Jump to content
Dogomania

Cary w potrzebie- JUŻ W NOWYM, STAŁYM SUPER DOMU U GOSI!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


Recommended Posts

  • Replies 822
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

masakra, az sie cos w czlowieku sciska z bolu :placz:
ten pies musi starsznie cierpiec, Boze, i za co???
zle to widze:-(:-(:-(
podnoszenie mycie i wynoszenie psa ktory reaguje agresja:-(
biedna Ewa
biedny pies :-(


(post przeskoczyl, znowu:-()

Posted

Dzwoniła Ewa, kłębek nerwów. :placz: Dom szukany jest na przysłowiowy gwałt (ustalenia Ewy z Rottką, a jeśli nie znajdzie się na dniach, klamka zapadnie). Pan Carego poszedł do pracy, co i tak niewiele zmienia w kwestii stanu i zadbania o psa. Cary nie podnosi się, leży w...:-( sami wiecie. Ewa jest w stanie podjeżdżać tam 1-2 w tyg., co jest kroplą
w morzu potrzeb. Nie ma nikogo, kto by mógł dopomóc w tej roli Ewie.
Co gorsza, Cary jest otępiały lub, co jeszcze gorzej, pomimo, że zna Ewę, nawet na jej widok reaguje agresją, prawdopodobnie wynikającą z bólu.
Cienko widzę wobec tego kogoś obcego, kto z marszu wchodzi i zajmuje się psem. Na płatne ogłoszenia poszło, o ile Ewa pamięta, ok.800zł. Odzewu zero. Na forum Rottki nie ma jeszcze bieżących rozliczeń.

Posted

Historię Carego śledzę od samego początku i całym sercem i duszą wspieram,ale..No właśnie..tak strasznie trudno pogodzić się z bezsilnością...gdy wyrasta mur nie do przebycia...Bardzo trudno jest zastępować w decyzjach Pana Boga,decydować o życiu i smierci.Ale widać czasem trzeba i tak.Jak to boli,wie tylko ten,kto stanął w obliczu takich ostatecznych decyzji.Cóż jest ważniejsze od życia,od długosci zycia?Od długości życia ważniejsza jest tylko jego jakość.I odpowiedż na to pytanie jest kluczowa.Broń Boże niczego nie sugeruję,do niczego nie próbuję przekonać ani tez w najmniejszym stopniu nie precyzuję tu swojego stanowiska,bo doskonale rozumiem co czują osoby blisko zaangażowane w pomoc Caremu.Ja uszanuję i zrozumiem każdą decyzję.Nie potrafię Wam inaczej pomóc:-(-będę nadal słać SMSy i "żebrać" o smsy wśród znajomych tak długo jak będzie to potrzebne.I tylko mogę modlić się o to by znalazło się najlepsze rozwiązanie.

Posted

al-ka napisał(a):
Historię Carego śledzę od samego początku i całym sercem i duszą wspieram,ale..No właśnie..tak strasznie trudno pogodzić się z bezsilnością...gdy wyrasta mur nie do przebycia...Bardzo trudno jest zastępować w decyzjach Pana Boga,decydować o życiu i smierci.Ale widać czasem trzeba i tak.Jak to boli,wie tylko ten,kto stanął w obliczu takich ostatecznych decyzji.Cóż jest ważniejsze od życia,od długosci zycia?Od długości życia ważniejsza jest tylko jego jakość.I odpowiedż na to pytanie jest kluczowa.Broń Boże niczego nie sugeruję,do niczego nie próbuję przekonać ani tez w najmniejszym stopniu nie precyzuję tu swojego stanowiska,bo doskonale rozumiem co czują osoby blisko zaangażowane w pomoc Caremu.Ja uszanuję i zrozumiem każdą decyzję.Nie potrafię Wam inaczej pomóc:-(-będę nadal słać SMSy i "żebrać" o smsy wśród znajomych tak długo jak będzie to potrzebne.I tylko mogę modlić się o to by znalazło się najlepsze rozwiązanie.


