Luzia Posted October 30, 2013 Posted October 30, 2013 a trwałe te wyrzutnie są? Ja już miałam kilka i żadna nie wytrzymywała dłużej niż 2 spacery :roll:
omry Posted October 30, 2013 Posted October 30, 2013 Z Tesco jest dobra :cool3: My tylko piłek już nie mamy, a było chyba ze trzydzieści tenisowych :roll:
Luzia Posted October 30, 2013 Posted October 30, 2013 w mojej dziurze nie ma tesca :( Skoczę jutro do biedronki, jak będą i za tą cene wytrzyma dwa spacery i tak będzie dobrze :lol:
motyleqq Posted October 30, 2013 Posted October 30, 2013 omry napisał(a):Z Tesco jest dobra :cool3: My tylko piłek już nie mamy, a było chyba ze trzydzieści tenisowych :roll: a po ile jest w tesco? teraz to nie pojadę, bo dzikie tłumy przed tym weekendem, ale bym poszła po weekendzie :lol:
rashelek Posted October 30, 2013 Posted October 30, 2013 Wyrzutnię do piłkuf kupiłam w bierze na psim tygodniu i całe 5zł za nią dałam :P Całkiem jest fajna, tylko moje piłki są do niej za małe i wypadają... a tymi tenisowymi sucza się bawić nie chce. No i wytrzymała wiecej niż 2 spacery :evil_lol:
omry Posted October 30, 2013 Posted October 30, 2013 [quote name='motyleqq']a po ile jest w tesco? teraz to nie pojadę, bo dzikie tłumy przed tym weekendem, ale bym poszła po weekendzie :lol: 9-10 zł jakoś :cool3: Taka:
Luzia Posted October 30, 2013 Posted October 30, 2013 ooo tej firmy chyba jeszcze nie miałam :evil_lol: Nie wiem na czym polega problem bo u mnie wszystkie te wyrzutnie szlak trafia, chyba wkładam za dużo uczucia w zamach :lol:
Vectra Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Luzia , nie drygaj u mnie też :diabloti: tylko ja zwalałam na to , że ciężkie piłki ;) no i przebieg swoje robi :evil_lol: te trixie są niezłe , dość wytrzymałe. Najlepsze były takie co mi przysyłała koleżanka z Holandii. Miały bardziej chwytną tą łyżeczkę ;) Niestety nie we wsiech biedrach jest ten sam asortyment , ja mam taką jedną biedronkę , co ma mega pchli targ i dużo rzeczy ciekawych , których nie ma w innych sklepach. A teraz mi otwierają nową biedronę :multi: i to 5 km od domu :multi: bo teraz mam jakieś 20 km :( ale 3 biedronki w promieniu 300 metrów od siebie ... jakaś taka nowa polityka biedronek , stawiają jedną obok drugiej.
dog193 Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Czekunia napisał(a):Natomiast niejednokrotnie widzę psy,które są tak poschizowane na punkcie np. piłki, że non stop rzucają ją pod nogi właścicielowi, nie potrafią przywitać się z innym psem, a rzuty wymuszają szczekaniem. Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że miałaś lub masz takiego psa? Uogólnienia nie są dobre. Nigdy. Ja mam takiego psa. Mam psa, który gdy mu zostawię piłkę to nie puści jej i nie pójdzie węszyć w krzakach. Nie pójdzie przywitac sie z psem. Nawet jak schowam pilke i go zwolnię to odbiegnie na metr po czym odwróci sie z miną "a może jednak rzucisz?". Doskonale zdaję sobie sprawę, że mój pies jest zafiksowany. Ale to nie znaczy, ze jest chory psychicznie - chyba ze przyjmiemy, ze wszystkie teriery są chore psychicznie. Bo teriery sie fiksuja i to jest ściśle zwiazane z ich uzytkowoscia - niezafiksowany na dzika pies nie bedzie w stanie byc dzikarzem. Łatwo sie mowi o chorych psychicznie psach mając wyzly, ktore mają zupelnie inny styl pracy i zostaly stworzone do innych rzeczy. Twoje wyzly mogą kochac piłeczki, ale jesli terier zamiast dzika pokocha pileczki to to w ogole nie ma co porównywać tych "milosci". Teriery się fiksują. Jedne na dziki, inne na pilki, jeszcze inne na psy. Naszym zadaniem jest, zeby wlasnie nakierowac go na to, na czym nam zalezy czyli mysliwy na dzika, ja na zabawkę. No bo jesli piesek sam sobie wybierze obiekt i bedzie to inny pies - to mamy duzy problem.
