Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 01/28/23 in Posts

  1. Wczoraj spadło trochę śniegu. Miła odmiana po spacerach błotnistymi drogami i podmokłymi łąkami. Po rannym spacerze i śniadaniu drzemka w towarzystwie jest wyjątkowo przyjemna.
    7 points
  2. Ja jestem z tych, którzy wolą wszystko mieć w tekście, tzn. słowo pisane lepiej przyjmuję niż wysłuchane. Z wysłuchanego sporo mi umyka, a nad tekstem mogę się pochylić, wczytać, zastanowić, pojawią mi sie jakies pytania. W słowie pisanym sama też jestem lepsza niż w rozmowach telefonicznych (w tych drugich jestem noga, nie znoszę rozmawiać przez telefon). Pewnie dlatego kiedy sama szukałam dla siebie psa omijałam ogłoszenia tasiemce, z których nic nie wynikało (brakowało konkretu) oraz ogłoszenia, których tekst był napisany... hmm... poetycko, np, że "pies jest skromny" (co to w ogóle znaczy?) i np. "bardzo kocha i potrzebuje człowieka, chodzi za nim jak cień"/"jest najwierniejszym przyjacielem" (co okazywalo sie silnym lękiem separacyjnym i psem demolką). Tak samo niestety zaczęłam rozumieć irytację osób na ogłoszenia psów z drugiego końca Polski. Jeszcze pal sześć jak było w tekście, że pies przebywa tu i tu, ale gorzej jak ja już myślałam że dojdzie do spotkania przed adopcją, a tu w rozmowie telefonicznej okazywało się, że pies na drugim końcu Polski i jeszcze w odpowiedzi było zdziwienie po drugiej stronie słuchawki, że po co chcę sie spotykać, przeciez jesli czuję ze TO TEN to odległość nie ma znaczenia, dowiozą mi :D I ja naprawdę rozumiem te wszystkie zabiegi i myki, sama robię podobnie, zwłaszcza jak pies długo czeka na dom to się próbuje ogłaszać psa w różny sposób i na większe odległości, ale z perspektywy osoby adoptującej można się nieco wkurzyć. Stąd też ostatnio trochę zmieniłam sposób, w jaki piszę. Chyba, że ktoś prosi o łzawy tekst albo właśnie żeby coś ująć albo pominąć to to robię, mnie to bez różnicy:). To taki Off Top. Bo u Odisia oczywiście się dostosuję do większości. Tylko ja tak pomyślałam, że ta informacja jednak zaoszczędzi telefonów typu: a może jednak do bloku?/A dlaczego nie dla osoby pracującej na pełny etat poza domem?
    4 points
  3. Dzisiaj odbyła się wizyta w Krakowie dla Pralinki i Ciastka, które są u Murki no i oba kociaki mają dom Rodzina przygotowana, wszystko zakupione, okna osiatkowane. Bardzo się cieszę, że rodzeństwo zamieszka razem, uwielbiają się podobno razem bawić. Teraz "tylko" transport muszę jakoś zorganizować, rodzina wyjedzie do połowy drogi... Dostałam od wizytator Joli zdjęcie drapaka, który czeka na maluchy
    2 points
  4. Kolejne dobre wieści - Mira - sunia z dworca dzisiaj pojechała do swojego domku.... SWOJEGO własnego, tego, z którego uciekła przerażona petardami, domku, który jej szukał...aż odnalazł :) niedaleko - 4 km ode mnie, pan na zdjęciach rozpoznał, że nad Odrą :) nie szukali na Fb, a ja dopiero teraz na OLX ją wrzuciłam - a tam jej szukali od 6 stycznia. Ależ było radości obustronnej
    2 points
  5. Iskra ma w niedzielę o 17 wizytę zapoznawczą z rodzinką: mama, tato, córa 16 lat i syn 13 lat. Trzymajcie kciuki.
    2 points
  6. A to informacje od p. Joanny o Toto: Bardzo dobrze się odnalazł w tłumie moich zwierzaków (dwie suczki i cztery koty). Teraz, kiedy rany się zagoiły jest bardzo energiczny i wesoły,na spacerach sobie podskakuje radośnie i zachowuje się jakby wszystko widział. Bezbłędnie trafia na podwórko i obszczekuje gości.
