Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

a mnie sie wydaje, że Dajtka zaufała niulce i jej mamie tak jak kiedyś Wandzie i dlatego boi sie obcych ludzi i tylko przy nich czuje się bezpiecznie,
i tak jestem zaskoczona pozytywnymi zmianami które nam opisuje niulka, nic nie niszczy ( u Wandy niszczyła )
nie jest agresywna, nie kłapie zębami.....i przede wszystkim nie siedzi non-stop pod tapczanem :)
ona ma swoje dwie panie które są dla Dajtki podporą w jej lękach.....

  • Replies 682
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

enia napisał(a):
a mnie sie wydaje, że Dajtka zaufała niulce i jej mamie tak jak kiedyś Wandzie i dlatego boi sie obcych ludzi i tylko przy nich czuje się bezpiecznie,
i tak jestem zaskoczona pozytywnymi zmianami które nam opisuje niulka, nic nie niszczy ( u Wandy niszczyła )
nie jest agresywna, nie kłapie zębami.....i przede wszystkim nie siedzi non-stop pod tapczanem :)
ona ma swoje dwie panie które są dla Dajtki podporą w jej lękach.....


Też tak myślę :)

Posted

Owszem, może tak być, ale bywa i tak, że pies pokazuje swoje JA dopiero wtedy, gdy poczuje się już w jakimś miejscu pewnie. Bywa to zwłaszcza widoczne w zachowaniu psów zaadoptowanych ze schronisk. Z początku psy te są grzeczniutkie i łagodne, ale po pewnym czasie, gdy poczują już się pewniej zaczynają ustalać hierarchię, a nawet próbują ustawiać domowników. Niektórym psom taka aklimatyzacja zajmuje kilka dni, niektóre potrzebują na to kilka miesięcy. Sama miałam takie doświadczenie z moimi tymczasowiczkami. Jedna sunia już po trzech dniach próbowała nas ustawiać (nawet udało jej się to z naszą małoletnią córeczką), druga natomiast na aklimatyzację potrzebowała czterech miesięcy. Zresztą DS mi pisał, że do teraz ta sunia niezbyt dobrze reaguje na kąpiel. W trakcie kąpieli paraliżuje ją tak strach, że już po objawia się to u suni nerwowymi tikami. Dlatego ten spokój i bezproblemowość Dajtki może być pozorna. Całkiem możliwe, że sunia u niulki jest grzeczna, bo nie czuje się pewnie i się boi. Być może wbrew pozorom te kłapanie ząbkami u Pani Wandy i podgryzanie mebli to były właśnie te dobre sygnały? Świadczyły o tym, że Dajtka czuła tam się jak u siebie. Być może źle odczytujemy obecne zachowanie Dajtki?

Posted

elinka napisał(a):
Owszem, może tak być, ale bywa i tak, że pies pokazuje swoje JA dopiero wtedy, gdy poczuje się już w jakimś miejscu pewnie. Bywa to zwłaszcza widoczne w zachowaniu psów zaadoptowanych ze schronisk. Z początku psy te są grzeczniutkie i łagodne, ale po pewnym czasie zaczynają ustalać hierarchię, a nawet próbują ustawiać domowników. Niektórym psom taka aklimatyzacja zajmuje kilka dni, niektóre potrzebują na to kilka miesięcy. Sama miałam takie doświadczenie z moimi tymczasowiczkami. Jedna sunia już po trzech dniach próbowała nas ustawiać (nawet udało jej się to z naszą małoletnią córeczką), druga natomiast na aklimatyzację potrzebowała czterech miesięcy. Zresztą DS mi pisał, że do teraz ta sunia niezbyt dobrze reaguje na kąpiel. W trakcie kąpieli paraliżuje ją tak strach, że już po objawia się to u suni nerwowymi tikami. Ten spokój i bezproblemowość Dajtki może być pozorna. Całkiem możliwe, że sunia u niulki jest grzeczna, bo nie czuje się pewnie i się boi. Być może wbrew pozorom te kłapanie ząbkami u Pani Wandy i podgryzanie mebli to były właśnie te dobre sygnały? Świadczyły o tym, że Dajtka czuła tam się jak u siebie. Być może źle odczytujemy obecne zachowanie Dajtki?