...hmmmm...:-( może to rzeczywiście jedyny sposób, no może nie jedyny ale najlepszy dla tego biednego psa który przecież cierpi i nie ma widoków na ukojenie tego cierpienia :placz:

Posted

Zmroziła mnie "perła" bezgranicznej bezczelności/ braku wyczucia i diabli wiedzieć, jak to jeszcze nazwać, jaką podzieliła się ze mną Ewa. Otóż...Opiekun Carego i jego mama domagają się od Ewy, żeby zapłaciła za uśpienie Carego i zajęła się jego pochówkiem. Co do mamy opiekuna Carego zacytuję dosłownie Ewę: "Powiedziała do mnie wprost, kto ma za to zapłacić ?" :angryy: :-(

Posted

Co za tępaki okropne :angryy:
Nie wiem jak Ewa to znosi.
Ewuniu trzymaj się kochana.

Szkoda psiny, ale jak ma byc w takim domu to za tm przynajmniej cierpiec nie bedzie :(

Co za beszczelni ludzie, za tyle serca ile Ewa włożyła w Cariego takie "podziękowanie":angryy::angryy:

Posted

Dorothy napisał(a):
jak sie sprawy zdrowotne maja na dzisiaj? calkowity paraliz?

Wysłałam zapytanie Dorotko. Myślę, że pies nie wstaje ale wolę się upewnić. Gdyby było inaczej wiedziałabym to w pierwszej kolejności. Ewa dziś tam dzwoniła i właściwie niemal powiedziano jej, że psem nie będzie miał się kto zająć, bo opiekun idzie do pracy więc należy psa uśpić.

Pomimo, że wątek smutny, na jego łamach serdecznie dziękuję za serce zarówno Tobie Dorotko, jak i poproszonym o pomoc osobom nie uczestniczącym dotąd w sprawie Carego. Mam tu na myśli Dorotikus
i AisęK. :loveu: :loveu: :loveu:

Posted

Dziękuję Inez. :loveu: Ewa na smsa nie odpisała. Może nawet nie usłyszała go. Jest makabrycznie zmęczona, pewno oprawia wieczornie Bonkę, by potem usiąść do pracy, a wiem, że potrafi prześlęczeć nad papierami do białego rana.

Posted

[quote name='majqa'][SIZE=\"3\"]Zmroziła mnie "perła" bezgranicznej bezczelności/ braku wyczucia i diabli wiedzieć, jak to jeszcze nazwać, jaką podzieliła się ze mną Ewa. Otóż...[SIZE=\"3\"]Opiekun Carego i jego mama domagają się od Ewy, żeby zapłaciła za uśpienie Carego i zajęła się jego pochówkiem. Co do mamy opiekuna Carego zacytuję dosłownie Ewę: "Powiedziała do mnie wprost, kto ma za to zapłacić ?" <img src=\"http://static.dogomania.pl/forum/images/smilies/anger.gif\" border=\"0\" alt=\"\" title=\"#geting angry\" smilieid=\"91\" class=\"inlineimg\" /> <img src=\"http://static.dogomania.pl/forum/images/smilies/icon_frown.gif\" border=\"0\" alt=\"\" title=\"\" smilieid=\"16\" class=\"inlineimg\" />

No co za gnoje..............................

Posted

Dorothy napisał(a):
dajcie mu odjesc:-(

Dorotka ma rację:-(
Kiedy będę sama, niesprawna, upokorzona fizjologią, niekochana - wtedy śmierć będzie najlepszym przyjacielem, wiem to na pewno, podpisalam papiery, by mnie nie ratowac przy pomocy rurek i kabli:shake: nie przedłuzać cierpienia niepotrzebnie:shake:

Posted

:-(:-(:-(

Sory ale nie jestem w stanie nic powiedzieć, kocha sie wszystkie psy, po wszystkich psiakach się płacze, tęskni... ale są tez psiaki zapadające szczególnie w serce (i nie mówię tu o włąsnych psach to jeszcze inaczej jest) takim dla mnie jest Cary (takim był/jest Bary, Alfik i Bijou). Nie mogę się z tym uporać od paru dni.

