Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

sleepingbyday napisał(a):
byłam w piatek u dr jagielskiego - jednak zosieńka będzie musiała miec wycinaną ta śledzionę :shake:. ponieważ zmiany komórkowe rosły (mało i wzrost sie zatrzymał, ale jednak rosły), a ona nie jest starym psem, to raczej nie mzna liczyc na to, że to się cofnie.
zatem po świętach robie jeszcze jedno usg co by sie upewnić wszystkie badania przedoperacyjne i.. zosia idzie pod nóż :placz:.
jestem panikara, więc nie wiem, jak ja to przetrzymam....


Ale tak naprawde to dobrze, nie martwcie się. Bez śledziony żyje się w zasadzie normalnie. Troszkę bardziej trzeba uważać na wycieranie po deszczu, nie dopuszczanie do przemarznięcia itp, ale przecież normalnie się też to robi. A przynajmniej będziecie mieć pewność, że się nic w tej śledzionie nie dzieje.

Jakby coś, to na Białobrzeskiej też jest bardzo dobry chirurg - Pani Agnieszka Żurańska, ale jak macie znajomego to super.

Posted

dzieki za info, kto dobrze tnei na białobrzeskiej. na pwostańców śląskich to byc moze nieco taniej wyjdzie, no i na raty będe mogła płacić.
a boje się -operacji, czasu po operacji, oraz badań wycinkowych. a poza tym boje sie o zosię po prostu - i nie o przeziębienia, ale o babeszję...

  • 1 month later...
Posted

witam wszystkich miłosników kochanych czworonogów.. ;) wczoraj moj piesek rasy mastif neapolitanski dostał strasznych wymiotów, stała sie 'osowiała'. znalazłem adres weterynarza ktory przyjmuje 24h na dobe. po zrobieniu usg okazalo sie ze pies ma nowotwor na sledzionie.:shake::placz: no nic. pani doktor powiedziala ze nalezy jak najszybciej to operować.. zabieg trwał 3,5 h. po wyjeciu tego czegos z wnetrza mojej kochanej SYSSY okazało sie ze to co było w niej wazyło 6kg:-o nie moge sobie wyobrazic ile czasu to trwało!! obecnie pies znajduje sie w domku. jest osłabiona ale powoli wraca do zdrowia:lol:. pragne wspomniec ze przez zabiegiem masa psa wyniosiła 49 kg z tym czymś w srodku. apeluje by chodzic z pupilami co pól roku na usg brzuszka i innych organów bo pozniej moze byc za pozno..!! ps. gdyby ktos był zainteresowany zdjeciami guza sledziony moge wysłac na poczte. moj email to - [email protected]

Posted

sleepingbyday napisał(a):
o dzieki. czyli, ze mozna załozyć, że na strzeleckiego na dyżurze w nocy siedzi ktoś, kto umie czytac obrazki...

Tam większość to doświadczeni weci, a jak zostaje jakiś młody to konsultuje z szefostwem. Od 12 lat leczę tam moją zwierzynę i nie mam żadnych ale

Posted

sleepingbyday napisał(a):
dobrze wiedzieć. bo na dyżurach to najczęściej stazyści albo co, a i czy moga po ncy do szefostwa dzwonić, to różnie bywa...

we wtorki, czwartki, piątki i niedziele są na bank dobrzy lekarze, nie wiem kto jest w poniedziałki i środy, ale mogę podpytać. Poza tym "młodzi" zazwyczaj zaczynali w tej klinice jeszcze w czasie studiów, więc trochę doświadczenia nałapali od pozostałych :)

Posted

Witam wszystkich!
Trafiłam na to forum, bo od paru godzin szukam pomocy. Pomocy dla siebie, bo moja "córcia" (AURUSIA) - jamnik długowłosy ma zdiagnozowany nowotwór śledziony, zapalenie wątroby i krwiaki. Nowotwór wylał. Pies jest tak wycieńczony, że nie można dzisiaj operować. Od paru godzin leży pod kroplówką w domu. A my wszyscy płaczemy. Parę godzin temu musieliśmy nagle zdecydować czy uśpić (podobno lepsze dla psa) czy leczyć - operować (z maleńkimi szansami) na powodzenie. I zdecyduj czy chcesz własnym wyborem podać śmiercionośny zastrzyk. Kiedyś na moich oczach w cierpieniu i bólu zdychał mój chomik, bo go nie pozwoliłam uśpić. I przyrzekłam, że już nigdy na to nie pozwolę. I nie dałam rady! NIE MOGĘ! A jak się uda?! Córki bym nie uśpiła a ona jest dla mnie członkiem rodziny a to, że pies to, co? Może nie doczekać operacji, może jej nie przeżyć, może odejść zaraz po lub wkrótce. Ale wtedy to nie ja wydam ten wyrok! A może go już wydałam skazując ją na cierpienia! I za wszystko czuję się winna! Jestem winna! Podejrzewałam, że coś się dzieje (zmiany optyczne), ale "czekałam" aż będzie krytycznie!
Boże jeszcze nie teraz!!!! Proszę!!!

Posted

Ma prawie 11 lat, ale mi się wydaje, że jest młoda i była bardzo energiczna.
Decyzję zostawono mi bez komentarza, co lepiej, co gorzej.
Lekarz czuł się w obowiązku (ponieważ operacja i wszystko z nią związane jest dość drogie) poinformować mnie, że szanse są, ale małe. Zdecydowanie większa jest możliwość porażki.
Mieszkamy w Falenicy.

