Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 932
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Kora napisał(a):
Ciotki, poprosze numer konta na synka przeslane zostana pieniadze za suszarke i koszt przesylki bezposrednio od kupijacej dogomaniaczki.

Ciotka Uzona powinna przelac 21 zeta na synka za kupiona suszarke wraz z przesylka.

Posted

już coś wiem więc mogę Wam napisać ciotunie...Nescca dodzwoniła się do doktorka dopiero dziś...ale spoko bo wizyta już w piątek:) także pojutrze zabieram Bobinka i psychicznego Juranda do Wrocka.... ciekawe co tym razem Jurek mi zje ...mama jedzie z nami...będzie Bobiego (a raczej siebie) podtrzymywać na duchu.... zainspirowana walką o Duszka postanowiła ze Bobi koniecznie musi mieć kompletne badanie krwi a mocznik i kreatynina to obowiązkowo..... teraz szykujemy się z naszym Kubą na zdjęcie kamienia...więc jak pojadę pobrać chłopakowi krew do badania przed zabiegiem, to Bobiemu też pobierzemy i zrobimy mu cały pakiet badań....a co...stać go;)

Posted

danavas napisał(a):
... pojutrze zabieram Bobinka i psychicznego Juranda do Wrocka.... mama jedzie z nami...będzie Bobiego (a raczej siebie) podtrzymywać na duchu.... zainspirowana walką o Duszka postanowiła ze Bobi koniecznie musi mieć kompletne badanie krwi a mocznik i kreatynina to obowiązkowo..... Bobiemu też pobierzemy i zrobimy mu cały pakiet badań....a co...stać go;)


Kochany Bobinek! I dobrze, że Go stać! Zapracował sobie na to! Przynajmniej wszystko będzie wiadomo...
Bobinka przytulam do serducha... I ukochaj jeszcze ode mnie Mamę!

Posted

danavas napisał(a):
a może któraś cioteczka jest z Wrocławia i chciałaby poznać Bobinka????


Ja to bardzo chętnie pognałabym do Bobinka w odwiedzinki i żeby Go poznać, a przy okazji wyprzytulać, ale mam jakieś 400km... Niestety...

Posted

he he...takie majaki....fajnie by było..pokazałby tym moim kundlom kto tu rządzi...już mu się wydaje ze jest najważniejszy a jakby zaczął widzieć to na bank byłby dominatorem:)

