Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 01/25/15 in all areas
-
Ja z zaproszenia. Tez wymieklam. Mam na utrzymaniu 8 psow(moje 2 wlasne utrzymuje Pan Maz), ale zaoferuje pomoc miesieczna w wysokosci 30 zl. Jesli ktorys z podopiecznych zostanie wyadoptowany, wtedy pomyslimy o dodatkowej pomocy.2 points
-
Niestety, masz racje i tak to jest. Nie jestem pewna czy to tylko syndrom zbieractwa czy moze od poczatku wykalkulowany sposob na zycie ? Z tym ze do tanga trzeba dwoch. Dopoki beda istniec slepi i glusi sponsorzy i nawiedzeni uwielbajacy takie 'ikony dobroci' i dopoki inni stale dbaja o to zeby byla wystarczajaca ilosc ofiar do leczenia nie widze szans zeby oszczedzic tym ofiarom zbednego cierpienia, a ikonie dobroci odebrac zrodel dochodu.2 points
-
Ja moge po nia pojechac do Slomnik, ale na ktora i gdzie ja w Slomnikach odebrac ? Poza tym zalezy jeszcze od tego na kiedy AgaG sie umowi jutro w lecznicy w Wieliczce. Chetnie wzielabym kogos ze soba zeby Tyczke trzymal podczas jazdy.2 points
-
Dokładnie. Niestety problem pojawia się, gdy ktoś zaczyna dobierać ilość zwierząt Tylko do metrażu, a wtedy pomoc zamienia się już w znęcanie. Do tego niewydawanie do adopcji, bo u niego jest najlepiej (zbieractwo) i przygarnianie jak najgorszych przypadków, bo wtedy zbiórka kasy idzie jak po maśle, kolejne zwierzęta idą w kąt, w zapomnienie, a kolejne nowe dochodzą, z ilości kilkunastu robi się kilkadziesiąt, z kilkudziesięciu powoli zaczyna dobijać do setki. Syndrom zbieractwa każdy dobrze zna, ale jeżeli do tego dochodzi syndrom własnego ego, cwaniactwa, umiejętnego manipulowania ludźmi, faktami, kłamstwa, byle żeby jak najwięcej zebrać Kasy i to nie dla dobra zwierząt, to już gorzej być nie może! Wyznacznikiem dobrej opieki zaczynają być czyste podłogi i miski, gdzie kolejne zwierzęta, które przez chwilę były na świeczniku, zaczynają wyglądać jak wraki, wyniszczone, wychudłe, cienie zwierząt. A naiwność, głupota, czy kolesiostwo pozostałych, przyklaskuje, wspiera i wpycha w jej Łapy kolejnych pechowców. Szkoda, że zwierzęta nie potrafią mówić...2 points
-
Jestem na zaproszenie Bakusiowej. Daję 30zł stałej.1 point
-
Martiko, chciałabym bardziej pomóc finansowo, ale nie jestem w stanie. Będę czekać na dzień, kiedy opuszczą schron i pojadą do hoteliku.1 point
-
Kliknęłam na banerek i ...serce pękło od tych błagalnych spojrzeń. Deklaruję 10 zł na razie do końca roku. Może też uda mi się zrobić bazarek na te dwie bidy.1 point
-
Jestem na zaproszenie i zapiszcie mnie do grona wymiękających z deklaracją na skromne 10 zł, chociaż w tym miesiącu po opłaceniu moich deklaracji solennie sobie obiecałam, że nie deklaruję się na razie nigdzie, póki trochę "moich" psiaków nie pójdzie do ds. Ale - jak powszechnie wiadomo - "nie wierz nigdy kobiecie"..1 point
-
Ja się nie mogę TZem zasłonić, bo u nas to akurat ja jestem głosem rozsądku ;) Czasami myślę o trzecim kocie, ale jak nasze dwie kotecki nagrandzą to mi przechodzi ;) Minęło już 30 dni od momentu przyjazdu Erga do nas, więc czas na rozliczenie: Wpłaty: +40 zł Aleksandra D. +460 zł AgaG Razem: +500 zł Koszty: -450 zł hotelowanie -10 zł badanie moczu -30,50 zł szczepienie na wirusówki wraz z dojazdem weta Razem: -490,50 zł +500 zł - 490,50 zł = +9,50 zł Stan konta na 25 stycznia wynosi +9,50 zł. Ergo już regularnie zostawia karmę w misce, ale na smaczki nadal jest łakomy. Ładnie się zaokrąglił, już nie ma śladu po sterczącym kręgosłupie :) Z zachowaniem czystości nie ma już problemu, nie było wpadki od ponad tygodnia.1 point
