Jump to content
Dogomania

limonka80

Members
  • Posts

    4534
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    27

Everything posted by limonka80

  1. Trzymam mocno kciuki za jutrzejszy zabieg Perełki, pewnie się bardzo martwisz. Mój staruszek hasa aż miło, po wycięciu narośli nad okiem, z Perełką też tak będzie. Cieszę się też, że Pikuś trochę lepiej, mam nadzieję że jeszcze się biedakowi w życiu poszczęści i ktoś dobry go wypatrzy.
  2. Będzie, będzie dokładnie tak jak napisałaś. Tyle ludzi mu tego życzy że nie może być inaczej :-)
  3. Zawsze najgorzej ma ten, kto musi podjąć konkretną decyzję. Deklarowałam dla Rabarbarka 40 zł/mc, w razie potrzeby pieniądze będą na niego czekały. Trzymam kciuki za to, by psiak był szczęśliwy - niezależnie od tego czy zostanie w aktualnym domu, czy będzie musiał szukać nowego :-)
  4. Też bardzo mi się nie spodobało sformułowanie o dawaniu szansy Rabarbarowi. To zabrzmiało jakby tylko pies powinien "się poprawić" a ludzie w swoim zachowaniu nic nie muszą zmieniać. Psu nie dajemy szansy, psa adoptujemy (po namyśle oraz zgodzie wszystkich mieszkańców domu) a potem poznajemy się, uczymy się siebie, przyzwyczajamy do swoich nawyków, akceptujemy swoje wady ( zwłaszcza gdy psiak ma swoje lata i jest po przejściach). W razie potrzeby wspólnie cierpliwie pracujemy nad tym co jest nie tak. Pomysł z córką - pies zgłupieje, poza tym chyba ugryzł zięcia czyli męża tej córki więc chyba nie będzie się tam czuł dobrze.... Ci ludzie sami nie wiedzą czego chcą, wydaje mi się że Rabarbar nie będzie tam szczęśliwy, tam nie ma chemii, a są wielkie oczekiwania i napięcie które pies wyczuwa. Miałam w życiu cztery psy, wszystkie starsze, życiowe rozbitki - dwa gryzły konkretnie, jeden kłapał na postrach, nie było łatwo, ale nawet do głowy nam nie przyszło by któregoś oddać, jeśli tym ludziom nie tylko przyszło, ale powiadomili opiekuna psa o chęci zwrotu to dobrze nie będzie. Nawet nie wiem co gorsze - fakt że chcieli Rabarbara oddać, czy to, że za chwilę zmienili zdanie.
  5. Ależ on ma uroczy pyszczek, na zdjęciach od przodu ma takie okrągłe policzki jak najedzony chomik :-)
  6. Tak szybko ?!! Nie zdążymy sie naszym chłopakiem nacieszyć... Żartuję :-) niech mu się poszczęści i znajdzie najlepszy dom. Trzymam kciuki za spotkanie.
  7. Pomyślałam to samo - mordka zawadiaki :-) Takie są najfajniejsze. Amber znalazł dom, od marca mogę przenieść jego deklarację na Rabarbara, to 30 zł.
  8. Nie odsyłaj, żeby nie zapeszyć Amberkowi domu :-) Niech skorzysta inny psiak, obojętnie który, zdecyduj sama.
  9. Rzeczywiście, są bardzo podobne, ale od razu widać że Suzi to sunia, ma taką "dziewczęcą" mordkę :-) Ja z kolei zobaczyłam Quatro (wtedy nazywany był na wątku Przytulakiem) na zdjęciach z Burym-Boryskiem od Jagny, i też nie mogłam przestać o nim myśleć. Wydał mi się takim dobrym psem, który nawet w tak nieprzyjaznym miejscu pozostał miły i przyjazny. Miałam wrażenie że on próbuje ogrzać tego biegaka Burego, który ledwo stał na łapach. Wiem, że to pewnie moja wyobraźnia, ale tak to odbieralam. Byłam przekonana że on też wyjeżdza, w pracy cały dzień zaglądałam na dogo w oczekiwaniu na wieści z wyjazdu ze schronu, a okazało się że on nie był przewidziany.... Całe szczęście zadziałałaś i mamy go :-) Bardzo się cieszę, każdy uwolniony pies to radość, ale Quatro jest taki .... wyjątkowy :-) Teraz załapałam - Suzi Quatro .....
