Jump to content
Dogomania

Joanienka

Members
  • Content Count

    297
  • Joined

  • Last visited

1 Follower

About Joanienka

  • Rank
    Advanced Member

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Nie zgodzę się. Mój nie mieszka z kotami, a naprawdę nie ma z nimi problemu. U weterynarza jak jakiegoś spotka to powącha i zero reakcji. To koty bardziej na niego agresywnie reagują. Raz jeden chciał go drapnąć po mordce, pies nie wiedział o co chodzi biedny... I nie tylko kotów to dotyczy. Niedawno spotkaliśmy stado dzików. Przeszło kilka kroków od nas. Mnie wmurowało ze strachu. Pies popatrzył... i poszedł dalej do przodu. Właściwie pociągnął mnie, dziki na szczęście nie zaatakowały, też poszły w swoją stronę. Co ciekawe, to nie było w lesie, tylko na osiedlu....
  2. Dla mnie flexi to porażka, a mój lękowy pies kiedyś aż podskoczył, jak pani obok trzasnęła smyczą. Jej psa się nie wystraszył (bo już to wyćwiczyliśmy) ale smyczy tak! Albo odwrotnie. Iść zawsze tą samą trasą. Znów mogę tylko do swojego psa porównać, ale on właśnie stresuje się na spacerach i wystarczy, że pójdziemy gdzieś gdzie jeszcze nie był - to z nerwów nawet się nie wysika i wpada w amok i robi się nerwowy. Muszę chodzić stałymi trasami, wtedy się opróżnia, bawi i jest rozluźniony. Nie lubi nowości. Może tak być. Albo szarpnął smyczą? Klepnął w swoją nogę? To wszystko może lękowca przyprawić o zawał serca. Mój pies denerwuje się nie tylko gdy musi przechodzić koło innych psów, ale nawet gdy ja podejmuje interakcje np z przechodniem czy sąsiadem (nawet bez psa). Czasem wychodzę na gbura, bo poza "dzień dobry" jak jestem z psem to raczej nic nie mówię. Tak jest bardziej komfortowo dla psa.
  3. Udostępniłam na otwartej grupie facebookowej Forum.owczarkibelgijskie.pl. Nie będzie im łatwo znaleźć dom. Niestety belgi często wracają z adopcji, bo są za trudne dla statystycznego adoptującego. A w schroniskach będzie ich coraz więcej, bo się modne robią, a pseudohodowle zaczynają się mnożyć :( Jeśli ja mam niepełnokrwistego, starego gronka na lekach (a i tak ciekawska żywa petarda!) to ja nie chcę wiedzieć ile energii ma młoda pełnokrwista zdrowa malina....
  4. Ale co zrobiliście w kwestii wychowania psa? Czy pies jest czegoś uczony? Bo pies sam z siebie się nie domyśli jakie zachowania są przez właścicieli akceptowane, a jakie nie. Czy był na choć jednej lekcji szkolenia? Zakładam, że nie. I nie bardzo rozumiem, jak to możliwe zakupić rasowego psa, a nie zainwestowac w szkolenie... Tym bardziej łajki! To nie są psy łatwe do szkolenia. Gdy bierze się tak wymagającą rasę to trzeba się liczyć z koniecznością poświęcenia zwierzęciu czasu. Trzeba ją dobrze poznać (rasę) - to pomoze znacząco w codziennym życiu. A z pierwszego lepszego linka na necie o łajkach można wyczytać ze są z natury szczekliwe i ruchliwe. Wiec nie oczekiwałabym po łajce-podlotku, ze będzie statecznym cichym psem kanapowym.... Jasne, ze psy są inteligentne, tak jak piszesz, ale przecież nie wysysają tej wiedzy z mlekiem matki. Dla psa trzeba byc przewodnikiem. Przy wychowywaniu od szczeniaka jest to o tyle prostsze, że pies nie ma zadnych traum. Wystarczy go odpowiednio pokierowac. Trzeba ustalic reguły i codziennie się do nich stosować. 100 % konsekwencji jak przy dziecku. Wasz pies niestety juz nabral niewlasciwych nawyków. W przypadku gryzienia bez pomocy szkoleniowca się nie obejdzie, bo trzeba poznac przyczynę problemu. Nie sądzę aby pies robił na złość. Wazna sprawa - ile dziennie ma spacerów? Jak długich? Co na spacerze robicie? Mam wrażenie ze pies przede wszystkim nie jest odpowiednio "wymęczony"
  5. Nie wiem czy skuteczne ale za to jakie stylowe!!! :D Rewelacyjnie te pieski wyglądają w nausznikach! Nie wiem tylko, czy jak pies ma takie wielkie sterczące uszy, to czy się zmieszczą w nausznik... A spokojnie można nauczyć w nich chodzić. Yoruś chodzi w kagańcu, nie ściąga, kiedyś chodził w skarpeto-butach przez kilka tygodni, latem chodzi z zimną mokrą ścierą na karku, to i nauszniki by umiał nosić ;) do wszystkiego można stwora przyzwyczaić.
