Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 06/20/21 in all areas

  1. Oczywiście że pisać :-)) Trafiłam na ten wątek niedawno, ale bardzo lubię tu zagladać, i jestem pewna że nie tylko ja.... Dobra energia i ciepło aż bije z Twoich postów, i mimo że pieski zmagają się z chorobami i starością, jest tu optymizm i nadzieja. Budująca jest świadomość, że są miejsca, gdzie stare i schorowane psy nie są ciężarem lecz maja opiekę, troskę i morze miłości. Reasumując - bardzo proszę w wolnej chwili pisać, bo my tu jesteśmy :-))
    3 points
  2. Wczoraj psy były w drugim końcu działki i na ich szczekanie Marcel wyrwał dołączyć,...już wiem,że w dwie sekundy 100m pokona. W temacie łapki i ruchu rozmawiałam z lekarzem,mówił nie ograniczać,może biegać,może bawić się z Majką .
    3 points
  3. Do smyczy Marcel ma traumę potworną i nie wiem czy kiedykolwiek uda się, żeby ją w ogóle zaakceptował:( Od kiedy jest na lekach wszelkie moje podejścia i próby kończyły się tym ,że cały dzień omijana byłam szerokim łukiem. Wyciągać go tylko dla własnej satysfakcji od początku nie miałam zamiaru i sensu w wyciąganiu na siłę nie widziałam :( .W pewnym momencie chciałam w tej kwestii ulec naciskom i psa przekazać,ale szybko poszłam po rozum do głowy,że ja go widzę i ja jestem za niego odpowiedzialna.Widziałam zachowania,widziałam reakcję na smycz i wiedziałam ,że szybciej by siebie skaleczył,a nawet życie gotów odebrać niż chodzenia by miał nauczyć... trauma jaką ma w sobie do obroży i smyczy jest silniejsza od niego:(..w trudnych dla niego sytuacjach jego główka nie myślała co robi.W jego wypadku człowiek musi myśleć za niego...przynajmniej tak było do niedawna. Od początku czułam,że pewnie szybciej go wypuszczę niż wyprowadzę na smyczy, jednak nie w stanie jakim był przed farmakoterapią.Ostatnie moje próby ze smyczą utwierdziły,że smycz i jej opanowanie nie jest w zasięgu Marcelka jeszcze na bardzo długo (o ile w ogóle),ale jego stan na tyle się poprawił,że jakiś kontakt można już nawiązać i spokojniej reaguje na rzeczy wcześniej mu nie do przyjęcia,w tym na facetów. Trudna to była decyzja dla mnie i robiąc ten krok jestem pełna obaw :(..długo jeszcze mieć będę,dopóki stan psychiczny Marcelka się nie ustabilizuje i dopóki jakichś relacji nie zbudujemy. Jak pisałam, od czasu pojawienia się Lumi powoli zaczęły się zmiany, psy zaczęły jego obchodzić,gdzie idą, co robią i zaczął wykazywać chęć by do nich dołączyć,z każdym dniem coraz większą. Wiem,że wypuściłam trochę za wcześnie,rozsądek mówił poczekać,ale serce tym razem wzięło górę:( ...nie wiem jak się to wszystko zakończy:(...ostatnio,.. czasem szczeknął,ale przeważnie zaraz siadał grzecznie na wybiegu i tak żałośnie patrzył jak psy biegną na koniec działki,że za każdym razem szkoda mi się jego robiło coraz bardziej:(....mi osobiście łatwiej było jak w takich sytuacjach zainteresowania wcześniej psami nie wykazywał,ale teraz Marcelek się zmienia i ja muszę weryfikować swoje podejście do niego. Marcelek jest ciekawski i szybki z natury,na razie chodzi spokojnie,zaznacza i wciąż wącha posesję,a ma 3000m do zaznaczenia:).Wiem jednak,że zaraz wypuszczanie na trochę go nie zadowoli i będzie domagał się ciągłego przebywania z psami,że będzie biegał,bawił się z Majka,próbował ganiać koty,że będzie szukał sobie innych wrażeń. Dziś był blisko godziny i widzę,że poczuł już smak wolności i prosić zaczyna,żeby wypuścić. Bardzo proszę, trzymajcie mocno kciuki za spokój i bezpieczeństwo Marcelka:(
    3 points
  4. Taki skarb, a tyle lat w betonowym więzieniu, nie mogę tego przeboleć. Straciła młodość, zdrowie, nie słyszy, źle widzi, a właśnie teraz te zmysły przydałyby się, żeby móc w pełni cieszyć się życiem.