dog193 Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Jeszcze dodam - to tak jakby napisac ze z twoimi psami jest cos nie tak, bo poruszaja sie tylko galopem. Przeciez normalny pies tak nie robi...
Martens Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 U mnie dwie biedry są przy jednej ulicy praktycznie, tylko z 500 m od siebie :cool3: Dodatkowo tuż obok jednej jest Lidl, a tuż obok drugiej Tesco i inny duży market :cool1: W ogóle gdyby ktoś chciał zwiedzać Maków, to polecam jako główną ciekawostkę właśnie te wszystkie supermarkety, bo nigdzie nie widziałam takiego stężenia tego typu sklepów - nie mamy nawet 10 tys. mieszkańców, a są dwie Biedronki, Lidl, Tesco, MarcPol, PoloMarket i jeszcze parę innych ;) wszystko na kupie... A co do ogólnej dyskusji, zaczyna mnie trochę śmieszyć ten wielki dogo wyścig szczurów, co kto robi ze swoim psem. Czasem mam wrażenie, że niektórzy już nawet nie patrzą, co kręci ich psa, tylko co będzie ładnie wyglądało napisane na dogo, kto jest bardziej profesjonalny, kto robi z psem więcej różnych rzeczy, ile kto jest z psem na zewnątrz/poza posesją... Nie wiem, po cholerę nakręcacie taką chorą atmosferkę. Dla mnie najważniejsze jest patrzenie na swojego psa, to co lubi i sprawia mu przyjemność, i go "spełnia", z uwzględnieniem predyspozycji rasowych. Ja mam rasę, która została stworzona do walki. Nie do eksplorowania terenu czy robienia wszystkiego na gwizdek właściciela, tylko właśnie do walki. I obserwując swoje psy, widzę że dokładnie to najbardziej lubią robić. Najlepsza rozrywka Cyca, do której nie trzeba go zachęcać, to właśnie walka - czy to w postaci przeciągania sznura/szarpaka ze mną albo Honey (mogłabym napisać tug of war, bardziej szpanersko brzmi :cool3:), czy dyndania na oponie/szarpaku/gałęzi, czy kotłowania się z boomer ballem. On lubi piłkę, lubi ją poaportować, ale jak widzi szarpak, oponę czy boomer, to piłka przestaje istnieć. Eksplorowanie terenu zdarza mu się na spacerze tylko z nudów, kiedy nie ma piłki, boomera, szarpaka. Ja zwyczajnie widzę, że on robi to kompletnie bez przekonania, bo nie ma co ze sobą zrobić. I ta wielce niezbędna eksploracja terenu kończy się natychmiast, kiedy znajduje np. dyndającą z krzaka nadłamaną gałąź, na której może powisieć. A jak wie, że mam ze sobą w torbie jakiekolwiek zabawki, to w ogóle co wąchnie dwa krzaki, przybiega do mnie i zagląda mi w oczy, kiedy będziemy się już bawić, bo jego ten wielki wspaniały świat jakoś specjalnie nie interesuje. Już nie raz miłośnicy ras innych niż TTB dawali tu do zrozumienia, że staffiki mają tępe rozrywki :evil_lol: ale to są chyba osoby, które nigdy nie widziały staffika przy przeciąganiu czy boomerze. Tam pies cały czas myśli. To nie jest tępe ciągnięcie bezmózga czy gryzienie boomera. Ja sama byłam w szoku, kiedy zobaczyłam, ile te psy wkładają w to kombinowania i strategii. Moje psy przy przeciągania potrafią przewlec rywala w miejsce, gdzie wiedzą, że mogą zaprzeć się lepiej nogami; wleźć wyżej, żeby mieć przewagę i ciągnąć pod innym kątem; kręcić drugim psem czy mną dookoła, żeby go zmęczyć, czy poplątać; szarpnąć pod takim kątem, żeby wykręcić mi łokieć albo zepsuć chwyt drugiemu psu. Na boomerze jest to samo - też miliard pozycji, orient po podwórku, żeby boomer nie wleciał w krzaki, strategii