Jump to content
Dogomania

Nutusia

Members
  • Posts

    44210
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    13

Everything posted by Nutusia

  1. Ohohoooo.... prawdziwie miejski spacer zaliczyłyście! Brawo! :) U Doktorów, choć są przekochani, prawie wszystkie pieski się stresują. No, może z wyjątkiem mojej Lili, która nigdy się nie może doczekać kiedy wreszcie zostanie wpuszczona do gabinetu :)
  2. Oj Dropsiol, Dropsiol, co Ci w tej łepetynie siedzi? ;)
  3. Nasz Lesław doskonale wraca do wagowej formy na Bricie odchudzającym ;)
  4. Spytam ;) Nasze stworki są bardzo wyrozumiałe dla psinek po zabiegach. W pierwszej chwili oczywiście podbiegają zobaczyć kto przyjechał, dlaczego go wnoszą na rękach, ale zaraz potem czują medyczny smrodek, widzą, że koleżanka w ciężkiej niedyspozycji i się usuwają. No dobra - przyznam się - szukam towarzystwa na świąteczne dni! :) A tak poważnie to chodzi o to, żebyśmy byli na miejscu przez te kilka najgorszych dni i nie musieli brać urlopu ;) Doktor jest czynny całodobowo i świątecznie, więc jak coś, to co mu zależy - może podyżurować u nas :) :) :)
  5. Zabierz ją 10-11 i przyspaceruj z nią na piernikową kawę :)
  6. To może pomiędzy Świętami a Nowym Rokiem?... Czekaj, jak to wypada... O, całkiem nieźle! 27 to piątek, potem sobota-niedziela, Nowy Rok w środę. W takim układzie byśmy Sylwestra razem spędzili ;)
  7. Auć... dopiero do kalendarza zajrzałam a tam stoi jak byk napisane, że nasza AMIGA-OLA ma dziś swoje święto! :) Wszystkiego naj...: spokoju, szczęścia, zdrowia, pieniędzy, domków dla zapadłych w serducho psiaków i... Nurki w pakiecie życzymy My, całą naszą obecną 10 :)
  8. Zapisuję w kalendarzu. I w razie czego... opijemy się tą kawą... na smutno ;)
  9. Cholerka - jak pies siedzi w cieplutkim DT, to sobie można czekać! Choć i wtedy chciałoby się kolejną bidę ratować. Ale tu - kojec, samotność, nuda, zimno, beznadzieja... a ważniejsze faktury i koniec miesiąca :(
  10. Jak miło, że ktoś za mną tęskni :loveu: Przez musztardę o mało mnie na Alaskę czy inną Syberię nie wysłali!:angryy: Dowodu osobistego ode mnie nie chcieli - bo nieważne czy ja to ja, tylko, że musztardę w walizce mam i chyba myśleli, że nie zawaham się jej użyć!!!!! Jeszcze chwila i bym do samolotu nie zdążyła wsiąść przez te ich "środki bezpieczeństwa". Powiem szczerze, że obmacywany publicznie człowiek stojący na bosaka nie czuje się najlepiej...:cool3: Ale pani - zanim wsadziła mi ręce w spodnie - grzecznie zapytała "czy pani pozwoli?" Już miałam jej odpowiedzieć, że nie pozwalam, ale trochę się bałam, że a) odbiorą mi musztardę i b) samolot mi ucieknie :eviltong: W dodatku miałam jeszcze trochę serów i wolałam nie otwierać walizki, żeby otoczenie nie padło od ich smrodu:evil_lol: Musztardy dijońskiej jest już teraz chyba co najmniej kilkanaście gatunków - jedne lepsze, drugie gorsze. Ja lubię tę ostrą - i w smaku lepsza i... na dłużej starcza :razz: Jest też z dodatkiem czarnej porzeczki, chrzanu, mięty, różnych innych ziółek - we łbie się kręci i nie wiadomo którą wybrać. Beaujolais nouveau to sikacz zupełnie niegodny szumu, jaki się wokół niego robi! Burgund to co innego, ale nie nabyłam. I dobrze, bo musztarda plus burgund plus śmiardolące sery... to mogłoby się okazać jednak za wiele jak na wytrzymałość czarnoskórych francuskich stróży bezpieczeństwa :) Stado w komplecie, zadowolone z życia. Jest szansa, że jutro kicia pojedzie do siebie, ale póki to nie nastąpi "się nie nastawiam" :) Jeży śpi od 3 dni. Konsultowaliśmy z Doktorem, żeby go budzić tylko raz na kilka dni, skoro sam nie wyłazi. Bo jak już go Sławek obudzi i wysika, to daje mu jeść. Da jeść - znów się pęcherz wypełnia i kółko się zamyka. A tak, zima idzie, aktywność się zmniejszyła i można też zmniejszyć częstotliwość wysikiwania i karmienia. Próbujemy...
  11. Nic, tylko Greyka się włamała na dogo, przeczytała ten cały czarny PR, który jej tu robiłaś i postanowiła Ci pokazać, że wcale aż tak pilnie domu nie potrzebuje (a już z pewnością nie DT ;))
