Jump to content
Dogomania

wrócił na tory ze sznurem na szyi. POMOCY - kotek za TM, brat w DS


Recommended Posts

  • Replies 294
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Pan z handlu obwoźnego mówił, że "nasz " Tores pojawia się raczej codziennie, niestety o różnych pporach dnia, I nie zawsze reaguje na zawołanie. Najczęściej zjada to, co zostało wyłożone na tyłach baraku i pędzi przed siebie, bez nawiązywania bliższych kontaktów.

Posted

KURYLEC -moze pomozesz nam z inna sprawa,chyba nawet gorsza,ale czy moga byc gorsze :-(?
Tu nie mamy hajsu,a trzeba DZIALAC JUZ!
Paulina , ja jednak przeznaczę kasę na psy z tego wątku - jakby z nimi coś nie wyszło ( nie dały się złapać czy coś-odpukać ) to w drugiej kolejce przeznaczę kasę na bezdomne koty z działki , na której od roku wynajmuję pokój . Tu jest ok 6-8 bezdomnych kotów które rozmnażają się niekontrolowanie.Pojawiły się bo właściciele dziłki (90-letni ludzie) dokarmiali je . Jak kocice zaszły w ciążę to wkurzali sie i je przeganila ze wzgl. na konflikty z sasiadami ze wzgl . na dużą liczbę rozmnażających się kotów. Tu jest jak na wsi (choć to Wrocław) jak za dużo kotów to się je topi , nikt nie myśli o sterylce . Parę ulic dalej było 16 osobowe kocie stado w miejscu gdzie otworzył gabinet weterynarz. Wet je wyłapał i wysterylizował , ale zaraz po tym sasiedzi otruli koty i zostały tylko 2. U mnie nie jest tak chyba aż żle ale właściciele dziłki raz karmią te koty , raz je wyganiają , raz chcą je wyłapac i ,,gdzieś" wywieżć , raz zabraniają mi je karmić , bo oni już niby ich tu nie chcą , potem znowu karmią bo ,,zmiękli" i tak w kółko . Kiedyś spotkałam kogoś kto chodził po działkach i szukał kryjówki dopiero urodzonych kotków(na szczęście nie znalazł) . Ja przez ten rok złapałam wszysktie maluchy które przeżyły ( 5 kotków) oswoiłam , zawiozłam do weta i znalazłam domy tymczasowe lub stałe. Miałam dwie prace i nie dałam rady czasowo wysterylizowac kocic. Daję im teraz proverę . Muszę na wiosnę jakoś je złpać . Nie wiem skąd by tu we Wrocku pożyczyć klatki -łapki . One jedzą z ręki -tylko jak stoję w oknie ( okno mam na wysokości terenu- mieszkam na niskim parterze) ale nie dają się dotykać-sa dzikawe. Tyllko jedną chyba złapię w ręce . Jest ich 3(kocic)i 3 kocury ale inne koty też ragularnie tu zachodzą tylko rzadziej . Za wszelkie porady będe wdzięczna .

Posted

Paulina78 napisał(a):
Nie ma naszego kotka :(
NIE WIERZE, ZE BYL CHORY!!!

Choc Ty sie trzymaj kiciu... Omijam lukiem ta lecznice... !!!


Co to za lecznica??przeciez ten kot wygladal ok!i na dworzu sobie radzil ,a w lecznicy nagle mu sie pogorszylo?!

Posted

Lapalam go ja, Abra i mru... Poswiecilysmy dwa dni... Przez mysl mi przeszlo:"BIORE GO!"

Jestem teraz tak zla, i smutna,ze trudno mi pisac co i jak...

Kota nie ma, podobno nie obudzil sie z narkozy... W to wierze akurat, trafil pod noz debila!!!
Czekamy...i tak sie nie dowiemy...:placz::placz::placz:

Posted

Paulina78 napisał(a):
Lapalam go ja, Abra i mru... Poswiecilysmy dwa dni... Przez mysl mi przeszlo:"BIORE GO!"

Jestem teraz tak zla, i smutna,ze trudno mi pisac co i jak...

Kota nie ma, podobno nie obudzil sie z narkozy... W to wierze akurat, trafil pod noz debila!!!
Czekamy...i tak sie nie dowiemy...:placz::placz::placz:


Warszawska lecznica?