czas pokaże, po to jesteśmy, żeby mowic o swoich doswiadczeniach, wątpliwościach,radach, pomysłach itp....Dajtusia ma domek, ktory zdecydował sie na taką jaka jest i teraz trzeba zrobić wszystko, żeby Dajtusia poczuła sie tam bezpieczie i pewnie....nowy domek musi zatem obserwowac sunieczkę, odbierac sygnały, wysuwac wnioski i w razie czego pytać:):):):):):)od emnie jak zawsze dla Dajtusi cmok w nosek:)

Posted

elinka napisał(a):
Owszem, może tak być, ale bywa i tak, że pies pokazuje swoje JA dopiero wtedy, gdy poczuje się już w jakimś miejscu pewnie. Bywa to zwłaszcza widoczne w zachowaniu psów zaadoptowanych ze schronisk. Z początku psy te są grzeczniutkie i łagodne, ale po pewnym czasie, gdy poczują już się pewniej zaczynają ustalać hierarchię, a nawet próbują ustawiać domowników. Niektórym psom taka aklimatyzacja zajmuje kilka dni, niektóre potrzebują na to kilka miesięcy. Sama miałam takie doświadczenie z moimi tymczasowiczkami. Jedna sunia już po trzech dniach próbowała nas ustawiać (nawet udało jej się to z naszą małoletnią córeczką), druga natomiast na aklimatyzację potrzebowała czterech miesięcy. Zresztą DS mi pisał, że do teraz ta sunia niezbyt dobrze reaguje na kąpiel. W trakcie kąpieli paraliżuje ją tak strach, że już po objawia się to u suni nerwowymi tikami. Dlatego ten spokój i bezproblemowość Dajtki może być pozorna. Całkiem możliwe, że sunia u niulki jest grzeczna, bo nie czuje się pewnie i się boi. Być może wbrew pozorom te kłapanie ząbkami u Pani Wandy i podgryzanie mebli to były właśnie te dobre sygnały? Świadczyły o tym, że Dajtka czuła tam się jak u siebie. Być może źle odczytujemy obecne zachowanie Dajtki?

tego jaka będzie Dajtka w przyszłości niestety nikt z nas nie wie,
ani Ty ani Wanda......ani nowy dom,
w poprzednim DT Dajtka byla ze sforą psów, nie oszukujmy się ale nie poświęcano jej tyle uwagi co teraz, bo teraz jest sama i to na nią jest skupiona uwaga domowników. Ja z zadowoleniem odbieram uwagi DT (przecież mogli wziąść kilka innych super wychowanych psów z dogo) , ale widzę , że Ty masz wątpliwości.....szukasz zdaje się drugiego dna i czekasz aż "coś wybuchnie" ? jakoś tak odbieram od pewnego czasu Twoje posty.......
jeśli się myle to sorry.
Trzymam kciuki za pannę żeby nie okazała się seryjnym mordercą:thumbs::thumbs::thumbs::thumbs::thumbs:

Posted

eniu, drugiego dna nie szukam, a tym bardziej absolutnie nie czekam i nie prowokuję do żadnego wybuchu. To nie w moim stylu. Jestem osobą zrównoważoną i kłótni na Dogo nie lubię. Rozumiem, że tak mogłaś odebrać moje posty, ale ja po prostu piszę o suni to co myślę. Dajtusia nie jest psem łatwym dlatego jej zachowania nie odbieram jako zachowania normalnego, towarzyskiego psa. To nie jest pies, który już zapomniał o swoich wcześniejszych lękach i zachowaniach. Dlatego chociaż może bardzo bym chciała, to jednak staram się nie nie ulegać złudnej euforii. Piszę te uwagi, aby zasygnalizować różne możliwe warianty. Ale oczywiście, i co nawet nie podlega dyskusji, trzymam kciuki za domek Dajtusi. Tym bardziej, że miałam przyjemność osobiście poznać mamę niulki i widzę jak się stara, aby Dajtusia w jej domu poczuła się dobrze. Bardzo bym chciała, aby wszystko z czasem dobrze się ułożyło. Dlatego właśnie piszę na tym wątku posty i angażuję się w sprawy Dajtusi.