    2 points
  5. Na razie Marcelek wczoraj i dziś zajęty jest ciągłym wąchaniem i jest grzeczny:),nawet zabawy z Majka póki co mu nie w głowie....oby ta grzeczność z nim już została na zawsze:) Wstawię 4 filmy i zobaczycie jak to wygląda na razie. Bardzo proszę,tylko nie zwracajcie uwagi na bałagan dookoła na działce:( W ubiegłym roku tu gdzie są wybiegi psiaków w całej części był jeszcze las,wiosną miałam porządkować gałęzie i inne sprawy,ale Marcel przyjechał i prace na bok poszły,czekają na lepsze czasy:)
    2 points
  6. Wrócę na chwilę jeszcze do tej nieszczęsnej smyczy.Nie jestem jakąś niezdarą,czy trusiem,że wyciągnąć na siłę bym nie potrafiła:). Robiłam to wiele razy i wiele psiaków uczyłam chodzić,w tym i trudniejsze(dt jestem nie tylko na dogo). Człowiek jest silniejszy i sposób znajdzie żeby nad psem być górą i jego ujarzmić,ale nie o to chodzi.W wyciąganiu trzeba widzieć sens tego wyciągania,czy stan psychiczny psa pozwoli na przełamanie strachu do smyczy,a nie dla samego wyciągania i własnej satysfakcji. Przy Morisie jak siedział 2 doby w klatce też mi radzono,wyrzuć go z klatki ,zabierz klatkę.Co ja zyskałabym takim wyrzuceniem dzikusa z bezpiecznego mu wtedy miejsca?,wyskoczyłby przerażony i zmuszony byłby w popłochu szukać sobie innego schronienia,a ja nawet ogona bym nie zobaczyła.Dla mnie w niczym by to nie pomogło zupełnie i sensu robić tego nie widziałam,a jemu tylko większego strachu dodało.Posiedział 4 doby spokojnie obserwując otoczenie,poczuł na tyle bezpiecznie,że sam uznał,że może wystawić z tej klatki łapy.Wybór psu dałam,żeby poczuł bezpiecznie,a nie czuł z mojej strony zagrożenie.To samo było z wyciąganiem jego na smyczy bez przygotowania,bo już i natychmiast trzeba...Inną drogę obrałam i w ogień ze mną dziś pójdzie i na wszystko zrobić pozwoli.Dla mnie pies ma być ufny,a nie poddany panu. Marcelek by się nie poddał,nie podporządkował ,a o nauce mowy by nie było,gdybym miesiąc temu go wyciągała, ani nawet dziś...tego jestem pewna:( Nie uważam ,że jeden sposób,ten siłowy, można stosować w każdym przypadku i do każdego psa przy nauce smyczy...do Danego psa trzeba sposób postępowania dostosować. Przykładem niech będzie ostatnia Majka,która spędziła w hotelu u behawiorysty 9m-cy wbita w fotel,gdzie nie poradzono z nauką smyczy,nie oswojono i siedziała niekontaktowa,że sunia półdzika.Majka była wycofana,zalękniona i w bardzo złym stanie psychicznym przyjechała,żal było patrzeć na jej zachowanie,ale podeszłam do niej jednak siłowo,bo widziałam,że pomimo jej przerażenia do smyczy,to sunia sobie poradzi,bo traumy w niej nie było a tylko lęk,który da radę pokonać.W 2 tygodnie nauczyliśmy się chodzić, a nawet jeździć autem.Nie piszę,żeby się chwalić jaki ja bohater,daleka jestem od tego,ale że aż taka głupia chyba nie jestem jak się pewnej osobie wydawało,że psa nie wyciągnę z kojca.Fachowcem ani żadnym specjalistą też nie jestem, jednak podstawy psiej psychiki i zachowań poznać swego czasu jako takie poznać musiałam i chciałam i czarne od białych odróżnić psy umiem. Niektórzy znają z FB historię Bony/Majki.