-
Potwierdzam :) widziałam na własne oczyska. ŚLiczniutki, gładziutki, błyszczacy, ufny i kochaniutki :) :)1 point
-
Kibicuję suni prawie od początku, szkoda, żeby po tych kilku latach wylądowała w schronisku :( Dlatego zapraszam wszystkich na BAZAREK dla suni: http://www.dogomania.com/forum/topic/145241-perfumy-dezodorant-kawapodkoszulkibutyfigurki-na-zad%C5%82u%C5%BCon%C4%85-gaj%C4%99-do-6022015-g20/ Proszę osoby, którym zależy na suni o podnoszenie bazarku i jak coś się spodoba to kupowanie :)1 point
-
8 lutego dzięki cioteczce Juso będziemy promować Fifi w Dąbrowie Górniczej! :) Trzymajcie kciuki! Więcej szczegółów poniżej: https://www.facebook.com/events/507032676107781/permalink/578725732271808/1 point
-
nie wiem czy to możliwe ale Jari Ci wyładniał :loveu:1 point
-
Skończyłam z tą karmą. Młodego "przeczyszczała" tzn załatwiał się 4-5 razy dziennie (kupska normalne). Teraz jesteśmy na rybnej karmie z Fish4dogs- kupska spadły do 2-3.1 point
-
Aż mu zadzroszczę. To nie znaczy ,że sama bym chciała leżeć w pontoniku,tylko,że tak mało psich staruszków jest w takiej jak on sytuacji. Wierzę,że wymaz wyjdzie prawidłowy.1 point
-
Wysłałam trochę zaproszeń. Może jeszcze ktoś wejdzie na watek. Wieczorem wyśle coś jeszcze.1 point
-
A może spalanie miski Wam coś pomoże? Mój też miał jakiś tam okres, że suche w ząbki kalało, ale zaczęłam spalac miskę - wszystko szło w sesjach szkoleniowych, a jak coś zostawało to chowałam w kongu, w zabawkach itd - i kazałam mu szukać. Psu podobało się, że musi zapracować na żarło i nagle problem jak ręką odjął ;) Teraz je w misce, ale czasem jak mu się chce pracować to sobie każda kulkę karmy podrzuca czy bierze w fafle i z nich "wyrzuca" po całym pomieszczeniu, po czym z radością szuka żarcia i zjada :D1 point
-
Wlasnie, karmisz go barfem czy suchym (jak tak to jakim?) Jak mojemu przez pewien czas nie smakowala karma to wlewalam mu do niej troche oleju slonecznikowego lub tranu kupionego w zoologu i wszystko zjadal, a do tego siersc mu sie poprawila. Po kastracji juz nie mam tego problemu i zjadlby wszystko w dowolnych ilosciach :p Edit: suche, ale jakie?1 point
-
Moze by podkreslic w ogloszeniavh ze on raczej maly bo na zdjeciach wyglada naprawde duzy. :)1 point
-
w sobotę przyciosam dwa płaszczyki od Miętusa, są w pokoju wolontariuszy, czarny z polarem i ortalionem jest bardzo cieplutki i powinien być idealny na chudego, sa dane w reklamówce do szafy obok stołu - u góry1 point
-
Dodzwoniłam się! Okazało się, że Pan po prostu wyłącza w nd telefon, żeby mu głowy nie zawracali. Ale skontaktowałam się z nim przez fb i od razu do mnie oddzwonił. Sytuacja ma się tak, że Dziad Reks przeskakuje sobie ogrodzenie, które ma 150 cm :| i to nawet nie z rozbiegu, a z miejsca jak sobie stoi i nie jest to dla niego żadnym problemem... I wczoraj jak go Aniu widziałyście, to akurat zwiedzał sobie okolice... Ale jak mówi Pan, wrócił po jakichś 20 minutach. I w zasadzie sytuacja jest problemowa, bo Państwo płotu sobie nie podwyższą. A przy nim to chyba musieliby postawić 3metrowy mur i jeszcze wkopać się porządnie w ziemię, żeby podkopu nie zrobił... Dziś sytuacja się powtórzyła, Pan poszedł po jego śladach, które były dobrze widoczne na śniegu i okazało się, że Reks przeskakuje ogrodzenie u jednego