  12. Same dobre wiadomości - oby tak dalej! :)
  13. Ola - przyjeżdżajcie kiedy chcecie i na ile chcecie. Na Święta to nawet fajnie, jak jest więcej ludzików (i psiaków) ;) Termin zabiegu wystarczy zarezerwować na kilka dni naprzód. A przypadku pacjenta z tak daleka, da się naszego Doktora do lecznicy ściągnąć nawet wtedy, gdy akurat nie będzie miał dyżuru. Jeszcze bym tylko dopytała czy nie powinniśmy się pokazać z dzień przed zabiegiem, bo przy badaniu na żywo też może coś się dodatkowego wyjaśnić. Jeśli chodzi o koszty - faktycznie padła kwota 800 zł. Myślę, że nawet nie mając całej kwoty da się umówić zabieg i brakującą część wpisać "na zeszyt". W końcu liczy się czas, a ja zawsze wcześniej czy później byłam wypłacalna :) A czy dotarła już kurteczka dla Nusi?...
  14. Mojego chrześniaka też unikała i schodziła mu z "pola rażenia". Obaj do siebie podobni - energia, energia i jeszcze raz... ADHD ;) A Staś jest spokojny, bardzo poważny jak na swój wiek i bardzo uważny. Słucha też Mamy, która wytłumaczyła dlaczego początkowo miał się do Chmurki nie zbliżać, nie narzucać się jej i bardzo tego pilnowała. Tak jak pisałam - przez pierwsze dni Chmurka bacznie Stasia obserwowała. W końcu uznała, że spokojnie może się z nim zaprzyjaźnić. Ale to była jej suwerenna decyzja - nikt na nią nie naciskał ;)
  15. Oluś - będzie DOBRZE!!!!!
  16. Dziuniek - SZACUN!!!! A propos weterynarzy i schronisk. Nasz nieoceniony fantastyczny Doktor też kiedyś pracował w schronisku - w dodatku jako wolontariusz, charytatywnie. Ale po tym, jak skutecznie blokowano "odgórnie" wszelkie próby efektywnej i koniecznej pomocy zwierzętom, nie wytrzymał psychicznie...
  17. Czy ona ma białe skarpeteczki na przednich łapkach?... Brawo, Wieroczka - tak trzymać z dobrym humorkiem, zabawą i miłością do całego świata :)
  18. Oj Maryś, Maryś... Po krótkiej przerwie przychodzę i wciąż nadziwić się nie mogę "życiowości" tego wątku...
  19. "Moje" Dziewczynki - jakie piękności! :) A Jędrek nie zamiaruje czasem pracować w jakiejś agencji reklamowej? Może wreszcie reklamy byłyby zabawne i "strawne"? ;)
  20. Ale się działo! ;) Ja bym tej rodziny nie skreślała... Spodobała im się z urody Luna, a Owca przecież nie ma z nią nic wspólnego. Co innego, gdy się bierze psa na tymczas, albo nawet do domu, ale np. z ulicy, w emocjach, a co innego, gdy ma się do wyboru tysiące psiaków (przy czym każdy w potrzebie) i chciałoby się wybrać takiego, do którego mocniej zabije serce... Są ludzie, którym mocniej zabije do samego zdjęcia i tacy, którzy chcą poznać psiaka. Pani, która była zainteresowana Alutką też wybrała zapewne innego psiaka. Mam nadzieję, że suczkę ze schroniska. Ja bym zrobiła tak samo - Alutka ma u nas jak u pana boga za piecem, a tamta tkwiła w zimnym boksie. Chcą adoptować psiaka - to najważniejsze - że nie idą do pseudo po "słitaśnego" pluszaczka. No i przecież każdy człowiek trafi w końcu na swojego psa :)
  21. Nie było mnie chwilę, a tu TAKIE wieści! Baaaaaaaaaaardzo się cieszę :)
  22. Jestem! Murzyn na lotnisku w Paryżu chciał mnie z powodu słoika musztardy dijońskiej wysłać na... Alaskę!!!!!:angryy: Musiałam nadać walizeczkę na bagaż, a mnie dokładnie przeszukali, wymacali (!), buty kazali zdejmować... normalnie jakbym tą musztardą miała sterroryzować nie tylko samolot, ale i całe lotnisko CDG!!!!:crazyeye: Koszmar! Następnym razem jadę... dyliżansem :eviltong: No dobra, ad rem: Nasz Doktor twierdzi, że tego drugiego biodra (niby "zdrowego") nie da się uchronić przed operacją usunięcia główki kości udowej, bo ono jest... w GORSZYM stanie niż to drugie (niby bardziej "chore"). W schronisku przeprowadzili operację na tym, które było powiązane z urazem kolana, bo prawdopodobnie sądzili, że uda im się naprawić biodro i kolano na raz. Niestety, nie udało się do końca. Główka nie została usunięta we właściwy sposób, tzn. nie została ucięta na prosto, tylko został "ząb", który teraz masakrycznie