Witamy wszystkich w sobotni poranek.
No cóż - nieszczęścia chodzą parami. Święta prawda. Mało mi było a rana ogórków, to przed południem zadzwoniła koleżanka z informacją - zapowiadają burze (których jednak znów nie było), muszę zbierać maliny; zabieraj bo przecież nie mogą stać. |I co miałam robić? P południu poszłyśmy z Lalą. Faktycznie zanosiło się na burzę, Lala zestresowana ale dzielnie maszerowała. Tyle, że ilość trochę mnie przeraziła. Złożyła wizytę sąsiadom i trochę malin tam zostało. A ja wieczorem rozprawiłam się z resztą. Sok zrobi się sam (jakoś tym razem sokowirówka nie zdała egzaminu, zasypałam owoce w słoikach i poczekam), dżem zrobiony (przy okazji komuś tez podrzucę) a cukinia i reszta ogórków czeka na dziś. Zapowiada się pracowity dzień (oby bez kolejnych telefonów, czego nie można wykluczyć, bo z ogórkami teraz nie ma żartów) i do tego dalej upał - pełnia szczęścia.