Posted

Jak przeczytasz ten watek od początku to znajdziesz nasze historie:-( moja po pęknięciu guza skończyła się tragicznie, mimo że pies natychmiast trafił do kliniki w SGGW i był bezzwłocznie operowany.Pęknięciu guza towarzyszy krwotok do jamy brzusznej........więc nie bardzo wiem... co chcesz zrobić dalej..... Nasz Atos przeżył operację ale w dobę po, zginął na wstrząs po podaniu drugiej jednostki krwi......... z tego co wiem, dotyczy to zarówno zwierząt jak i ludzi............ po zbyt zmasowanym krwotoku, po przekroczeniu ....ilości krytycznej krwi......... uzupełnianie jej już nie jest możliwe.
Dlatego trzeba sobie odpowiedzieć szybko na to dramatyczne pytanie: albo natychmiastowa operacja...albo choroba zdecyduje za Was.
Bardzo współczuję, ze musicie podejmować tak drastyczne decyzje.......
Ja, mimo smutnego końca swojej decyzji nie żałuje, wiem ze zrobiliśmy dla Atosa wszystko co było w naszej mocy......ale on nie miał już siły, żeby z nami zostać.............

Posted

wszystkie badania, diagnoza, opis sytuacji - jutro lecisz wieczorem na białobrzeską do dr. jagielskiego, to jest onkolog, jeden z najlepszych. zadzwoń i w recepcji się dowiedz, czy nie odwołano jakiejś wizyty. nawet, jesli nie odwołano, to pokrótce opisz sytuację recepcjonistkom - na pewno powiedza ci, zebys przyjechała - on przyjmuje nie zapisanych, jak da radę, to nawet na www jest napisane - jak powiesz, jaka jest sytuacja, powinno zadziałac. nie wiem tylko, czy wystarcza wszystkie papiery od twojego weta, czy sunie tez trzeba do niego taskać. byc może uda ci się z nim pogadać przez telefon i powie, czy musi ją oglądać. a może z jakms wetem pogadaj chociaż, niech oceni, czy mozna suni oszczędzić tej wycieczki...
mysle, ze tak czy siak, warto. jagieslki jest po prostu specjalistą wtej dziedzinie.
na razie idę z dogo won, ale pisz, jakby co...

trzymam kciuki. wiem, co czujesz. ja też podobna sytuacje przechodziłam, też popełniłam błąd nie decydowania. ale w moim przypadku szanse były zerowe na ozdrowienie... wyrzucam sobie do dziś....

Posted

Ja na nic nie czekam. Decyzja była prawie natychmiastowa. Bez względu na koszty (pieniądze) operacja. Tylko, że lekarz powiedział, że Aurunia jest tak słaba dzisiaj, ze nie przeżyje operacji. Ma być jutro lub pojutrze (decyduje kondycja psa). Zaliczyła 1 i 1/2 butli kroplówki. A ja czuwam.

Posted

Mojemu Variowi też pękł guz. W piatek po południu. Po podaniu kroplówek i zastrzyków, mimo duuuużego ryzyka (bo chłopak i wiekowy i sercowy) w sobotę był operowany. Na Białobrzeskiej właśnie. Moja wetka mówiła, że to jedyny ratunek. Właśnie, że trzeba operować jak szybko jest to możliwe, bo jeśli nie, to nie ma szans. On po pęknięciu guza nie miał siły wstać, wiedziałam bo widziałam tylko, że strasznie go boli.

Po operacji owszem, były komplikacje, w dobę po - migotanie komór serca, noc spędzona w szpitalu.

Ale od tego czasu minęło już rok i siedem miesięcy. Za nic i nigdy w życiu nie oddałabym tego czasu.

Teacherka, trzymam kciuki. Ja bym operowała mimo wszystko. Operacja zawsze jest szansą. Jej brak tą szansę odbiera.

Posted

Jakoś przeszła noc, ale nie spałam. Czuwałam i cały czas mi się wydawało, że to koniec. Wymiotowała parę razy brązową cieczą. Ma rozwolnienie (chociaż nie je i nie pije nic). Właśnie kończy się 2 butla kroplówki zaraz będzie 3 - inna.

Decyzja
Dzisiaj był u mojego pieska weterynarz z kolejną porcją zastrzyków. Operacja ma być jutro. Decyzja jest taka, że jak po otworzeniu "brzuszka" okaże się, że jest źłe, przerzuty etc. to zostanie uśpiona podczas operacji. Mam się teraz czego trzymać. Mam nadzieję. Ale jężeli lekarz powie "jest beznadziejnie" to wolę, żeby się nie obudziła a nie potem patrzeć, jak umirera w bólach.
Czy to dobra decyzja? Na pewno "Łatwiejsza".

Posted

jesli lekarz uzna ze zmiany, ktore sie dokonaly w suni sa tak duze ze nie ma szans to jej nie wybudzajcie

sama operacja zawsze bardzo oslabia ale weterynarz dobry potrafi czasem oszacowac szanse na dalsza walke

tez bym dzis na Twoim miejscu kogos wyslala z wynikami do dr Jagielskiego i to dojechala do lecznicy przed 16 i poprosila o podanie mu tego do przeczytania, sama lepiej czuwaj przy suni

Posted

Lekarz mojego pieska to Michał Lutomski (chwalony już na forum). Zaufałam mu ponieważ kocha zwierzęta. Zanim zrobił suni zastrzyki to ją pocałował w główkę.
Poniewiedział, że trzeba się speszyć ale nie przyspieszać. Jutro ................

Posted

Vario miał identyczne objawy po peknięciu guza. Wymiotował i miał rozwolenienie, mimo, że nie jadł i nie pił.

Jemu sie udało. Trzeba być dobrej myśli.

Decyzja o podjęciu dezycji w czasie operacji mi wydaje się być najsłuszniejsza....

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...