Tyśka)
Members-
Posts
35751 -
Joined
-
Days Won
144
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Tyśka)
-
Obawiam się, że tak jest... Postaramy się coś zdziałać. Spokojnie, na razie jesteśmy przy kasie :) Nie mam pojęcia, ten pies ciągle jest w ruchu, raczej mnie unikał, więc się nie przyjrzałam. No i wetem nie jestem. :( Napisałam właśnie do Fundacji AST. Zaraz napiszę też na zamojskiej grupie pomocowej. Ten pies na dobrą sprawę powinien od razu zmienić lokum, by ktoś go nie wziął na łańcuch. U nas asty kończą marnie. Ja jestem pewna, że ktoś go wyrzucił. Brama jest zamknięta, ten pies buszował w okolicy budy w poszukiwaniu jedzenia, a potem poszedł do Tinki. Ktoś musiał wjechać z nim i go zostawić... Na pewno przypadkiem się nie przypałętał. Przecież kiedyś tu już był jakiś amstaffkowaty... ale nie przetrwał długo spartańskich warunków. Strasznie się bałam, że na miejsce Murzynka pojawi się jakiś inny psiak:( Ok, dzięki wielkie. Będę coś zdziałać, znów napiszę do znajomych, może będą jechać akurat do Lublina.
-
To my dziękujemy <3 :)
-
Ja zaraz zajrzę na bazarek ;)
-
Zelda ma już dom. wspaniały, kochajacy, bezpieczny :)
Tyśka) replied to sylwija's topic in Już w nowym domu
Ja również zawsze w strachu, ale skoro taka szansa dla Zeldy... to czemu nie? Dobrze jest mieć kogoś pod nosem, kto by miał na miejscu rękę na pulsie ;). -
Bob- piękny collie zabrany z łańcucha już w swoim domku!!
Tyśka) replied to Agniesiulka K.'s topic in Już w nowym domu
Ale przynajmniej mieliście darmowy koncert :) -
Dziewczyny, a ja jeszcze dzisiaj idąc do Liska, pomyślałam sobie, że mu opowiem, że teraz na niego pora... i że może jednak uda mi się skutecznie wiercić dziurę w brzuchu rodzinie, by psiak trafił do nas na DT... a dzisiaj go nie było... Chodziłam po okolicy, z nadzieją, że znajdę gdzieś zagubionego Liska, wołałam do niego płaczliwo-błagalnym tonem, ale nic. Szukałam go po krzakach, zaroślach, możliwych kryjówkach, które przyszły mi na myśl. Też nic :(. Niestety, co przeczucie mi mówi, że kiyoshi masz rację - amstaff go mógł przepędzić :(. Kleszcze? Nie chce mi sie wierzyć, jeszcze dobę temu Lisek miał spory apetyt... a kleszcze tylko przerażały stopniem upicia. Jest jeszcze coś... Lisek kcha spać na ulicy. I nie zważa na samochody... zawsze z elficzkowa z przerażeniem patrzyłyśmy na liskowe wygibasy i opalanie się na ulicy, gdy w tym samym czasie przejeżdżały obok tiry i osobówki :( Lisek za grosz nie ma respektu przed samochodami: wchodzi na ulicę, nawet jeśli coś właśnie przejeżdża. Samochody go zawsze wymijały... ale wiecie... niby krwi nie widziałam na ulicy, ale w głowie milion myśli. Do Fundacji jakiejś dzisiaj skrobnę, oni muszę tego psa zabrać. Nie wyobrażam sobie, by przetrwał tu zimę, zwłaszcza że wg mnie powinien obejrzeć go weterynarz...
-
Zdjęcia z dziś mam niestety tylko takie... telefon robi kiepskie zdjęcia, w dodatku już słońce miało się ku zachodowi... Łapka amstaffa - ta z raną. Na drugiej jest ogromny czarny guz :(. Nie wiem co to, ale wygląda strasznie. Razem z Tinusią, którą wg mnie powinnyśmy jednak łapać już teraz - boję się, że znów będzie szczenna, a kolejny raz tego nie zniosę psychicznie... Sunia teraz wygląda bardzo dobrze, laktacja zatrzymana wcześniej niż zwykle, więc faktycznie szybciej może wpaść w rujkę... Mam jeszcze byle-jaki filmik, by pokazać Wam lepiej tego astka... ale poczekajcie aż zgram...