    2 points
  7. Toto jest mały, stary i prawdopodobnie niewidomy. Został znaleziony na jednej z podzamojskich wsi, w stanie skrajnego wyczerpania, z ogromną przepukliną. Człowiek, który go znalazł mógł zaoferować psiakowi tylko miejsce w piwnicy, ale nakarmił staruszka, napoił i szukał dalej pomocy. Dzięki łańcuszkowi Wspaniałych Serc Toto jest już po operacji ogromnej przepukliny, do końca stycznia ma zagwarantowaną opiekę u p. Joanny pod Zamościem, ale co dalej? Zdajemy sobie sprawę, że w takim stanie trudno będzie znaleźć mu dom; przy naszej sytuacji finansowej boimy się paroletnich kosztów w hoteliku. A Toto czeka jeszcze sporo wizyt u specjalistów - ma chore serce, nerki, zęby w fatalnym stanie, trzeba też zdiagnozować stan jego oczu. Pokazywałam staruszka na wątku zamojskim, ale tam jest wiele innych zwierzaków i ich problemów, a Toto zasługuje na to, aby mieć swój własny wątek i chociaż odrobinę swojej przestrzeni; na pewno łatwiej będzie do niego zajrzeć, wirtualnie przytulić, zostawić dobre słowo, pomóc w podjęciu ważnych decyzji. Wszystkie wiemy, jak wiele to znaczy. Zapraszam więc do Toto i wierzę, że wspólnie łatwiej będzie wyczarować mu pogodną i bezpieczną starość.
    1 point
  8. Starsza wesoła mordka pozdrawia zaglądających
    1 point
  9. A może któraś z Cioć zechciałaby przekazać swoją deklaracje po Franeczku dla Grafcia, który kiedys nawet dzielil boks z Frankiem i Bonusem a teraz jest juz w hoteliku ale oczywiście nie ma pełnych deklaracji https://www.dogomania.com/forum/topic/356817-już-myśleliśmy-że-nie-żyje-że-nie-przetrwał-ostatniej-zimy-ale-jest-przetrwał-jakoś-i-co-teraz-kolejnej-już-nie-przetrwa-zajrzyjcie-do-pręguska-proszę-zbiera-deklaracje-na-życie-dostał-imię-graf/
    1 point
  10. Byłam w czwartek u Pani Franka podpisać umowę. Prosilam o fotki niekiedy. Pani obiecała coś podesłać przy okazji, Franeczek zadomowiony, nie odstepuje swojej Pani na krok. W domu jest grzeczny jak aniołek. Natomiast na spacerku okazało się, że nasz Franczesko atakuje rowerzystów ale nie jest to poważna sprawa, daje się chłopak powstrzymać.
    1 point
  11. Dzięki agat21..., tofucznica od razu wpadła mi w oko tak to robisz? https://veganbanda.pl/recipe/tofucznica/ ps cholercia na tofu muszę uważać..., ze względu na tarczycę
    1 point
  12. Ja rzadko gotuję coś wymyślnego, bo nie mam czasu, na co dzień jem bardzo prosto. Dzienny jadłospis to będzie trudno napisać, bo to zależy od dnia i rozkładu zajęć. Zawsze staram się za to zjeść treściwe śniadanie (owsianka z orzechami lub suszonymi owocami na mleku roślinnym) plus smoothie z warzyw liściastych (jarmuż, szpinak, natka pietruszki, seler naciowy) i owoców (banany, jagodowe owoce - teraz mrożone jak nie ma świeżych itp.) , czasem dorzucam buraczka lub marchew, sok z cytryny, kurkumę czy imbir jak zimny dzień - co tam mam pod ręką i w lodówce. Zdarzają się kanapki z tofu lub domowym hummusem (banalnie prosty w przygotowaniu), na to jakieś ogórki kieszone lub inne kiszonki (zimą to super sprawa) lub papryka lub cykoria lub natka pietruszki. W weekendy często robię tofucznicę, którą uwielbia mój TZ czyli wegański zamiennik jajecznicy. O obiadach można by pisać godzinami. Polecam w razie czego książki Marty Dymek (popularne Jadłonomie), które napisała właśnie dla początkujących wegan. Proste i szybkie w przygotowaniu. Jej przepisy, ale także Weganona, Ervegana i innych popularnych autorów, są też w necie.
