Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 08/11/17 in all areas
-
To mejl jaki otrzymałam po odwiedzinach zapoznawczych państwa z Moną. > Witam ponownie. Bardzo miło było Państwa poznać i pieski i kotka. Mona podbiła nasze serce i jak najbardziej dolożymy wszelkich starań by nas zaakceptowała. Mysle, że z każdym spotkaniem będzie bardziej ufna :). Pozdrawiam serdecznie i do kolejnego spotkania. Mona niezbyt sie popisała na spotkaniu. Najpierw weszła pani, Mona zjeżyła się i warczała. Pani stała spokojnie ,ale oczy miała maślane.Po chwili rozmowy zgodziłam się , aby zaproponowała suni przekupstwo w postaci smaków. Mona dopiero na moją wyraźna zgodę wzięła od pani smaczek, ale nie podeszła.Pani musiała podsunąć rękę pod jej nochalek. Potem było na zmianę warczenie i przyglądanie się pani i spoglądanie na mnie co ja na to. Wpuściłam nasze psy , które od razu wyniuchały smaczki i tez zostały obdarowane razem z Moną. Wyszłyśmy na ogródek i po chwili wszedł syn, spokojnie, bez narzucania się Monie. Trochę go obszczekała ,ale nie było źle. Po paru minutach wszedł pan i o dziwo Mona nie szczekała na niego. Jednak cały czas z jej oczu biły nieufność, niepewność i lęk. Państwo na szczęście byli wyrozumiali i nie pchali się do niej z rękami. Państwo bardzo chcą mieć Monę i zastosują się do wszystkich zaleceń i będą cierpliwie czekać. Pan szepnął ,że już szykują Monie miejsce w łóżku. Jesteśmy umówieni na jeszcze kilka spotkań. Pani tylko się martwi czy Mona pokocha ich tak ja mnie pokochała. Wygląda na to ,że domek jest bardzo rozważny i odpowiedzialny. Mam zamiar zrobić suni USG za ok. 10 dni, bo skoro już zakończyła cieczkę, to niestety może być w ciąży.2 points
-
Morisek z kolegami sprawdził kto przyszedł...przywitał (pozwolił wygłaskać) i oddalił się na kanapę - przeczekać burzę. Ładny sympatyczny psuch, a jakiego intensywnego koloru nabrała sierść... gęsta, błyszcząca. Gość nie straszny ,)... siedźcie pijcie kawę ja poleżę przy pańci :) A tu proszę jaka sielanka :)2 points
-
DZIEŃ 1. Malutki, chory, niedołężny staruszek...taka była pierwsza MYŚL, gdy zobaczyłam w rogu budy skulone, nieruchome maleństwo. Nie chciał wstawać, podnosił tylko głowe leciutko, by spojrzeć mętnym wzrokiem i znów ją upuścić...Dałam jedzonka do miseczki, postawiłam pod nosek i odeszłam na bok. Po chwili wsyzstko zniknęło, główka ciut wyżej ale nadal zero ruchu. Podniosłam wieko i dotknęłam przerażone ciałko...poczułam same kosteczki! Wzięlam na ręce! Przytuliłam do serca przerażony, drżący, skołtuniony szkielecik... Telefon do weta schroniskowego...ale on już mnie wyprzedził. Widział psa, jego zdaniem może trochę chudy, ale bez przesady, dał mu wszystkie możliwe szczepienia i odrobaczenie i kazał nie histeryzować, psu nic nie dolega.... Późny wieczór i długie telefony....następnego dnia rano zabieramy, tylko gdzie? za co? gmina kosztów leczenia nie pokryje... DZIEŃ 2. Patrzymy z koleżanką...chodzi już odrobinkę, ale ruch chwiejny, skulone maleństwo, oczka mętne, dziwnie granatowe...skóra i kości...je, nie ma biegunek, ale nie podoba się nam.... nie czekamy- zabieramy psiaka i jedziemy tam gdzie leczymy swoje psy, do kochanej pani Ani. W samochodzie smród- mały brudny jak diabli w odchodach, ale leży grzecznie skulony jak muszla ślimaczka... Pani Ania nie wierzy!!! Gdy widzi go łapie się za głowe! "Skąd go macie! CO się stało"??? W rowie leżał, ktoś znalazł i przywiózł w takim stanie.... Jest źle, jest fatalnie! Kroplówki na cito, ale nie można wkłuć się w żyłe:( wszystko się zapada:( Trzeci stopień odwodnienia. Kroplówki podskórne i najbliższe dni w lecznicy! Pytamy o pyszczek bo dziwnie opuchnięty....ajaj....wielka rana w środku, coś wbite, trzeba wyciągać przy znieczuleniu...ale teraz tego psiak nie przeżyje... Wetka mówi nam, żebyśmy na nic nie