-
Cieszę się, że komuś się podobają, bo do tej pory odnosiłam wrażenie, że właśnie tym wodolejstwem denerwuję. Przebić się przez tak długie posty to nie lada wyczyn ;) Ale jak piszecie, że mogą być - to będę je pisać bez strachu, że mnie pogonicie. :) Masz rację. Zwłaszcza, że akcja złapania może trwać chwilę. W takim razie, jak przyjedzie klatka (Agniesiulka dalej możemy ją pożyczyć? :) ) to rozpoczniemy akcję łapania. Bardzo Ci dziękuję. Jeśli Murzynek był jeszcze coś winny za transport, to proszę piszcie śmiało, nie chcę, byśmy gdzieś pozostawili długi. ;) Ufff... to cieszę się, że możemy kupić tabletki. Psiaki za kiełbasą to tak nie bardzo, ale kurczak u nas zdał rezultat przy podawaniu leku Tinusi - zjadała aż uszy się trzęsły, a reszta psiaków spoglądała się na nią z zazdrością :) Myślałam o ogłoszeniach dla Liska w sprawie BDT, ale zdaję też sobie sprawę, że to musi być sprawdzony, doświadczony dom. Najlepiej z polecenia. Nie wyobrażam sobie umieścić Liska w domu, który nie miał do czynienia z psimi dzikunami.
-
Odpiszę na Wasze komentarze później (dziękuję, że tu jesteście), bo na razie jestem cała roztrzęsiona. Wróciłam właśnie od psów i nadal serce mam w gardle. Liska nie ma! Nie ma. Obeszłam teren dokładnie przez godzinę, ale po prostu Liska nie ma. Nie sprzyjał mi ogromny ruch dzisiaj, dużo pracowników, potem kierowców tirów (m.in. elficzkowa ten, którego spotkałyśmy jak sunia się oszczeniła i który Cię tak mocno wystraszył). Wiem, powiecie że Rudego też nie ma i pewnie się włóczy, ale! Rudy to Rudy... a Lisek... Lisek nigdy nie wybierał się na samotne wyprawy. Nawet nie zaznacza terenu moczem i sika jak sunia (stąd zresztą moja pomyłka przy ocenie płci), ale jestem pewna, że nigdy, przenigdy nie wybierał się na samotne włóczęgi. Jego nieobecność zawsze wiązała się z nieobecnością wszystkich psów, np. zaraz po burzy czy fajerwerkowym pokazie.Ale sam NIGDY nie opuszczał rewiru! :( NIGDY. Jestem totalnie zrozpaczona, w głowie kotłuje mi się milion czarnych myśli i mam strasznie złe przeczucie. Do domu wróciłam ze łzami w oczach. Zwłaszcza, że to nie jest jedyna rewelacja z dzisiejszego dnia. Tinusia dzisiaj do mnie przyszła, wygląda dobrze, humor jej dopisywał. Jadła blisko mnie. NIestety - nie sama... pojawił się tutaj nie wiaodmo skąd pewny siebie amstaff... Wygląda na młodzika oraz na takiego, który dobrze się zna z Tinusią, ale wygląda też na porzuconego. Na jednej tylnej łapie ma otwartą ranę, na drugiej ogromnego guza... :( Wygląda niemal jak Albin, który jest obecnie u Murki - liczne zranienia i zadrapania, no stan, jakby co najmniej był psem do walk... Bardzo dziś pilnował Tinusi, ta mu lizała pyszczek. Z kolei on cierpliwie czekał aż sunia się naje i dopiero, jak się oddaliła, on sam zabrał się do jedzenia. Razem spędzają czas i nie opuszczają się na krok... Jestem przerażona, ale jestem pewna, że to nie jets przypadek, że ten pies tutaj jest. Patrzy z lękiem na mnie, a gdy zrobiłam gwałtowniejszy ruch, zrobił automatycznie unik. Nawet nie chcę sobie wyobrażać, przez co przeszedł... ale wiem, że dwie rzeczy: że ten pies pewnie tu zostanie (o ile ktoś go nie zgarnie) oraz potrzebuje opieki wet. I dla mnie najgorsza rzecz: Liska nie ma. Co się z nim stało? Zarówno z zarażonym kleszczem, jak i pewnym siebie samcem asta nie ma żadnych szans. Lisek to ufny pies, próbuje się zakumplować z każdym psem, przy tym jest bardzo nachalny i sam pcha się do pyska - nie zważał nigdy na delikatne sygnały Murzynka, że już dość, że starczy, jeszcze bardziej sobie pozwalał... Jak jutro go nie będzie (a nie wyobrażam sobei tego, już dzisiaj przeżywam katusze, myśląc o tym, co się z nim mogło stać), to wejdę na ten teren (dzisiaj ten najbardziej zaśmiecony był ciągle pełen pracowników) i powywieszam ogłoszenia. Bo Lisek nigdy się nie wybierał na samotne ekspedycje. :( Mam nadzieję, że ten amstaff go nie przepędził ani nic mu nie jest... :( Boże, mój Lisek...