trzymania i blokowania go, żebym nie mogła go odkopnąć... Od kopania z Cycem boomera skoczył mi skill footballowy :eviltong: bo on po każdym moim ruchu nogi już wie, w którą stronę zamierzam kopnąć piłkę i mi to blokuje - muszę wymyślać coraz to nowe zwody, które on i tak max. po kilku razach rozpracowuje. I teraz wyobraźcie sobie, że ja zabieram takiego psa codziennie na długie spacery po lesie/parku/osiedlu, bo to rzekomo naturalna potrzeba każdego psa. No to moje psy nie są psami, bo je to nudzi. One po dwóch godzinach łażenia po łące czy lesie, nawet w połączeniu z przywołaniami i sztuczkami, nie są zmęczone ani fizycznie, ani psychicznie. Po 40 minutach intensywnej jazdy z boomerem czy szarpakiem są bardziej zjechane i fizycznie, i psychicznie. I robiąc to są o wiele szczęśliwsze niż na jakimkolwiek spacerze. I teraz pytanie, czy ja do wyżej wymienionych rozrywek muszę wychodzić z posesji czy działki? Moje psy mogą robić to wszystko nawet w próżni kosmicznej, bo jest im wszystko jedno gdzie są. Dla nich liczy się co robią i z kim. Na działce mam pewność, że boomer nie wyleci mi do rzeki/doła/na ulicę; że przy przeciąganiu nie przybiegnie się dołączyć spasiony labradorek i nie wywoła bójki; nie muszę się narażać na komentarze (i nie tylko), że szkolę psy do walk. Motyleqq pisała, że jej by było wszystko jedno, czy ktoś komentuje. Tak się fajnie mówi w teorii. I co innego, kiedy po prostu idziesz z TTB przez osiedle, a co innego, kiedy Twoje psy w miejscu publicznym z dzikim rykiem przeciągają się sznurem, wiszą na szarpaku albo rzucają się na boomer. Komentarze to pikuś - poczytaj na amstaffowym forum, że zdarza się, że do takich zabaw przyjeżdża SM czy policja. I jak mają podobną mentalność co większość moherowych czytelników Faktu, to nie wytłumaczysz, że to nie szkolenie do walki i wyrabianie agresji, tylko zabawa. Jaki ja mam interes bawić się w to w parku czy na osiedlu? Żeby pochwalić się ludziom na dogo, że jestem z psami 2 godziny dziennie w terenie? Przy tym wszystkim - to sie są jedyne rozrywki moich psów, wręcz przeciwnie. 3 razy w tygodniu biegają ze mną po godzinie, tylko i wyłącznie dla zmęczenia fizycznego i poprawienia wydolności, kondycji, bo szczerze, bieganie ich kompletnie nie rajcuje; zwłaszcza Cyca - ale jemu jest najbardziej potrzebne, żeby poprawiać wydolność oddechową i krążeniową, żeby lepiej znosił upały. Cyc czasem ciąga trochę na sledach - też dla wysiłku fizycznego. Trochę aportują - tak dla urozmaicenia, bo nie jest to ich ulubiona rozrywka. No, Cycusia dość mocno rajcuje aport z wody, bo tam dochodzi element "walki" z prądem albo falami, i to uruchamia mu tryb bojowy ;) Honey ma dość silne instynkty terierowe, z uwagi na linie z jakich pochodzi - oczka jej się świecą do ganiania małych zwierzątek, toteż lubi sobie poganiać za szmatą na sznurku (tu też mogę napisać flirtpole, żeby było bardziej profesjonalnie :evil_lol:). Cycuś też pobiega, ale nie z takim szałem jak ona. Sztuczki jakieś też porobią, ale tylko z nadziei na smaczek, bo sztuczki dla sztuczek ich kompletnie nie rajcują, czym różnią się o 180 stopni od mojego poprzedniego psa, który miał w sobie sporo z owczarka. Do tego dojdzie jeszcze latanie po rampie, też głównie dla formy fizycznej - oczywiście na działce, bo nie widzę sensu wozić