sąsiada, obsikuje wszystkie krzaczki, przeskakuje u drugiego, robi to samo i przeciska się pod siatką u trzeciego, robiąc również to samo... Państwo nie są w stanie go pilnować non stop i chyba skończy się na tym, że tak sobie będzie zwiedzał. Nawet gdyby wiązali go na długiej lince i puszczali luzem jak są przy nim, to przecież dziad i tak z obroży czy szelek się wywinie, co robił mi niejednokrotnie. Najwyraźniej taki styl życia prowadził w poprzednim domu... Poza tym to Pan jest z Reksa zadowolony. W nocy śpi z nimi w domu. Jest bardzo grzeczny, nie załatwia się w domu :) W pierwszym dniu Reks był wystraszony i bał się nawet własnego cienia. Na drugi dzień machał już ogonem zadowolony :) Pani podobno zakupiła mu już porządną wyprawkę. No i Pan stwierdził, że Reks to pies niemowa, bo ani razu jeszcze u niego nie zaszczekał :P a jak spotkał przy ogrodzeniu psa sąsiadów, który szczekał jak głupi i mało nie wyszedł z siebie, to Reks tylko podszedł i nasikał na to ogrodzenie, dając wyraźnie do zrozumienia psiemu koledze co o nim myśli :D Także pozostaje mi tylko modlić się, żeby ten Dziad sobie krzywdy nie zrobił przy tych ucieczkach...1 point
-
Cały czas odszczekuję pod stołem i cieszę się z cudownego domku Shiluni.1 point
-
1 point
-
Gufi pozdrawia :) ( prócz zjedzonego telefonu i znikającego z szafek i kuchenki i stołu jedzenia ;) wszystko ok :) )1 point
-
Ja przyznaję się - wizyt przed/adopcyjnych nie robię, jeśli pies trafia niedaleko mnie. Każę za to przyjechać do mnie, pójść z nami na spacer, zobaczyć jak pies czuje się w warunkach, które dobrze zna i rozmawiamy... długo, czasem 1h, czasem dwie... idziemy na spacerze specjalnie w las, bez względu na pogodę - mam okazję obserwować jak zachowują się wobec psa i jak reagują na warunki pogodowe... czy czasem np. nadmiernie nie przeszkadza im błotko. I jak reagują, gdy brudni wracamy do mnie, a pies otrzepuje się na łóżku. Jeśli są zdecydowani wziąć psa, podaję im umowę, wczytują się w nią przy kawie czy herbacie, dopytują i mają możliwość się zastanowić u siebie albo wziąć psa - pod warunkiem, że wypadli we wcześniejszych testach pozytywnie. Na wszelki wypadek pokazuje im zniszczenia psa i idziemy do pokoju, gdzie najwięcej urzęduje zwierząt, czyli w środowisko obślinione i ofutrzone. Jeśli sa zdecydowani, podpisują umowę i odjeżdżają z psem, który już ich jako tako poznał. Potem zdają relację, umawiamy się na wspólne spacery, ja jeżdżę do nich, oni z kolei do mnie. Na szczęście u nas się to sprawdza, dzięki temu mam fajnych psich znajomych :). Jeśli pies z kolei ma jechać gdzieś dalej, to oczywiście wizyta przed/a jest, proszę też by ktoś z okolic rozeznał się jacy Ci ludzie są - zazwyczaj takie rzeczy wiedzą sąsiedzi czy organizacje prozwierzęce działające na tym terenie i te opinie pomagają mi podjąć decyzję. Poza tym właściciele jeśli chcą, bym psa przywiozła - za transport muszą zapłacić. Na razie tylko raz żałowałam oddania psa, kontakt sie totalnie urwał, ludzie się wyprowadzili... była to suczka rasowa, zobowiązali się do sterylki... Jak kamień w wodę, martwię się okropnie i z trwogą przeglądam ogłoszenia. To była moja pierwsza, samodzielna adopcja, za bardzo ufnie podeszłam do tych ludzi. Później zrobiłam się bardziej podejrzliwa.1 point
-
Poczestowalam sie i ja pieknym banerkiem ;)1 point
-
1 point
-
1 point
-
