Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Nie udaje się z postawioną u góry miską. Musi mieć buzię trochę uniesioną do picia. A jedzenie rozdziabdziane na papkę "wraca", muszą być malutkie kawałeczki które sobie sam pogryzie.

  • Replies 573
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

W tej chwili to wygląda tak jakby miał zatkany nochal - nie wiem jak bardzo budowa czaszki psa rózni się u nas i u psów, ale dla mnie to wygląda jakby ten nochal powodował trudności w połykaniu bo trzeba na raz złapać oddech i połknąć jedzenie.

Kiedy bylismy u weta oni od razu postawili na ciało obce w przełyku, no ale laryngoskopem udało się wyjąć tylko troszkę kłaków - tak jakby Nemo troszkę połknął przy "myciu". RTG z kontrastem też nic nie pokazało, zupełnie nic, a badanie po prostu obrzęk krtani i jakieś na niej zadrapanie, rankę (?). Czterech lekarzy (z "pierwszej" zmiany a potem z "drugiej") debatowało nad tymi rentgenami i wszyscy bez pomysłu, co się mogło stać. W każdym razie kontrast bez problemów dotarł do żołądka, więc łykać się da, tylko być może jest to bolesne albo nieprzyjemne.

Rozgrzebałam kolejną paczkę mięsa - myślałam, że może są tam kawałeczki kości, ale nic nie ma. Jest tylko mięso, ale BYĆ MOŻE w którejś partiii był kawałeczek kości który skaleczył mu to podniebienie??

W tej sumie któą zapłaciłam wtedy były wszystkie leki na cały tydzień, więc na razie więcej kosztów nie ma, dzisiaj tylko dokupię ze 4 butle kroplówek ale to mała kwota. Do kolejnej kontroli mamy w czwartek na 15.

Posted

nie podoba mi się to ,Małe skaleczenie nie powinno dać tak dużych objawów.Może kość wbiła mu się w podniebienie,dasz rade pomacać palcem?
Mojemu psu kość ustawiła się w poprzek podniebienia i wbiła w dziąsła tak mocno,że się nie ruszała i nie mógł sobie z z tym poradzić.

Posted

NIe wiem czy jest małe, ale przy wyjątkowo długim podniebieniu podono właśnie organizm tak reaguje, tak mówiła lekarka. Świecili mu w to podniebienie światełkiem, wtykali jakieś ustrojstwa, nic nie znaleźli.

Posted

Nemo nie przeżył narkozy... Tak mi przykro Neris mimo że sie nieodzywałam obserwowałam ten wontek od samego początku, byłam i jestem pełna podziwu dla tego co robisz dla tych zwierząt, szkoda tylko że los cie ostatnio tak okrutnie doświadcza... Trzymaj sie ciepło

Posted

Przepraszam, ale ciągle nie jestem się w stanie pozbierać.

Fakt, że lekarz tłumaczył że to badanie jest konieczne.
W przeddzień badania reanimowałam Nemo który przestał wieczorem oddychać - dławił się jedzeniem które "wróciło" jakby parę minut po połknięciu. To było tak straszne doświadczenie, że w koncu zgodziłam się na badanie.
Jeszcze przed kliniką podbiegł, osikał drzewka, to nie był umierający pies. On jeszcze miał żyć.
I dostał jakieś znieczulenie kardiologiczne, które miało być bezpieczne.

Przestał oddychać już w trakcie badania, reanimacja nic nie dała.

A w przeddzień pierwszy raz od kiedy był u mnie poszczekiwał i merdał ogonem. Wyraźnie merdał do mnie. Pomyślałam że po tak dlugim czasie nareszcie nawiązaliśmy jakiś kontakt.

Ciągle słyszę to jego zachrypnięte szczekanie.
Nie mogę zrobumieć tego absurdu.
Przecież powierzyłam go lekarzom.

Posted

Neris,nie wyrzucaj sobie,zrobiłaś dla niego co najlepsze.
Niestety,to zywy organizm i nie zawsze można wszystko przewidzieć na 100%,życie byłoby wtedy za łatwe i za nudne.
Miał u Ciebie dobrze do końca.

Posted

Na leczenie Nemo za zgodą Kikou przerzuciłam 50zł które miałam dołożyć do transportu Artura. Dziękuję.

Łączny rachunek wyniósł 216zł - wzięłam kwitek.
Lekarz obiecał mi, że zrobi opis schorzenia Nemo i na piśmie da przyczynę śmierci ale byłam w piątek w lecznicy i do tej pory tego nie zrobił.

Wiem, że było porażenie/paraliż lewostronny jakiegoś nerwu w przełyku i to
powodowało, że jedzenie wpadało nie tam gdzie trzeba. Więcej nie udało mi się zapamiętać.

Posted

jej.... to nie do wiary, dałabym sobie głowe uciąć, że to dopiero wczoraj, przedwczoraj było....


a chowasz swoje biedaczki na posesji? czy został poddany kremacji?

Posted

Zawsze chowałam na łące, tu obok domu. Wiem, że nie wolno, ale tutaj nikt się nigdy nie pobuduje ani nic takiego.

Koty leżą wśród drzewek trochę dalej.

Ale kiedy zadzwonili z lecznicy byłam w autobusie.
Miałam go o 15 odebrać.
Była 14,17
Zapytali czy przyjadę czy może mają go oddać do spalenia.
Przepraszam wszystkich ale ja nie dałam rady pojechać.
Nawet nie wiem jak do domu dotarłam


I nie mam go tutaj...

Dzisiaj jak karmiłam psy słyszałam jak szczeka
I ciągle kładąc się do łózka myślę że coś jest nie tak
Że któryś pies musiał zostać na podwórku
Zapalam światło i przeliczam.
Wszyscy są
A jednak trudno się tego poczucia pozbyć.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...