Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 1.5k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

nombre - behawiorysta może pomóc psiakowi. Jednak na wszystko trzeba mieć kasę niestety; nikt za darmo nie popracuje z psem.
Poza tym jeśli psiak miałby trafić do DT,który obawia się jego zachowania to zbyt wiele dobrego by z tego nie wyniknęło, bo psiak potrzebuje prócz okazanej dobroci i serca przewodnika. Stanowczego, konsekwentnego i nie bojącego się.
Montiemu niestety epizod z ugryzieniem/pogryzieniem mocno zaszkodził :( Mam nadzieję,że chłopak znajdzie ten swój jedyny już na zawsze domek. W którym będzie miał zapewnione wszystko,by móc prawidłowo funkcjonować.
Nieraz kilka dni oobserwacji to za mało. Mój Laki został kiedyś przyprowadzony do schroniska w kagańcu, bo podobno jest agresywny.Nie wiem dlaczego, ale psiak nie został przyjęty (może dlatego,że to nie właściciel go przyprowadził).Po jakimś czasie trafił tam z interwencji.Trafił do DT,gdzie był inny psiak.I Laki był cudny.Po dwóch tygodniach trafił do nas.Po ok. tygodniu chapnął mojego TZ - z zazdrości.Po kolejnycm mojego syna,który biegał po podwórku - tu przyczyny nie udało się ustalić;może się przestraszył,może poczuł się zagrożony,może...Nie zawsze człowiek jest w stanie przewidzieć co wywoła/ło atak.

Posted

Nie zakladajmy od razu ze z Montiego jest jakis morderca. moj Fred jest psem dominujacym chociaz przyslowiowy kurdupelek z niego. Wykazuje agresje w stosunku dla innych zwierzat- doslownie diabel w niego wstepuje, toleruje tylko i wylacznie swoja Tore. Ludzie sie go boja bo widza jak reaguje na zwierzeta, a on dla ludzi jest najlagodniejszym psem pod sloncem. nie mowie ze dla montiego dt z malym dzieckiem jest dobry, bo nie jest. Nie ma co ryzykowac.
ale gdyby kazdy bal sie tego co uslyszal to biedne asty nie znajdowalyby domu wcale. Moze ja za odwazna jestem, moze nie mam pokory w sobie, i moze zawsze mialam szczescie ze chwytajac rozne psy od pekinczykow zaczynajac przez asty, konczac na kaukazach trafialam na takie ktorych sie nie balam i ktore odwdzieczaly sie swoja lagodnoscia. Gdyby tylko moje boksia tolerowaly innego psa to wzialabym go do siebie, ale najzwyczajniej w swiecie narazilabym nie siebie, nie czlonkow mojej rodziny ale Montiego na atak ze strony Freda.

Posted

jak to w zyciu. w wielu sytuacjach to czlowiek jest winny, a wlasciwe postepowanie z psem sprawia, ze pies nigdy nie atakuje.
ja sie nie dziwie, jak pies ugryzie, w samoobronie, ma do tego prawo

sluchajcie, dzwonilam do lecznicy. nic sie nie dowiedzialam. wet go nie oamieta sprzed kilku miesiecy, nie prowadza zadnego archiwum, nigdzie nie bedzie wzmianki, skad pies trafil i dlaczego.
takiego czegos teraz szukac w Strazy Miejskiej?
psa majacego wlasciciela, ktory pogryzl czlowieka, obowiazuje taka obserwacja, ale domowa, dochodzaca
psa bezpanskiego obowiazuje obserwacja w lecznicy. potem, jako bezpanski trafia do schroniska
to juz moj domysl- jesli na obserwacji nie wykazuje mega agresji dyskwalifikujacej go w kontaktach z ludzmi, adopcji. lub to obserwacja tylko odnosnie wscieklizny, a nie agresji.... nie wiem...

