek informacji w gminie, że taki pies był znaleziony byłyby małe szanse, aby go odnaleźć. Nie znam się na przepisach na tyle, aby wiedzieć wszystkiego - nie studiowałam prawa na uczelni, jedynie pytam ludzi w obszarach, które mnie interesują - nie jest też powiedziane, że moi rozmówcy się nie mylą :). Natomiast tyle, na ile wiem to na prywatnej działce pies musi być jedynie pod kontrolą, czyli nie można dopuścić do ucieczki czy zachowań niebezpiecznych. Jeżeli pies jest nieposłuszny, powinien być zabezpieczony fizycznie, jeżeli nie - obowiązuje tylko smycz mentalna (+ oznaczenie psa ułatwiające identyfikację właściciela), oczywiście obowiązuje też prawo miejscowe, więc być może gdzieś pies musi być na smyczy, ale nie wiem. Jeżeli chcesz to mogę to spróbować dowiedzieć się jak to z tym jest wśród osób, które są biegłe w prawie, a być może ktoś bardziej kompetentny niż ja Ci tutaj podpowie. :) Ja jedynie mogę opowiedzieć o swoich doświadczeniach i odczuciach.
  7. Dziękuję Ci podwójnie :) Orionkowi poprawiła się nieco sierść. Już nie jest taka matowa.
  8. No proszę, byłyśmy w tym samym czasie nad morzem :) Kto wie, może się minęłyśmy... Ależ się cieszę :) Chciałam dać "lajka" przy poście ze zdjęciami, ale zabrakło mi... :( a szkoda, bo widać, że Esia jest przeszczęśliwa! Nadziejko, życzę Ci z całego serca powrotu do zdrowia! <3 Nie daj się choróbsku! Ja z kolei od dziecka zaczytywałam się w J. Londonie i nawet w podstawówce, kiedy mieliśmy przedstawiać ulubione nasze książki zawsze opowiadałam o Białym Kle! Tak mocno zakochałam się w wilkach, że marzyłam o studiach przyrodniczych i możliwości obcowania z wilkami. Mam to szczęście, że wilki zamieszkują okoliczne lasy miasta rodzinnego i nieraz się zapuszczałam daleko w poszukiwaniu śladów ich bytowania... Jak się dowiedziałam o strasznym zabójstwie wilków to aż się popłakałam... Nie zrobili tego myśliwi (oni sami są w szoku), prędzej okoliczni miejscowi kłusownicy, którzy rozsiewają ploty o mordercach-wilkach... :( Jeżeli to było z niespełna miesiąc temu to całkiem możliwe, że pisałam o tym na wątku Oriona. Z takich karm z opinią super-smaczności znam dwie: Wolf of Wilderness (mój najbardziej uwielbia tą z dodatkiem jabłka, ale ta karma w ogóle nigdy mnie nie zawiodła) oraz Simpsons :) A ktoś kiedyś pisał na Dogomanii taką opinię o Fitminie - jednak jest to niższa półka cenowa i jakościowa, sama nie zamawiałam, więc nie mogę się wypowiedzieć... ale zdaje się, że malagos i konfirm31 nią karmią i ją polecają. Przed zakupem większego worka na pewno warto zaopatrzeć się w próbki karm :)
  9. Heh... Mimi intresują się nadal analfabeci... :( Ale może Jogi będzie miał więcej szczęścia... Przy każdym zdjęciu wzdycham do niego... jest cudny!
  10. Mimiśka też obszczekuje nowych ludzi - mnie podobno obszczekiwała wyjątkowo mało. Mam nadzieję, że Usia szybko załapie, że nie ma czego się bać i zbuduje pozytywne skojarzenia z ludźmi. A poza tym ma naprawdę niespotykaną urodę ;)
  11. Jaaga, masz niesamowicie dużo siły do walki o lepsze jutro... Tak sobie pomyślałam, że może w przypadku ładniejszych kotów (a la rasowców) wśród wymagań dać jedno: że adoptujący pokrywa koszty kastracji (chociaż częściowo). Wiem, że są różne teorie pomagania, ale przecież dla kogoś opłacenie kastracji jednego kota będzie łatwiejsze do ogarnięcia niż dla Ciebie, kiedy stale masz nowe koty na głowie. Na fejsbuku jest też grupa rasowych kotów do adopcji (i w typie rasy) - i tam bardzo rzadko ktoś oddaje koty za darmo, najpopularniejsze są adopcje płatne (które dochodzą i do 800zł w przypadku rasowców, a do 500zł - w przypadków kotów w typie) i to nie budzi większych emocji, ludzie rozumieją tam, że kastracja i szczepienia kosztują. Ja zdaję sobie sprawę, że są różne filozofie pomagania i być może to nie Twoja - piszę o tym, bo sama jestem zwolenniczką niewyręczania ludzi w obowiązkach - a i ten nakaz opłacenia kastracji (kotki albo kocura) jakoś też przesiewa ludzi (przynajmniej odsiewa roszczeniowców). Czy mogę prosić Cię o link do szczurków? Podeślę ogłoszenie do znajomej, która siedzi w ogoniastych :) Nic nie obiecuję, ale może chociaż pokaże dalej...
