I z pewnością nie zmarnuje się. Co najwyżej dokarmię kury witaminkami. Ale trochę już mam zrobione, słoiki się gotują to może i dla pierzastych niewiele zostanie. A dar to raczej sąsiedzki niż boży. Kilka dni maiłam wolne, bo sąsiadka trafiła jakąś koleżankę i ją obdarowała. Ale ponieważ więcej już nie chciała, to znów ja mam robotę. Ona ma jakieś bardzo odporne na suszę ogórki, jeszcze nie zaczynają przysychać
A Benia jak zwykle słodka.