na te chwile- Marta bieze go na dt dosc krotkie, mamy miejsce w hotelu u sylwiaso, z kojcami zewnetrznymi. tam byl od nas juz Bilbo, z reputacja agresora na psy, psa alfa, czy jak tam to nazwiecie, Bilbo nie dal sobie w kasz dmuchac, do ludzi byl bardzo fajny, a psy w kojcu sie go sluchaly. w hotelu sie okazal wspanialym psem, tylko jedno sciecie mial z innym samcem o miske. z sukami lux, z ludzmi lux.
tam jest miejsce dla Montiego. Lowicz, pod Lodzia. koszt transportu bedzie 100-250zl. koszt hotelu 250 lub 300zl za miesiac.

zbieramy wiec kase wstepnie na hotel u Sylwii dla Montiego

mozna napisac do boksiowej skarpety, ktora oferowala 100zl dla Bilbo, za okazaniem faktury, na koszt hotelu, jednorazowo. bo boksiowa skarpeta dziala dla mixow boksiwo, jakimi nie opiekuje sie zadna fundacja
trzeba wyslac Montiego do BwP, bo Sos prawdopodobnie nie wezmie go pod swe skrzydla.
moze uda sie jakas czesc srodkow z Bilbo przeniesc na Montiego...

na razie wszystko jest jednym wielkim znakiem zapytania, dopoki nie bedzie Monti w domu i zobaczy sie jego zachowanie. Marta z agresorami nie miala stycznosci i nie bedzie umiala postepowac. Sylwia tez ma male dziecko, jednak Monti bedzie mieszkal w kojcu, a nie w domu i bedzie wypuszczany luzem po ogrodzie z suka rezydentla labradorka i sukami hotelowymi, od psow bedzie izolowany. Gdy bedzie dla Sylwii agresywny, bedzie go oporzadzal tz Sylwii.

Ja sadze, ze Monti jest grzezny, przeciez w schronie zawsze dosawala po dupie, pozwalal sobie na to. Mimo, ze wiekoszsc samcow boksiow nie daje sobie w kasze dmuchac, zwlaszcza spotykajac godne sobie wielkosci przeciwnikow. A bezpanski ,walesajacy sie pies, mogl skoczyc na kogos, jesli ten robil mu krzywde lub draznil sie jedzeniem z wyglodnialym psem, lub mogl tez doskoczyc do cudzego psa i z tego powodu zostac wylapany, jako agresywny- zywy przyklad to Graf w Dzierzoniowie u giselli4.

Posted

Oj ciocie... Żadna tu nie obgryza paznokci?:mad:;)

Monti już u mnie:multi::multi::multi:
To kochany pies-przylepek:loveu::loveu::loveu:

Takie miałam obawy, ale jak go zobaczyłam... Od razu wiedziałam, że to jednak naprawdę dobra decyzja

Grzecznie wsiadł sobie sam do auta, grzecznie sobie jechał, a w domu to już tylko głaski trzeba mu było rozdawać
Najlepsze jak dałam mu taki mały kocyk (bo kołderka wyprana, a on brudny, więc zanim nie wykapię, to taki roboczy dostał) i się nie miał jak ułożyć... Chciał koniecznie się cały na nim zmieścić, żeby nawet czubek paznokcia nie wystawał Niekoniecznie się to udawało... Więc odkrył fotel i już nie chciał zejść... Niech ma chłopak, i tak na nim w sypialni nie siedzę...
Odpoczywa sobie spokojnie już dłuższy czas

Kora też wymiziała, i jakieś robocze fotki wstawi pewnie niedługo. Może niespecjalne, bo nie stresujemy go narazie pstrykaniem, ale zawsze jakieś

Posted

Martuś, juz u Ciebie jest???:crazyeye::crazyeye::crazyeye:
Dzielna dziewczynka :sweetCyb::sweetCyb::sweetCyb:Ja tak czułam, że z tego Montiego to takie malowane cielę ;-):grins:

Posted

No wiesz Marto jak mogłaś pomyśleć,że żadna pazurków nie obgryza; ja tam już po łokcie obgryzłam :evil_lol:
Po rozmowie z Tobą spokojnie, o przyzwoitej porze pójdę dziś spać.
Powodzonka :loveu:

