Nie było nas w domu kilka godzin. Po przyjściu moje "dziewczęta" jak aniołeczki, grzeczne, uśmiechniete....ale od kociej kuwetki do przedpokoju rozsypany żwirek :cool1: Widać , kocia produkcja nie zmarnowała sie ,ale została przetworzona powtórnie (taki domowy recykling :cool3: ). Jak tylko zapytałam, która to zrobiła, Dalia schowała sie pod łóżko. Ale potem poprawiałam podusię Pelasi, a tam...schowane na czarną godzinę kocie gówniuszko. Widać, ze jamnik we wszystkim dostosował sie do koleżanek :cool3: A potem do lizania twarzy pierwszy!