darunia-puma Posted July 1, 2012 Posted July 1, 2012 kochani byłam ze swoim astkiem przed chwilką na ostatnim spacerze, reszta psów została już w domu. W oddali widziałam pana, który szedł ze swoim psem (DON) w naszym kierunku więc ustąpiłam mu drogę, aby nie doszło do konfliktu między psami... weszłam w boczną uliczkę...mój faktycznie zaczął się rzucać na smyczy, spokojnie go utrzymałam i uspokajałam,a dostałam stek wyzwisk pod swoim adresem że jestem tititititti bo mam asta, bo te psy trzeba wyeliminować itd!!! to ja ustępuję drogę, uśmiecham się do pacana a on mi wyjeżdża z takim słownictwem!!! Zostałam zwyzywana bo mam amstaffa!!! Krew się we mnie buzuje po takich spotkaniach!!! Quote
LadyS Posted July 1, 2012 Posted July 1, 2012 No cóż, nie chciałabym mijac się z kimś, kogo dużych gabarytów pies kotłuje się na smyczy - choć wyzwisk nie rozumiem, ale podobnie nie rozumiem, gdy właściciel nie panuje nad psem. Quote
motyleqq Posted July 1, 2012 Posted July 1, 2012 LadyS napisał(a):No cóż, nie chciałabym mijac się z kimś, kogo dużych gabarytów pies kotłuje się na smyczy - choć wyzwisk nie rozumiem, ale podobnie nie rozumiem, gdy właściciel nie panuje nad psem. jakby nie panowała nad swoim psem, to doszłoby do awantury. nie każdy pies stoi grzecznie gdy mija go drugi. Quote
Olson Posted July 1, 2012 Posted July 1, 2012 Olson napisał(a):Myślę, że to akurat wątek, w którym mogę to napisać. Może akurat ktoś miał podobną sytuację i mi pomoże... Przez płot mam sąsiada (znaczy moja działka, kolejna szeroka na jakieś 30m, i jego działka), który półtora toku temu (a może nawet i nie?) kupił sobie sznupa olbrzyma, oczywiście psa. Dawniej (2, może 3 lata do tyłu) uśpił również podobne czarne kudłate coś - był to również chłopak (jego zdaniem to też był sznaucer olbrzym - ja nie wiem, wtedy jakoś mało mnie to interesowało) - piesek miał bodajże 11 lat, nie mógł chodzić, były z nim problemy - uśpił. Sytuacji nie znam, więc nie oceniam. Jednak problemem jest to, co dzieje się z obecnym sznupkiem. Młody ma kojec 2,5mx1,5m z czego połowę zajmuje buda, na podłodze stoi stary zielony zdarty emaliowany garnek, w którym pies dostaje jeść. Gość wypuszcza go 3 razy w tygodniu za każdym razem na jakieś 4-5 minut (dosłownie! nie przesadzam) - pies po wyjściu z kojca biega jak oszalały w koło domu, w pysk chwyta najczęściej co mu wpadnie pierwsze "pod łapę" - zdarza się, że jest to kawałek drewna ułożonego na stosie, butelka plastikowa czy coś takiego. Na jedno skinięcie ręki sąsiada wchodzi do kojca i zostaje tam bez przerwy na kolejne 48 godzin z jednym spotkaniem z człowiekiem podczas gdy ten daje mu jeść. Mnie oczywiście serce boli, że ten bidulec musi siedzieć w tym kojcu jak skazaniec. Szczególnie jak moja Whisky bawi się gdzieś piłeczką albo zabawkami z tej strony podwórka to on wtedy wyłazi z budy, siada sobie i wbija wzrok w zabawki... Dodam tylko, że pies nie miał na szyi nigdy obroży, nie był w życiu prowadzony na smyczy - kiedy pojechali do fryzjera (póki co był raz, sąsiad wcale go nie czesze) to przyjechał autem transportowym, wsadził obrośniętego psa na pakę a potem przywiózł ogolonego na łyso szczyla. A co ja zrobiłam w tej sprawie, żeby chociaż bidulowi pomóc. Zapytałam się sąsiada dlaczego nie wypuszcza psa... Odpowiedź była prosta i oczywista (dla niego) - to jest pies, a pies obsikuje mu krzaczki w ogródku (!). Tylko dlaczego po raz kolejny popełnił ten "błąd" skoro przez 11 lat miał psa i też go nie wypuszczał bo oblewał mu krzaki? Dodam jeszcze, że gość ma kasę, poza tym ogródek ma wypielęgnowany, ciągle coś w nim dłubie, sadzi, plewi, kosi, etc. Kilka