Mattilu - bo tak właśnie miało być - Hopcia miała się wdać w Ciebie, a nie we mnie! ;) We mnie wdała się Kreśka, Lili i Gapcia, a w Sławka Lesio :) Grożą mi, że zobaczę wieżę Eiffel'a pod śniegiem i to mi w zupełności wystarczy. Do nas nie musi docierać - chyba, że tylko na Koło i do Krakowa ;)
Lunka robi w kocyku wywietrzniki ;) Kocyk jest od Cioci Ellig DLA PIESKÓW, więc jeśli to nie Ty się nim przykrywasz i nie Ty wygryzasz dziury, nie widzę konieczności odkupowania :)
Ja dziś będę dzwonić do dr Traczyka przed południem. Znalazłam też polarową kurteczkę, Ola mi wysłała adres, więc jeszcze dziś fraczek wyrusza do Nuśki ;)
Ależ wieści! Wiedziałam, że ona jeszcze pokaże się z tej weselszej strony :) Brawo!
Poznają, poznają... Zresztą obcych też obskakują i całują, więc nie masz się czego obawiać ;)
Ola - ja mam nowiuśki kubraczek! Tylko gdzie?... Na Krechulca miał być, ale Kreśki by się w nim zmieściły ze trzy, więc może się dla Nusi nadać. Poszukam!
Też nie namawiam do ryzykowania, bo właśnie wtedy złapią :( Paszport to rzeczywiście minuta osiem u weta - jak założenie książeczki. Trzeba tylko o przepisach czeskich poczytać, bo np. do Anglii pies musi być odrobaczony na 2 doby przed przekroczeniem granicy, a np. w Luksemburgu tego nie wymagają. No i trzeba sprawdzić jakie mają wymagania co do szczepień na wściekliznę, bo z tym też różnie bywa...
Pies naszych sąsiadów miał takie hobby - wyskakiwał przez płot tylko po to, by od razu pędzić pod futkę, a gdy go wpuścili, za chwilę znowu wyskakiwał. Farcika może też do człowieka ciągnąć...
Ja ostatnio przejeżdżałam przez granicę polsko-słowacką i słowacko-węgierską - ZERO człowieków na horyzoncie do sprawdzania czegokolwiek!!! No, ale - strzeżonego jak wiadomo...
Świetna reklama dla planowanego bazarku - ciacha, po których psy dostają kota ;) Teraz dobra pora na wysyłanie ciastek, bo mają szansę dojść i nadal robić koty z psów :) W szczelnie zamkniętym pojemniku takie ciacha można przechować w lodówce do tygodnia.
A najśmieszniejsze jest to, że czasami nam się wydaje, że jakiś pies będzie u nas miesiącami w DT, a idzie do adopcji w sekundzie, a inny, który nam się wydaje, że pójdzie jak świeża bułeczka - siedzi i siedzi. Nie ma reguły ;)