"...z niebieskim oczkiem, błękitnym oczkiem, na szczęscie!...", jak powiedział poeta w piosence :)
Kejciu, kochana Dziewczyno, wyślę wieczorkiem, bo Tomek zrobił kilka zdjęć niuniu przed sterylką, na golaska, ale ma je nadal u siebie w aparacie. Tekścik mam, coś skleciłam i wrzuciłam w ub.tygodniu na Gumtree i OLX, ale oczywiscie bez odzewu...
Żeby takiego aniołka z Amisi nie robić, to naskarżę na nią - wyszła dziś rano na drogę przez wyszukaną sprytnie dziurę w ogrodzeniu - podniesiona psim ryjkiem siatka? Jakoś tak zrobiła szparkę, że wyszła. A przecież to nie maleńka istotka, ale kawał baby! Podarła nieco kaftanik, urwała troczek.
Otworzyłam rano drzwi do ogrodu, stado leniwie lub mniej leniwie opuściło dom, ja się ubierałam. Jak za 15 min wyszłam do ogrodu, Amisia na wołanie nie przyszła, za to rozległo się piszczenie z drogi, bo próbowała tą dziurą wrócić i nijak się nie dało. Nakrzyczałam na nią. Psy zostały w domu, jak zawsze, ale wiara w nieuciekającego tymczasa została zachwiana. Dziurę już Tomek podłatał, przymocował ten dół siatki, ale kto wie, co jeszcze wymyśli Amisia. A tak dobrze mi z faktem, że drzwi tarasowe otwarte cały niemal dzień, stado wchodzi i wychodzi kiedy chce, koty się kręcą, Zulka opala się na tarasie, Milka śpi sobie w progu.
W każdym razie mam już jeden powód, by Amiśki nie lubieć!