Zofia.Sasza Posted August 30, 2008 Author Posted August 30, 2008 Słuchajcie - właśnie wracam od chłopaka. Wygląda na to, że Krężel jest rozsadnikiem świerzbowca drążącego. Stwierdzili to u psa z Psiego Anioła, i u Velveta podejrzewają to samo. W zeskrobinie nie stwierdzono nużeńców (oczywiście to badanie trzeba będzie powtórzyć za jakiś tydzień, bo nie zawsze daje pewność). Wiem, że świerzbowiec to świństwo i do tego zaraźliwe, ale leczy się jednak łatwiej niż nużycę (trzech wetów pytałam + panią dr na SGGW). Jutro Velvecik zostanie wykąpany w manusanie - co mu się z pewnością przyda, nie tylko ze względów zdrowotnych :evil_lol: ... Velvet zawarł też bliższą znajomość z produktami formy k...wet (kabanosy). Z początku biedak nie wiedział do czego służą te dziwne, pachnące pałeczki... Trącał nosem, kulgał łapą... Łeb przekrzywiał i myślał... No ale jak już mu przyszło do głowizny wziąć to do pyska - nie mógł się oderwać. Myślę, że to jest po prostu początek pięknej przyjaźni :evil_lol: Bardzo miła pani stażystka solennie obiecała, że zabierze chłopaka na fajny spacerek po campusie. No i teraz czekamy tylko na wyniki mikrobiologii, bo tam się mógł jakiś grzybas przypałętać. Potem (najpewniej ok. wtorku rano) Velvet opuści szpital. Zajrzałam też do Muzy i Foczki - szczeniorek z Psiego Anioła. Robią raban jak cała psiarnia, skaczą, liżą po twarzy i zupełnie nie przypominają smętnych baloników na czterech łapkach, które przybyły do kliniki :multi: Foteczki Velveta z jego kumplem kabanosem będą w poniedziałek, bo w porywie sklerozy zapomniałam kabelka :oops: Zmykam dopieścić własne psy, bo patrzą na mnie czegoś wilkiem od kilu dni... Quote
izzie1983 Posted August 30, 2008 Posted August 30, 2008 Jak miło słyszeć dobre wiadomości! Pozdrawiam. A zdjęć z kolegą kabanosem nie mogę się doczekać :D Quote
majqa Posted August 30, 2008 Posted August 30, 2008 Było zapytanie na wątku, czy dane do wpłat z 1 postu (Trzcianka) jest aktualne. Odpowiedź Zosi - jest aktualne, tytułem - Black Velvet. Quote
majqa Posted August 30, 2008 Posted August 30, 2008 (Black) Velvet. Rok piekła na Ziemi za sprawą człowieka. Nie miał farta. Przewrotne zdanie... Oj, miał, miał. Mógł trafić gorzej niż jego przyjaciele. Mógł przedreptywać z łapki na łapkę nie miesiące, a lata, czekając na grom z jasnego nieba, który przerwie karuzelę cierpienia...skowytu niemocy... "Kochajmy naszych braci mniejszych..." - slogan, jakich mało. "Przyjaciel pies" - tytuł krzyczący ze sklepowych półek. (Czy aby na pewno przyjaciel?) "Lassie wróć!" - Kogo nie roztkliwiała ta książka, a potem na jej kanwie stworzony film? ( Lepiej zastanów się Lessie, nim wrócisz.) "Zwierzyniec" - odcinkowa staroć z czasów jedynie słusznych. (Było, minęło.) "101 dalmatyńczyków." - wzruszający Disney, który oddał niedźwiedzią przysługę całym pokoleniom przedstawicieli tej psiej rasy. Moda minęła, a dalmatyńczyki błąkają się po ulicach lub gryzą schroniskowe kraty. Tak by wymieniać i wymieniać. Co jednak wspólnego ma z tym Velvet? CZŁOWIEKA! Osobnik ponoć rozumny, będący ukoronowaniem stworzenia. Sic! Dwunożny homo sapiens, którego