liczyły...on może nie dożyć rana...a nawet jeśli dożyje stopień wyniszczenia jest tak duży, że może nastąpić nagłe pogorszenie w każdej chwili. Nie ma decydującej doby...decydować będa najbliższe dni i tygodnie.... Pytamy ile ma lat? 10 czy więcej...??? TO SZCZENIAK- mówi wetka- MA MAKSYMALNIE 3 MIESIĄCE!!!!!!!! waży jakieś 1,5 kg DZIEŃ 3. Na przystanku PRZEZYCIE czeka nasz malutki piesio...Ktoś zakpił z niego. Zamiast zabaw, radości, ciepła i bezpieczeństwa....dostał wyrok na śmierć z wycieńczenia. Pani i Pan pewnie dobrze się bawią na wczasach...w drodze nad morze/ w góry przecież mogli porzucić psiaka w rowie.... Pani Ania- wetka smsuje- nie ma pogorszenia !! Już można wkłuć kroplówke, już dostał leki wzmacniające, malutkimi porcyjkami dostaje RC Intestinal. Czekamy...prosimy o cud. Wierzymy, że jest silny, że chce żyć, bo przed nim przecież całe życie!!! MALUSZKU WALCZ!! KOCHANI- ZAKŁADAM WATEK NAJWIĘKSZEJ BIDZIE JAKĄ W ZYCIU WIDZIAŁAM. NASZ MALUTKI PIESEK NIE MA NIC! PROSZE WPROST- BARDZO, BARDZO POTRZEBUJE PIENIĘDZY BY OPŁACIĆ JEGO POBYT W LECZNICY, LECZENIE, ZABIEG PYSZCZKA ZA JAKIŚ CZAS, POTRZEBUJE TEZ DOBREJ JAKOŚCI KARME!!! POMÓZCIE MI KOLEJNY RAZ1 point
-
1 point
-
Rozumiem , wiem o czym mówisz ,kiedyś miałam podobny problem! może Anulka też pamięta, zima mrozy i pies przywiązany, ??? nawet nie buda... coś sklecone z desek, do dzisiaj ciarki mi po plecach latają :( to było przed Świętami, więc powód dla urzędników ,żeby ...'problem' odłożyć na po Świętach a szła fala mrozów... ehhh szkoda słów! może zróbmy tak, jeśli już są jakieś działania poczynione to może ja jak wrócę w środę spróbuję podzwonić do tych instytucji ,które znalazła Anula, Agafio czy byłby problem, żebyś mi przysłała z dwie, trzy foty tego pieska? jak dzwoniłam wtedy z prośbą o pomoc to proszono mnie o jakieś zdjęcia...żeby jakoś udokumentować interwencję i wskazać dokładny adres ,gdzie jest pies, na wszelki podaję mejla [email protected]1 point
-
Poszłam sama do tego gospodarstwa, porozmawiałam z młodym człowiekiem - na razie nie wypełniłam protokołu ("wie pan, panie Zbyszku, chcę panu pomóc, bo było zgłoszenie do TOZu, a ja jestem inspektorem najbliżej pana, przyszłam zobaczyć i pouczyć")... Pies wilkowaty rzeczywiście na łańcuchu przy słupie, blacha oparta na skos o ten słup, michy żadnej (Dopiero co mamusia dawała mu wodę, ale on zaraz wywala garnek). Czas na poprawę warunków - tydzień. Rekontrola w środę. Na podwórku bajzel, resztki spalonej stodoły straszą od roku, nawet to nadpalone i zgniłe siano leży nadal, młoda żona w tak brudnej bluzce, że wstyd mówić, dzieciaki zasmarkane... to gdzie tu miejsce na czas i serce dla psa...1 point
-
Witaj Figuniu Tez tak uwazam ze musi byc dobrze Jutro moja kolezanka Asia jedzie ze swoim kotkiem do pani Ani to dokladnie wypytala o pieska i moze go zobaczy A dzis uznam brak wiadomosci za dobra wiadomosc wiec oby byla cisza na linii To prawda Bogusiu co piszesz Dobrze ze mamy taka silna grupe tutaj- juz tyle istnien uratowalismy razem! Oby i tutaj byl happy end! Musi!1 point
-
Teo przenieśliśmy z boksu na duży wybieg, aby miał więcej przestrzeni i mógł wszystko obserwować. W boksie był bardzo niespokojny, każde wejście do niego (posprzątanie, nalanie wody itd.) to były kilkunastominutowe zapasy (Teo ze wszystkich sił chciał się przepchać przez bramkę). Nie mówiąc o tym, co wyprawiał w boksie. Mieliśmy wrażenie, że ta bestia specjalnie zaraz po nalaniu wody wylewał ją, tylko po to, żeby znów wejść do boksu (i tym samym, żeby znów była szansa na wydostanie się z boksu). Teo jest już nieco spokojniejszy, ale jeszcze trochę czasu minie aż się całkowicie ogarnie. Mimo wszystko jest to pies z mocnym charakterem i z całą pewnością nie nadaje się na ten moment do domu z dziećmi. Na mnie dziś skoczył z łapami (podrapał mi szyję i dekolt) i wyszczerzonymi zębami, przy czym pyskiem uderzył mnie z impetem w nos (dostałam krwotoku) - tylko dlatego, że chciałam go zostawić po spacerze w boksie (przytrzymywałam za smycz i tyłem chciałam wyjść przez bramkę). Jeszcze się za mało znamy chyba i nie traktuje mnie serio (to był dziś nasz pierwszy spacer), bo TZ pod tym względem nie ma z nim problemu. Do psów się cieszy, ale na razie nie zapoznawaliśmy go bezpośrednio z żadnym. Musi się trochę wyciszyć i przywyknąć do nowego miejsca.1 point