  12. Serdecznie dziękuję wszystkim Darczyńcom za wytrwałe wspieranie Roksi :) Powoli nadrabiam wrześniowe zaległości, dzisiaj naniosłam aktualizację na posty rozliczeniowe. Przepraszam za poślizg czasowy. Jestem wdzięczna, że skarbnikiem Roxi jest Aldrumka, sama kompletnie nie dałabym rady - Aldrumko, dziękuję. Dziękuję też, ża zaglądacie na wątek - Roksi ma niezłe grono fanów, które nie zawodzi, gdy ja nie mam jak zajrzeć :) Lubię oglądać uszatkowe zdjęcia, jest taka szczęśliwa... Ogłoszenia aktualizuję na bieżąco: dodaję nowe zdjęcia, nieco zmieniam opis, przenoszę na inne miasto... ale w gruncie rzeczy cieszę się, że nikt nie dzwoni, bo byłoby ciężko znaleźć dom lepszy niż Moli@. Ja wiem, że może to paskudne, co piszę, ale mam zasadę taką, że nie wydaję w warunki gorsze niż pies ma obecnie. A Roxi jak się obecnie ma to każdy widzi :)
  13. kiyoshi, a sprawdzałaś chip na caluśkim ciele? Centymer po centymetrze? Znam co najmniej kilka przypadków, że chip się przesunął... jeden pies miał na łokciu, inny... na brzuchu. Sprawdź też czy przypadkiem psiak nie ma tatuażu w uchu lub pachwinach - czasem, aby był on widoczny trzeba nieco przystrzyc sierść, posmarować to miejsce spirytusem. Tatuaż jest coraz mniej popularny, ale nadal jest (są hodowcy, którzy wolą tatuować psa zamiast chipować), a hodowcy nie zawsze podwójnie psa oznakowują - nie ma takiego wymogu.Ja wiem, że mając do czynienia z tyloma historiami strasznych porzuceń można wszędzie widzieć brutalne porzucenie, ale wcale tak być nie musi. Obecne collaki mają fatalną sierść i już po dwóch dniach czasem są chodzącym kołtunem - zwłaszcza w taką pogodę, jaka jest teraz (buro, szaro, mokro). Nie wierzyłam, że zwierzę może się tak kołtunić dopóki nie adoptowałam swojej kotki... to był dramat. Codziennie czesana i codziennie miała gdzieś kołtuny. Po tygodniu nieczesania wyglądała jak z pseudohodowli, trzeba było golić ją na zero, a do tego kupa przylepiała się do portek, a do sierści mnóstwo syfu, wystarczyło że gdzieś sie przeszła i już całe bogactwo można było wyciągać z futra - naprawdę CODZIENNIE nieczesana (a czesanie zajmowało około 40min) wyglądała jak siedem nieszczęść i gdyby nie daj Boże mi zaginęła to jestem pewna, że dobroczyńcy uznaliby mnie za zwyrodnialca... Bo tak wyglądała... naprawdę łatwo oceniać po pozorach ;) Zgodzę się z Marysią, że: - nie trzeba mieć fejsbuka, aby szukać psa, - ogłoszenia interentowe nie zastępują ogłoszeń papierowych wywieszonych wszędzie (w okolicznych schroniskach, lecznicach, sklepach, w prasie...) - zreszą znalazca ma obowiązek zgłosić psa odpowiednim instytucjom (gminie, schronisku, Policji), bo np. osoba starsza bez intenretu (zdarzają się takie) nie musi mieć pojęcia o jakimś FB czy olx ;) Znam mnóstwo ludzi, którzy pierwsze kroki kierują ku schronisku, a i to nierzadko najpopularniejszemu, bo nie mają pojęcia, że miasto/gmina ma własny punkt przetrzymań (to dość nowy twór, od nowelizacji ustawy, a nie każdy tak mocno siedzi w temacie, zresztą przecież nawet nie istnieje jeden ogólnopolski spis wszystkich schronisk, przytulisk i punktów przetrzymań i o niektórych miejscach człowiek dowiaduje się kanałami...), - nie wykluczałabym sytuacji, że ktoś psa ukradł i wywiózł dalej - zdarzają się historie, że ktoś zabrał psa z podwórza, ale widząc że w okolicy ktoś szukał psa wywiózł go bardzo daleko i porzucił... Ja bym pokazała psa jeszcze na collakowych grupach na fejsbuku - kiyoshi doskonale wiesz, że FB ma niesamowitą moc, a collakowcy kojarzą mi się z prężnym działaniem na rzecz rasy... Oczywiście, collie są też popularne i niewykluczone, że ktoś wyrzucił - ale skoro pies ma fajny charakter, nie wygląda na straumtyzowanego, a jedyne co to był nieco zaniedbany (co jest zrozumiałe, jeżeli chwilę był na dworze) to jest szansa, że jednak tylko zaginął. Jak nie, to dobry dom poczeka te 2tygodnie na wyjaśnienie sytuacji psiaka i adoptuje dopiero po tym czasie. Trzymam kciuki za całą sprawę - na pewno collak miał szczęście, że wiedział do kogo przyjść i prosić o pomoc :) A tak poza tym to weszłam, aby poczytać o Korusiu i żal mi go mocno, że nadal jest bez domu.