zmniejszyłam je tylko - tak żeby największy z rozmiarów był 640 px (jedynie przy pierwszym zdjęciu zwiększyłam nieco kontrast - oryginał jest pierwszy ;) )1 point
-
Zapraszam na bazarek, gdzie są m.in. fanty od ewkar - są one oznaczone "dla Ergo": http://www.dogomania.com/forum/topic/145217-psiowe-akcesoria-ksi%C4%85%C5%BCki-i-inne-rzeczy-na-d%C5%82ug-gorzycki-i-dla-ergo-do-702/?p=16036037 ewkar, napisałam Ci PW, ale nie wiem czy dostałaś... jeśli masz jakieś objekcje co do cen wywoławczych fantów to daj znać, zmienię.1 point
-
Byłyśmy dziś odwiedzić Bezę - zrobiłam dwa zdjecia bo malutka było mocno zestresowana naszą wizytą... Natomiast Kasia opowiadała, że charakter ma wspaniały jeśli już komuś zaufa - cieszy się na widok człowieka, jest ciekawska, prosi o głaski... na spacerach też biega jak szalona :)1 point
-
Poczekaj Agnieszka na wpłatę od kiyoshi za jej fanty i wtedy wszystko razem prześlesz do Tamary, pisałam już o tym z cioteczką kiyoshi na pw, a tobie też w sms-ku, no ale pewnie masz urwanie głowy i ci umknęło :)1 point
-
We wtorek jedziemy z Homerkiem do doktora. Będzie miał ważne badanie kontrolne - rozmaz krwi. Oby wyszło pomyślnie. My tez pozdrawiam serdecznie : ), Homercio lula teraz w salonie, gdzie piszę. W świeżo zmienionym pontoniku, na czyściutkim kocyku, wypielęgnowany, śliczny, wygląda teraz na pieska, który zawsze miał dom, a nie na nieszcześnika, który dopiero od niedawna się nim cieszy :)1 point
-
Staramy się bardzo, by był zadowolony i cieszymy z tego, że ma dużo sił, aby cieszyć się urokami życia :). Postawy weterynarzy, którzy będąc niedouczonymi, jednocześnie ferują ostateczne wyroki typu: "nic się nie da zrobić" już nawet nie mam siły komentować... Całe szczęście, że na mnie trafiło i nie przeraziła mnie "diagnoza", że guz jest nieoperacyjny, a pies w razie jego usunięcia nie będzie trzymał kupy..No i całe szczęście, że postanowiłam porządnie zdiagnozować Homerka. Życie mnie nauczyło nie traktować tego, co mówią weterynarze, jako niepodważalnej prawdy. Niestety wielu jest niedouczonych i ci zazwyczaj są najbardziej przeświadczeni o swej nieomylności. Hmm nie wnikam w to, czy na studiach jechali na trójczynach i zaliczali wszystko po pięć razy, czy też kiedyś zdobyta wiedza dawno im z głów wyparowała, a po studiach zamiast wciąż się kształcić(bo weterynaria przecież nieustannie się rozwija) skupiają się głównie na zarabianiu, Wiem jedno, każde zwierze zasługuje by być potraktowane poważnie, wnikliwie, nawet gdyby szukanie przyczyny choroby czy sposobów zaradzenia jej oznaczało dodatkowo siedzenie po nocach, czytanie, szukanie. Mało wetów poznałam z takim podejściem, o wiele za mało. Kiedyś mąż koleżanki (wykładowca AM) podwoził mnie do pewnego gabinetu i w poczekalni tak się rozejrzał, chwilę pomyślał i powiedział coś w tym stylu, oczywiście ironicznie: "świetnie mają, zerowa odpowiedzialność". Ano właśnie, jak pacjent ludzki jest źle leczony, to o ile to przeżyje, może się gdzieś poskarżyć, powiedzieć o braku skuteczności czy wręcz popełnianych błędach. W przypadku zwierząt jest znacznie gorzej... Jeśli właściciel nie jest dociekliwy i rozsądny, nie walczy o swoje zwierzę, to niestety scenariusz może być taki, że będzie zostawiał ciężkie pieniądze ludziom udającym wiedzę, udającym umiejętności. A cóż dopiero powiedzieć o sytuacji, gdy zwierzę nie ma właściciela? i nikt za nim nie stoi? Nikt nie domaga się badań, diagnozowania?1 point
-