Posted

mira_c napisał(a):
No wiesz Marto jak mogłaś pomyśleć,że żadna pazurków nie obgryza; ja tam już po łokcie obgryzłam :evil_lol:
Po rozmowie z Tobą spokojnie, o przyzwoitej porze pójdę dziś spać.
Powodzonka :loveu:

Że Ty o przyzwoitej porze pójdziesz spać, to ja w życiu nie uwierzę. :eviltong:
Będziesz czekać na foty nawet do rana, a i ręki już całej mieć na pewno nie będziesz :evil_lol:

Posted

czekajcie na fotki jakas godzinke. musze sprawy pilne pozalatwiac, ok?
marta w sumie zdecydowala sie tak powaznie dopiero, jak go w drzwiach zobaczyla :) w biurze, w schronie.
jak jeszcze pracownik jej nagadal, ze za slaba obrozke ma.... bo on gruby i silny i jego ciagnal... to marta malo nie padla tam.
ale jak go zobaczylam to usmiech od ucha do ucha :)

przylepek az taki nie jest, przychodzil na glaski do nas 2 i kolegi, tulil sie. ale nie mogl sobie miejsca znalezc. chcial spac. spal, gdy wychodzilam, nawet oczu nie otworzyla, jak go chcialam pozegnac. taki zmeczony przezyciami biedak. i od razu wiedzial, gdzie na fotel ;) widac, ze tak kiedys zyl.... i na kocyk tez od razu sie kladl. wie, ze na golej ziemi sie nie lezy wygodnie.
w domu po stole nie skacze, po kanapie, po meblach

on jest bardzo spokojny i powolny, bardzo, naprawde. nie macha kikutkiem ogonka w ogole. takiej radosci nie ma, ale jest smutny, spokojny, wyciszony

osocze mu sie saczy z rany nad okiem. pod uchem ma szwy. wygolone i spryskane srebrem. pociera tym okiem, chce drapac te rany ociera sie o kanape. swedzi go. dzwonilismy do innej wetki i mowila,ze czekac na jutro na weta, ze ona nic na tel nie poradzi, rivanolu, czy wody ulenionej na to osocze.

a w schronie papierow zadnych nie bylo, zostaly w lecznicy. jutro mamy dzwonic i pytac o instrukcje z lecznicy

a jak duzo on pil!!! bardzo duzo. aptety tez dopisuje. siusiu, kupka, wszystko ok

Posted

Jagoda1 napisał(a):
Ja uzależniłam sie od Waszych boksiów (czytam też watek Szelki), rozpoczynam "dogo" od Was...;)


Choroba,też tak mam!:) Nigdy szczególnie "boksiowa" nie byłam ,aż tu nagle...Bach! Trafiło mnie!:)
Powodzenia,Montuś! Marta,trzymam kciuki!:)

Posted

kora78 napisał(a):

przylepek az taki nie jest


on jest bardzo spokojny i powolny, bardzo, naprawde. nie macha kikutkiem ogonka w ogole. takiej radosci nie ma, ale jest smutny, spokojny, wyciszony


A właśnie, że jest przylepek, tylko zmęczony...
Jak wróciliśmy ze spacerku, bo znów kupka, stanął pod ławą między nami, głowa na kanapę, i tak stał, i stał, i stał i głaskać trzeba było, już mu tyłek zaczynał lecieć, a on głowa na kolana i głaskać dalej :)

I wcale nie aż tak strasznie powolny... ;) Na spacerze zasuwał przodem, tu wąchnął, tam wąchnął, nawet oglądał się za mną i leciał dalej, choć nie ciągnie, chyba że może za nim biegłam a nie zauważyłam... ;)
Nie reagował na wołanie, ale jak lekko pociągłam smycz od razu wracał lub zmieniał kierunek na ten "za mną" :)

Posted

Kapsel napisał(a):
Że Ty o przyzwoitej porze pójdziesz spać, to ja w życiu nie uwierzę. :eviltong:
Będziesz czekać na foty nawet do rana, a i ręki już całej mieć na pewno nie będziesz :evil_lol:


Alinko ale ja nie napisałam którego dnia pójdę o przyzwoitej porze spać :) Jak dziś zobaczę fotki to będzie to dziś, jak jutro to jutro :lol:
A tak serio to uspokoiłam emocje po rozmowie z Martą.