obsługę zna wyłącznie Kreator Tej Rzeczywistości. Ten, zmęczony był widać dziełem stwarzania, stąd i gdzieś, bo jak to rozumieć inaczej (?), wkradł się błąd konstrukcyjny. Do umysłu człowieczego zastrzeżeń mieć nie podobna. Gdzież jednak podział się pierwiastek boski, dusza, w której zasiane zostało ziarno miłości do otaczającego świata? Czy jej wyrazem jest wszechobecna zawiść, podłość, sięganie po cudzą własność, upajanie się zadawaniem bólu (tak psychicznego jak i fizycznego) innym, żyjącym istotom? Dlaczego, za jego to sprawą, wszelkie sacrum zamienia się w profanum? Pies Velvet, wsparty głosem 200 przyjaciół oskarża człowieka! Mierzy łapką w jego: BEZDUSZNOŚĆ POSUNIĘTĄ DO GRANIC MOŻLIWOŚCI I ZANIEDBANIE! Tyle, w temacie opiekuna tego biedaka. Osobno, bo nie sposób o tym zapomnieć, oskarża Velvet każdego człowieka, który wiedział o jego psiej niedoli ale wybrał - "NIE WIDZIEĆ! NIE SŁYSZEĆ! W ODPOWIEDNIM MOMENCIE ODWRÓCIĆ GŁOWĘ, ZAGŁUSZYĆ SUMIENIE, KTÓRE USIŁOWAŁO DOBIĆ SIĘ DO DRZWI SERCA..." Los Velveta ściśle wiąże się z losem innych czterołapków. Wszystkie one pędziły marny żywot w pseudoprzytulisku w Krężelu pod Chynowem. W czeluściach pamięci biedaka czają się wspomnienia zapachu śmierci, strachu, głodu i pragnienia...Noc, gdy powieki opadały zmęczeniem, nie przynosiła ulgi. Sen, niczym z taśmy, odtwarzał koszmar dnia. Tak to trwało miesiącami w przypadku Velveta. Inne psy znacznie dłużej balansowały na cienkiej linie życia. "Być albo nie być?" - Gdyby w kontekście przedstawionej sytuacji poprosić o radę Hamleta, można przypuszczać, że czaszka wypadłaby mu z dłoni. Pewnego dnia dla krężelowskich psów zaświeciło słońce. Wspólnym wysiłkiem organizacji prozwierzęcych Velvet (i inni) opuścił piekło na Ziemi. Natychmiast trafił pod opiekę weterynaryjną lekarzy z SGGW w Warszawie. To był przysłowiowy, ostatni gwizdek dla tego psa! Chudy jak skrzypce, ze stanem skóry, jaki zadziwił zaprawionych w boju speców, przechodzi obecnie szereg badań diagnostycznych. Ich celem jest ukierunkowanie i ustalenie pilności potrzeb leczenia. Cichą przystań ku zdrowiu i normalności ma zapewnioną w azylu fundacji EMIR. Daleka przed nim droga, choć można być przekonanym, że znacznie mniej wyboista niż dotychczasowa. Weterynarze zapewniają, że Velvet ma wszelkie szanse wyjścia na prostą i, choć trudno w to teraz uwierzyć, zadziwienia swoją urodą. Jego atutem jest młody wiek (Velvet ma zaledwie 1 rok), ogromna wola życia i pragnienie towarzystwa ludzi. To duży, pięknie zbudowany pies, nie wykazujący cienia agresji, wciąż zachowujący się jak nieokrzesany szczeniak. U boku właściwego człowieka, który okaże mu serce, cierpliwość i włoży w niego sporo pracy, rozkwitnie i stanie się prawdziwym powodem do dumy. Nie prosimy, a błagamy o szansę dla Velveta! Wycierpiał już wystarczająco i nie za własne grzechy... Prosimy nie pytać, jak to było możliwe, że stało się to, co stało. Opisane zdarzenia miały miejsce. W związku z nimi trwa postępowanie wyjaśniające ale... Dlaczego są prawdziwe, dlaczego nie są fikcją literacką, choć bardzo byśmy tego pragnęli? Nie wiemy, poprostu nie