Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 09/15/26 in all areas
-
Dziękuję pięknie. Słabo mi wychodziło to pilnowanie bazarku, ostatnio za dużo się dzieje, a dziś w nocy zostałam nawet dubeltową babcią2 points
-
13 B, C za wywoławcze poproszę.2 points
-
Moje deklaracje dla Sabinki za IX-XII właśnie poleciały.2 points
-
1 point
-
FV_1_09_2026.pdf Opłacona faktura za pobyt Sabinki w ośrodku : 2800,00 zł1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
To prawda. Moja wnuczkowa ma 38 lat. Ja też miałam być Elżbietą , ale ojciec wrócił z USC z innym imieniem.1 point
-
1 point
-
Zaglądam wczesnym popołudniem.1 point
-
Elżbietki to na ogół super kobietki. Moja wnuczkowa jest też Elą.1 point
-
1 point
-
Przecież jak on skoczy w tej obróżce przypięty na smyczy to się powiesi, udusi albo skręci kark, złamie kręgosłup Też nie mam osiatkowanego balkonu i dwa koty, jednego już od 11 lat. I też na początku wpadłam na "genialny" pomysł, żeby kotka mogła być na balkonie w szeleczkach na smyczy. Jednakże moja spryciara szybko umiała się wyswobodzić z szelek, więc szelki poszły do kosza, a ja kota po prostu pilnuję na balkonie, nigdy nie jest na nim sama. Na naszym osiedlu kilka lat temu był przypadek, że kot przypięty na balkonie w szelkach wskoczył na balustradę i spadł z 4 piętra, wyślizgnął się z tych szelek jak wisiał. Miał złamaną szczękę i urazy wewnętrzne, był leczony w mojej lecznicy.1 point
-
Dobrego dnia zaglądającym.1 point
-
Ojej, Elisabetko kochana przepraszam najmocniej, nie widziałam Twoich wpisów na wątku Rewuni. Jesteś niesamowita, nie wiesz jaką radość mi podarowałaś. Pewnie to przeczytasz, ale tak na szybko powiem Ci, że operacja, jaką Rewunia przeszła w lipcu, prawie ją zrujnowała. Twoja deklaracja jest wielką pomocą dla finansów Rewuni. Elisabetko bardzo, bardzo serdecznie Ci dziękuję1 point
-
Kasia była dzisiaj z Nerunią w przychodni, bo w jednym uchu , pomimo czyszczenia na bieżąco, gromadzi się spora ilość ciemnej mazi. Poniżej relacja Kasi po wyjściu z przychodni. Wizyta zakończona sukcesem . Początek był niezły, do samochodu jakoś ją wpakowałam( nastawiona byłam na gorszy scenariusz, więc duży plus dla Nerki ). Podanie znieczulenia poszło sprawnie, poczym zostałyśmy w gabinecie same w oczekiwaniu na sen. Wszystko dziś Nerka zrobiła pod siebie - obsikane futro, kupa szła przez cały czas badań, jakby od trzech dni nie robiła. Tak się ufajdała, że jeszcze w pakiecie porządnie gąbką pół psa wyszorowali . Na USG jest ok, więc nawet jeśli z krwi wyjdą jakieś parametry podwyższone, to wiemy że nie ma w jamie brzusznej żadnych zmian/ guzów. Wyniki z krwi będą jutro. No i uszy - jedno ucho było ładne, okazało się że nie ma nawet za bardzo co czyścić, za to drugie odwrotnie - czyszczenia było dużo, dostała do niego Neptre ( dostawała ją zawsze przy czyszczeniu). Poza tym miała obcięte pazury, bo znowu były długaśne (rosną jej jak wściekłe) i zaszczepiłam ją od razu na wściekliznę, bo była od dawna bez szczepienia. Czyli mamy Nerkę ogarniętą w całości. Zobaczymy