Na niektórych zdjęciach w wyrazie pyszczka, w oczach Ivi widzę Ptysię...Nawet w opisie mają z sobą coś wspólnego, moja sunia też była ostrożna w pierwszym kontakcie, bała się małych dzieci, byla grzeczna, choć czasem wychodził z niej diabełek. Wiem, że mają też wiele cech różnych i nie oczekuję, że będzie taka sama jak moja sunia, zwłaszcza że to bardzo młoda dziewczynka, a Ptysia miała minimum 9 lat kiedy ją adoptowaliśmy.
Ivi bardzo nam się podoba, to naprawdę uroczy potarganiec, ale nie wiem czy my jesteśmy idealną rodziną dla niej. Owszem, jesteśmy spokojni, wyrozumiali, a córka już od jakiegoś czasu nastolatka. No, ale jednak oboje pracujemy,a córka ma szkołę, ok 6-7 godzin byłaby sama w domu, nie wiem jakby to znosiła. Mieszkamy w bloku, osiedle zatłoczone i głośne, ruch samochodowy, samoloty, sami mamy tego dość i myślimy o domku na peryferiach, ale to odlegla przyszlość. Jesteśmy z mężem aktywni, po pracy w dni wolne, kiedy możemy uciekamy z domu, lubimy wypoczywać wśród zieleni, mamy swoje tereny spacerowe. No, ale kiedy leje, sypie śnieg i jest bardzo zimno to zamieniamy się w domatorów. Ptysia brylowanie wśród poduszek, wylegiwanie się z nami na kanapie kochała bardziej niż eskapady.
Ivusia to młoda sunia, nie wiem czy nasz styl życia, warunki życia by jej odpowiadały, zwlaszcza że teriery to bardzo aktywne psy. Kocham psiaki i tak naprawdę z przerwami towarzyszą mi od narodzin, nie wyobrażam sobie domu bez psa, ale gdybym miała adoptować psa i skazać go na nieszczęśliwe życie, to odpuściłabym, wolałabym żeby trafił do domu gdzie będą zaspokojone wszstkie jego potrzeby i będzie nie tylko kochany, ale i szczęśliwy.
Nie ukrywam, że o adopcji Ivi myślałam, ból po śmierci Ptysi przenika się z ogromną pustką i im dłużej jej nie ma tym bardziej ta potworna pustka narasta, tęsknię za nią bardzo, ale ona już nie wróci :(