  14. Cieszę się, że Fado dostał zastrzyk gotówki od Wolontariatu tomaszowskiego, zasłużył na takie wsparcie:) Na bazarku poruszył wiele serc, więc mam nadzieję, że i jego piękne ogłoszenie (agat21, gratuluję opisu! zachwycam się bardzo!) również kogoś dotknie... :) Oby.
  15. I jak się miewa nasz cukiereczek po sterylizacji? elik, stale ogłaszam Arusia na Wrocław, tutaj ogłoszenie. Powiedz mi proszę czy coś zmienić? O jego problemach napisałam delikatnie, aby resztę dopowiedzieć w rozmowie telefonicznej, ale może wolisz, aby od razu wszelkie informacje umieścić w ogłoszeniu? Aktualny tekst: Jak stworzono Aureliusza? Szczypta dumnego szpica miniaturowego, łyżka królewskiego pekińczyka, odrobina radości oraz gram z lwa. I voila! I oto on! Aureliusz! Już sam wygląd zdradza, z kim mamy do czynienia: z panem na włościach, królem lwem i pociesznym, ale pełnym ciepła psim puszatkiem. Aureliusz jest nieduży wzrostem (ma zaledwie 30cm w kłębie), ale wielki duchem. Duma od niego bije aż na kilometr! Na ogrodzie dumnie przechadza się po swoim terenie niczym najlepszy gospodarz i pilnuje porządku. Oczywiście, łagodnie, bo Aureliusz jest mądrym królem i nie ma w sobie agresji, z większością psów się dogada, a kotom nie wyrządza krzywdy. A do ludzi jest idealny! Za swoją bujną szatą skrywa wrażliwego, ciepłego i bardzo proludzkiego psiaka, który ceni sobie wygody i możliwość przebywania z człowiekiem. Jemu niewiele trzeba do szczęścia: własne ręce do głaskania, dobra micha z lekkostrawnym jedzonkiem, spokojne spacerki i to wszystko. Jest stworzony idealnie dla kogoś, kto szuka nienachalnego, ale wesołego i z wysokim mniemaniem o sobie pieska o niedużych rozmiarach. Do szczęścia nie potrzebuje ani innych psów, ani kotów (lubi na nie poszczekać), ani dzieci (które dla niego są za głośne i zbyt nachalne) - potrzebuje jedynie swojego pana, który uszanuje jego nieco koci charakter i odda mu własne serce. Aruś już lata szaleństwa ma za sobą, jest grzeczny i wychowany, ale ze względu na wiek odradzamy go do domu z małymi dziećmi oraz bardzo aktywnej i szybko żyjącej rodziny. Będzie za to wspaniałym, wiernym przyjacielem dla człowieka, który od ekscytujących zajęć i szaleńczych spacerów preferuje spokojne spacery po okolicy i zajęcia we własnym ogrodzie, a jego życie wypełnia błogi spokój, brak pośpiechu, ogromna empatia i chęć zostawienia tego świata trochę lepszym. Aruś waży 10kg, ma 30cm w kłębie, ma ok. 12-14lat. I mimo, że niedosłyszy oraz niedowidzi i drepta z łapki na łapkę to szczęście i morze radości GWARANTOWANE! Oczywiście trzeba się spodziewać, że będzie coraz starszy, a nie coraz młodszy, problemy starcze będą narastać, toteż wymaga i wyrozumiałości, i troski i opieki (regularnych wizyt w lecznicy na badaniach kontrolnych czy odpowiedniej diety), ale jednocześnie jest tak kochany, że przyniesie komuś wiele radości. Kochający WŁASNY człowiek to coś, czego najbardziej brak starzejącym się psom... a Aruś wyjątkowo chciałby mieć własną parę rąk do głaskania. Jeżeli chcesz adoptować Arusia, zadzwoń - ogłoszenie jest grzecznościowe. Aruś zostanie wydany do warunków wyłącznie domowych. Preferowany jest domek z ogródkiem. Ewentualnie może być mieszkanie w bloku na parterze/z windą - ze względu na wiek nie jest wskazane, aby Aruś dreptał samodzielnie po schodach.