  6. Trzeba przeczekać. Pies mojego sąsiada tydzień po sylwestrze nie wychodzi i siusia w domu, a nie jest po żadnej traumie, ani po schronisku. Mój pies jak boi się wszystkich ludzi i wszystkich psów, tak burzy i wystrzałów - wcale. Równowaga w przyrodzie...
  7. Chyba najlepiej pogadać z właścicielami owczarka. Mój pies boi się dzieci, ale systematycznie oswajam go i jego lęki. Potrafi już być w jednym pokoju z dziećmi szwagra, ale dzieci nie mogą go dotykać i nie mogą przebiegać tuż przed psem. Mógłby wtedy ugryźć, boi się nagłych ruchów, a dzieci są z natury raptowne, nieskoordynowane. Ja swojego psa wtedy cały czas pilnuje, a dobrze jeśli z drugiej strony ktoś pilnuje też dzieci... 1,5 dziecko niestety nie zrozumie za dużo więc tu już rodzice muszą być czujni. Jasne, że w razie co wina jest właściciela psa, ale co komu z winy jeśli ręka będzie ugryziona. Ale piszesz że znasz psa, więc to chyba zwykły rodzinny pies? Bez traumy, nie po schronisku itp? Jeśli nie, to nie bałabym się. Ale takiego malucha ONek mógłby przewrócić nawet przypadkowo przechodząc obok, więc rodzice muszą cały czas ogarniać sytuację. tego powiem szczerze że nie słyszałam... dotyczy to młodych psów? Yoru nie ma z tym kłopotu, wręcz przeciwnie - gdy ktoś np bierze na rękę dziecko lub psa, to Yoru się uspokaja, bo wówczas nie czuje się zagrożony. Yoru największy kłopot ma z innymi psami, ale wystarczy że właściciel weźmie psa na ręce to jakby dla mojego ten pies przestawał istnieć. Trochę taka magia dla mnie, ale czasem wykorzystuje to u weterynarza, proszę wtedy kogo się da, żeby wzięli pieski na kolana póki nie przejdziemy :)
  8. A i jedna bardzo ważna sprawa, o której kiedyś pisała Sowa. Yoru zarówno w przypadku agresji lękowej jak i agresji popadaczkowej (chaotyczne ataki) nie gryzł aby zabić lub poważnie uszkodzić, nie szarpał. To zawsze było pojedyncze ugryzienie, często nawet nie zaciskał szczęki, tylko kłapał. On w jego głowie w każdym z tych przypadków się bronił. Wtedy gdy ugryzł mnie najbardziej dotkliwie w nogę - zaraz po ataku sam był wystraszony tym co zrobił i przychodził mnie przepraszać (to była agresja przeniesiona, walczył z psem a ja go odciągnęłam). On miał ogromny strach, a agresja - wybuch adrenaliny i ugryzienie - > uspokojenie. Przerwałam ten schemat nabyty gdzieś wcześniej, z trudem ale udało się. To też go odróżnia od Toffika - który w walce się zacietrzewia i atakuje do konkretnego skutku (który mógłby być tragiczny). Ja nie wiem, jak to można wyleczyć behawioralnie, czy w ogóle się da?
  9. Nie wierzę w to, bo: 1) agresja od padaczki to wynik uszkodzenia mózgu -> uszkodzenie mózgu powstaje nie w wyniku delikatnej bezobjawowej padaczki ale przy ataku typu grand mal czyli takiego z ostrymi drgawkami i wzrostem temperatury ciała, to głownie za wysoka temperatura w głowie uszkadza mózg (dlatego zawsze psa schładzałam lodem i okładami na łepetynie) 2) leki otępiają tak, ale nie zatrzymują stricte agresji tylko zatrzymują ataki typu grandmal czy też petitmal (mój jeszcze takie ma czyli np dziwne ruchy głową) 3) leki otępiłyby psa, spowodowały kłopoty motoryczne (z chodzeniem, równowagą), z czasem uszkodzą wątrobę, a sprawy nie załatwią - nie w tym przypadku, żaden wet nie przepisze luminalu bez konkretnych powtarzających się napadów.