    2 points
  7. Cieszę się bardzo że jamnisiowi się udało , mój podopieczny misio już u Jaagi. Jamniczek pewnie jeszcze w drodze do Szafirków.
    2 points
  8. Widać po filmach jak bardzo psiaki się zmieniły a po Luce to aż ciśnie się na usta Wooow! :))
    2 points
  9. Myślimy o Luce kazdego dnia, dlatego Ewunia i Jacek kontaktują sie z behawiorystą, żeby na ile jest to tylko możliwe jak najlepiej przygotować ja do adopcji...szkolą Lukę...
    2 points
  10. Żadnego kładu nie widzę. Stale jest chłodna. Nesia i Ares skwapliwie z tego korzystają. Szkoda, że nie ma ludzkich wymiarów. A dziś Lala I Nesia zrobiły mi pobudkę o 3.30! I cała trójca dziarsko wymaszerowała na dwór. Faktycznie - było przyjemnie. Na koniec Ares położył się na trawie i ani myślał wracać. Jeszcze nie zdarzyło mu się kłaść na trawę. I coraz więcej chłopak węszy w trawie. Fajnie widzieć jak po wysikaniu się grzebie łapkami, coraz więcej. Czasem rzuca go trochę na boki ale nie rezygnuje.Dzielny chłopak, chyba stara się nadrabiać wszelkie zaległości.
    2 points
  11. Mam jeszcze filmy ,ale mam taką "kluchę" dziś w gardle za to życie Marcelka:( ,że nie dam rady zdać relacji z Jego Pierwszego wieczoru Wolności:(..może jutro.
    2 points
  12. Ojj ,Marcelkowi bardzo Wielki:) Dziś było wąchanie calutkiej działki wzdłuż (tam jest ponad 100m) najpierw z jednej strony,a później z drugiej."Upił" się zapachami:),uciekać nie próbował,nie w siłach był ogarnąć wszystkiego nowego dookoła:).Jest spokojniejszy ostatnio,jedynie jakby się wystraszył czegoś,to jeszcze może wpaść w panikę,bo leki nie mają pełnego działania i niedawno modyfikowaliśmy. Jeszcze ze dwa-trzy tygodnie dobrze by było poczekać na lepsze efekty,no ale lato minie i szkoda mi jego :(.W obecnym jego stanie uznałam,że mogę podjąć ryzyko.Mam nadzieję,że Jamora ściągać nie będę musiała i będzie już tylko lepiej. Witaj Aniu :)..do domu niestety będzie musiał dalej jeździć w klatce:) Na części posesji przy domu jedna część ogrodzenia jest słaba,dziury i nie ma podmurówki .Marcel szybko to wyczai ,a jest ciekawski i zechce zobaczyć co tam po drugiej stronie.Ta część działki z drogą do domu będzie mu niedostępna niestety :(...podmurówkę trzeba robić,ale na ten rok w planach nie jest to ogrodzenie:( Bardzo nam miło i za cichutkie trzymanie kciuków dziękujemy:) Odwiedzaj nas,Marcelek zaprasza:)
    2 points
  13. Prawda?...,aż tak lżej na duszy jak spojrzy na takie zdjęcie psów po przejściach:) Tylko,że trochę to jest zdjęcie "przypadku" i rzeczywistość jest, by nie powiedzieć lekko inna:) Psiaki cudne,radosne,zrelaksowane,i nawet ten najmniejszy "kosmita" się uśmiecha:)- ależ miło było móc patrzeć na żywo! Przerażenia żadnego rzecz jasna nie ma,wyglądają na najnormalniejsze w świecie, i nikt z boku by nie powiedział,że mają jakiekolwiek problemy,czy że jest im źle. Najgorzej może nie mają,ale te uśmiechy to nie są szczere z wielkiego zadowolenia bo np.mnie mają z boku:), na mój widok żaden z blondasków nie ucieszył się jeszcze nigdy (maluch zaczyna na wózek ,a delikatnie Lumi na widok smyczy zaczyna). Przy mnie jeszcze tylko w niektórych sytuacjach oboje są wyluzowani i nie jest to na porządku dziennym ,ani żadną normą. W sumie to pierwszy raz,że się tak wszyscy mocno "stłoczyli" do kąta i wyglądają jak zgrana paka,a przyjaźni pomiędzy wszystkimi