Posted

cieszymy sie z ekipy goraco wspomagajacej :)

marta, czekaj az przy takim glaskaniu. najpierw jedna lapka, potem druga, a nieznacznie, powolutku trzecia gdzies sie wcisnie... i znacie reszte :) ni stad, ni zowad... haha

sam sie obudzil i zszedl z fotela?

marta ma mase kotow wkolo bloku koczujacych. to zobaczymy, jak chlopak bedzie reagowal

Posted

Rozmawiałam z Germaine

Powiedziałam, że wzięłam do siebie Montiego interwencyjnie, bo nigdy bym sobie nie wybaczyła, jeśli on by wrócił na boksy w schronie... Nie dałby rady... :(
Ale zostać u mnie na miesiąc, dwa, pół roku czy ileś tam - nie może... Ja naprawdę nie mam warunków aby mieć psa, już bym przecież dawno miała takiego "na zawsze, zaplanowanego" bo jak wszystkie my tutaj jestem strasznie psiowa...

Monti pojedzie do hotelu, najprawdopodobniej do Sylwiaso, która miała boksiowego Bilbo (Kora już rozmawiała, i będzie miejsce), koszt ok.300zł jak dobrze pamiętam

I teraz pytanie Germaine: czy Monti ma być pod skrzydłami Fundacji czy my na dogo zbieramy pieniądze
Jeśli Fundacja miałaby sponsorować, musi zebrać oczywiście pieniądze
A do tego konieczne jest wklejenie na stronie SOS zdjęć, które spowodują, że ludzie będą wpłacać
Stąd jeszcze raz pytanie do Kory, czy chociaż jedno można dodać, by się nasz schron nie obraził...? Przecież nikt nie będzie po nich "jeździł", psy się gryzą od zawsze, a oni już 3 razy Montiego przenosili do innych kojców...

Bo ja nie wiem, czy już mam zacząć szukać deklaracji, a nie ma na co czekać...

Posted

mowilam, ze z mojej rozmowy schron nie pozwolil. zapraszam, by ktokolwiek sprobowal ich przekonac, droga wolna. moze Germaine niech zadzwoni? i rozmawia tylko z kierowniczka

a bez fot z krwia ludzie nie beda placic? cos sie zawsze uzbiera, ja nie wierze. na dogo znajdziemy reszte

Posted

Iza i Avanti napisał(a):
Martuś! Niesamowita kobitko!!! :D

A Monti nie musiałby mieć kołnierza, żeby nie rozdrapać ran?

Podaj mi swój adres na pw- wyślę sierściuchowi jakieś smaczki :cool3:


Dziękuję Iza :) Zaraz wyślę :)

O kołnierzu też myślałam, bo on tak pociera sobie tą brew łapą i widać że go swędzi i meczy... ale ma tez ranę za-pod uchem, i tam miał chyba szyte, a kołnierz chyba akurat tam się trzyma...? Będzie go draznić...
Wogóle jutro schronisko ma dzwonić do lecznicy, czy mam dalej przyjeżdżać z Montim na jakieś "darmowe leczenie" schroniskowe, bo pies jest dalej "własnością" schroniska
Tam pojadę jak bedzie trzeba oczywiście, zobacze jak go potraktują, a jak coś to pojadę jutro do swojego, niech obejrzy

Posted

kora78 napisał(a):
mowilam, ze z mojej rozmowy schron nie pozwolil. zapraszam, by ktokolwiek sprobowal ich przekonac, droga wolna. moze Germaine niech zadzwoni? i rozmawia tylko z kierowniczka

a bez fot z krwia ludzie nie beda placic? cos sie zawsze uzbiera, ja nie wierze. na dogo znajdziemy reszte



Tak Kora jest niestety, ze im więcej cierpienia widać, tym więcej mozna uzyskać, niestety...
Ludzie wtedy bardziej współczują
A na dogo jedno zdjęcie zostawiłaś? Tego tez nie mozna?
A te z domu? Już bez krwi, ale i tak widać, jaki pocharatany :(
Te mozna?

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...