  16. A niech to szlag :( Myślałam, że już zmierza ku dobremu :( Straszne paszkudztwa dopadły Gacunia... Głaski zostawiam dla zwierzyńca i pozdrowiania dla ich wspaniałej Opiekunki :)
  17. A ja że nie tylko gryzie... ale i jest nieadopcyjny i nie zapowiada się na poprawę... Oznacza to więc fatalną sytuację: koszty utrzymania w hotelu są kosmiczne jak na dogomaniacką kieszeń, a na razie zapowiada się, że Toffiś będzie musiał mieć kaskę dożywotnio na swoje utrzymanie... a ile deklaracji w ogóle ma?
  18. I same dogomaniackie psiaki :) Super zdjęcie! Ajeczkę stale ogłaszam, od czasu do czasu zmieniam miasto, ale chyba odzewu nie ma żadnego...? :(
  19. Chyba wiele zależy od właściciela portek :) Moja kotka (norweska leśna) miała bardzo bujne portki i każdorazowa wizyta w kuwecie kończyła się potrzebą czyszczenia pupy. Roznosiła też na portkach sporo żwirku i faktycznie pod koniec życia, kiedy już nie panowała tak nad czystością i miała luźne koo to dla wygody własnej goliłam jej "majteczki". Mój kocur niby tak samo ofutrzony w tym miejscu, a takich problemów nie ma i może w pełnej okazałości maszerować z ogonem w górze i chwalić się portkami :) Nic się nie przyczepia, w ogóle się nie brudzi w tym miejscu, żadnych kołtunów. Mojemu kundiliszonowi jedynie trochę skracam, bo ciągnie do ziemi aż i w tym roku groomerka porządnie go wyczesała (niemal do łysego), bo faktycznie ma bujne i lubi mu się tam kołtunić - ale przez lata nie miałam tam żadnych problemów i ani myślałam go pozbawiać uroczych porteczek :) Ciekawe jak u Orionka jest: czy tam wymaga szczególnej opieki, czy też nie - aż muszę zapytać się Rafała, bo nic mi nie mówił, a może faktycznie warto mu skrócić. Ewa Marta, nie zapomniałaś wcale (spójrz na rozliczenia elficzkowa, jeden z postów z poprzedniej strony) a to ja zalegałam z aktualizacją pierwszej strony przez swoje życie na walizkach. Przepraszam, już się poprawiłam i odnotowałam zaległe wpłaty (również Twoją). Bardzo dziękuję za pamięć. elficzkowa droga, proszę zamów Orionkowi: - suchą karmę Simpsons Adul Salmon & Potato 10,5kg + 1,5: https://www.zooplus.pl/shop/psy/karma_dla_psa_sucha/simpsons_premium/767050 - mokrą Animonda GranCarno pakiet mieszany, 12x400g: https://www.zooplus.pl/shop/psy/karma_dla_psa_mokra/animonda/438174 Mokrą powinien mieć jeszcze chwilę, więc tym razem dostanie nieco mniej:) Przy okazji mam prośbę - czy przy wpłatach mogłabyś wpisywać datę? Widzę, że Dogomania się zmieniła i nie widać dat napisanych postów, a na podstawie ich wpisywałam kiedy czyja wpłata została odnotowana (na wątku w Twoich postach). Nie chciałabym dokładać Ci roboty, masz ją i tak wystarczająco dużo, ale Dogo coś szwankuje... :( a chciałabym też być w porządku wobec Wpłacających.
  20. Co za zwrot akcji :) Człowieka nie ma 3tygodnie, a tu Marlonek już się przeprowadził i to do Dogomaniackiego Domku!!! Ekstra :)
  21. Ja ogłaszam Megan jako Megi :) Fajnie, że Państwo nie zmieniają imienia całkowicie i cierpliwie czekają na otworzenie się serduszka sunieczki. Oby jak najszybciej uwierzyła w swoje szczęście i każdy dzień przynosił coś nowego :)
×
×
  • Create New...