Właśnie zamówiłam na piątek chleb u znajomej gospodyni! Pieczony w prawdziwym piecu chlebowym. Jeszcze tylko smalczyk i ............soboto, nadchodź! Pytam kobitkę, ile mam jej zapłacić, a ona mówi, że nic, bo to na te szczekające, a ona lubi psy. Drożdżowe ciasto upiecze inna pani, też myślę, ze za friko. Ano, wariatów widac nie brakuje.
Powiedzcie, czy warto połazić po sklepach u nas na wsi (raptem dwóch) i podziadować? Ale czy makaron, ryż itp. brać, czy Ostrów ma tego dużo?