razy proponowałam mu, że dam psu jakieś zabawki skoro on nie chce mu kupować - ten ze śmiechem stwierdził, że to jest pies do obrony podwórka, a nie do zabawy zabawkami (ciekawa jestem jak on ma "bronić" tego podwórka w tym kojcu??). To tyle... Nie wiem co z tym zrobić. Trochę mi smutno jak patrzę na Mlodego - marnuje się.. Doszłam do wniosku, że mam tego totalnie D O Ś Ć. Od kilku dni są u mnie upały - po 35-36 C. Nam jest ciężko, a co dopiero psu. Moja Whisky "woduje się" w stawie nawet 6 razy dziennie i non stop leży w cieniu na trawce, z michą lodowatej wody pomiędzy łapami. A w/w sznup sąsiada... Od trzech dni nie został ani na minutę wypuszczony z tego paskudnego kojca. Nawet nie wyobrażam sobie co on musi czuć w nim. Kojec jest oczywiście wybetonowany - jestem pewna, że parzy go w łapy - nasz kojec też ma beton i nie ukrywam, że nie da się tam położyć dłoni, bo parzy. Co gorsza.. Pies zaczął wyć. Koło 20 zaczyna serenadę i skomle do 6-7 rano. Przy tym wszystkim wydaje tak okrutne dźwięki, jakby go zarzynali. I wcale mu się nie dziwię. Podjęłam ostateczną decyzję. Chce to gdzieś zgłosić. Mam dość tej cholernej krzywdy, która dzieje się temu biednemu, nic niewinnemu psu... On nic złego w swoim półtorarocznym życiu jeszcze nie zrobił, a strasznie cierpi... Czy moglibyście mi poradzić - gdzie napisać? Gdzie to zgłosić? Będę bardzo wdzięczna. Quote
a_niusia Posted July 1, 2012 Posted July 1, 2012 motyleqq napisał(a):jakby nie panowała nad swoim psem, to doszłoby do awantury. nie każdy pies stoi grzecznie gdy mija go drugi. tak, nie kazdy. tylko te dobrze wychowane. Quote
motyleqq Posted July 1, 2012 Posted July 1, 2012 a_niusia napisał(a):tak, nie kazdy. tylko te dobrze wychowane. nie rozmawiamy o wychowaniu, tylko o panowaniu nad psem. darunia panuje nad swoim psem-fizycznie Quote
Amber Posted July 1, 2012 Posted July 1, 2012 Dokładnie. Ja mijam prawie codziennie wściekającego się ONka, ale jego właściciele są dobrze wychowani - schodzą z drogi i panują nad psem. Poza tym są psy ze schronisk, skrzywdzone lub resocjalizowane... Nie można oceniać każdego wedle własnego widzimisię. Olson - znam twój ból... Sąsiedzi mojego TŻ mieli jota w jotę te same metody wobec swojego ONka... Kojec, micha, spacery 5 min. po ogrodzie i tyle... Chciałam to zgłosić wielokrotnie jednak nie mieszkam tam na co dzień, a teść nie chciał się mieszać. Jesteśmy jedyną osobą, która widziała tego psa, bo jego buda stała w głębi posesji przy płocie. Było by wiadomo, kto zawiadomił służby. Poza tym wedle prawa pies miał dobrze :p Jakieś 2 miesiące temu chyba ONek zniknął, kojec został wyburzony, a na jego miejsce sąsiad postawił trampolinę... :shake: O tyle dobrze, że nie zamierza mieć już chyba nigdy mieć psa. Ten przypadek możesz zgłosić, tym bardziej, że pies wyje, zakłóca ciszę nocną, a to jest przynajmniej realny powód dla naszych kochanych służb... Quote
a_niusia Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 panuje nad psem "fizycznie"? ok, bo zobaczyla z daleka innego psa. a gdyby ten pies wyszedl z ciemnej uliczki i nie widzialaby go wczesniej? albo np. przypadkowo puscilaby smycz? pies, ktory sie rzuca, a wlasciciel nie jest w stanie go wychowac, powinien nosic kaganiec. Quote
evel Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 [quote name='a_niusia']panuje nad psem "fizycznie"? ok, bo zobaczyla z daleka innego psa. a gdyby ten pies wyszedl z ciemnej uliczki i nie widzialaby go wczesniej? albo np. przypadkowo puscilaby smycz? pies, ktory sie rzuca, a wlasciciel nie jest w stanie go wychowac, powinien nosic kaganiec. Owszem. U mnie wczoraj ON złapał i przetelepał starego sheltie, który już ledwo człapie. Niby nic się nie stało, bo natychmiast go puścił, jednak niesmak pozostał. Dlaczego u nas w kraju jest taki opór wobec zakładania psom kagańców? To jakaś ujma? Plama na honorze? :roll: Quote