rampy na pole, żeby chwalić się ludziom na dogo, że pracuję z pieskami w terenie :diabloti: Żeby nie było, na spacery eksploracyjne też co jakiś czas chodzimy, ale serio, to są spacery dla mnie, bo lubię się poszwędać, posłuchać muzyki na słuchawkach na łonie przyrody - a nie dla moich psów, bo one 100 razy wolałyby w tym czasie być na działce i szarpać sznurek ;) Do miasta też chodzą, ale tylko po to, żeby umiały się w takich warunkach zachować i w sumie po okresie socjalizacji wystarcza im to raz na xx czasu. To nie maliny, które po tygodniu bez wychodzenia z podwórka dziczeją. Tym kilometrowym wywodem zmierzam do tego, że nie, spacery poza posesję i eksplorowanie terenu wcale nie muszą być podstawową potrzebą psa, szczególnie niektórych ras nakierowanych na zgoła inne rozrywki. I nie, przy niektórych psach/rasach wg mnie nie trzeba wychodzić codziennie (czy nawet co kilka dni) z posesji, żeby zaspokoić ich potrzeby ruchowe i psychiczne. Ale nie zgodzę się przy tym, że to psy dla mało aktywnej babci, jak napisała aniusia, bo nie trzeba wychodzić z nimi z podwórka. 40 min flirtpole i pół godziny przeciągania szarpakiem z dwoma staffikami i człowiek jest mokry jak szmata do podłogi. Jakoś nie wyobrażam sobie w tej roli mojej babci ;) A czy coś jest nudne, ambitne, etc. to już kwestia gustu.
Czekunia Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 dog193 napisał(a):Uogólnienia nie są dobre. Nigdy. Ja mam takiego psa. Mam psa, który gdy mu zostawię piłkę to nie puści jej i nie pójdzie węszyć w krzakach. Nie pójdzie przywitac sie z psem. Nawet jak schowam pilke i go zwolnię to odbiegnie na metr po czym odwróci sie z miną "a może jednak rzucisz?". Doskonale zdaję sobie sprawę, że mój pies jest zafiksowany. Ale to nie znaczy, ze jest chory psychicznie - chyba ze przyjmiemy, ze wszystkie teriery są chore psychicznie. Bo teriery sie fiksuja i to jest ściśle zwiazane z ich uzytkowoscia - niezafiksowany na dzika pies nie bedzie w stanie byc dzikarzem. Łatwo sie mowi o chorych psychicznie psach mając wyzly, ktore mają zupelnie inny styl pracy i zostaly stworzone do innych rzeczy. Twoje wyzly mogą kochac piłeczki, ale jesli terier zamiast dzika pokocha pileczki to to w ogole nie ma co porównywać tych "milosci". Teriery się fiksują. Jedne na dziki, inne na pilki, jeszcze inne na psy. Naszym zadaniem jest, zeby wlasnie nakierowac go na to, na czym nam zalezy czyli mysliwy na dzika, ja na zabawkę. No bo jesli piesek sam sobie wybierze obiekt i bedzie to inny pies - to mamy duzy problem. Dog, ale mój Sajan też tak próbuje: rzucamy piłkę, mówię "Przerwa", no i odchodzi, żeby za chwilkę się odwrócić i sprawdzić, że może jednak? Zrobi tak może ze 2-3 razy, przekona się, że nic tym nie wskóra i odchodzi, żeby zająć się czymś swoim. Czy Jupi też tak robi? Bo jeśli tak to ja nie widzę problemu; Czytam trochę Waszą galerię i wydaje mi się, że umiesz wyznaczyć mu granice. To jest to, co Kasia napisała: że jest cienka granica między dobrą a złą fiksacją. Ja nie mówię, że fiksacja jest zła w ogóle. Uważam poprostu, że jeśli pies wychodzi na spacer już nakręcony na tą piłkę i przez calutki spacer myśli tylko o tym, żeby właściciel mu rzucał i rzucał i rzucał i na komendę nie umie robić czegoś innego, to jest to dla tego psa mocno męczące psychicznie.
