Neris Posted November 17, 2008 Posted November 17, 2008 Nie udaje się z postawioną u góry miską. Musi mieć buzię trochę uniesioną do picia. A jedzenie rozdziabdziane na papkę "wraca", muszą być malutkie kawałeczki które sobie sam pogryzie. Quote
GoskaGoska Posted November 17, 2008 Posted November 17, 2008 ciekawe co mu się tak nagle stalo :shake: cioteczki przypominam, ze zbieramy kasę na leczenie Nemo, zeby Neris nie zbankrutowala , ktora ciotka jeszcze pomoze? Quote
Neris Posted November 18, 2008 Posted November 18, 2008 W tej chwili to wygląda tak jakby miał zatkany nochal - nie wiem jak bardzo budowa czaszki psa rózni się u nas i u psów, ale dla mnie to wygląda jakby ten nochal powodował trudności w połykaniu bo trzeba na raz złapać oddech i połknąć jedzenie. Kiedy bylismy u weta oni od razu postawili na ciało obce w przełyku, no ale laryngoskopem udało się wyjąć tylko troszkę kłaków - tak jakby Nemo troszkę połknął przy "myciu". RTG z kontrastem też nic nie pokazało, zupełnie nic, a badanie po prostu obrzęk krtani i jakieś na niej zadrapanie, rankę (?). Czterech lekarzy (z "pierwszej" zmiany a potem z "drugiej") debatowało nad tymi rentgenami i wszyscy bez pomysłu, co się mogło stać. W każdym razie kontrast bez problemów dotarł do żołądka, więc łykać się da, tylko być może jest to bolesne albo nieprzyjemne. Rozgrzebałam kolejną paczkę mięsa - myślałam, że może są tam kawałeczki kości, ale nic nie ma. Jest tylko mięso, ale BYĆ MOŻE w którejś partiii był kawałeczek kości który skaleczył mu to podniebienie?? W tej sumie któą zapłaciłam wtedy były wszystkie leki na cały tydzień, więc na razie więcej kosztów nie ma, dzisiaj tylko dokupię ze 4 butle kroplówek ale to mała kwota. Do kolejnej kontroli mamy w czwartek na 15. Quote
Poker Posted November 18, 2008 Posted November 18, 2008 nie podoba mi się to ,Małe skaleczenie nie powinno dać tak dużych objawów.Może kość wbiła mu się w podniebienie,dasz rade pomacać palcem? Mojemu psu kość ustawiła się w poprzek podniebienia i wbiła w dziąsła tak mocno,że się nie ruszała i nie mógł sobie z z tym poradzić. Quote
Neris Posted November 18, 2008 Posted November 18, 2008 NIe wiem czy jest małe, ale przy wyjątkowo długim podniebieniu podono właśnie organizm tak reaguje, tak mówiła lekarka. Świecili mu w to podniebienie światełkiem, wtykali jakieś ustrojstwa, nic nie znaleźli. Quote
Reksiu21 Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 Neris, tak bardzo mi przykro...:-(:-(:-(...nawet opisac niemoge jak bardzo. Sciskam Cie mocno....:placz::placz: Spij NEMUSIU (*) Quote
Nika_88 Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 Matko ale o co chodzi?? Reksiu21 powiedz że nie stało sie to o czym pomyślałam... Quote
luka1 Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 Jak to ????? co się stało?????????????????? Quote
Reksiu21 Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 Nemo nieprzezyj Glupiego Jasia:-(. Dzisiaj.:-( Quote
Nika_88 Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 Nemo nie przeżył narkozy... Tak mi przykro Neris mimo że sie nieodzywałam obserwowałam ten wontek od samego początku, byłam i jestem pełna podziwu dla tego co robisz dla tych zwierząt, szkoda tylko że los cie ostatnio tak okrutnie doświadcza... Trzymaj sie ciepło Quote
luka1 Posted November 19, 2008 Posted November 19, 2008 ....................................................:-( Quote
Poker Posted November 21, 2008 Posted November 21, 2008 biedna Neris,chyba się psychicznie zablokowała :-(,rozumiem ją. Quote