też jeszcze nie ma- jedynie tolerują i akceptują wzajemnie. Powodem tego "szczęścia" na pyszczkach był oczywiście upał......a relaks prawdziwy,bo ja w drugim kącie siedziałam zajęta swoimi sprawami dłuższą chwilę bez ruchu. Przez upał każdy bez sił i chciał w cień na piach w jamy, gdzie Lumi sobie zrobiła,najpierw przetasowywali się i jakoś poukładali sobie. Ale ciekawe ujęcie raczej mi się udało uchwycić i życzyłabym sobie,żeby takie uśmiechy móc oglądać przy różnych zwykłych okazjach jak najszybciej. Psiaki oddajemy do hoteli,dt,w różne miejsca i chcę Was bardzo mocno uczulić,żeby po kilku wstawionych zdjęciach nie oceniać czy psu w danym miejscu jest dobrze,czy jest tam szczęśliwy,zadbany,czy wybiegany.Proście o dłuższe filmy,zwracajcie uwagę na drobne szczegóły i wówczas ocenę łatwiej wyciągnąć,bo jak widać po tym zdjęciu łatwo o przynajmniej częściową zmyłkę tego "szczęścia" na pyszczku ,zwłaszcza latem.
    2 points
  14. Przesadzacie na mój temat ogromnie:(,ale faktem jest,że Suvi przyjąć z kilku powodów niestety nie mogę. Pozwolę sobie jednak na małą sugestię odnośnie zmiany miejsca. Gdyby znalazł się ktoś,kto zna się na rzeczy i mógłby indywidualnie z sunią pracować,dużo czasu jej poświęcić,to bym przeniosła,natomiast nie przenosiłabym do żadnego innego hotelu.Każdy hotel ma ograniczony czas i możliwości żeby zajmować się tylko jednym psem,a w wielu jest brak chęci na jakąkolwiek pracę,nawet podstawową. Suvi niebawem doceni, że ma warunki lepsze niż w schronie,a jak na hotelik uważam ,że u Jaaga ma wyśmienite! Jest lato i Jaaga więcej czasu będzie się "przewijać" wokół zagrody Suvi i spokojnie będą wzajemnie poznawać. Jaaga ma doświadczenie z trudniejszymi psami i "ciepło w sobie",które przy takim psie zaprocentuje. Moja intuicja mi mówi,że będzie dobrze i jeszcze Suvi na kanapach u Jaaga zobaczycie:)
    2 points
  15. u Marcelka wstawiłam,ale i tu wstawię,bo może niektórzy tam nie zaglądają,a fajne ujęcie dziś udało się złapać dwójki blondasków:)
    2 points
  16. Zabieg usunięcia listwy z guzami będzie można połączyć ze sterylizacją, ale wet zaleca poczekać aż przejdą upały. Przed zabiegiem będzie zrobione RTG - jeśli (mam nadzieję, że nie..) pokażą się jakieś przerzuty to nie będzie sensu usuwać listwy mlecznej. 22 czerwca kończy się ważność wścieklizny suni i teraz moje pytanie czy ją szczepić czy czekamy na ochłodzenie i robimy zabieg. Jeśli ją zaszczepimy, trzeba będzie będzie czekać minimum 2 tygodnie na operację. Sunia ma jeszcze sporo lęków, ale i tak jest dobrze jak na całe niemal życie spędzone w schronisku. Jak idzie na smyczy, to często nagle robi zwrot i idzie w w przeciwną stronę, jeśli następuje opór to jest lekka panika. Na początku pozwalałam się jej prowadzić, bo zależało mi, żeby przyzwyczaiła się w ogóle do smycz i człowieka na drugim końcu. Ale skutek tego był taki, że często chodziłyśmy w te i z powrotem przez parę metrów. Teraz staram się trzymać wytyczonej trasy i nie ulegać nagłej zmianie suni. Trzeba dużo przy tym cierpliwości i spokoju, ale dajemy radę. Sunia jest też bardzo wrażliwa; czasem niechcący wejdzie mi pod nogi, uderzy się o moją nogę, stuknie trzonek miotły, którą zamiatam boks - i od razu panika i strach. Na szczęście chwilka głasków i już jest ok. Ale odruch ma taki, jakby nie raz oberwała:( Problem jest tylko taki, że sunia w ogóle nie załatwia się na spacerach. Na szczęście przestała już popuszczać i załatwiać się w budzie, robi to poza nią w boksie. Te początkowe koopki i siku w biegu to był zapewne wynik stresu związany ze smyczą. Zależy mi, żeby Shila opanowała czystość, bo chciałabym ją przenieść do domu. Zwłaszcza jakby była po operacji usunięcia listwy to wolałabym ją mieć na oku w domu.
