limonka80
Members-
Posts
4501 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
26
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by limonka80
-
Dokładnie tak, i choć Amely wciąż ma swoje lęki których ogromu pewnie nawet nie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, to każdy moment gdy kładzie Ci głowę na nodze, gdy podchodzi, gdy pozwala się pogłaskać, gdy patrzy na człowieka bez strachu, to moment w którym zapomina o wszystkich strasznych rzeczach których doświadczyła, to chwila wytchnienia dla jej udręczonego umysłu. Każdy taki moment jest.... piękny. Dziękuje że dzięki Tobie Amely ma takie momenty.
-
Trafiłam na wątek Tobiego przypadkiem. Jestem pod wrażeniem determinacji jaką wykazałyście by ratować psa w tak ciężkim stanie. Szacunek, naprawdę. Wypadek któremu psiak uległ był chyba dla niego szczęściem w nieszczęściu - trafił na ludzi którzy tak troskliwie się nim zajęli i choć nie ma własnego domu, stał się czyjś, cudownie się czyta ile opieki i serca dostaje. Przeczytałam że stan Tobiego pogorszył się, bardzo przykra wiadomość, jeżeli zostanie podjęta decyzja o zabiegu proszę o konto, dołożę się jeżeli jest szansa by poprawić komfort życia Tobiego.
-
Tak dobrze widzieć szczęśliwego Dunaja :-))
-
o matko, biedny pies, jakiś wyjątkowo cierpliwy, aż cud że tak długo wytrzymał. Ludzie czasem mnie zadziwiają swoją ignorancją. Ja nie badałam wyciętego guzka Dżeka, pozostałych i tak i nie można operować..... więc nie wiem nic na ten temat, ale bardzo się cieszę że już po i Perełka dobrze to zniosła. Wynik będzie o.k, zobaczysz :-) O Pikusiu cisza?
-
Nie zamartwiaj się, to nic nie zmieni. Jeśli rzeczywiście zapomniałaś zamknąć i uciekł, to się znajdzie, a jeśli ktoś z tej rodziny go zabrał, to chyba nie po to by go skrzywdzić.... taką mam przynajmniej nadzieję. Żal psiaka ,gdzie się podziewa w takie mrozy... Napisz jutro jak Perełka, trzymam kciuki Was obie :-)
-
Hej, inni też tu są :-) Odwiedzam Krecika od początku istnienia wątku, nie piszę bo nasz Krecik wiedzie spokojne życie , ale nawet jeśli nie znajdzie własnego domu to i tak jest szczęśliwy - zaopiekowany, najedzony, leczony, głaskany. Nawet jeśli zostanie w hoteliku na zawsze, nie martw się - nie damy chłopakowi zginąć :-)
-
Też bardzo mi się nie spodobało sformułowanie o dawaniu szansy Rabarbarowi. To zabrzmiało jakby tylko pies powinien "się poprawić" a ludzie w swoim zachowaniu nic nie muszą zmieniać. Psu nie dajemy szansy, psa adoptujemy (po namyśle oraz zgodzie wszystkich mieszkańców domu) a potem poznajemy się, uczymy się siebie, przyzwyczajamy do swoich nawyków, akceptujemy swoje wady ( zwłaszcza gdy psiak ma swoje lata i jest po przejściach). W razie potrzeby wspólnie cierpliwie pracujemy nad tym co jest nie tak. Pomysł z córką - pies zgłupieje, poza tym chyba ugryzł zięcia czyli męża tej córki więc chyba nie będzie się tam czuł dobrze.... Ci ludzie sami nie wiedzą czego chcą, wydaje mi się że Rabarbar nie będzie tam szczęśliwy, tam nie ma chemii, a są wielkie oczekiwania i napięcie które pies wyczuwa. Miałam w życiu cztery psy, wszystkie starsze, życiowe rozbitki - dwa gryzły konkretnie, jeden kłapał na postrach, nie było łatwo, ale nawet do głowy nam nie przyszło by któregoś oddać, jeśli tym ludziom nie tylko przyszło, ale powiadomili opiekuna psa o chęci zwrotu to dobrze nie będzie. Nawet nie wiem co gorsze - fakt że chcieli Rabarbara oddać, czy to, że za chwilę zmienili zdanie.