omry Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Ja mam trzy skrajnie różne psy, to naprawdę pozwala pewne rzeczy zrozumieć ;) Avril kocha piłki całą sobą, jak idziemy się przejść to niesie ją w pysku i zwyczajnie idzie na spacer (choć oczywiście nigdy piłeczką nie pogardzi), a jak usiądę na ławce w naszym parku, to pies automatycznie nie myśli o niczym innym, jak o piłeczce. I tak, zdarza jej się wymuszać rzut szczekaniem. Z tym, że potrafi się zamknąć, jak każę. Zwykły spacer czy zabawa z pieskami czy cokolwiek innego nie może się nawet równać z piłeczką. I naprawdę temu psu nic nie jest, jak przez dłuższy czas jedynie rzucam mu piłkę, ona nie musi wychodzić na spacery. Tekila także nie musi, bo kiedy Avril łapie piłkę, Tekila robi przyczajki i łapie Avril. Iwan to samo (bez przyczajek), ale jemu spacer jest już potrzebny, uwielbia niuchać, hasać i obsikiwać co tylko można. Dziewczyny nie gardzą spacerami, pójdą wszędzie, ale wiem, że nie będą załamane, gdy nie zrobią kilometrów codziennie (co dwa, trzy dni, czy nawet tydzień) spacerkiem. Po Iwanie za to zwyczajnie widać, że on chce chodzić na spacery i że ich potrzebuje.
Czekunia Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 dog193 napisał(a):Jeszcze dodam - to tak jakby napisac ze z twoimi psami jest cos nie tak, bo poruszaja sie tylko galopem. Przeciez normalny pies tak nie robi... Co do tego: moje psy na "luźnym" spacerze lub jego części albo galopują, albo truchtają;). No i żeby nie było: te moje przemyślenia o fiksacji nie dotyczą żadnego z psów osób biorących udział w dyskusji. Nie wiem, jak spędzacie czas z psami, więc Was nie oceniam, także nie bierz tego personalnie;).
gops Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Ile ja bym dała za własny kawałek podwórka ... Żeby zrobić cokolwiek z psem muszę się "chować " dosłownie , nie mogę iść do parku i na środku powiesić mu gryzak by powisiał , czy nawet poszarpać się z nim 15min bo zaraz mam straszenie SM i wiem że jak nie przestane to faktycznie za chwile przyjadą . Nie pójde z ciężarkiem i nie dam mu w parku go ciągnąć bo zawsze jest ryzyko że mi jakiś pies podleci i będzie tragedia , mój pies nie lubi jak mu sie przeszkadźa . Boomera też tam nie wezme bo może wpaść na ulice . Inaczej jakbym mieszkała na wsi pewnie , tutaj u siebie mam już znalezionych kilka miejsc nie uczęszczanych przez ludzi gdzie mogę coś z psem porobić , a do parków chodzimy tylko porzucać piłeczke lub zwyczajnie połazić bez celu. Nie zapewniam psu eksploatowania terenu bo on tego nie potrzebuje , lubi powąchać trawe ale tylko i wyłącznie po to by znaleźć siki suki i je polizać ... I jako terier lubi sobie pogonić zajączka czy sarenke na szczęście tam gdzie chodzę nie ma dzikich zwierzątek prócz bażantów a te go średnio interesują bo nie uciekają . Dla mnie przy konkretnie tym psie kawałek(tak chociaż 50 arów) swojego podwórka byłoby świetnym rozwiązaniem i zapewne nie wychodziłabym z niego do parku na spacer . Mam działke na wsi , i tam mamy swój teren mimo to wychodzimy codziennie na spacery , bo zwyczajnie w mieście takich pięknych miejsc(jeziora) nie mamy i idę również dla siebie , i pozwalam mojemu psu znaleźć trop , polatać na flexi za nim , i pozwalam nosić całe ileś tam kilometrów wielki ważący dobre kilka kg pieniek od drzewa , bo dla mojego psa taki spacer to nic , ale jak dorwie taki pieniek który ledwo niesie to jest z siebie mega dumny i wykonuje jakąś "prace" a nie idzie bezmyślnie po drodze.