Neris Posted November 22, 2008 Posted November 22, 2008 Przepraszam, ale ciągle nie jestem się w stanie pozbierać. Fakt, że lekarz tłumaczył że to badanie jest konieczne. W przeddzień badania reanimowałam Nemo który przestał wieczorem oddychać - dławił się jedzeniem które "wróciło" jakby parę minut po połknięciu. To było tak straszne doświadczenie, że w koncu zgodziłam się na badanie. Jeszcze przed kliniką podbiegł, osikał drzewka, to nie był umierający pies. On jeszcze miał żyć. I dostał jakieś znieczulenie kardiologiczne, które miało być bezpieczne. Przestał oddychać już w trakcie badania, reanimacja nic nie dała. A w przeddzień pierwszy raz od kiedy był u mnie poszczekiwał i merdał ogonem. Wyraźnie merdał do mnie. Pomyślałam że po tak dlugim czasie nareszcie nawiązaliśmy jakiś kontakt. Ciągle słyszę to jego zachrypnięte szczekanie. Nie mogę zrobumieć tego absurdu. Przecież powierzyłam go lekarzom. Quote
Poker Posted November 22, 2008 Posted November 22, 2008 Neris,nie wyrzucaj sobie,zrobiłaś dla niego co najlepsze. Niestety,to zywy organizm i nie zawsze można wszystko przewidzieć na 100%,życie byłoby wtedy za łatwe i za nudne. Miał u Ciebie dobrze do końca. Quote
luka1 Posted November 22, 2008 Posted November 22, 2008 Takie jest życie - jedni odchodzą inni przychodzą, jak na dworcu kolejowym. Widocznie Nemo dojechał do swojej stacji. Quote
Neris Posted November 23, 2008 Posted November 23, 2008 Na leczenie Nemo za zgodą Kikou przerzuciłam 50zł które miałam dołożyć do transportu Artura. Dziękuję. Łączny rachunek wyniósł 216zł - wzięłam kwitek. Lekarz obiecał mi, że zrobi opis schorzenia Nemo i na piśmie da przyczynę śmierci ale byłam w piątek w lecznicy i do tej pory tego nie zrobił. Wiem, że było porażenie/paraliż lewostronny jakiegoś nerwu w przełyku i to powodowało, że jedzenie wpadało nie tam gdzie trzeba. Więcej nie udało mi się zapamiętać. Quote
Neris Posted November 26, 2008 Posted November 26, 2008 Juz tydzień minął bez mojego rudego mopa... Quote
kikou Posted November 26, 2008 Posted November 26, 2008 jej.... to nie do wiary, dałabym sobie głowe uciąć, że to dopiero wczoraj, przedwczoraj było.... a chowasz swoje biedaczki na posesji? czy został poddany kremacji? Quote
Neris Posted November 26, 2008 Posted November 26, 2008 Zawsze chowałam na łące, tu obok domu. Wiem, że nie wolno, ale tutaj nikt się nigdy nie pobuduje ani nic takiego. Koty leżą wśród drzewek trochę dalej. Ale kiedy zadzwonili z lecznicy byłam w autobusie. Miałam go o 15 odebrać. Była 14,17 Zapytali czy przyjadę czy może mają go oddać do spalenia. Przepraszam wszystkich ale ja nie dałam rady pojechać. Nawet nie wiem jak do domu dotarłam I nie mam go tutaj... Dzisiaj jak karmiłam psy słyszałam jak szczeka I ciągle kładąc się do łózka myślę że coś jest nie tak Że któryś pies musiał zostać na podwórku Zapalam światło i przeliczam. Wszyscy są A jednak trudno się tego poczucia pozbyć. Quote
luka1 Posted November 26, 2008 Posted November 26, 2008 Ech, ja też ciągle ma uczucie że gdzieś jeszcze nie dopisałam hopka, :-( Przyzwyczaiłam sie do niego , jakby był ze mną. Quote
ecci Posted November 26, 2008 Posted November 26, 2008 ja cały czas mam przeczucie że Kanapcia gdzieś w domku, jest...okropieństwo... Quote
Poker Posted November 27, 2008 Posted November 27, 2008 to są okropnie przykre przeżycia,zawsze trudno się pogodzić z odjeściem zwierzaka. Quote
ulvhedinn Posted November 27, 2008 Posted November 27, 2008 Czemu okropne.... a może one własnie jeszcze tu są przez jakiś czas? Może chcą się pożegnać, zanim odejdą TAM? Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.