-
A widzisz, to ja go postarzyłam. Byłam przekonana, że ma ok 7lat, a tu taka niespodzianka. Też mam nadzieję, że oczko raz-dwa dojdzie do siebie. Masz rację z tym prześwietleniem. Ja, tak jak pisałam, jestem strasznie przewrażliwiona i ze swoimi futrami latam do weterynarza z byle powodu, bo w głowie najczarniejsze myśli i najgorsze diagnozy :) Chyba nie jest źle, ale nie zapeszajmy. Czasem choroby wyłażą po paru tygodniach odchuchania - tak przynajmniej zdarza się dość często u kotów. Teraz, zanim psiak się zaaklimatyzuje, może trochę tuszować. Ja będę spokojniejsza, jak zrobimy badanie krwi ;) Dziękuję Ci, szafirko. W takim razie trzymam kciuki, by kulenie się nie pojawiło i by oczko szybko doszło do siebie. Jak idzie Wam podawanie kropelek i żelu? I jak dzisiaj Murzynek się ma? O, właśnie o tym też pomyślałam, ale nie wiedziałam czy to prawda. To trzymam kciuki, by faktycznie było tak, jak piszesz. Za wszelkie wpłaty dziękujemy... Dzięki Wam możemy spać spokojnie Wczoraj spróbowaliśmy wymieszać mokrą z ryżem. Dzisiaj zastałyśmy miseczki wylizane do czysta - znaczy się, smakowało. A to, że psiaki były nasycone, świadczyło to, że wczorajsze kosteczki od Karmicielki zostały nienaruszone. Dzisiaj nam jednak podanie jedzonka z ryżem nie poszło tak dobrze. Lisek wybierał najpierw samo mięsko, a potem czepił się jedzonka od Karmicielki. Dla niego ryż jest niejadalny, wielki agent i cwaniak z niego ;). Być może wkładkę ryżową doceni Tinusia, ona się wydaje być mniej wybredna. Jest jednak coś, co mnie bardzo martwi. Kleszcze. Murzynek pojechał z masą kleszczy, a dzisiaj elficzkowa wypatrzyła na samym łebku liskowym trzy opite kleszcze. A ile jeszcze się skrywa pod jego grubym futrem? Nasz rejon niestety należy do tych, w których kleszcze zbierają największe żniwa, weci na brak pracy nie mogą narzekać. U nas też kleszcze są odporne na fipronil, działa u nas jedynie Bravecto, Advantix i kiltix, słabsze środki p/kleszczowe nie dają sobie rady... Wiem, że do tej pory dzikuski musiały same radzić sobie z kleszczami, ale przeraża mnie świadomość, że przez paskudne kleszcze możemy je stracić. Tylko problem w tym, że kropelki i obroża odpadają - psiaki to dzikuski. Jedyna opcja na walkę z kleszczami, jaka przychodzi mi na myśl to jedynie tabletki Bravecto. Niestety, tabletki są bardzo drogie i zastanawiamy się z elficzkowa czy możemy myśleć o tym, by podać psiakom po tabletce. Na psa wielkości Liska jedna tabletka to koszt ok 80zł... drogo... Trzeba też dopilnować, by psiaki tabletkę zjadły. I nie wiem totalnie co robić. Chciałabym pomóc psiakom z tymi kleszczami, a z drugiej strony nie wiem, jak. Są pieniądze na koncie, owszem - ale czy zgadzacie się na podanie psiakom tabletek, czy może nie robimy nic: skoro sobie radziły do tej pory z kleszczami, to może tym razem też tak będzie? Wiem też, że jestem straszną marzycielką, ale rozglądam się za opcjami dla Liska. Lisek to psi agent, niezwykle inteligentny, ciekawski i infantylny - umie pocieszyć wszystkich, jest przezabawny i sympatyczny. Wierzę, że w DT, gdzie byłoby maks 2-3zwierzaki, w domowych warunkach stałby się domowym psiakiem. On, kiedy nas widzi przybiega, skacze wokoło, dzisiaj obwąchał dokładnie palce elficzkowa. Zdarza się, że o mnie się ociera. A kiedy wsadzałyśmy Murzynka do samochodu, on nam towarzyszył, zaglądał, wyciągał szyjkę, podbiegał, merdał ogonem, obwąchal nas dokładnie, Murzynka i koc. Ma oczywiście swoje zachowania typowe dla dzikusa: odskakuje przy gwałtowniejszych ruchach, jest uważny itd. ale z drugiej strony bardzo lubi towarzystwo człowieka i widzę u niego spore szanse na adaptacje - zwłaszcza, że jest wesoły, młody (ma śliczne, bielutkie ząbki) i bardzo ciekawski, a do tego u niego postępy sa widoczne gołym okiem. Szczerze mowiąc, gdyby nie moje studia i to, że wynajmuję mieszkanie w bloku z bratem, to Lisek mógłby być u mnie na BDT w zamian za karmę i opłaty wetowe. Niestety, próbuję być racjonalistką i wiem, że na razie, przynajmniej do czasu pełnej mojej adaptacji jako studentki, ten pomysł odpada. Wiem też, że do czasu, aż Murzynek nie znajdzie dom, lepiej Liska nie umieszczać w PDT. Hotelik odpada - to muszą być domowe warunki, przy niewielkiej ilości zwierząt (maks 2-3). Jednak to prawda, że codziennie wzdycham do elficzkowej, że marzy mi się DT dla Liska... No więc i powzdychałam sobie teraz na dogo ;) Tinusia niestety ma okropną cofkę. :( Wróciła do czasów, które doskonale pamiętam: znowu stała się niewidzialna dla ludzi. Znowu zaszywa się po kątach. Choć przyznaję, czasem się zapomina i jak przychodzę dać jeść, to przyjdzie do mnie z merdającym ogonem, utrzymując oczywiście odpowiedni dystans. Ale to są znowu wyjątkowe chwile: odkąd zniknął Rudy, sunia na widok człowieka momentalnie się spina, ogonem zamiata ziemię i skradając się... ucieka do kryjówki. I choc Rudy wrócił, to nic się nie poprawia obecnie - zwłaszcza, że teraz Rudego częściej nie ma niż jest. Ja, od czasu zaginięcia, widziałam go raptem dwa razy. A teraz znowu gdzieś poszedł... A Tinusi nie pomaga wsparcie w postaci Liska, ten dzisiaj się za nią bardzo oglądał nim do nas przyszedł, ale ta się nie odważyła wychylić noska. Podobnie było z ostatnimi stołówkami z Murzynkiem - zdarzało się, że Murzynek szedł po Tinusię i ta dopiero po paru dobrych minutach wychodziła z kryjówki i szła jak struta za Murzynkiem do jedzenia. Niestety, Tinusia to typowy niezależny dzikun :(. Bez klatki-łapki nie da rady ją złapać na sterylkę. I na razie pewne jest, że po sterylce będzie trzeba ją wypuścić na wolność. Na razie nie widzę jej w żadnym DT, obawiam się, że to trudniejsza wersja Gigi, która jest na BDT u Poker. Zastanawiam się, czy czasem nie próbować łapać suni (na sterylkę) jeszcze w tym miesiącu - póki jeszcze jestem na miejscu. Choć sama nie wiem, mamm straszny mętlik w głowie... PS: Rany Boskie, znowu esej mi wyszedł. Przepraszam, nie umiem pisać krócej... naprawdę sie starałam napisać krótki post ;)
-
Biedna Nora :( Widać, jaka jest zmęczona po stoczonej walce z rekinem ;)
-
Jeśli hotel jest zaufany to nie widzę problemu. Właśnie jeden z psiaków, których dokarmiam przemierzył ponad 700km do hotelu, dlatego że bliższe zaufane mają kolejki. Nie wiedziałam, że w Dzikiej Kępie są koty, nie znalazłam tej informacji też na stronie hoteliku, ale może coś przeoczyłam (przeglądałam jedynie pobieżnie). Jesli nie odpowiada Ci ten hotel, to poszukaj proszę innego hoteliku/PDT. Nie zostawiajmy z tym funii. Argo naprawdę nie może tam zostać i jak dla mnie jest to zrozumiałe - szczerze mówiąc, gdyby mój tymczas zagrażał moim kotom, to by od razu musiałby się wyprowadzić. A funia cierpliwie to znosi i prosi o pomoc i wierzę, ile kosztuje Ją to nerwów. Dlatego pisanie, że to jej wina, że nie dopilnowała Argo jest nie na miejscu.
-
ABI-TERIERKOWATA SUNIA Z ZAMOŚCIA - JUŻ W SWOIM DOMKU!
Tyśka) replied to Bogusik's topic in Już w nowym domu
Jaka ona śliczna :) Może nie je, bo jeszcze się stresuje? -
Przystojniacha :)))
-
Nie ma możliwości, byście to skonsultowali z fachowcem? Myślałaś może o jakiś feremonach D.A.P. lub o obroży behawioralnej?
-
Aniu, no widzisz - a ja nie wyobrażam sobie domów bez kotów;)
-
Co tam słychać?
-
To cieszę się, że to nic poważnego. I powtórzę się: jak dysplazja Hiro?