Posted

ciotki Bobinkowe...to była droga przez mękę.... jeszcze przed wyjazdem złapałam gumę...jak to blondi oczywiście w zapasie tez flak.......całe szczęście wpadł na mnie wybawca...mąż Nescci..napompował zapasik a pan wulkanizator zrobił resztę....pomyślałam sobie, że teraz to już nic się nie może stać....:) o 13tej zapakowałam mamę z Bobim do auta i pojechałam po Juranda....jechała z nami tez Kasia(kaszexx) - przypadło jej zaszczytne miejsce z tyłu razem z napalonym Jurandem na kanapie....Jurek bzykał wszystko...siedzenia, podłogę, nogę Kasi...wskakiwał pod tylną szybę i pykał zagłówki a całą drogę wył arie operowe... na początku było śmiesznie ale po 100 km i kilku objazdach już nam głowy pękały....znów pomyślałam....gorzej nie będzie...pomyliłam się.... jakieś 50 km przed Wrocławiem przypomniało mi się jak mój Jarek mówił tydzień temu:"pamiętaj..wlej płynu do chłodnicy"...lepiej późno niż wcale...płyn dolałam, ale korek od zbiorniczka z płynem wypadł mi z reki w wleciał pod akumulator..30 minut próbowałyśmy go wyciągnąć....oczywiście się nie udało...a wizyta umówiona na godzinę, my na tych objazdach straciłyśmy sporo czasu.... nie miałam ani pół klucza żeby ten akumulator uwolnić.....mój chłop się na mnie darł przez telefon, że jak pojadę bez korka to on mnie zaciuka......Jurand co podleciał to bzykał mi łydkę.... nie wytrzymałam i jednak postanowiłam jechać bez korka;) zębami potargałyśmy stare prześcieradło na którym wożę psy....i z tych kawałków oraz starej zakrętki zmajstrowałyśmy nowy korek....wypasiony:) szkoda że nieszczelny....z obiema gałkami wlepionymi we wskazówkę temperatury pojechałyśmy dalej....spoko jazda...nic się nie dzieje na 10 km przed Wrockiem tak się wyluzowałam że odkleiłam oczy od tej wskazówki i się zagotowało..... no to postój....zaraz na wjeździe do miasta....korek obrzydliwy...my na poboczu, moja mama już zrezygnowana, że nie zdążymy....auto się gotuje...stałyśmy tam ponad 20 minut i czujecie że nikt się nie zatrzymał żeby pomóc...a wszyscy nas w tym korku żółwim tempem mijali....w końcu się schłodziło...wylałyśmy wszystkie butelki wody zabrane na drogę....brudna po łokcie z nowym "ulepszonym" korkiem pojechałam dalej.... na dworze ponad 20 stopni a my ogrzewanie włączone na full, żeby się fura nie grzała...Jurand wyje, my upocone jak prosiaki... w głowie wizja że jedziemy na darmo bo miałyśmy być między 16 - 18 a nawigacja pokazywała że będziemy po 18tej.... już nam zwisało to że nie będzie czym wracać do domu, byle by ta wizyta się odbyła....co chwilę ktoś na nas trąbił i pokazywał ze nam kapie spod maski...ja już wpadłam w śmiech histeryczny....na szczęście wet jeszcze był....jak nas zobaczył to zaproponował żebyśmy się wyciszyły na chwilę...hehehe..zbadał chłopaków i nie wziął ani grosza za wizytę...chyba z litości...tylko nie wiem czy się bardziej litował nad ślepymi czy nad wyglądającymi na psychiczne babami które w kółko mówiły tylko o chłodnicy;)... sąsiadem profesora Kiełbowicza jest mechanik który uratował nasz powrót do domu i uwolnił korek który jakimś cudem nie wyleciał i nadal leżał pod akumulatorem.... ta wycieczka trwała prawie dziesięć godzin...jak wróciłam wczoraj to już nie miałam siły pisać....

Bobi nasz kochany całą drogę grzecznie przesiedział u mamy na kolanach i ani na chwilę nie zaprotestował...on był w siódmym niebie...cały czas wtulony:)

Posted

A teraz diagnoza...Prof. Kiełbowicz powiedział , że ..jest minimalna...ale na prawdę maleńka szansa że Bobinek widzi ale jeśli w ogóle coś to bardzo słabe cienie...to nawet nie są kontury...no i możliwa byłaby u niego operacja ale ma liczne zrosty w siatkówkę które bardzo skomplikowałyby zabieg...więc on bazując na tym co widzi w oku i na całym swoim doświadczeniu stanowczo odradza, bo można by tylko Bobiemu narobić ogromnego bólu i jeszcze zaszkodzić....byłam w szoku...bo przecież jak się to ma do tego co mówił Dr Garncarz???? ale potem sobie poukładałam w głowie obie opinie i w sumie chodziło im o to samo...Garncarz mówiąc o zbyt dużej degradacji siatkówki miał pewnie na myśli właśnie te zrosty....
Profesor Kiełbowicz powiedział ze byłaby to operacja dla samej operacji a nie dla dobra psa....

marzenia o odzyskaniu wzroku chowamy więc głęboko do kieszeni a skupiamy się na leczeniu paskudnych zmian jakie Bobinek ma w oczkach....wielkie wycieki pigmentu...okropny stan zapalny który może doprowadzić do jaskry...
Bobi dostał długa receptę i masę tablet do łykania....
Bio-Karoten, Rutinoscorbin, Calcium Dobesilate, Aescin, Klarin i Encorton...wcina 9 tabsów dziennie i za dwa tygodnie mamy telefonicznie opowiedzieć profesorowi czy ceglaste nacieki na oczku zbladły...wtedy ustalimy co dalej....
później napiszę ile leki kosztowały ale ogólnie około 65 zł więc szału nie ma..... no a 100zł na paliwo dał Jurand i wyrobiliśmy się w tej kwocie idealnie.....dodatkowo wizyta gratis, także super:)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...