Posted

Faktycznie jaka będzie Dajtusia tego nikt nie wie. Pewni możemy być jednego, ze nigdy nie zapomni do końca o swoich lękach podobnie jak nasza Balbinka.
Kiedy trafiła do nas była jednym , wielkim kłębuszkiem nerwów i lęków. Bala się wszystkiego, nawet miseczki. Podchodziła do niej na ugiętych nóziach, kradła kąsek i uciekała w ciemny kąt, żeby skonsumować zdobycz. Na widok LUDZIA wciskała się pod biurko syna i trzesła jak osika. Tak samo reagowała na dźwięk dzwonka do drzwi. Nawet latająca mucha potrafiła wpędzić ją w paralizujący strach.
Byliśmy bezsilni. Pisałam do behawiorystów a nawet do psiego psychologa i na nic zdały się ich rady. Uznano, że ma syndrom katowanego psa i z tego nie wyjdzie. Jeden z nich kazał wziąć pod uwagę nawet eutanazje, co mnie doprowadziło do szału. Od tamtej pory nikogo nie prosilismy o pomoc. Postanowilismy dać jej czas, na maksa miłości i cierpliwości. Tak oto, nasza malautka powoli otwierała się na świat jak pąk nierozwiniętej róży. Sporo upłynęlo czasu zanim nam zaufała. Najbardziej bala się mężczyzn . Na widok mojego męża wracającego z pracy posikiwała i wiała w najciemniejszy kąt jaki był w mieszkaniu. Nawet było słychać jak się trzęsie. Podziwiam mojego męża za to co zrobił. Jak ją do siebie przekonał? Moze wyda wam sie to smieszne, ale zniżył sie do poziomu psa. Chodził na czterech, z kością z prasowanych ścięgien w zębach, i udawał psa. Balbina obserwowała go z zainteresowaniem z ukrycia, az pewnego dnia wyszła do niego i zaczęła się z nim bawić. Nigdy nie zapomnę łez wylanych na ten widok. Dzis czeka z utęsknieniem na powrót "tatki" i tańczy mu lambadę na powitanie.
Jak jest dziś Balbinka? Kochanym, wspaniałym i oddanym psiakiem. Upłynęło dużo wody zanim do tego doszło, ale warto było czekać. Czuje się bezpieczna, kochana i zaufała ponownie człowiekowi. Pozostało jej część lęków, ale kto ich nie ma? Z tymi dajemy sobie radę. Żeby nie bala się much założyliśmy moskitiery, boi się strzałów, kratek piwnicznych w chodnikach, gwaltownych ruchów wykonywanych przez obcych, ale sie nie kuli tylko obszczekuje takiego kolesia z bezpiecznej odleglości. My możemy już machać łapami do woli , bo wie, że żadna z tych rąk nie zada ciosu, ale przytuli, pogłaszcze czy da smaczka. Ma kilka jeszcze lęków, ale to pikuś w porównaniu z tym co było. Jest wspanialym , kochanym brzdącem i cieszymy sie, że do nas trafiła. Nie lubi psów, kotów i niestety musi chodzic na smyczy czy biegać na lince, bo tu nie możemy jej zaufać. Wystarczy, że usłyszy strzał w korkowca czy dźwięk pękniętej opony i wieje na oślep.
Dajtusia trafiła do super domku. Domowników nie przeraża jej zachowanie, nastawieni są na prace nad sunia i kiedys ona zaowocuje. Już zaowocowała. Małymi kroczkami prą do przodu i to przyniesie efekt. Faktycznie teraz jest w centrum zainteresowania i łatwiej jest z nią nawiązać kontakt.