  10. TAK zawsze wiedziałam dlaczego zaatakował. A ataki były dużo częstsze i poważniejsze niż w przypadku Toffika, a na dodatek mój pies ma 25 kg i jest miksem owczarka belgijskiego. ALE mój pies był do uratowania, bo właśnie wiedziałam kiedy zaatakować może i dlaczego, a dzięki temu mogłam nad nim pracować. Najpierw nad zdrowiem, a potem od strony behawioralnej. I mam sukces. U Toffika ja tego nie widzę, uważam, że to przegrana sprawa, trzeba patrzeć realnie a nie życzeniowo. Widziałam już setki napadów padaczkowych, różnych, zarówno u ludzi jak i psów. I nie uważam, że Toffik ma padaczkę. To naprawdę wysoce mało prawdopodobne bez jakichkolwiek innych objawów. Oczywiście całkowicie wykluczyć może tylko badanie neurologiczne - o którym wcześniej pisałam. Gdy mój pies wpadał w amok agresji spowodowanej padaczką - jego zachowanie było zupełnie inne niż w przypadku jego ataków spowodowanych agresją lękową (braki we wczesnej socjalizacji). Pies nie poznawał mnie, ani innych domowników, prawdopodobnie od uszkodzenia mózgu niedowidział i niedosłyszał. Gryzł w sposób chaotyczny i nieukierunkowany, czyli np wbiegł w drzewo i gryzł gałęzie, jak go odciągnęłam, to biegł do mnie i rzucał się na mnie, ale starczyło odejść i atak był już gdzie indziej. On po prostu nie wiedział co się dzieje - i to jest charakterystyczne przy padaczce. Tzw aura powoduje psie adhd i pies wierci się biega, ma nieskoordynowane ruchy. Oczywiście piszę o ciężkim przypadku padaczki. Pomóc mogły tylko leki i byłam o krok od uśpienia, o czym tu często wylewnie pisałam - bo sama byłam na granicy załamania nerwowego. Blizny po pogryzieniach będę miała do końca życia juz. U Tofika tego nie ma, on atakował w konkretnych sytuacjach, konkretne osoby np panią Alicję - to moim zdaniem całkiem wyklucza padaczkę jako przyczynę. A teraz padaczkę mam pod kontrolą. A gdy atakuje na dworze np człowieka czy psa, to wiem, że powodem jest jego lęk. Teraz to bardzo rzadkie sytuacje i zawsze umiem określić, co przegapiłam, bo pies mój daje znać mową ciała, że granica zaraz będzie przekroczona i pies wybuchnie. Gaszę ogień przed pożarem, dzięki czemu od dawna nie było sytuacji gdy z MOJEJ winy na dworze pies zrobił burdę. Przykre może co piszę, ale podtrzymuje moje stanowisko - Toffik musiałby zostać zaadoptowany przez osobę prawie idealną, a to nierealne. Stanowi zagrożenie, jego zachowanie jest nieprzewidywalne i powinien zostać uśpiony.
  11. A przynajmniej zrobić postępy. W przypadku mojego psa unormalnianie trwało 1,5 roku, a i tak w opinii niektórych sąsiadów to dalej krwiożercza bestia.
  12. Ale właściwie wszyscy piszą dokładnie to samo co w sierpniu-listopadzie 2018 roku. Sytuacja się wcale nie zmieniła. Pies się nie zmienił. A minął ponad rok! Tofik nie miał badania neurologicznego. Żadnego. Nawet podstawowego (bo nie trzeba zaraz rezonansu robić). A właśnie problemy neurologiczne mogłyby tylko w jakikolwiek sposób tłumaczyć jego agresję. Sowa już wtedy pisała, jak szkolić psa, aby stwierdzić, czy jego problemy można opanować czy nie. Osobiście uważam, że mógłby mieć ostatnią szansę tylko w domu bez innych zwierząt (żadnych!) bez dzieci i szkolony codziennie (!!!) przez osobę skupioną na psie, tak jak pisała kiedyś Sowa i Patmol. Najlepiej w domu, nawet zwykłym mieszkaniu. Żaden hotel. Jedna osoba skupiona tylko na pracy z psem. Tylko jak kogoś takiego znaleźć?? To prawie niemożliwe. Jeśli mimo takiego codziennego szkolenia, nie byłoby choć drobnych kroków do przodu to zostaje tylko uśpienie. Wszyscy się przed tym tutaj wzbraniamy, jesteśmy psolubami! Nikt pochopnie takiej decyzji nie podejmie, ale czasem nie ma innego wyjścia.
  13. W Zielonej Górze niestety miasto organizuje pokaz. W zamian rozdawali w urzędzie miasta Kalmwet, ale już przed wigilią nie można było dostać. Oczywiście o psach ze schroniska nikt nie pomyślał :( Strzały już słychać. Mam szczęście, że mój kudłacz nie reaguje za bardzo, leków i tak nie podaję, bo ziołowe i tak są słabsze niż te, które bierze na padaczkę (próbowałam różne ale nie działały na niego, zero efektu). Jakoś to będzie, ale jak co roku przez kolejne dni po sylwestrze będą się błąkać psie zguby, które się zerwały ze smyczy... Ja też muszę chyba przyciaśnić szelki, bo schudł i może z nich wyjść.
×
×
  • Create New...