zaginiona sara Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 Dodam, że najlepiej kaganiec nie metalowy, bo może nim mocno potłuc. Quote
evel Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 A jaki? Tubka weterynaryjna, która może zabić psa noszącego takową? Skóra, która szybko parcieje od śliny chociażby? Plastik, który aktywny pies jest w stanie połamać? Niestety, dopóki nikt nie wynalazł kagańca lepszego niż fizjolog, nie bardzo jest jakaś sensowna alternatywa. Quote
zaginiona sara Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 Bezpieczny dla otoczenia. Ja bym nie chciała żeby mój pies został połamany kagańcem. Quote
darunia-puma Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 a_niusia napisał(a):panuje nad psem "fizycznie"? ok, bo zobaczyla z daleka innego psa. a gdyby ten pies wyszedl z ciemnej uliczki i nie widzialaby go wczesniej? albo np. przypadkowo puscilaby smycz? pies, ktory sie rzuca, a wlasciciel nie jest w stanie go wychowac, powinien nosic kaganiec. tak panuję nad swoim psem fizycznie to szczeniak ;-) tak samo jakby ktoś wyszedł z ciemnej uliczki byłoby to samo. młody ma kaganiec może moja wina że nie napisałam... a od zeszłej soboty ( zapraszam do galerii) chodzimy na szkolenie. Pozdrawiam najmądrzejszą na forum ;-) Quote
a_niusia Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 szczeniak rzuca sie do innych psow? taaak, rowniez pozdrawiam. Quote
a_niusia Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 wiecie co... ja mam wrazenie, ze ludzie w ogole nie maja wyobrazni i nie mysla, co sie moze stac. my wczoraj spotkalysmy owczarka belgijskiego, ktory byl na smyczy, ale na widok moich psow dostal piany na ryju i zaczal sie ciskac. moje psy jeden po prawie rocznej, drugi juz dwuletniej edukacji doskonale maja przerobiony temat "nie klocimy sie z debilami, a najlepiej w ogole nie patrzymy w ich strone, bo nie nalezy znizac sie do ich poziomu" popatrzyly na siebie porozumiewawczo, poparzyly na mnie..."zobacz, idiota, a my nic", dostaly po smaku i chcialysmy isc do chaty. ale reakcja pani od belga byla taka: bardzo ostro usadzila swojego psa, sprzedala mu ostra slowna reprymende (bynajmniej nie nazwalabym tego uspokajaniem psa), a mnie przeprosila za klopot i stwierdzila, ze bardzo rzadko spotyka takie zrownowazone psy i ostatnio ma wlasnie taki problem ze swoim psem i czy moglybysmy sie kilka razy minac. przyznam, ze oczywiscie zupelnie jak moje psy, pomyslalam o tym belgu "idiota...", ale pani byla bardzo mila, wiec mimo goraca z 5 razy przeszlysmy sie obok siebie i w koncu udalo sie mu nie wyskoczyc. a nawet w koncu powachal sie z moimi diewczynami. WSZYSTKO zalezy od opowiedniego podejscia. teraz jednak wroce do tematu, ktory juz tu kiedys byl poruszany-darunia dalej wychodzisz z cala trojka jednoczesnie "na linkach" i dalej psy nie nosza kagancow/sciagasz kagance jak inny pies podbiegnie mimo ze w tej chwili masz juz trzy spore psy, ktore nie lubia przedstawicieli wlasnego gatunku? i panujesz nad calym towarzystwem fizycznie? Quote