  10. Też tak uważam, oczywiście rozumiem że nikt nie chce gryzącego psa, ale Rabarbar to mały stary psiak chyba nie jest śmiertelnym zagrożeniem. Wystarczy popracować nad nim, dać mu trochę czasu i szansę na zmianę zachowania a nie od razu się go skreślić. To pies, nie wie sam z siebie jak powinien się zachowywać, to człowiek musi mu to pokazać, być dla niego stanowczym lecz spokojnym przewodnikiem a nie pozbywać się go przy pierwszej trudności. Przecież Rabarbar zdążył się już na pewno do pani przywiąząć i ją pokochać, zwrot bardzo przeżyje,. To pies który dość już przeszedł, pani adoptując go wiedziała że nie miał łatwego życia i może na początku być różnie, powinna się dobrze zastanowić przed wzięciem odpowiedzialności za stworzenie które czuje, kocha i teraz poczuje się jeszcze bardziej zagubione.
  11. Też bym wolała mieć w razie czego lekarza pod ręką, choć nie będzie potrzebny - tym razem wszystko będzie dobrze, Kubuś wyczerpał już limit pecha :-) Bardzo mi go żal, psiak nic nie zawinił, a tylko on cierpi ... Może potrzebuje jakiegoś lepszej karmy, smakołykow na poprawę nastroju ? Jakimś groszem zawsze się podzielę.... Rana po zabiegu zagojona, ale urósł mu trochę ten guz na boku między żebrami, niewiele ale jednak... dajemy neoplasmoxan, drugi guz na piersi nie rośnie. Dżeki jest wesoły, ma apetyt, biega, bawi się ale mam wrażenie że szybciej sie męczy i czasami idzie do sypialni albo do szafy (kiedyś lubił tam leżeć kiedy się gniewał na mnie albo mężą :-) ale teraz mam wrażenie że szuka samotności, co wcześniej mu się nie zdarzało - to wybitnie towarzyski typ i wielki pieszczoch:-) Trochę mnie to martwi, ale cóż, niewiele więcej możemy zrobić, staram się cieszyć tym że wciąż jest z nami. Dobrze że nasze psiaki nie mają wiedzy którą my mamy na temat stanu ich zdrowia, nie zamartwiają się na zapas, cieszą się że nic ich nie boli i po prostu są szczęśliwe.
  12. Jaki to szczęśliwy pies, radość i energia aż go rozpiera, cudownie patrzeć :-) a mało brakowało i zostałby w schronie, załapał się w ostatniej chwili...
  13. Żal Boryska, mógł mieć domowe życie, ale bezpieczeństwo pozostałych zwierząt najważniejsze.
  14. Nie wiedziałam że to taka duża odległość, myślałam że to wyłącznie kwestia ceny. Wiem że Amely ma najlepszą opiekę :-)
  15. Ale smutna wiadomość... współczuję bardzo.
  16. Wiem że bardzo Ci ciężo, ale czasem wiedza na nic nam się nie przydaje :-( nawet jeśli umarł z powodu przerzutów to i tak nie mogłaś nic zrobić - starunio pewnie i tak nie mógłby być już operowany, a gdyby nawet, to nie doszedł by już do siebie, pooperacyjny ból, gojenie ran... Czytałam cały wątek i myślę że to był najlepszy czas jego życia, cieszył się nim tak krótko ale na koniec było mu dane wszystko czego i człowiek i zwierzę może chcieć na starość - troskliwa opieka, ciepło i miłość :-)
  17. Ale okropne wieści, chyba nikt patrząc na zdjęcia Borysa nie spodziewał po nim takiego zachowania, ale nas wszystkich zaskoczył... Przykro mi bardzo z powodu Pietruszki, żal kogutka, to okropne - ratujemy jedno stworzenie, a cierpi inne, współczuję...
  18. Właśnie przeczytałam, tak bardzo, bardzo mi przykro, współczuję opiekunom. Nigdy nie pisałam u Orusia ale często tu zaglądałam i cieszyłam się że na stare lata jest pod tak dobrą opieką. Szkoda że nie mógł się dłużej cieszyć dobrym życiem, smutno bardzo...
  19. Ależ Amik to piękny psiak :-) a jakie ma mądre oczy - widać to na zdjęciach z bliska z klatki do przewozu. Będzie dobrze, jest mądry, szybko zrozumie że dopiero teraz zaczęło się jego prawdziwe życie i pokocha swoją rodzinę. Trzymam kciuki.