-
te z mamą też pewnie są ładne tylko wymyślasz :P1 point
-
Izuniu, ale dobre wieści, wieści, trzymam kciuki za przeprowadzkę:) Figuniu super:):)1 point
-
1 point
-
Dobrze, że Teo robi postępy, mądry chłopak, oby tak dalej:) Jego dotychczasowy świat ograniczał się do budy i łańcucha, teraz nadrabia stracony czas. Czekamy na kolejne wiadomości :)1 point
-
Wczoraj z Konfirmem Trzydziestym pierwszym brałyśmy udział w interwencji w Różanie. Na fejsbuku jedna dziewczyna zgłosiła, że była świadkiem, jak na posesji bernardyn zagryza kundelka. Niestety skutecznie. Żaden z sąsiadów nie odważył się wejść i pomóc biednemu stworzeniu, a właściciele wyjechali na cały weekend. Dziewczyna zgłosiła sprawę na policji, a potem opisała na fejsie, bo nie miała pewności, czy nie została całkowicie olana. Otóż nie! Pan aspirant sztabowy (!!!) dokładnie pamiętał jej zgłoszenia (jedno osobiste, drugie telefoniczne) i - co najważniejsze - wyraźnie zamierzał nadać sprawie bieg. Pojechał z nami do tego domu, niestety nikt nam nie otworzył. Obejrzeliśmy tylko bernardyna: strasznie chudy, skołtuniona sierść i nieprawdopodobnie zaropiałe oczy. Czyli normalne wsiórskie podejście do psa: dajemy coś do przegryzienia od czasu do czasu, najchętniej suchy chleb rozmoczony w wodzie, czasem sobie przypomnimy, żeby wlać wody do picia i to by było na tyle, jak chodzi o zajmowanie się psem. Nie wiadomo, dlaczego zwierz rzucił się na kundelka - to był podobno jego "mentor", czyli praktycznie go wychował. Napisałam do fundacji ratującej psy tej rasy, czy nie zaopiekowaliby się tym, jak na razie nie ma żadnego odzewu. Będziemy z Krysią monitorować sytuację. Kundelkowi nie przywrócimy życia, ale może chociaż uda się rozjaśnić mroki panujące we łbach tych ludzi. Jak będzie trzeba, to ich się postraszy ustawami. No ale może wystarczy pouczyć, jak zajmować się psem. Miejmy nadzieję1 point
-
Są szczęśliwe psy podwórkowe i zaniedbane psy na kanapach. Wszystko zależy od tego, jakim człowiekiem jest ich opiekun. Znając od lat malagos, nie mam wątpliwości, że oddając psa na pobliską wieś, wie komu go oddaje.1 point
-
Muszę odrobić troszkę wakacyjnych zaległości :) Czas wakacji więc troszkę nie na bieżąco. Uzupełniam wpis od Kasi wpływ 28 czerwiec ; kwota 55, 20 zł z bazarku od Perełki1. Bardzo dziękujemy :) zdjęcia- Szarce zrobić zdjęcie jest bardzo trudno, więc są tylko dwa średnio wyraźne. Klasycznie - Szarka przed wejściem do domku, monitoruje z daleka wszystko, co dzieje się na ogrodzie. Gdybym zrobiła tylko kilka kroków w jej stronę, od razu zwiałaby do środka. Poza tym , jak człowieka nie widzi i żywej duszy na horyzoncie, gania po całym ogrodzie- obserwuje ją czasem przez okno - biega wszędzie i podchodzi pod sam dom.Lenka - Lenka ma już za sobą okres dreptaczka - kiedyś wyniesiona na dwór krążyła do upadłego, ale jakis czas temu zaczęła mocno kuleć nas tylną łapę, zrobiliśmy rtg i wyszło duże zwyrodnienie stawów (- na szczęście, bo myślałam , ze jakiś nowotwór), więc teraz tylko pokręci się trochę i siedzi na trawce. Wspomagana jest tabletkami przeciwbólowymi i nawet nie jest wtedy tak źle. Poza tym bez zmian, Lenka charakterna staruszeczka :), nic nie widzi, niewiele słyszy, ale zawsze dużo ma do powiedzenia1 point
-
I ja ją wypatrzyłam, ale Ty byłaś pierwsza. ;-))1 point