motyleqq Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 darunia chyba wyraźnie napisała, że pies miał kaganiec :roll: skąd wiesz, jak na co dzień pracuje ona z psami? rozumiem, że Twoje urodziły się wspaniałe i nie musiałaś im pomóc w zrozumieniu, że innych piesków nie trzeba zabijać ;) ale nie wszystkie psy takie są. niektóre np są wyciągnięte ze schronu, a też muszą iść na spacer. i też mogą kogoś spotkać. takie ocenianie po jednym, dwóch postach czy po jednym spotkaniu na spacerze jest bardzo niesprawiedliwe. moja suka kiedyś mi zwiała z ostrym szczekiem do swojego wroga. właściciel z całą pewnością mógł pomyśleć, że jesteśmy idiotkami. ale jak go przeprosiłam, to powiedział, że nic się nie stało. może dlatego, że mijamy się często i nasze psy wyraźnie się nie lubią. Quote
a_niusia Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 motyleqq napisał(a):darunia chyba wyraźnie napisała, że pies miał kaganiec :roll: skąd wiesz, jak na co dzień pracuje ona z psami? rozumiem, że Twoje urodziły się wspaniałe i nie musiałaś im pomóc w zrozumieniu, że innych piesków nie trzeba zabijać ;) ale nie wszystkie psy takie są. niektóre np są wyciągnięte ze schronu, a też muszą iść na spacer. i też mogą kogoś spotkać. takie ocenianie po jednym, dwóch postach czy po jednym spotkaniu na spacerze jest bardzo niesprawiedliwe. moja suka kiedyś mi zwiała z ostrym szczekiem do swojego wroga. właściciel z całą pewnością mógł pomyśleć, że jesteśmy idiotkami. ale jak go przeprosiłam, to powiedział, że nic się nie stało. może dlatego, że mijamy się często i nasze psy wyraźnie się nie lubią. nie, moje psy nie urodzily sie wspaniale, zle rozumiesz. moja mlodsza suka ma skrajnie mocny i asertywny charakter. mimo ze byla dobrze socjalizowana z innymi psami, lubi je bardzo wybiorzo. a jednak jeszcze nigdy do nikogo nie wyskoczyla, bo po prostu jest umiejetnie prowadzona i wie, ze jesli sobie nie zyczy, ma odejsc, a nie rzucac sie jak idiotka. jest u mnie od 12 tyg zycia. maly amstaff daruni jest u niej od szczeniaka. w tym watku juz kilka razy o nim bylo i ludzie pisali, ze nauczy sie od starszego samca sadzic sie do innych psow. juz sie sadzi. uwazasz, ze to jest normalne, kiedy szczeniak sadzi sie do innych psow? tak po prostu szczerze... Quote
evel Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 zaginiona sara napisał(a):Bezpieczny dla otoczenia. Ja bym nie chciała żeby mój pies został połamany kagańcem. Ja też. Ale przede wszystkim to bym chciała mieć psa żywego, a nie zagryzionego. Quote
zaginiona sara Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 Evel ale zobacz, jeśli nie zagryzie to metalowym może śmiało zabić. Szczególnie małe psy. Dostałam kiedyś z metalowego kagańca w ataku radości i więcej nie kupię raczej takiego jak będę miała dużego psa. Może jakiś mocny paskowy Quote
a_niusia Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 bez kitu cos takiego nie powinno miec miejsca. psa trzeba WYCHOWYWAC, a nie liczyc na to, ze ma sie nad nim FIZYCZNA kontrole. sama na smyczy prowadzam w tej chwili prawie 60 kg. sama waze 56 kg przy wzroscie 176 cm. nie jestem pudzianem ani z postury ani z sily. moglabym dodac do moich smyczy jeszcze jedno 30 kg, ale nie bede sciemniac, ze panuje nad tym wszystkim fizycznie. nawet nad 20 kg psem ciezko zapanowac fizycznie jesli chce wlascicielowi zafundowac kulig np. po lodzie. dlatego psy trzeba wychowywac. Quote