  20. Smutne wieści o Perełce, bardzo mi przykro, ale mam nadzieję że do śmierci to jeszcze bardzo daleko. Radosna - to dobry znak, mój Dżeki ma tak samo i nie myślę o tym że żyje z wyrokiem i w końcu odejdzie. Cieszę sie tym że dziś jest z mani i jest szczęśliwy. Dopiero zauważyłam że zniknął mój post z zeszłego tygodnia, tak się rozpisałam o zabiegu Dżeka a tu nic nie ma :-( Guzek nad okiem już wycięty, poszlo dobrze, trzy małe szwy, gorzej było z wybudzeniem się z narkozy, Choć zabieg był krótki i na wziewnej Dżekuś do wieczora leżał, był otumanionty, zrobił trzy razy ogromne siku na posłanie. Dopiero ok. 21.00 ( zabieg był o 8.30) zaczął próbować wstawać, ale nie mógł utrzymać się na łapkach. Zaniosłam go do miski i już wiedziałam że będzie dobrze - od razu się ożywił i choć głową mu opadała do michy i musiałam podtrzymywać, to chętnie pił, jeszcze chętniej zjadł trochę piersi z kaczki z buraczkami ( jego przyćpane spojrzenie mówiło "daj jeszcze" :-) po czym poszedł spać. Oczywiście całą noc czuwałam, ale rano było już znacznie lepiej, choć jeszcze tyłkiem mu zarzucało do późnego popołudnia, to już był sobą. On od zawsze tak ma, jego organizm z trudem metabolizuje narkozę, na domięśniowej bywało znacznie gorzej - kilka razy zdarzyło się że wet musiał go w trakcie reanimować, a później dochodził do siebie nawet 2-3 dni, nie poznawał nas, siedział godzinami bez ruchu, gubił się w domu. Po wziewnej jest dużo lepiej, ale i tak weterynarze się zawsze się dziwią że mimo wybudzacza jest taki otumaniony. Pytalaś o wyniki Dżeka - ma dobre wyniki (robiliśmy panel rozszerzony) jedynie nieznacznie podwyższona fosfataza i AST, oraz białko na granicy normy (ale zawsze tak miał). Na RTG płuc widoczne zacienienia, ale też miał je odkąd jest z nami. Robimy raz w roku kontrolne RTG i obraz nie zmienia się, wet mówi że to prawdopodobnie pozostałość po wcześniejszym życiu - nieleczonych infekcjach i stałym przebywaniu na zimnie/deszczu. Trzymam kciuki za Perełkę, pamiętam moje przerażenie gdy w święta wyczułam u Dżeka pierszy guzek, minął miesiąc, jeden wycięty, dwa zostały ale na razie szalone tempo wzrostu stanęło. Dżek jest radosny i tylko to się liczy, czasu nie zatrzymamy ale możemy cieszyć się tym który nam pozostał :-) Będą odwiedzać, cudowni ludzie, naprawdę. Zawsze aż mną trzęsie gdy pies trafia do schroniska śmierci opiekuna, nie dość że świat się psu zawalił bo stracił kogoś kogo kochał, to jeszcze schronisko....
  21. Zazwyczaj staram się nie nie unosić i nie ulegać emocjom w wypowiedziach, ale myślę że widok tak sponiewieranego i pozostawionego bez elementarnej pomocy, cierpiącego psa uprawnia do wyrażenia mocniejszej opinii na ten temat. Tak jak napisałam wcześniej , rozumiem schroniskowe realia, ale są granice obojętności.
  22. Na usta cisną mi się same niecenzuralne słowa, jak coś takiego jest możliwe w schronisku?! Rozumiem że ciężka sytuacja, brak środków, psy w schronie nie będą miały warunków domowych, ale podstawowa opieka weterynaryjna im się chyba należy. Przecież jak ten (i inne pewnie też) musiał cierpieć, jak ktoś kto tam pracuje nie widzi skrajnie wyniszczonego i chorego psa ? Trzeba być kompletnie pozbawionym wrażliwości bucem.
  23. Wspaniała wiadomość !!!
  24. Dziękuję za zaproszenie. Ależ to wspaniała wiadomość - psiak dostanie nowe życie :-) Mogę zadeklarować 50zł stałej (trochę mnie ostatnio poniosło, tyle jest psiaków w potrzebie że człowiek traci głowę i płynnośc finansową) ale dołożę się też do leczenia i transportu - 100zł. Tak się cieszę, że przyjaciel naszego Burego nie zostanie sam.
×
×
  • Create New...