Posted

Dorothy napisał(a):
dajcie mu odjesc:-(

Dorotko, ja mu nie zabraniam odejść i przypominam, że nikogo nie nakłaniam do trzymania go na siłę przy życiu. :-( To, że kontaktowałam się z dziewczynami mającymi styczność z fundacjami niemieckimi to jedno, drugie natomiast, że w niczym i żadną argumentacją (dawaniem nadziei, bo i ta może być złudna) w rozmowie z Ewą nie wstrzymuję eutanazji Carego. Pies i decyzja należą do opiekuna, żadne zrzeczenie się nie zostało, o ile mi wiadomo, podpisane. Mam nadzieję, że Ewa i szybko
i właściwie pokieruje sprawą. Ma przecież, a i na to się godzi, opłacić weta i pochować psa.

Posted

majqa ja nie sugeruje ze Ty cos wstrzymujesz. Wiem ze doskonale zdajesz sobie ze wszystkiego sprawe, to widac w Twoich madrych, rozwaznych i bezstronnych wypowiedziach, i bardzo Ci jestem za takie podejscie wdzieczna i pelna szacunku do Ciebie, to bardzo trudne miec taka postawe, gdy z jednej strony pies cierpi i chce sie mu pomoc, emocje i lzy plyna, z drugiej trzeba pomoc Ewie, z trzeciej az boli ze sie jest tak bezradnym.
Mnie sie to tylko wyrwalo spod serca po prostu- wraz ze lzami z oczu, z zalu nad tym psem,z poczucia beznadziejnej bezsilnosci, z rozpaczy ze cierpi a my nic nie mozemy zrobic!!!:-(:-(:-(
Ja wciaz widze mojego Filipa i wyje ile razy tu zajrze!!! :-(

Posted

A ja myślę, że pani Ewa już powoli przyzwyczaja się do tej myśli, że Cary odejdzie....jeszcze tylko potrzebuje naszego wsparcia...w rozmowie wydało mi się , że sama przed sobą się usprawiedliwia z bezsilności, bo sama sobie nie może z nią poradzić...bardzo jej współczuję, bo widzę, jak ważny jest Cary dla niej...

Posted

Wiem Dorotko, co masz na myśli. Nie chciałam Cię urazić wpisem.
Poczułam się wywołana do tablicy i to tylko w tym znaczeniu, że jeśli ktoś nowy wejdzie na wątek, przeleci go pobieżnie, pomyśli, że na odległość bawię się życiem psa i dokładam swoje do przeciągania struny. A ja siedzę, bujam się jak w chorobie sierocej i na swój sposób żałuję, że tego psa widziałam na żywo, dotykałam, patrzyłam mu w oczy a teraz...jestem bezsilna. :placz:
Rozmawiałam przed momentem z szefową Rottki. Podobno, choć jest to jeszcze palcem na wodzie pisane, są 2 osoby rozważające zabranie tego psa do siebie i pragnące powalczyć o niego. Uwierzę, jeśli stanie się to pewnikiem.
Na ten moment, na wyklarowanie się takiego cudu, dany jest wstępnie czas do końca tyg. Jeśli to nie nastąpi lub stan psa się pogorszy to......
wiadomo. Tyle wiem na tę chwilę.
Nie mam już siły nawet na rozmowy z Ewą, bo nie wiem, jak ją samą pozbierać w kupkę. Odeszła uśpieniem Brenda z dogo, potem kolejne dwie sunie, którymi się opiekowała, a w domu porażona Bonka. Trochę za dużo tego jak na kobietę grającą w pojedynkę. Zbyt nierówna ta walka.

Posted

jaka to tragedia dla tego psa, dla Ewy i dla wszystkich zaangażowanych choć wirtualnie w sprawę Carrego:-(

gdyby chociaż opiekunowie byli inni gdyby im zależało ale jak pies ma walczyć o życie jak wie doskonale jakie to życie i u boku jakich opiekunów ...

nie ma motywacji i chęci wiadomo jak jest nie zaznał od nich namiastki ciepła :angryy:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...