Dardamell Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 a_niusia, moja sucz waży niecałe 40 kg (mięśnie a nie tłuszczyk) ja ważę niecałe 60 przy 155 cm wzrostu (jak łajzowata stanie na tylnych łapach to jest niemal mojego wzrostu) i panuje fizycznie nad swoim psem. Nie ma możliwości aby mi się zerwał czy ciągał mnie po całym osiedlu. Jak się chce to się potrafi. Darunia napisała, że była z tym jednym psem i pies był w kagańcu. A oberwało jej się nie za posiadanie psa, który sie sadzi tylko za posiadanie amstafa, który się sadzi. To dlaczego to robi i jak go uczy innego zachowania to jest zupełnie inna sprawa i rozmowa w innym temacie. Ona nie sadzi sie do innych psów bo zwyczajnie ma je głęboko w poważaniu, za to inne sadzą się do niej. ładnie wtedy siada z boku i czeka aż ja osobnika odgonię. Chodzi w kagańcu fizjologicznym. Chodzi, bo takie jest nasze idiotyczne prawo. Jeżeli musi chodzić w namordniku to niech ma taki, ktory sprawia jej najmniej trudnosci jak się da. Jeżeli pies naprawdę chce zrobić krzywdę drugiemu psu to ją zrobi, nie ważne czy pogryzie, czy zatłucze kagańcem czy wymyśli jeszcze coś innego. Quote
a_niusia Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 taaa...u mnie na osiedlu jest pani, ktora na moje oko wazy moze z 45 kg, ma moze 160 cm wzrostu i ma posture elfa. ta babka ma doga niemieckiego. bynajmniej nie panuje nad nim FIZYCZNIE wcale, a mimo to pies chodzi przy nodze, nie szarpie sie na smyczy, nie rzuca do psow mimo ze jest dosc ciety na inne samce, jest w 100% odwolywalny i potrafi sie bawic nawet z westikiem-sama widzialam. wychowywanie psa ma niewiele wspolnego z panowaniem nad nim fizycznie. ja bym mogla moja starsza suke puscic luzem, dac jej komende rownaj i isc z nia na spacer nawet nie biorac ze soba smyczy czyli nie majac z nia fizycznego kontaktu nie mowiac juz o panowaniu nad nia fizycznie. jest dobrze wychowana, nie musze panowac nad nia fizycznie. panowanie fizyczne nie jest wystarczajacym panowaniem nad psem rasy duzej, bo jest po prostu bardzo, bardzo zludne. Quote
Dardamell Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 Ja sie z Tobą zgadzam, że co innego jest wychowanie a co innego panowanie fizyczne. Ja pracuje z psem od samego początku jak jest u mnie i na spacerach nie ma z nia żadnego problemu. Zwyczajnie nie zgadzam sie, ze nie da rady panować nad psem na smyczy. Są sytuacje, że wychowanie można sobie wsadzić tam gdzie słońce nie dochodzi, np. sarna, zając, dzik... i wtedy nie pozostaje nam nic innego jak utrzymanie psa na smyczy. Quote
Tusia&NN Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 Dardamell napisał(a):Ja sie z Tobą zgadzam, że co innego jest wychowanie a co innego panowanie fizyczne. Ja pracuje z psem od samego początku jak jest u mnie i na spacerach nie ma z nia żadnego problemu. Zwyczajnie nie zgadzam sie, ze nie da rady panować nad psem na smyczy. Są sytuacje, że wychowanie można sobie wsadzić tam gdzie słońce nie dochodzi, np. sarna, zając, dzik... i wtedy nie pozostaje nam nic innego jak utrzymanie psa na smyczy. Z jednej storny prawda, ale z drugiej... gdyby tak było, to bym nie mogła wychodzić sama, bez męża, z psami na spacery, bo ja ważę 40kg, a moje pieski 80kg, 80kg i 40kg, a wychodzę i... żyję ;) dodam, że mieszkamy na wsi i sarny/zające nam nie obce. Quote
a_niusia Posted July 2, 2012 Posted July 2, 2012 Dardamell napisał(a):Ja sie z Tobą zgadzam, że co innego jest wychowanie a co innego panowanie fizyczne. Ja pracuje z psem od samego początku jak jest u mnie i na spacerach nie ma z nia żadnego problemu. Zwyczajnie nie zgadzam sie, ze nie da rady panować nad psem na smyczy. Są sytuacje, że wychowanie można sobie wsadzić tam gdzie słońce nie dochodzi, np. sarna, zając, dzik... i wtedy nie pozostaje nam nic innego jak utrzymanie psa na smyczy. nie zgadzam sie z tym. mam dwie suki rasy mysliwskiej. jedna jest suka pracujaca z wybujalym instynktem mysliwskim. nie wyobrazam sobie, zeby ktoras miala mnie ciagac po krzakach, bo sarna, zajac lub dzik. nie mowiac juz o kotkach czy golebiach. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.