Empik ułatwił dt podjęcie dezycji o pozostawieniu go, tudzież oddaniu. Wątpliwości było co prawda sporo, kilka czynników przemawiało przeciw, ale jeden przeważył szalę. Empik szalony zaczyna "dręczyć" jamnika rezydenta. Rezydent nie dość, że jest wiekowy to ma problemy z kęgosłupem i po przebytej dyskopatii problemy z chodzeniem i utrzymywaniem równowagi. Empik skacze na niego, wiesza mu się na plecach, wywraca go, uniemożliwia mu wstanie. Co prawda zachowanie malucha jest normalne, w końcu to szczeniak, ale jednocześnie zaczyna stanowić "zagrożenie" dla rezydenta. W warunkach mieszkaniowych jakie ma dt ciężko psy od siebie od odizolować, domownicy starają się cały czas Empika pilnować, ale wiadomo, że nie zawsze można mieć oczy naokoło głowy. A rezydent, który z rodziną przeżył całe swoje ponad 16-letnie życie jest psem najwazniejszym, oczkiem w głowie i spokojna starość mu się należy. Zaczynamy się więc rozglądać za domkiem dla małego. Odezwały się do mnie 2 zainteresowane osoby. Oba domki na pierwszu rzut oka wyglądają ok, trwają rozmowy.1 point
-
wg mnie Walduch jest bardziej do ojca. Jako jedyny poszedł w węgierską stronę, reszta jest właśnie bardziej podobna do Korki. Zresztą, porównajcie sami . Ojciec, skądś z neta pobrany i Walduch natomiast Kora jak widać jest ciut inna. Może na pierwszy rzut oka nie widac jakich zbytnich różnic, ale ja tam widzę jego większe podobieństwo do ojca ;) A dziś Walduch jest bardzo ciężko chory.... To znaczy, hmm, inaczej, ja jestem na L4, a on tylko mi pomaga, ale z wielkim zaangażowaniem zakopuje się pod kołderkę i czeka na dobre czasy aż znów będę zdrowa i będziemy szaleć w polu ;) Zawsze to Inusia była mistrzem wspólnego chorowania, bo potrafiła i tydzień leżeć towarzysząco non stop w łóżku i spać 24/24 kiedy ja byłam chora, a teraz chyba zostaje zdetronizowana...1 point
-
Renia była wczoraj na spacerze w towarzystwie Lucka, Rominy i moim :) Wybiegała się dziewczyna, pozwiedzała wszystkie krzaczki. Była bardzo grzeczna, przychodziła na każde zawołanie, ładnie siadała i podawała łapkę na komendę, co zresztą widać na zdjęciach. Strasznie pozytywna i pocieszna z niej sunia. Jak człowiek na nią patrzy to od razu się uśmiecha :) Aga, szelki od niej musisz mieć Ty, bo w reklamówce nie było. A oto kilka ujęć dziewczyny: Z kolegą Luckiem. Jak widać zazdrości o parówki nie ma, zarówno jedno jak i drugie cierpliwie czekało na swoją kolej :) Jedna łapka I druga :D I na koniec z serii "Where is Wally" czyt. Renia :D1 point
-
telefonowe starsze warchlina przyłapany pod kaloryferem z "poduszką" z piłki Kiniaczka polne i pointer świetlisty dziś1 point
-
Oj pojechałabym, jak bardzo bym pojechała... Niestety. Rzeczywistość jest inna, szara i beznadziejna. żadnych pól czy wsi,wolności i beztroski. Mamy piękne wyogradzane trawniki, bloki i ulice gdzie psa za żadne skarby puścić nie można, bo albo wpadnie pod auto, albo zeżre trutkę lub ostatecznie stoczy śmiertelny bój z westem yorkiem lub jakimś innym małym pieskiem który ma pełne prawo chodzić i atakować bo jest malutki niuniuniu. Z tym ostatnim miałam przyjemność chociażby wczoraj. Ostatkiem sił po pracy wzięłam psa, wlazłam w boczną uliczkę i ćwiczę żeby mu jakoś ten kijowy tydzień wynagrodzić. Idzie starszy pan ze sznaucerem miniaturą bez smyczy. Już nam całkiem fajnie szło, ale sznaucer rzucił się z ujadaniem. Wald wykonał dziki sus w stronę pobocza i ominął go, ale się rozwalił całkiem. Wróciliśmy do ćwiczeń, już