    2 points
  17. Cieszę się że Fiszeczka tak ładnie się przyjmuje w swoim domku. Faktycznie różnica pomiędzy nią a sunią rezydentką jest spora :D, ale to może dobrze, mała będzie miała respekt, i nie zamęczy dużej a duża będzie miała trochę rozrywki.
    1 point
  18. Szybko poszło, nie zdążyła rozdeptać A teraz o moim szczęściątku -- Tyci. Właśnie mamy ósmą rocznicę wspólnego życia :-). Uważałam, że Bibisia ufa mi prawie bezgranicznie, a Tycia o jakieś 10% mniej, a dziś takie wspaniałe zaskoczenie! Od tygodnia ocieplają, tynkują ściany, nowe drzwi /co mi bardziej odpowiada/ po otwarciu nieco zasłaniają wejście do ogródka, rozstawione rusztowania, deski, itp, tyle, że bez żadnych gwoździ, blach. Tycia bała się wchodzić do ogródka, bo wszystko stało się obce, mąż ją brał na ręce i przechodził przez żywopłot. A dziś mówię "idziemy", Tycia wyszła, zatrzymała się, "idź, skręcaj", poszła; "prosto, śmiało, w lewo,taaak!". Pobiegała i wróciła cały czas, zdalnie naprowadzana moim głosem. A jaka była zadowolona! Po przyjściu oczywiście pochwały i nagroda - smaczny gryzak, jak zwykle schowany /tym razem w zamykanym na rzep, pokrowcu na termofor/, taki osobiście wytropiony i wyjęty z kryjówki, smakuje najlepiej, bo "upolowany"!. Byłam z jej samodzielnego spaceru po ogródku dumna i aż się wzruszyłam. Moja ślepinka <3. Jak to powtarzam mężowi "obustronne zaufanie to podstawa"
    1 point
  19. Dawno się nie odzywałam, poza tym, że wciąż tęsknię za Bibisią :-(, to seniorka Andzia za dwa tygodnie skończy 16 lat, fizycznie jest jeszcze w niezłej kondycja, a psychicznie - paskudna demencja. Pamięta, że w ogródku się biega, przypadkiem się załatwia, a z całą pewnością - załatwia się po wejściu do domu... Jest aktywna nocą i nasłuchuję, biega, biega, zatrzymuje się i znów biega, t.zn., że muszę wstać i sprzątnąć, więc bez latarki się nie ruszam. Jesienią kupiłam sobie idealną kołdrę, wielką, z wypełnieniem z wełny, obie z Tycią jesteśmy zadowolone. No i kiedyś Andzia napompowała kałużę przy łóżku, kołdra nam się zsunęła i wchłonęła. Poszwa, poszwą ale wełna wessała Kałużę i trzeba było prać. Andzia ponadrywała listwy przy kocach, bo wkłada tam głowę, tylko po co? Później próbuję wyjść i dosłownie ukręca sobie stryczek. Ściągnęła torbę i podobnie, z paskiem na szyi, zablokowała się w kącie, też się obudziłam na czas. To suczka córki, ale u niej zrobiłaby bagno, więc jest tutaj, nigdy za nią nie przepadałam, a ona mnie nie lubiła, bo próbowałam ją nauczyć, bezskutecznie, ten zwierzak był tak rozpieszczony, że nic nie docierało. No właśnie: ona wiedziała, że mnie nie lubi ale jak coś się dzieje to coś jej jeszcze świta w pamięci i przybiega do mnie po ratunek. Np. surowe mięsko pokroiłam drobniuteńko, bo ma braki w uzębieniu, no i biegnie do mnie, i fajt -- leży, a napchała paszczękę i nie mogła połknąć. Starość jest straszna i ta ludzka, i u zwierząt! Dokończę za chwilę, bo właśnie muszę po niej posprzątać.