Posted

ale co czułaś? bo ja właśnie nie wiem, nie spodziewałam się, że tak będzie.

jak gdyby nigdy nic zadzwoniliśmy po 16 zapytać jak on, co z nim, czy był zabieg już (bo godziny nie podawali, mieli oglądać i decydować, mimo że było na 99% wiadomo, ze wysoka amputacja). a oni, że on nie żyje. nawet nie zadzwonili, żeby powiedzieć. moim zdaniem powinni byli zadzwonić od razu, powinien był lekarz co przeprowadzał zabieg zadzwonić poinformować i powiedzieć co się stało...

na dziś wiem niewiele, bo pani co odbiera telefony niewiele wie. zabieg był, po zabiegu zapaść, reanimowali go o 15. czyli ponad godzinę przed naszym telefonem. reanimacja sie nie powiodła. na razie usłyszeliśmy, że to niewydolność oddechowa i układu pokarmowego. pytała parę osób o to (min. weta - mówią, że bywa tak faktycznie nawet u zdrowych kotów)

jutro dowiem się, czy patolodzy na sggw będą mogli zrobić sekcję. jeśli nie, to mam jeszcze dzwonić do jednej osoby, może się uda... Semaforek na razie nie jest chłodzony (:() żeby było coś w ew. sekcji widać...

jutro tez będziemy gadać z lekarzem, co zabieg przeprowadzał. był do lek. wet. J. Stępkowski, lecznica Lancet. To chirurg ortopeda...

wyrok na razie trudno wydać. ja wetem nie jestem. ja widziałam wczoraj fajnego biednego młodego kotka i jest mi cholernie źle. juz myślałam kiedy go zabiorę i że do siebie najpierw wezmę a potem zobaczymy. i już dom był i czekał.... dom wziął kotkę, siostrzyczkę. sama zawiozłam dziś...

Posted

wczoraj miałam tak dobry humor, że się udało. dziś jeszcze odłowiliśmy trzy sunie z pustostanu z czego 2 w wys. ciążach... a tu...

Posted

tak też słyszałam. dlatego nie chcę wydawać wyroków. ja w Lancecie chodzę do Pietrusiewicza i faktycznie wyciągnął mi psa z padaczki i w ogóle zawsze się bardzo przykłada i tłumaczy wszystko. miałam nadzieję właśnie, że to on kotka zobaczy, ale akurat nie miał dyżuru.

Posted

na co umarł nasz kot? na bycie bezdomnym lub podopiecznym fundacji, tak ogólnie właśnie na to...

z rozmowy z panem S. nie wynikło nic. S. nie miał czasu nawet z nami pogadać...
słowa S. przytaczam z pamięci, ale są świadkowie na to, co mówił.

o co chodzi? o tego kota, co miał u was zabieg. no co z tym kotem? no jak to proszę pana co z tym kotem? no normalnie nie obudził się (normalnie!)
dlaczego? dlaczego? ano bo musiał mieć jakieś inne wewnętrzne obrażenia, nie wybudził się z narkozy. zachowywał się (?) normalnie a potem...
bo proszę pani w takich przypadkach to to nie można tak na szybko (?) - to się robi szerszą diagnostykę. usg, rtg, krew... no tak, a dlaczego nie została zrobiona? komu się niby spieszyło? mieli na to 24h...
(no zgadnijcie dlaczego nie została zrobiona?) BO TO SĄ KOSZTY A FUNDACJE NIE PŁACĄ!
dokładniej: bo to są koszty a państwo nie płacicie po dwa miesiące! my akurat właśnie płacimy zawsze w terminie, często wręcz płaciłam gotówką na miejscu...!
mówię, że my płacimy (zna nas dr P., chyba wie!) a S.: ja nie wiem z jakiej państwo są fundacji, ale fundacje nie płacą. są takie co po 7 tysięcy długu mają i ja nie mogę sobie na to pozwolić...

dlaczego miałoby nas to akurat interesować? a bo fundacje zawsze do jednego wora i lepiej żeby kot umarł jak mają nie płacić potem?

oczywiście powiedziałam, że my bardzo chętnie zgodzilibyśmy się na wszelkie badania potrzebne i na pewno byśmy za nie (jak zawsze!) zapłacili - czy może ja je miałam wykonać sama w domu czy w samochodzie? czy nie po to przynosi się ranne zwierze do lecznicy?

z resztą Paulina i Dorota stały obok mnie w gabinecie w dniu przyjęcia: kotka mieliśmy wrzucić na szpital i lekarze mieli go OBEJRZEĆ! nam też, jak zadzwoniliśmy wieczorem kazali dzwonić 30 grudnia po 14, żeby dowiedzieć się czy już był OGLĄDANY. oczywiście o zabiegu się wstępnie mówiło, ale kot miał najpierw zostać zbadany (pani S. widziała go tylko w klatce!)... to chyba jasne?