Martens Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Kurde, mam wrażenie, że tylko właściciele staffików tak naprawdę łapią, czemu do takiego psa mega przydaje się działka/podwórko, i niekoniecznie równie fajnie czy lepiej jest robić to samo z psem w parku, lesie czy na łące... I czemu ich właściciele ani same psy nie pałają zachwytem nad spacerami, które dla przeciętnego owczarka, psa myśliwskiego czy nawet kundelka są mega ważne ;)
Czekunia Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Martens napisał(a):Kurde, mam wrażenie, że tylko właściciele staffików tak naprawdę łapią, czemu do takiego psa mega przydaje się działka/podwórko, i niekoniecznie równie fajnie czy lepiej jest robić to samo z psem w parku, lesie czy na łące... I czemu ich właściciele ani same psy nie pałają zachwytem nad spacerami, które dla przeciętnego owczarka, psa myśliwskiego czy nawet kundelka są mega ważne ;) Niekoniecznie;) ja marzę o domu z conajmniej półhektarowym podwórkiem, na którym mogłabym pobawić się z psami w aportowanie, przeciąganie, szukanie różnych rzeczy, ale jednocześnie wiem, że bez spacerów w terenie się nie obędzie, a z kolei jeśli zostawię psy na podwórku same to będą ślęczeć pod drzwiami domu i jojczyć o wpuszczenie, bo w samotności podwórko nie jest fajne:eviltong:. jednocześnie nie kwestionuję tego, że staffiki mają inne potrzeby;). Po to w końcu jest tyle ras.
asiak_kasia Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Martens napisał(a):Kurde, mam wrażenie, że tylko właściciele staffików tak naprawdę łapią, czemu do takiego psa mega przydaje się działka/podwórko, i niekoniecznie równie fajnie czy lepiej jest robić to samo z psem w parku, lesie czy na łące... I czemu ich właściciele ani same psy nie pałają zachwytem nad spacerami, które dla przeciętnego owczarka, psa myśliwskiego czy nawet kundelka są mega ważne ;) No nie tylko własciciele staffików ;) Ja co prawda stb nie miałam, ale miałam rota, który pomijając tą korbę i ilość energii zachowywał się własnie tak jak opisujecie. I dlatego ja mogłam z nim robić milion rzeczy i on się cieszył z tego, że robimy coś razem. Spacery i łazęgi były dla mojej frajdy, dla Joko i dla jego resocjalizacji. Ale ten konkretny pies przyzyłby zycie szczesliwy bez jednego spaceru poza posesją. Pomijam juz fakt, wykłócania się z inteligentnymi inaczej, ze to nie jest jakiś potwór, i tez ma prawo byc na ulicy. Albo tłumaczenie po raz 50 ze jak azorek dostanie wciry od mojego psa to wcale się nie nauczy, że pieski trzeba omijać. A dziwnym trafem, zawsze te "groźne" rasy przyciągają chętnych na sprawdzenie cierpliwości mojej i psa :diabloti:
a_niusia Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Czekunia napisał(a):Niekoniecznie;) ja marzę o domu z conajmniej półhektarowym podwórkiem, na którym mogłabym pobawić się z psami w aportowanie, przeciąganie, szukanie różnych rzeczy, ale jednocześnie wiem, że bez spacerów w terenie się nie obędzie, a z kolei jeśli zostawię psy na podwórku same to będą ślęczeć pod drzwiami domu i jojczyć o wpuszczenie, bo w samotności podwórko nie jest fajne:eviltong:. jednocześnie nie kwestionuję tego, że staffiki mają inne potrzeby;). Po to w końcu jest tyle ras. no ja to dosyc czesto bawie sie z psami w ogrodzie, ale nie wyobrazam sobie zycia bez porzadnego spaceru. coz...dobor rasy do trybu zycia. nie wyobrazam sobie spedzania calego zycia na wlasnej posesji, moje psy tez nie:)) nie na darmo mam rase dla ludzi aktywnych. tacy jesesmy, takich psow potrzebujemy.