    1 point
  13. Ajurweda to jasno tłumaczy. tzn dla mnie to jest jasne. Dlaczego mięso jest tamas, sery i mleko też. Chociaż sery jem niestety ale substytut znalazłam więc się wdrażam.
    1 point
  14. No cóż, według badań rośliny czują, komunikują się, mają swój odpowiednik naszego układu nerwowego... Inaczej kompletnie to działa oczywiście, ale jest. To, że czegoś nie rozumiemy nie powinno negować jego istnienia.
    1 point
  15. Trochę biologii. O kręgowcach i reszcie. Gdzie krowa rodząca i jej cielaczek, a gdzie fasolka i makaron ☹
    1 point
  16. A tu gdzieś biedna suczka i jej dzieci ... Sorry, ale mnie cholera bierze na tę zwierzęcą nierówność.
    1 point
  17. No i już nic nie napiszę o serach. Gdyby każdej kobiecie odbierano dziecko, a byłaby na laktatorze to nie do pomyślenia, a krowie, owcy, kozie się to robi. I zabiera się to dziecko po jakimś czasie. Dziewczynka zostaje, bo pożyteczna i rozrodcza, a chłopiec na jagnięcinę, cielęcinę lub koźlinę pieczoną na wesele. Ja mam coś takiego niedaleko. Jak te krowy ryczą, krzyczą i wołają za odebranymi dziećmi na śmierć, to mi się tylko z holokaustem kojarzy. Tylko zwierzętom wolno to zrobić.
    1 point
  18. To nie pierwszy i nie ostatni przykład jak można wykorzystywać nieszczęście zwierząt.
    1 point
  19. Prosili na grupie "Ada tak nie wypada", więc udostępniam. Historia z Lią i "fundacją" Ada w Przemyślu. Niech idzie w świat... To może teraz ja opowiem moją historię..będzie długa i zaczęła się niecałe 5 lat temu, kiedy to obejrzałam filmik z płaczącym Radkiem, bo chcieli mu zamknąć ośrodek czy coś takiego, już nie pamiętam o co chodziło. Zrobiło mi się ich żal. No i tak dałam się wkręcić. Jakiś czas później zobaczyłam moją Lię (sierpień 2018 r.) Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Więc były wpłaty na leczenie, stały przelew, wtedy też były organizowane koncerty charytatywne na budowę psiej wioski, więc praktycznie na każdym z tych koncertów byłam (jestem ze Śląska, więc kawałek mam). Na pierwszym koncercie Lia już była w ośrodku, więc zapytałam jak wygląda kwestia adopcji. Zbywano mnie. Pomyślałam no ok, pewnie już ktoś jest zainteresowany. Jakiś czas później, bodajże w okolicach października/listopada, na FB pojawił się post jakiejś nieznajomej laski, że szuka karmy i podkładów dla Lii (WTF!?). Odpowiedź z Ady brzmiała: to nie dla niej, tylko dla psów z nią przebywających no ok. Tydzień później kolejny post od tej samej laski, że szuka DT w Warszawie, bo Lia leci do Stanów... No tu już mi ręce opadły. Napisałam do Radka, że chociaż nie jestem właścicielką to nie wyrażam zgody na to. No i dwa tygodnie później Lia trafiła do mnie. Bez umowy, bez wizyty adopcyjnej Następnie byłam urabiana, że Lia będzie miała darmowe leczenie. Tak jak jest to wmawiane wszystkim nowym właścicielom. Niestety dalej miałam ustawiony stały przelew, kiermasze, przelewy na inne zwierzaki. Jakiś czas później, kiedy Lia już wyzdrowiała całkowicie (na początku miała krzywicę, robaczycę i grzybicę, trafiła do mnie prawie wyleczona, ale wychudzona), pojechałam na wizytę do Ady i wcześniej spotkałam się z wolontariuszką, która opowiedziała mi różne historie, po których włos się na głowie jeżył. M.in. o tym, że Lia tylko na zdjęciach była w szpitaliku, a tak to w obsranej, śmierdzącej i zardzewiałej klatce gdzieś z tyłu lecznicy i to że zwierzęta albo uciekają (borsuki) albo umierają a zrzutki prowadzone są dalej jeszcze przez kilka lub