Dzięki Wam kochane za dobre słowa, i przepraszam Luśkota, że na jego wątku taką prywatę uprawiam..
Leczenia raczej nie będzie, bo primo - guz jest wysoko na łopatce - nawet nie ma go jak specjalnie usunąć.. byłaby to masakra dla całego układu kostnego i kota i byłoby to wielkie cierpienie dla niej..; secundo - nie wiadomo, czy przeżyłaby narkozę (bo ten guz uaktywnił się w szalonym tempie po zabiegu usuwania zębów w narkozie :(- urósł w ciągu tygodnia!) a i mogłoby to przyspieszyć procesy nowotworowe i przerzuty (rak jest niestety w złośliwej mocno formie). Daję kotusi codziennie matacam i na razie funkcjonuje sobie jako - tako. Nie jest to już co prawda moja kochana żywiołowa niedotykalska niezależna wszystko-mająca-gdzieś wariatka, ale chyba jeszcze nie cierpi. Dużo je, dużo śpi, jest łagodniejsza, daje się nawet brać na ręcę i przytulić.. Wetka powiedziała, że metacam można podawać dość długo, działa on nawet trochę spowalniająco na rozwój raka. Więc dopóki nie ma oznak cierpienia, kłopotów z oddychaniem czyli przerzutów do płuc... to tak będzie. Nie wiem co innego mogłabym zrobić w tej sytuacji.