wiemy! Osobom, które mają prawo czuć się nieprzekonane, polecamy obejrzenie filmów z akcji w Krężelu i zdjęcia zrobione na miejscu. Nie są fotomontażem...w pewnym sensie wielka to szkoda. Można by było odetchnąć z ulgą i przestać się wstydzić za drugiego człowieka. Tym z Państwa, którzy zapragną wspomóc leczenie Velveta, pozostawiamy dane do wpłat. Każda złotówka to dla niego przepustka do lepszego życia. Pogotowie i Straż dla Zwierząt Plac Pocztowy 4/6 64-980 Trzcianka Bank PKO BP S. A. w Czarnkowie 87 1020 3844 0000 1702 0048 1093 tytułem: "Pomoc dla psów spod Grójca - Black Velvet" Osoby zainteresowane losem biedaka, jego adopcją, pozyskaniem dodatkowych informacji, proszone są o kontakt z Panią Zofią, dzwoniąc na numer 0 - 695 063 783. NIE POZOSTAWIAJCIE VELVETA SAMEGO SOBIE!!! ON JUŻ DOSTATECZNIE DŁUGO BYŁ SAM...SAM, CHOĆ POD "OPIEKĄ" CZŁOWIEKA... Quote
majqa Posted August 30, 2008 Posted August 30, 2008 Zosiu, za jasnego piernika nie wiem, czy o coś takiego Ci szło. :roll: Wczytaj się i wypunktuj, co jest do poprawki. Quote
siekowa Posted August 30, 2008 Posted August 30, 2008 Velvet jest podobny do Noggera http://dogomania.pl/forum/showthread.php?p=10800729#post10800729 Wydaje mi się, że jednak niektóre psy są tam od urodzenia bo jest dużo podobnych do siebie. Quote
brazowa1 Posted August 30, 2008 Posted August 30, 2008 ARKA ma rację,psy z takich warunkow bylyby po prostu...dzikie.Nogger znal komunikacje,wie,co to smycz.Oba psy sa socjalne,wiec musialy dostac od ludzi milosc w najwazniejszym dla nich okresie. a te czarne,łyse,to faktycznie zdaja sie wygladac w takim stanie jednakowo... Quote
ARKA Posted August 30, 2008 Posted August 30, 2008 Biedrzycka zawsze miala duze ilosci przede wszystkim szczeniat. Zapewne je "zbierala" w rozny sposb-ogloszenia itp, z warunkow domowych. Szczenieta ktore brala a potem jakies nie sprzedaly sie i nie padly cudem u niej, dorastaly u niej. Ale jak piszesz, mialy za soba ten najwazniejszy okres zycia, pierwszych kilku/kilkunastu moze nawet tygodni, przy czlowieku, w warunkach domowych. Dlatego jest prawdopodobne, ze jakis psiak z jego miotu, nie sprzedany, tez tam ciagle jest. Quote
ARKA Posted August 31, 2008 Posted August 31, 2008 :shake: Nikt nie pyta co u Velvetka? Velvet pokaz sie wszystkim, powiedz co przezyles.....Moim zdaniem na jednym ze zdjec to Velvet, stoi nad zwlokami jednego z swoich przyjaciol:-( http://picasaweb.google.pl/psia.szajka/KrEl/photo#5239590014081762866 Pytasz mnie jakie bylo moje zycie, a wlasciwie moje dzienstwo, czy pamietam? Pamietam doskonale i bede pamietal az do smierci. Z czasem skonczą sie koszmarne sny, budzenie po nocach i dudniące w uszach wolanie moich braci, ze kolejny z nas zmarł. Pamietam,ze mialem dom, moja mama urodzila mnie w domu, u rodziny z dwojką dzieci. Kochali nas, wszyscy sie cieszyli, ze takie sliczne szczeniaczki nam sie urodzily. Mowili, ze znajdą nam dobre domy, ze bedziemy tak samo szczesliwi jak nasza mama. Przychodzili rozni ludzie ogladali nas, byla nas radosna piątka. Zabierali naszych braci i siostry zostalem ja i moja jedna z sióstr. Nasi opiekunowie