    1 point
  20. Rewelacja. Marcel nawet do kotka macha ogonkiem i wcale nie ma krwiożerczych zapędów. A jaki jest kulturalny, jak nie ma ochoty na zabawy z Majeczką, to taktownie ją omija i odchodzi. Wiosenko, cuda czynisz . Jeszcze trochę , a Marcel będzie posłusznym psem.
    1 point
  21. Spokojnego dnia i tygodnia caluniego bezpiecznego dla gucinkowych Ulenkowych pani Marietkowych lapuczuniek
    1 point
  22. Dziękuję za ten wpis :) Zastanawiałam się , czy pisać tu jeszcze cokolwiek, bo jakbym sama do siebie pisała, tak tu pusto i cicho , tym bardziej bardzo mi miło . Ledwo żyjemy, jak pewnie większość ludzi i zwierząt a i tak nie powinniśmy narzekać, bo mnóstwo zieleni, drzew i cienia dookoła. Głowę mam pełną psów cierpiących katusze na łańcuchach, w mikro kojcach, betonowych więzieniach w pseudo schroniskach :(:( Jej mi strasznie żal i to nie dlatego, że takie upały, że szczególnie mnie urzekła - nic z tych rzeczy. Jest oceniona na 18 lat... ile ma przed sobą życia ?. Mania z tego samego schroniska miała rzekomo lat 16 , dawno jej z nami nie ma :( Funia otwiera na stronie tego schroniska... "kącik adopcyjny" rocznik 2002 , została tylko ona, jeszcze do niedawna był razem z nią jeden staruszek :( , było sporo bied rok 2003, 2004 - szybko znika życie podpięte pod te najniższe roczniki ... https://schronisko-grudziadz.pl/funia-505-15/ A to nasza Misia , dotarła pociągiem z Wrocławia na wakacje :)
    1 point
  23. Dobry dzień wszystkim, gorący i senny. Śpimy wszyscy na potęgę. Nikt nam nie przeszkadza, czekamy na choć trochę chłodu. Bo na dworze nie da się ani siedzieć,ani chodzić. Ares chyba jeszcze najwięcej włóczy się po dworze, dziewczyny tylko załatwią to co jest najpilniejsze i od razu zmykają do domu. A on jednak trochę spaceruje, oczywiście w swoim własnym tempie.
    1 point
  24. Ja też myślę, że przerzucanie jej z miejsca na miejsce to nie jest najlepszy pomysł (zwłaszcza, że nie ma gdzie). Ona musi powolutku w swoim tempie. Jaaga stworzyła jej super warunki, adekwatne do jej aktualnych potrzeb. I tyle. Teraz trzeba troszkę poczekać.
    1 point
  25. Homerek pozdrawia z podróży:) Uwielbia jazdę autem, coraz szybciej tez zawiera nowe znajomości, jest coraz bardziej śmiały:)
    1 point
×
×
  • Create New...