podrażnia i powoduje ogromny ból. A w dodatku ów "ząb" spowodował, że zrotowało się całe kolano, a przez to jeszcze gorzej pracuje przeciwległe biodro. W tym drugim "zdrowym" biodrze sytuacja wygląda tak, że tam była złamana kość miednicy i kość łonowa, główka nie pasuje do panewki i wszystko jest do bani, a cały tył psa jest pod ogromnym skosem. I tak cud, że Nusia w ogóle chodzi i biega, bo każdy ruch powoduje ból. Ale jest młoda, przyzwyczaiła się do bólu i go znosi. Tak samo było z naszą Lili - główka kości kompletnie wypadła z panewki, a ten fisio biegał i się cieszył!!!! Komórek osocza kompletnie nie ma sensu wprowadzać do tego stawu, bo on nie jest zwyrodniały, tylko po prostu "zepsuty", Dopóki się go nie naprawi, nie będzie funkcjonował i tyle. Czyli tak: w pierwszej pilnej kolejności należy zająć się biodrami. Gdyby miały być 2 zabiegi, to najpierw pod piłę poszłaby główka kości udowej dotąd nieoperowanego biodra, a nie tego, przy którym już majstrowali. Z uwagi na fakt, że do roboty są oba stawy, że Nuśka miałaby przyjechać tyle kilometrów oraz na to, że jest młoda, zdrowa i silna, Doktor podjąłby się obu operacji na raz. Wielokrotnie przeprowadzał taki zabieg na... kotach! I za każdym razem właściciele dzwonili oszalali z trwogi, że dzień po zabiegu kot zamierzał... wskoczyć na blat czy na stół! Bo to jest tak, że po takim zabiegu zwierzę czuje ogromną ulgę - ustępuje trwający miesiącami ból. Przy bólu spowodowanym wadami w biodrach, ból samej rany jest niczym ukąszenie komara. U naszej Lili miało być tak samo. Jednak u niej zamknęła się jakaś klapka w pustej łepetynie i wymyśliła sobie, że nie będzie stawiała tej operowanej łapki. Ale było to zjawisko czysto psychiczne, a nie fizyczne! Sądzimy, że gdyby Nuśce zoperować oba biodra, zaczęłaby jednak szybko stawać i chodzić, bo nie miałaby innej możliwości, żeby się poruszać. Doktor kategorycznie nie zgodziłby się przeprowadzić zabiegu, gdyby pacjentka miała po operacji wrócić do Krakowa. I to nie tyle ze względu na niebezpieczeństwo komplikacji (które jest znikome), ile na to, że zna środowisko weterynarzy... ;) Dlatego jego plan byłby taki: przyjeżdża Nusia do nas - jedziemy do lecznicy, robimy RTG w sedacji, żeby mógł ją sobie porozciągać jak trzeba, robi zabieg, po zabiegu kolejne RTG czy wszystko uciął i poskładał jak należy, szwy i do nas. Pewnikiem kazałby się pokazać może następnego dnia, może po kilku. A potem po 10 dniach znów RTG kontrolne, powyginanie i inne takie, zdjęcie szwów i... do Krakowa! :razz: Dwa razy się Doktor upewniał czy Nusia będzie u nas przez ten czas i gdy dwa razy potwierdziłam, powiedział, że w takim układzie możemy działać. Oczywiście po odpowiednim czasie od zabiegu rehabilitacja będzie baaaaaardzo wskazana. Co do kolana - Doktor mówi, że trzeba poczekać na to, czy i jak podejmą pracę biodra i na ile zmieni się ustawienie kolana. Jest wielce prawdopodobne, że i ono zacznie lepiej funkcjonować, choć może pozostać sztywne. W niczym to jednak psu nie będzie przeszkadzało. Po jakimś czasie można rozważyć opcję operacji, ale raczej chyba trochę tak sztuka dla sztuki... Tak czy inaczej to nie kolano stanowi problem, ale oba biodra. Amigo - jeśli chcesz i masz taką możliwość - możesz być z Nusią u nas przez te 10 dni - żaden problem. Pokój będzie na Ciebie czekał. Nusia może też być u nas bez Ciebie, choć pewnie będzie tęsknić. Gdybyś się zdecydowała na opcję zabiegu u naszego Doktora, myślę, że warto byłoby wykorzystać świąteczny czas. My jesteśmy na Święta w domu - zapraszamy! :loveu:, nigdzie nie jedziemy, nie będziemy mieć gości, więc spokojnie byśmy się Wami zajęli. Mam też jeszcze kilka dni "urlopu zwrotnego" za pracę podczas pobytu w sanatorium. No, to masz o czym myśleć ;)
  23. No chyba nie sądzicie, że przemądra Sarinka nie rozpozna... nóg w nogawkach spodni w... dowolnym kolorze?!!?!? ;) :)
  24. No i super u Morelci, a wakat okazał się być bardzo krótkotrwały, jak czytam :(
×
×
  • Create New...