zaczeli sie denerwowac, ze zaczynamy chodzic po calym domu ciekawi tego wspanialego pieknego swiata, nasze zabawy zaczely byc dla nich denerwujace. Pewnego dnia przyszla kobieta i powiedziala moim opiekunom,ze znajdzie nam dom, aby sie nie martwili. Ucieszyli sie wszyscy i mama tez. Kobieta wiozla nas dlugo samochodem, wrzucili nas do obory posrod inne psy. Zaczal sie koszmar, koszmar w ktory nie moglem uwierzyc, nic nie pozostalo jak pogodzic sie z nim i nauczyc sie walki o przetrwanie. Wrzucali nam jakies zarcie. Dorosle, mocne psy zjadaly wszystko, czasami jakies resztki zostawaly dla nas....aby przezyc musielismy jesc kał. Jadles kiedys kał? Nagle, ze szczeniaka musialem stac sie doroslym psem, musialem walczyc z moimi przeciez bracmi i siostrami o przetrwanie. Czy Bog mi to wybaczy? Przeciez poprostu musialem walczyc a jestem lagodnym psem, kocham wszystkich a chcialem poprostu zyc, jak kazdy. Juz nie bylo wazne, ze musze spac na stertach kup, ze marzne, ze choruje, ze łysieje, ale chcialem zyc aby zobaczyc jeszcz ten lepszy, dobry swiat. Nadzieja trzymala mnie tylko przy zyciu. Moja siostra tez dlugo wlaczyla. Kiedy mielismy dni zwątpienia to ona mnie lizala a ja wtulałem sie w nią i tak zasypialismy w oczekiwaniu juz tylko na jakis cud. To ona byla tą, ktora mnie pocieszala, kazala byc cierpilwym, silnym, wierzyc.. Ona zastępowala mi matke a przeciez bylismy jeszcze duzymi dzieciakami. Pewnego dnia nie moglem sie dostac do resztek jedzenia a juz bylem taki slaby. Moja siostra widząc to, postanowila zdobyc dla mnie jedzenie, sila. Zaczela walczyc z innym psem o jedzenie. Pogryzl ją tak strasznie, ze lezala ciezko poraniona, stracila przytomnosc. To ja teraz wylizywalem jej rany, blagalem aby sie nie poddawala, ze wylize sie z tych ran jak to pies, aby mnie samego nie zostawiala. Walczyla o swoje zycie. Jednak rany byly tak rozlegle ze zostawila mnie samego. Odetchnela głeboko i szepnela: odchodzę ale bedzie dobrze, pamietaj..kocham Cie i bedę nad toba czuwala, tam z niebie. Nie moglem uwierzyc w to, ze nie zyje, myslalem, ze gleboko spi, ze sie obudzi. Co chwila sprawdzalem, ze moze wstanie i polize mnie, jak zawsze. Po jakims czasie, nie pamietam ile to dni minelo i nocy, uslyszalem straszny ruch na podworku, duzo glosow ludzkich. Weszli jacys ludzi i zabierali nas kolejno...slyszalem glosy moich braci na zewnatrz jak mowili. Przyszla pomoc, nareszcie, cieszymy sie, gehenny naszej koniec. Cieszylem sie, przypomnialo mi sie moje beztroskie dziecinstwo ale....moja siostra??? Bylem rozdarty wyjsc i zostawic ją tam? Ona juz przeciez dawno nie zyla, jej cialo juz nie przypominalo jej. Jej piekne futro odchodzilo od skory, bylo jakies szare, a jej piekne duze,bursztynowe oczy zniknely. Ale czulem jej obecnosc i nagle uslyszalem szept: Idz, tam są dobrzy ludzi zadbaja o Ciebie, bedziesz mial dom, bedziesz mial dla kogo zyc, odzyskasz jeszcze utracone dziecinstwo a mnie noś zawsze w swoim serduszku. Nie cialo sie liczy a serce, pamietaj. Wyszedlem, slonce swiecilo pelnym blaskiem, chcialo sie zyc! Quote