kilkanaście dni... Na drugi dzień odwiedziłam Adę i tam mnie zapewniano, że to nieprawda i mydlono mi oczy. Uwierzyłam. Rok później zrobiłam z koleżanką zbiórkę w pracy. Uzbierał się prawie cały samochód darów.. karma, żwirek, legowiska, miski nawet mały snopek siana. Pojechaliśmy 350 km w jedną stronę. Na miejscu zero jakiegokolwiek zainteresowania. Wzięli rzeczy i schowali gdzieś. Wzięłam też Lię, żeby ją zbadali czy wszystko jest w porządku i przy okazji zaszczepili, bo akurat zbliżał się termin. Przypominam, że obiecali bezpłatne leczenie Zbadali, zaszczepili -wszystko ok. Jakieś 15 minut później dostaję telefon z nieznanego numeru. "Dzień dobry, czy Pani jest jeszcze na ośrodku, bo musi pani uregulować należność za badania i szczepienie - 160 zł"... Jak bym dostała w twarz. Skończyło się moje finansowanie ośrodka. Jak napisałam w komentarzu prawdę parę dni później, to mnie zablokowali. Ot cała historia. Na zdjęciach Lia w Adzie i teraz https://www.facebook.com/amanda.ami.jelen
    1 point
  20. Wielkie pozdrowienia calej gromacde lapeczek i Pani Joanie stokrosci Tolu na bazareczku mam juz ogromna wplate 300 zl do podzialu dla Toto i Kody Dar Serca Wielkiego od pancia Lucjuszkowego od napoleona dla Totunia jest 150 zl
    1 point
  21. Dla Kody I Toto Sercem Zapraszam 6.02 Wujenku Drogi wszystko wpisalam na bazarek Zechciej zajrzec na bazarcik jak bedziesz mial czasu Pozdrawiam z calej duszy Lucjuszkowo
    1 point
  22. Dzięki Agatko Czekamy, czekamy, czekamy... Michu doczekał się na swój dom po roku bez kilkunastu dni. Agat też się doczeka. Nie ma innej opcji
    1 point
  23. Słowo pisane często ma inny wydźwięk niż mówione. Czasem jest lepiej " sprzedać" mniej korzystne informacje o psie w trakcie rozmowy telefonicznej. Słowo pisane jest suche, nie wyraża tak emocji jak mówione. Poza tym ogłoszenie jest monologiem, a rozmowa jest dialogiem. Nigdy nie wiadomo co człowieka zachęci , a co zniechęci. Jako przykład napiszę o pani z mojego osiedla, która poprosiła mnie o pomoc w znalezieniu psa do 4 lat. Pokazałam jej różne ,w tym czarnego 14. latka i zaiskrzyła miłość od pierwszego wejrzenia.
    1 point
  24. Wpisalam o tym nietrzymaniu potrzeb fizjologicznych, bo wg mnie to istotna informacja. A jakoś ludzie z mojego ogłoszenia dzwonili, spotykali się z Odisiem, nie zniechęcało ich to, że gubi kupki. Ale mogę edytować, jeśli chcecie:). Odkąd sama szukałam dla siebie psa, tym bardziej staram się pisać ogłoszenie zgodne rzeczywistością, bez owijania w bawełnę, żeby szanować czas obu stron.
    1 point
  25. Zaległe zdjęcie od mari23. Nie mogłam go znaleźć w czeluściach mojego telefonu. Udało mi się to dzisiaj przy okazji szukania innych zdjęć Nadal nie mogę znaleźć filmiku od mari23
    1 point
  26. Już wysłałem na podane konto PKO BP- darowiznę dla Kody i Toto- chyba dojdzie ,bo pokazało się też konto BNP Paribas ale chyba to bez znaczenia -pozdrawiam Dogomaniaczki
    1 point
  27. To tak jak u nas - miejsce Diany zajęła Binka, i jest identycznie, jak było
    1 point
  28. Tak śpi Luki: https://images92.fotosik.pl/644/db1896059bde9d76gen.jpg A tak spała Luka:
    1 point