go miałam puścić żeby poszalał za patyczkiem, a tu gość znowu idzie wprost na nas i widzę jak pies robi już przyczajkę i się uśmiecha... Tym razem piesek skoczył na Waldka z zębami. Od jakiegoś czasu tępię to dziadostwo i oznajmiam wszystkim właścicielom że mam zero panowania nad psem i mi się wyszarpie, rzuci, nie utrzymam go i koniec amen salve regina. Z westem sobie poradziłam poniekąd, bo już bardzo ładnie nasze mijanki wyglądają, natomiast ten mnie zbulwersował całkiem. A ja zbulwersowałam gościa, widziałam jego minę jak popuściłam smycz i pozwoliłam Waldkowi się odgryźć (a tego jakoś nie zrobił jak mógł), wnet by mnie zabił. Ja wiem że to malutkie zadziorstwo jest, ale to chyba faktycznie trzeba tępić bo uciążliwe jest jak cholera. Ostatnio mnie jedna pani "wyprosiła" z psiego spotkania (de facto było tak że ja się spotkałam ze znajomą suką i psy podochodziły do nas i się bawiły) bo, jej piesek strasznie atakował mojego no i agrument padł : jej jest malutki i boi się, a kiedyś go zaatakował większy pies i ma urazik i ja bym poszła do domu to jej się pobawi. Strasznie mnie to frustruje, cholernie, chciałabym dla Walda jak najlepiej, żeby w tym sprężonym czasie zrobić jak najwięcej, a tu takie jaja. Zostaje nam tylko pole. Dziś Wald wyszalał się. Nie miałam w planach, łeb mnie rozbolał, jakieś zawroty mi się zrobiły, łóżko mnie strasznie przyciągało, więc... zebrałam się i w pole. Ale stwierdziłam że pies pobiega a ja się może prześpię oparta o drzewo ;) Nie było tak do końca, ale dziś go olałam okrutnie. I on to wykorzystał. Przerobił wszystkie krzaczory , wystawił chyba ze sto bażantów, galopował w zawrotnym tempie, no i pokiereszował się okrutnie. Ucierpiały też jego jajka, wbił sobie chyba jakiś patyk, wygląda to paskudnie, jak walnął przed znajomą na plecki to zdębiałam. W domu kąpiel, jedzonko i zasnął zadowolony. Już go nosiło od wczoraj, usiłowałam go jakoś zająć, ale to wszystko na nic, zajęcie może być dodatkiem, ale pointera nie oszukam ;) Noc ogólnie mielismy kiepską, bo dał czadu. Najpierw łaził, miotał się, kilka razy dostałam na poduszkę jego zabawkę, odsyłałam na miejsce, kręcił się wkoło stołu oszukując że już idzie, wreszcie dosadnie mu wyjaśniłam i położył się szukając innego zajęcia. Nie było co robić więc zaczął kokosić się, a tego nie znoszę (plus jak skończy to standardowa godzinna toaleta interesu i jajek z mlaskaniem i chrumkaniem tak żebym przypadkiem nie mogła zasnąć...) Oczywiście nie obyło się bez rozwalenia w drobny mak leżonka. Co za cholerna mania z tym podkładaniem sobie wszystkiego pod głowę... Pazurami rozpirzył resztki swojego materacyka, którego właściwej części niestety nie udało się odratować bo cuchnie jak stado skunksów żyjących w oborniku. Jak już ochrzaniłam go po raz setny i uszkodziłam jego łamliwą psychikę więc przyszedł się wdzięczyć. Jest prawdziwym szczęściarzem i udało mu się że nie mamy balkonu bo skończyłby jak nasz ulubiony west z góry - siedziałby tam zamknięty cały dzień i darł ryja bezskutecznie. Wreszcie zasnęliśmy. Obudziłam się jakoś po północy i moja pierwsza myśl to było " o jezu, zes.....ał się?!". Ale nieee, no gdzieżby, to dobrze wychowany piesek, nie załatwił by się w domu. Natomiast w nocy zakradł się do łazienki i wyjął z kosza brudnego pampersa i radośnie pałaszował jego zawartość. Był tak zajęty że nawet plaśnięcie go w tępy łeb nie zrobiło na nim większego wrażenia, dopiero jak zabrałam to widziałam spojrzenie o znaczeniu "eeej!"