Wiele stworzeń muchom i ich larwom zagnieżdżonym w ranie zawdzięcza życie. Oczywiście u Lapisia to nie jest potrzebne, on ma super opiekę, ale pamiętam kilka nieszczęsnych psów po wypadkach, z otwartymi ranami, błąkających się długo lub wręcz leżących w rowach, zanim trafiły na dobrych ludzi, i w ich przypadku larwy zapobiegły innym zakażeniom. Tak weci mówili. To brzmi niewiarygodnie, sama byłam tym zszokowana, ale chyba coś w tym jest..