Martens Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Czekunia napisał(a):z kolei jeśli zostawię psy na podwórku same to będą ślęczeć pod drzwiami domu i jojczyć o wpuszczenie, bo w samotności podwórko nie jest fajne:eviltong:. Ze staffikami to samo, więc to wcale nie jest tak łatwo, że mam staffiki i działkę/posesję, i psy sie same wybiegują, a ja pierdzę w fotel. Honey zostawiona sama na podwórku albo się opala, albo jojczy o wpuszczenie, albo próbuje rozwalić płotek od ogródka warzywnego, żeby zesrać się w ogórki, a Cycuś albo beczy pod drzwiami, albo wisi na boomerze, albo próbuje przynosić mi do domu opony i pniaki, z którymi nie zawsze mieści się w drzwiach :evil_lol: Więc to nie jest tak, że kupuje się staffikom hektary i voila, jeszcze trzeba na tych hektarach uprawiać aktywność fizyczną ;)
gops Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Jeszcze dodam że miałam również przez 5 lat suczke charakterem bardzo owczarkową z silnym instynktem myśliwego (czyli znaleźć, dogonić, zabić), i to była całkiem inna sytuacja. Bo ona uwielbiała dzikie biegi po polach bez celu , albo szukanie tropów dzikich zwierzątek , uwielbiała poznawać nowe tereny i zwiedzać . Jak ją puściłam na nowym terenie to największą frajdą było patrzeć jak ona lata, wącha , biega z nosem przy ziemi . I ona będąc tylko na "swoim" podwórku dostała by szału , stałaby się pilnującym wszystkiego i szczekającym burkiem za płotem . Więc ja rozumiem obie strony , bo miałam 2 różne psy , całkiem, totalnie różne . Nie da się tych psów porównać bo nie mają ani jednej wspólnej cechy , mimo że staffik też lubi znaleźć trop i szukać to robi to całkiem inaczej , nie ma w tym szukaniu takiej pasji (pasja jest dopiero w gonieniu) a suka miała największy fun z latania po tropie . Jak szliśmy na spacer to każde krzaki były jej , wszystko musiała zobaczyć , powąchać , staffior idzie przy mnie , ew troche przedemną ale nie lata, nie szuka, nie wącha , poprostu spaceruje bez celu.