majqa Posted August 31, 2008 Posted August 31, 2008 Nie ulega wątpliwości, że to zwłoki...:-( Czekam aż do kompa dorwie się Zosia. Wypunktuje wtedy, co jest do bani w tekście (naniosę poprawkę) i mam nadzieję, że Velvet "drgnie" jak ruszy allegro zrobione przez Isadorę. Quote
Zofia.Sasza Posted September 1, 2008 Author Posted September 1, 2008 "[quote name='ARKA']:shake: Nikt nie pyta co u Velvetka? Velvet pokaz sie wszystkim, powiedz co przezyles.....Moim zdaniem na jednym ze zdjec to Velvet, stoi nad zwlokami jednego z swoich przyjaciol:-( http://picasaweb.google.pl/psia.szajka/KrEl/photo#5239590014081762866 To nie on, Velvet ma odgryziony kawał prawego ucha. :-( A czy był tam od urodzenia? Nie dowiemy się pewnie... Na pewno oba okresy socjalizacji przeżył z człowiekiem, ale potem został pozostawiony sam sobie. Stąd jego ujmująca osobowość i kompletny brak wychowania :evil_lol:. Zaraz wstawię nowe fotki. Arka, Makqa, cudne teksty - aż nie wiadomo, co wybrać... Quote
Zofia.Sasza Posted September 1, 2008 Author Posted September 1, 2008 Majqa, uwagę mam jedną - Lassie, a nie Lessie :evil_lol: Quote
majqa Posted September 1, 2008 Posted September 1, 2008 zofia&sasza napisał(a):Majqa, uwagę mam jedną - Lassie, a nie Lessie :evil_lol: A nie mówiłam, że trzeba mnie pilnować? :evil_lol: Jasne, już poprawiam. Done. What next? Quote
Zofia.Sasza Posted September 1, 2008 Author Posted September 1, 2008 Hmm, co to takiego? Pachnie... Co z tym zrobić? A gdyby wziąć do pyska... Tak! To był zdecydowanie dobry pomysł! Taka pyszna była i już się skończyła!? Ja protestuję!!! Przyznaj się, gdzie masz więcej!!! A jak nie ty, to może ta druga ciotka???? Wyjaśniam: Velvecik pochłonął 5 kabanosów w ciągu ok 2 minut. Więcej - głupia - nie zabrałam :oops: Quote
majqa Posted September 1, 2008 Posted September 1, 2008 Faktycznie ma spojrzenie psiego dziecka...ale biedulinek jest, że hoho...:-( Nóż się w kieszeni otwiera...:angryy: Quote
izzie1983 Posted September 1, 2008 Posted September 1, 2008 Śliczne zdjęcia. :loveu: Kiedy wyniki mikrobiologii czy jakkolwiek się to nazywa? Quote
Zofia.Sasza Posted September 1, 2008 Author Posted September 1, 2008 Wyniki będą dziś lub jutro. Zaraz zadzwonię, ale jestem zawalona (ślub Kożuchowskiej :angryy: bardzo ważne, kurka, rzeczywiście :mad:) Quote
majqa Posted September 1, 2008 Posted September 1, 2008 Na ślub niiiiiiima radyyyyy.......:evil_lol: Quote
Zofia.Sasza Posted September 1, 2008 Author Posted September 1, 2008 Jest - KOCIA ŁAPA :evil_lol: Quote
j3nny Posted September 1, 2008 Posted September 1, 2008 o kurcze, zaintrygowało mnie to, zofia&sasza można wiedzieć czym się zajmujesz zawodowo? :diabloti: Quote
agusiazet Posted September 1, 2008 Posted September 1, 2008 j3nny napisał(a):o kurcze, zaintrygowało mnie to, zofia&sasza można wiedzieć czym się zajmujesz zawodowo? :diabloti: Właśnie!!! Czekamy na zdradzenie tej zawodowej tajemnicy!!!:evil_lol: Quote
majqa Posted September 1, 2008 Posted September 1, 2008 zofia&sasza napisał(a):Jest - KOCIA ŁAPA :evil_lol: Mogę mieć tylko nadzieję, że nie pozbawia kotów łapek. :diabloti: Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.