Posted

dawno, dawno temu miałam psa ze schronu - w czasch jak się nawet umów nie podpisywało ze schronem, ze pies będzie sterylizowany czy że się zgadzam na wizyty poadapcyjne. To byl staruszek, wielkości owczarka niemieckiego. Przeżyl u nas ostatnie 2 lata swojgo życia - mam nadzieję, ze to były szczęśliwe lata. Ale ten pies przez pół roku się nie odzywał, ja myślalam, ze jest niemy, nie szczekal, nie piszczał, nie wydawal z siebie żadnego glosu. Dopiero po pół roku wydal przeraźliwy pisk i zaczął normalnie szczekać. Tyle czasu musialo uplynąć.

Posted

niulka1992 napisał(a):
Jak pięknie opisana sytuacja... Trzymajmy wspólnie kciuki za postępy Dajtki :loveu:


Cały czas równiez czytam i trzymam kciuki by wszystko się ułożyło

Posted

Opisałam wam historię Balbinki w ogromnym skrócie. Tym samym chciałam wam dać do zrozumienia, ile zależy od opiekunów psa. Rady behawiorystów są czasem niezbędne, ale .. psu wylęknionemu najbardziej jest potrzebna miłość, cierpliwość i czas- dużo czasu. Nic nie dzieje się nagle, w ciągu doby, tygodnia czy miesiąca. To powolny proces, trudny tak samo dla właścicieli jak i samego psa.
Człowiekowi jest jednak łatwiej, bo jest na swoim terytorium, a taka biedna psina? Dla niej nowy dom to kolejna trauma. Nowi ludzie, nowe miejsce, nieznana okolica, nowe nieznane zapachy i co się rodzi w takiej malutkiej, pełnej złych wspomnień łepetynie?
Strach, obawa i niepewność. Taka psina nigdy nie otworzy się do końca jeśli na przykład będzie z nią pracowała jedna osoba. W tym procesie musi uczestniczyć cala rodzina, bo my dla psa jesteśmy niczym innym jak stadem, a on jest częścią tego stada i tak ma się poczuć.
Zyczę wytrwałości nowym właścicielom suni i wierze głęboko, ze praca nad nią przyniesie spodziewany efekt.

Posted

[quote name='szajbus']Opisałam wam historię Balbinki w ogromnym skrócie. Tym samym chciałam wam dać do zrozumienia, ile zależy od opiekunów psa. Rady behawiorystów są czasem niezbędne, ale .. psu wylęknionemu najbardziej jest potrzebna miłość, cierpliwość i czas- dużo czasu. Nic nie dzieje się nagle, w ciągu doby, tygodnia czy miesiąca. To powolny proces, trudny tak samo dla właścicieli jak i samego psa.
Człowiekowi jest jednak łatwiej, bo jest na swoim terytorium, a taka biedna psina? Dla niej nowy dom to kolejna trauma. Nowi ludzie, nowe miejsce, nieznana okolica, nowe nieznane zapachy i co się rodzi w takiej malutkiej, pełnej złych wspomnień łepetynie?
Strach, obawa i niepewność. Taka psina nigdy nie otworzy się do końca jeśli na przykład będzie z nią pracowała jedna osoba. W tym procesie musi uczestniczyć cala rodzina, bo my dla psa jesteśmy niczym innym jak stadem, a on jest częścią tego stada i tak ma się poczuć.
Zyczę wytrwałości nowym właścicielom suni i wierze głęboko, ze praca nad nią przyniesie spodziewany efekt.


Też jestem tego zdania :) i dziękuje :)

A o to zdj. z ostatnich dni...



... i zdj. z dziś u w drodze do moich rodziców...


...no a tu już mała znalazła swoje miejsce :D

Posted

ona jest coraz ładniejsza!! Na zdjęciach widać że jest taka zamyślona, choc to z drogi do rodziców - tam widać, ze ogon już wie po co ma i nim chyba machała.
Bardzo mi się psiuńka podoba. Pokiziaj ją od moich labiszonów.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...