Czekunia Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 [quote name='a_niusia']no ja to dosyc czesto bawie sie z psami w ogrodzie, ale nie wyobrazam sobie zycia bez porzadnego spaceru. coz...dobor rasy do trybu zycia. nie wyobrazam sobie spedzania calego zycia na wlasnej posesji, moje psy tez nie:)) nie na darmo mam rase dla ludzi aktywnych. tacy jesesmy, takich psow potrzebujemy. Dokładnie:) mój Tz się ze mnie często nabija, że jak psy nie zrobią mi długiego spaceru to jestem nie do zniesienia. [quote name='Martens']Ze staffikami to samo, więc to wcale nie jest tak łatwo, że mam staffiki i działkę/posesję, i psy sie same wybiegują, a ja pierdzę w fotel. Honey zostawiona sama na podwórku albo się opala, albo jojczy o wpuszczenie, albo próbuje rozwalić płotek od ogródka warzywnego, żeby zesrać się w ogórki, a Cycuś albo beczy pod drzwiami, albo wisi na boomerze, albo próbuje przynosić mi do domu opony i pniaki, z którymi nie zawsze mieści się w drzwiach :evil_lol: Więc to nie jest tak, że kupuje się staffikom hektary i voila, jeszcze trzeba na tych hektarach uprawiać aktywność fizyczną ;) W związku z pogrubionym nie jestem w stanie odpisać na resztę posta:evil_lol:
Martens Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Miałam "owczarkowatą" sukę, więc wiem, o czym mówisz ;) Ją kręciły spacery, nowe miejsca, robienie sztuczek i aport. Wszystko to, co moje staffiki jara średnio, albo w ogóle ani grzeje, ani ziębi. Owszem, przeciągała się sznurem, ale ona nie traktowała tego tak lekko jak staffiki, że walka dla zabawy - dla niej to była całkiem poważna walka o zasoby, i widać było, że jej żyłka pierdząca od tego pulsuje dużo bardziej niż staffikowi. Miała przy tym nawet odpały, że puszczała sznurek i przekierowywała frustrację na psa, z którym się przeciągała, żeby dać mu wciery - u staffików (przynajmniej moich mieszkających ze sobą) to się nie zdarza, bo im nie chodzi o walkę z psem, tylko bardziej z przedmiotem ;) i nie nakręcają się przy tym agresywnie na psa, z którym się przeciągają, tylko na sam szarpak. Różnica jest też taka, że większość "owczarkowatych" używa inteligencji, żeby nauczyć się nowej sztuczki i ucieszyć panią (ja przy nauce nowych trików wręcz widziałam, jak Barył mocno stara się odczytać czego oczekuję i zrobić to jak najlepiej), natomiast staffiki (i chyba ogólnie terriery) myślą bardziej w trybie, jak by tu mamusię wycyckać, i żeby był fun ;) ale one nie robią tego na zasadzie olewki jak np. północniaki - to bardziej takie specyficzne "poczucie humoru".
gops Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 Ale jeśli staffikowi nie zapewnisz odpowiedniej dawki ruchu (ruch to nie koniecznie spacerowanie) to masz naprawdę upierdliwego psa w domu i to również jest aktywna rasa z tym że wymaga innego ruchu . Ja po "spacerze" z moim psem potrafie być wykończona , bo biegam, bo szarpiemy się, bo wygłupiamy , jestem dużo bardziej zmęczona niż jak idę z nim spacerkiem 10km po lesie .
Martens Posted October 31, 2013 Posted October 31, 2013 a_niusia napisał(a):no ja to dosyc czesto bawie sie z psami w ogrodzie, ale nie wyobrazam sobie zycia bez porzadnego spaceru. coz...dobor rasy do trybu zycia. nie wyobrazam sobie spedzania calego zycia na wlasnej posesji, moje psy tez nie:)) nie na darmo mam rase dla ludzi aktywnych. tacy jesesmy, takich psow potrzebujemy. Ze staffikami da się jak najbardziej iść na spacer i w pola, i w lasy - one pójdą wszędzie, gdzie zadecydowało kierownictwo ;) tylko to nie jest to, co je najbardziej rajcuje czy jest im codziennie niezbędne. Osobiście przeszkadza mi w nich trochę to, że niespecjalnie chcą ani mogą np. wychodzić na 2-3-godzinne spacery w środku zimy. Do tej pory robiłam przerwę w bieganiu na zimę, w tym roku nie chcę, i zastanawiam się, czy w ogóle będę miała z kim tak biegać ;) Dlatego rozważam poszukanie w okolicy kogoś, kto chciałby mi udostępniać do tego jakiegoś haszczaka ;) bo na własnego nie-staffika konkretnie do takiej aktywności póki co nie widzę warunków. Czekunia napisał(a): W związku z pogrubionym nie jestem w stanie odpisać na resztę posta:evil_lol: I nie pytaj skąd jej się to wzięło, bo nie wiem - misja jest zawsze ta sama, rozwalić płotek, wleźć do warzywnika, zesrać się w ogórki (są zwykle na środku) i wrócić. Jak akurat wyjdę z chaty i złapię na gorącym uczynku, jeszcze bezczelnie srając patrzy mi w oczy :evil_lol:
Recommended Posts