  29. Ostatnio coś miał słabsze dni, był mniej energiczny, chętny na spacerowanie. I zaczął więcej podsikiwać i niestety mocz ma brzydki zapach. Wczoraj byliśmy na badaniu moczu , wstępne wyniki , bo na posiew czeka się około tygodnia, wykazały stan zapalny więc dostał antybiotyk. Pani wet nie ma pewności co jest powodem , to jak i gorsze wyniki parametrów wątrobowych mogą być skutkiem ubocznym podawania sterydu , też ze względu na to że organizm Łatusia jest słabszy wyniszczony i starszy. Sugeruje Librele. Nie wiem na co i jak działa ta Librela. Koszt jest spory. Czy podanie kilku zastrzyków wystarczy na dłużej czy to kuracja do powtarzania co jakiś czas? Pani wet sugeruje też kastrację chemiczną, wszczepienie implantu, z tego co zrozumiałam na około pół roku , koszt 300zl. Zastanawiam się nad tym , bo to by pomogło na problemy z prostatą, zwłaszcza że on ma tam też jakiegoś guzka. Narazie jesteśmy umówieni na powtórną biopsję pęcherza za dwa tygodnie. Jeśli chodzi o jego szczupłość to Łatek powinien jeść karmę wysokoenergetyczną, przez pewien czas , bo być może tej nie przyswaja w odpowiedni sposób skoro ma apetyt i je dużo. Dolina Noteci podobno była dobra kiedyś , teraz najlepsza byłaby Wiejska zagroda czy Farmina ale nie ukrywam że koszty takiej karmy są spore. Natomiast jeśli chodzi o konsultację kontrolę u ortopedy to pan doktor jest za kontynuacją leczenia Encortonem , kontrola wątroby w połowie lutego i wtedy on zdecyduje co dalej . Na wątrobę poleca jak najbardziej Hepaxan , koszt miesięczny ,jedno opakowanie bo Łatek ma dwie tabletki dziennie , to około 100zł. I wątroba powinna się trochę zregenerować. Także jak widzicie trochę są rozbieżne zdania , i mam mętlik jeśli chodzi o leczenie Latka. I Łatuś w sobotę.
    1 point
  30. Rozmawiałam wczoraj z Panią adoptującą Franusia. Pani polubiła Franka i nie ma zamiaru go oddawac. W związku z tym umowiłyśmy się ze w tygodniu podjade podpisać umowę. A i nasz tłustawy chłopczyk przyzwyczaił się. Ceni sobie dużą ilość spacerów, już wskoczył Pani na łóżko jak tylko poszla na zakupy. Ale nie gniewała się. Pani bardzo go chwali za spokój ducha i ciała. Nie dokazuje, nie wskakuje na starszą panią (sędziwą mamę) ani na meble oprócz kanapy oczywiście, nic nie niszczy, nie znaczy. Trzyma ładnie siuśki od spaceru do spaceru. Piesek idealny Bardzo trafnie dobrany piesio do możliwości i potrzeb adoptującego domku.
    1 point
  31. Dzisiaj zrobiliśmy sobie wyprawę do leśnych okolic. Gajulka była bardzo zadowolona z dreptania w fajnym miejscu Po wędrówce i zapakowaniu psiaków do samochodu miałem wrażenie, że nasze czworołapy odczuwały niedosyt wędrówek W sumie Gajka i Iguś chyba zadowolone, bo smacznie teraz śpią.
    1 point
  32. tak, ma szansę.... jeśli lubi koty nieco inaczej, niż Pirat... bo pani ma kilka kotków... ale decyzja dopiero po 20 stycznia. Wczorajszy dzień upłynął pod znakiem weterynaryjnych wizyt: 1. zastrzyk dla Pirata i tabletka dla Kajtusia 2. Odi - zapalenie ucha i ogólna diagnostyka (prawie 1,5 godziny) 3. "nowa" czyli zabrana z dworca 6 stycznia Mira - czipa brak, wiek ok. 1 roku, waga 13 kg, zapalenie ucha z licznych ogłoszeń zero odzewu Imię to pomysł mojej Kasi, odzewem na wysłane zdjęcia było: Pluto - bo ucho charakterystyczne, "ale to dziewczynka" - odpisałam. Po chwili odpowiedź: " Trzej królowie przynieśli mirrę, to niech będzie Mira" :) no to jest Mira - bardzo, bardzo grzeczna sunia, którą "Trzej Królowie przynieśli" tylko czemu na dworzec??? "efektem ubocznym" wizyt jest nowe ubranko Pikusia :) Odi intensywnie poszukiwał kota w gabinecie :) Mira na dworcowym parkingu I już po zabraniu - na spacerku nad Odrą w gabinecie była grzeczna, nie szalała tak, jak Odi Pikunio w nowym sweterku - do twarzy mu w szarym? :)
    1 point
×
×
  • Create New...