... Kocyk wrzuciłam do pralki i poszliśmy spać. Rano usłyszałam tuptanie i ku mojej uciesze okazało się że jest coś koło 6.00, Kinia już nie śpi,a na środku pokoju leży jakaś śmieszna ni to kulka ni placuszek. Podeszłam. To mój piesek rzygnął sobie radośnie tym co pożarł w nocy i nic zaskakującego by nie było jakbym nie znalazła w tym .... długiej i sztywnej glisty. Chryste! Natychmiast pomyslałam o tym że jeśli Wald to ma to bezpośrednio narażona jest Kinia .Podniosłam alarm. Pieronem zadzwoniłam do dziadka że ma natychmiast odrobaczyć koty. Jutro jedziemy do wetów. Mam nadzieję że coś zdziałamy jak nie mam ksiązeczki. Powiem szczerze że jestem strasznie zdenerwowana. Odrobaczam go przecież co 3 mce i to dobrymi środkami. W dodatku co jak co ale obecnie jest w szczytowej formie - dużo je, fajnie wypełnił się ciałkiem, werwy ma aż nadto, sierść mu błyszczy, nie ma żadnych objawów żołądkowych typu jakieś przelewy, burczenia czy nawet nie smrodzi teraz wcale...Cóż, nie robiłam mu nigdy badań, może czas, wiele moich znajomch nie odrobacza na ślepo tylko zawsze badają. A co do fot, odpaliłam telefon, wrzucam Obiecana "impreza" innych niestety nie posiadam, bo jak już idę to jest ciemno. Dziś w polu cyknęłam tylko taki zachodzik ewentualnie mam takie ,ale bez rewelacji, ot stoi wystawia (piękny bazancior był,dawno nie widziałam takiego bydlaka) Wald w polu bardzo się poprawił. W porównaniu z naszym miastowym życiem to jest sielanka. i Mała Królowa naszego marnego stada : Jak dla mnie człowiek absolutnie genialny. Wypowiada się biegle we wszystkich kwestiach, rzuca genialne spostrzeżenia jak np wczorajsze "cimaaaaka... gubiła.."- 5.00 o poranku (co miało oznaczać tyle że cumlak jej gdzieś przepadł w łóżku po nocy i wzywa cały dom do szukania), lub "ochorera" (taaaaak, podłapała od dziadka), czy "łojesus" (podchwycone od babci). Czasem zdarza się jej niedorzecznie jak np siedzi na kanapie wrzeszcząc "niemamnie!niemamnie!niemamnie!". A czasem jest zaskakująco bystra : kilka dni temu woła "maaamuś!", mówię więc " cooo?"., na to ona podchodzi do mnie i bardzo poważnym tonem oznajmia : " pusca" , więc pytam " co puszcza?". Na to mój geniusz odpowiada mi " bonko", co w prostym przekładzie oznacza że ktoś się zesmrodził i przeważnie jest to albo ona albo Waldek. Robię wielkie oczy i mówię " ale ktoooo?". I wydaje się, wskazuje na warchlinę i powtarza " Aduch, A...duch, Al...duch!". :D A przemowy między nimi i kontakty ogólne to coś cudownego <3 Dziś wynalazła jego starą linę (tą samą którą dostałam kilkakrotnie w nocy w twarz), złapała ją i podeszła do niego, oczywiście zakłócając mu sen. Kucnęła przy nim i czule patrząc mu w oczy powiedziała " maaas, kupiłam". Do tego dyryguje nim niesamowicie, podnosi rękę w górę i wrzeszczy mu " sieć" lub " siad!", rzuca mu zabawkę i wrzeszcząc "siuka!" pokazuje mu gdzie ona jest, a dziś nawet złapała go za obrożę i podśpiewywała " pociok" (jedzie pociąg), ale Wald zamiast wejść do zabawy i robić za wagon w pociągu wolał stać i gapić się jak smaruję chleb masłem i ani drgnął.1 point
-
Rudy jest szczęśliwym psem :) jest bardzo przylepny , cały czas chce się łasic, toleruje wszystkie zwierzęta, jest bardzo przyjacielskim i radosnym pieskiem. najgorzej zniósł sylwestra oprócz jedzenia to przez 3 dni nie wyszedł w ogóle z budy, bardzo się bał :(1 point
-
1 point