co wyjdzie z krwi. Jak nic nie wyjdzie, to może ten gorszy apetyt spowodowany był "tylko" bólem ucha. Najwiejsza akcja dzisiejszego dnia, to było wyjście z kliniki... Za żadne skarby nie chciała wstać, jak jej chciałam pomóc podnieść dupsko, to zaczynała wrzeszczeć w niebogłosy, a jak jej chciałam kocyk pod brzuchem przełożyć żeby może tak jej pomóc, to prócz pisków, chciała gryźć . Nie szło się z nią dogadać ani prośbą, ani groźbą... Pomogła po jakimś czasie weterynarz i jakoś ją we dwie zaciągnęłyśmy do samochodu. Na filmiku Neri właśnie dojechała do domu. Całą drogę żaliła się na swój los, ale ogólnie jeśli chodzi o wizytę, to zawsze mogło być gorzej... . Zdjęcia Neri zrobione świeżo po powrocie, plus zaświadczenie o szczepieniu. Na zielonej karteczce koszt dzisiejszej wizyty - wszystko co było robione. Jeszcze u weta. Wreszcie z powrotem w domku1 point
-
1 point
-
1 point
-
Od czasu, jak ocieplili nam blok i nie można wiercić dziur w elewacji, to przez te ograniczenia mam o wiele mniej kwiatów na balkonie, niż kiedyś. Teraz sadzę pelargonie, heliotrop, maciejkę, begonie bulwiaste, fasolę ozdobną lub wilec i słoneczniki. A kiedyś to był naprawdę kolorowy busz! Tak to wyglądało1 point
-
Dzień dobry, Olenko. Dzień dobry, Wszystkim stąd. Z Klausikiem jestem cały czas, ale zalogowałam się na Dogo po dłuuugiej przerwie. Nadrabiam zaległości...1 point
-
1 point
-
Zbliża się pierwsza jesień bez Gajuca W weekend pojechaliśmy z działki w miejsce, w które jeździliśmy z psiakami. Fajne miejsce do dreptania i ładne widoki. Jak mi bardzo brakowało rozdartej paszczy. Gajulka nie była jakąś wielką fanką innych psów, ale za to jak kogoś polubiła to całym sercem. Po przekątnej od naszej działki mieszka stareńka sunia (ma teraz 20 lat), Gajka lubiła ją i zawsze ciągnęła w jej stronę żeby się przywitać. Teraz ta sunia wychodzi jak tuptam i patrzy, a mi się smutno robi. Nostalgicznie mi jakoś dzisiaj.1 point
-
1 point
-
Niedzielne dzień dobry.1 point
-
U nas wszystko w normie. Dużo gości mieliśmy przez lato. Reksio miał rozrywkę, może mało wymyślną, ale bardzo się jej poświęcał przy gościach. Łapanie za nogawki spodni, bądź rąbki spódniczek jest super, zwłaszcza, że zaczynają podskakiwać ci ludzie bezrozumni. Kasia - dama, łaskawie się dawała głaskać i oddalała się na zasłużony wypoczynek na wersalce. Zdrowotnie bez zmian. Kasia nawet czasem podbiegnie. Czasem wpuszczam pieska sąsiadów (Reksio wtedy kibluje w domu), żeby Kasia mogła się chwilę pobawić bez smyczy, na podwórku. Będę w Krakowie w październiku, to pewnie znowu porobimy jakieś badania. Reksiowi musimy znowu zrobić ząbki, bo ma strasznie słabe i znowu widzę czerwone dziąsło. Kasi, oprócz krwi, zrobimy USG. Pojawiły się guzki na łapce i boku. Ona miała mastocytomę II stopnia. Nie interesuje się nimi, nie liże, nie gryzie. Nie wiem czy zdecyduję się na narkozę w tym wieku. Porozmawiam z wetem. Ale jak w środku nic nie ma, to raczej nie będę jej operować zmian na skórze. Jest już stara mocno i każdy miesiąc jest darem dla mnie.1 point