pan S. poinformował mnie dziś jeszcze (eureka!) po 1 , że to pewnie były wnyki (wow! wow! wow! a co niby mówiłyśmy w wywiadzie w dniu przyjęcia?), że to nie było takie świeże, że tam była martwica (no to chyba jasne, skoro kot wpadł we wnyki z tydzień temu? to też było w wywiadzie przy przyjmowaniu mówione! dokładniej mówiła to Paulina)...

cała rozmowa trwała tylko chwilę, bo potem pan S. zaczął nam wyliczać co to on musi jeszcze zrobić (coś o moczu, paskach i innych takich) i zniknął w gabinecie...

pani z recepcji na koniec na prośbę pana S. musiała ustalić z nami co to był za kot (żeby pan S. mógł wypisać nam dokumenty z zabiegu!): imię, wiek... (???!!!) - nie wiem, może tam się zabiegi z zamkniętymi oczami robi?

aha dokumentów żadnych dot. zabiegu NIE MA - poprosiliśmy o całą dokumentację z ilościami podanych leków i wyjaśnieniem dlaczego nie zrobiono przed zabiegiem badań. kotek pojechał na sekcję na sggw. trzeba czekać nawet 2 tygodnie.


do Lancetu chodzimy naprawdę często (do dr Pietrusiewicza), większych problemów z płatnościami nigdy nie było. jak już fakturę wystawili to było płacone. głównie rozliczałam się gotówkowo, to się zmieniło ostatnio dopiero, raz poprosiliśmy i było ok i potem nie było problemów..!



przypomnijmy sobie jeszcze pewne fakty:

29 grudnia parę minut po 15:00 przyjeżdżamy we trzy do Lancetu
czekamy chwilę w poczekalni, przyjmuje nas pani Stępkowska
oględziny z daleka tylko, bo koty dzikie i strach wypuszczać (to też nas trochę zdziwiło...) - jest to dokładnie przez nas trzy zaznaczone, że koty są dzikusy dopiero odłowione! są z resztą w pułapkach...
nie wiem czy pani S. coś pisała w komputerze (wydaje mi się że tak, chociaż dziś pani z recepcji nie widziała w komputerze naszych kotów), jeśli nawet założyła kotom karty to pan S. karty nie czytał przed zabiegiem (widać zapytał tylko CZYJ to kot...?)
kotka dostała odrobaczenie a kotek ma zostać, żeby go OBEJRZEĆ i decydować dalej (tak było mówione dziewczyny? sugerowany był zabieg, ale pani S. mówiła, że najpierw trzeba obejrzeć i żeby dzwonić... co też jeszcze wieczorem zrobiliśmy)
30 grudnia o 15 kotek "schodzi" - ponoć po reanimacji. nie budzi się. nikt do nas nawet nie dzwoni. dzwonimy po 16 - dowiadujemy się co się stało, ale tylko w dwóch słowach, że niewydolność i że nie żyje.

kot był w lecznicy 24 godziny! dlaczego przez 24 godziny nikt nie zrobił mu potrzebnych badań?

jestem załamana, bo wszystko jawnie obiło się o kasę a mamy XXI wiek - są TELEFONY i oni mają do nas telefon bezpośredni do mnie i Pawła i nie byłoby problemem przed zabiegiem zadzwonić zapytać, czy jesteśmy świadomi że trzeba wykonać szereg badań? my przecież moglibyśmy podpisać zobowiązanie, oświadczenie, zapłacić z góry jeśli to konieczne!!! nie, to nie o to chodziło. tu nastąpiło olanie sprawy i tyle...

bo po co przed zabiegiem badać kota, o którym się nic nie wie (ba, po zabiegu też się nie wie co to był za kot)? kto będzie po nim płakał, ci co nie płacą? heh...

Posted

mru,jak widzials,ja sie BALAM go tam zostawiac-to czulam,wiem to irracjonalne...Ale pamietasz jak pytalam tej starej ku..wy - co z nim dalej, jak to zrobia? MAMY SWOJE SPOSOBY!!! Maja MORDERCY!!!
Czy Stepkowski to dobry wet? Dziad jedzie na opinii i tyle,ale nie jest dobrym wetem! Przeciez jak wczoraj powiedzialam znajomym to sie dowiedzialam, ze sa przynajmniej 3 inne przypadki gdzie wlasnie fundacyjne zwierzenie wybudzilo sie z narkozy!!!
Najgorsze jest to, ze toksyny,ta cala chemia zniknie z organizmu kota i ten pieprzo..ny dziad bedzie bez winy!!!

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...