U nas znów była burza. Dość daleko, ale przecież słychać. Biedna Lala siedzi po moim krzesłem i udaje, że jej nie ma. Chciałam ją wziąć na ręce, ale to jej nie pasuje. Miejsce pod krzesłem, jej zdaniem, jest bezpieczniejsze.
Wczoraj Lalcia znów była bardzo przestraszona, chodziła za mną krok w krok, chowała w mysie dziury. Niestety - grzmiało. Biedaczka. Chyba nigdy nie przestanie się bać grzmotów.
A dziś rano - wilgoć za drzwiami i obydwie z Neską bardzo obrażone, że pomagam im wychodzić na taką pogodę. Zaraz za drzwiami siusiu i myk z powrotem do domu.
Przywitamy się z wszystkimi - chwilowo deszcz nie pada, ale z pewnością to nic straconego. Moje damy znów były oburzone, że śmiem je wystawiać za drzwi. A sikały już po kilku niepewnych krokach. Ostatnio zadziwia mnie emeryt Misiek, który ze stoickim spokojem wychodzi, wysika się i znów spokojnie wraca do domu. A to zazwyczaj on nie chce wychodzić przy takiej wilgoci w powietrzu.