Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ode mnie też proszę wyściskać i wycałować. :loveu:
[SIZE=1]
Ja w przyszłym miesiącu coś powinnam przelać, wtedy zapomniałam, a teraz już nie ma z czego :roll:[/SIZE]

Posted

OKI, przypomnę się Kamilko, nic się nie stało. :lol: Wycałuję na pewno, bo Jadzia sama rozdaje buziaki, nie przyjmuje do wiadomości, że ktoś mógłby ich nie chcieć. :evil_lol:

Posted

[IMG]http://img39.imageshack.us/img39/1751/dsc00033qy.jpg[/IMG]


To to mokre to efekt pracy Jadzi nad kubraczkiem. Niczego sobie nie naruszyła, był doktor, wszystko jest dobrze, wenflon zdjęty, obecnie przeprany kubraczek się suszy, a mąż nadzoruje Jadzię (pewno zakapelindrowaną).
[URL]http://www.youtube.com/watch?v=tx4gTNdaqs4[/URL]

[URL]http://www.youtube.com/watch?v=mipjPsRaZX8[/URL]

Posted

No i odwiedziny, wycałowanie, wyprzytulanie już za mną... Wracając popłakałam się, bo...ta sunia to Skarb, którego nie wolno zawieść. :shake: Delikatna, łagodna, żadne fiubździu, spokojna, wpatrzona w ludzia, stająca na łepeczku byle nie podpaść, nie zrazić do siebie. W mieszkanku nie ma śladu jej urzędowania, czyściutka, spokojna, zero wszczynania rabanu, skupiona na śledzeniu ruchów człowieka. Szlag mnie trafia, że ktoś nie docenił jej takiej, jaka jest. :-( Do tego baaardzo pogodna i rozcałowana do granic możliwości. Zostałam zalizana na śmierć, choć wylewność Jadzi nie ma nic wspólnego z namolnością, ona zna swoje miejsce (aż się boję myśleć, kto i jakimi metodami tak ją "ustawił") i to bez konieczności przywoływania jej do porządku. Mnie kupiła sobą na całego... :-( :loveu:









Kochany, siwiuni pycholek... :loveu:

Posted

Reasumując...(zaraz kolejne fotki oczywiście będą)...
Wiesz Isadorko o jaki dom mi biega, innej opcji nie ma. Jeśli ktoś z allegro napisze bezpośrednio do Ciebie, a będzie trącił korbą i nie tym, czego dla Jadzi szukam, to odpowiednio podziękuj i nawet mi tego nie przekierowuj.

Posted

Z Jadzią też jest taka dziwna historia, że... Mama ją karmi i jest OK za wyjątkiem tego, że nie chce wychodzić z mamą na dwór, jakby (tak to sobie tłumaczę) bała się, że zostanie zaprowadzona do budy. :-( Wraca mąż, czasami z lekkim oporem ale na ogół zupełnie bez, drepczą na spacer.









Posted

Ze śmiesznych rzeczy... Dziś miałam trochę rzeczy do pozałatwiania. Wróciłam na tzw. czas. Nie wiem, jak moje zwierza tego dokonały :roll: ale... mało brakowało, że straciłabym zdjęcie bioderek i EKG Jadzi. Taka widać miała być zemsta, że ośmieliłam się wyjść. Uff... umarła, podarta w strzępy koperta, reszta miała iść na tapetę... Ależ fart, że dotarłam do domu.



Kołnierz zdjęty, to się powgryzam...



To teraz taka figura...







Tak właśnie ten Słodziaczek spogląda... :-(

Posted

[quote name='GoniaP']Jadziunia śliczna i kochana... Pewnie myśli, że już w tym ciepełku zostanie :-([/QUOTE]
Ja sobie nie wyobrażam jej powrotu do budy... :shake:

Posted

[quote name='GoniaP']A psy Mamy Jadzi nie przyjmą???[/QUOTE]
Trudno mi powiedzieć, bo Gutek usiłuje kopulować ze wszystkim, co się rusza, a wolałabym by na słabych Jadziowych biodrach nie jeździł. Ponadto, mama broni się (a tu jej zmusić nie mogę, to musi wyjść od niej samej, nie wolno mi uszczęśliwić jej na siłę, zresztą, nie tylko jej, bo to samo powiedziałabym i o obcym człowieku), bo strasznie przeżyła ostatnie odprowadzenia naszych zwierzaków. Uściślam... Nie chce kolejnego zwierzaka w domu (z takim siłą rzeczy człowiek związuje się mocniej, bo ma go non stop przy sobie). Po odejściu boksia wrobiłam ją praktycznie w Gienię, a Gienia...słabnie ze starości i już się boję, że to, co nieuchronne znowu nadejdzie.

Posted

Przewinęłam się, załatwiając dziś różne sprawy, kolejny raz przez Jadzię. W sumie dobrze się stało, bo...nakarmiona nie dała się mamie wyprowadzić na dwór (a czas był najwyższy, by się załatwiła). Ni czorta nie chce wyjść z mamą z mieszkanka. :-( Wiem, że w pierwszych trzech dniach mama ją wynosiła (co nie jest dla mamy prostą sprawą) ale spisywaliśmy to na karb bólu ale... teraz to już nie w kij dmuchał. Mama ją karmi (niestety często z ręki, a to już graniczy z rozbestwieniem ale nie można olać nakarmienia, bo podawany jest antybiotyk), Jadzia się do mamy wdzięczy, wylizuje ją, tuli się ale za próg - mowy nie ma. :roll: Kiedy podjechałam, zdjęłam jej kapelusz i wyszłyśmy bez problemu. Mężowi z wyjściem też czasami staje okoniem ale jakoś ją potrafi urobić. Mama natomiast zachęca Jadzię, kusi, a ona leży niewzruszona na kołdrze i macha ogonem, tyle jest jej wkładu własnego w wyjście.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...