Jump to content
Dogomania

PONka Delma po 2 latach w schronisku,ma swoj dom.Jak cudowniie!!! :)


Recommended Posts

Posted

jakieś fatum na nas spadło...
przyjechała dziś rodzinka chętna na adopcję Jerrego - wypuściłam Delmuchę na podwórko, zanim przyjechali; znowu pogoniła takiego czarnego kota, który się u nas stołuje na podwórku - zawsze go goni... po paru sekundach usłyszałam straszne skomlenie i zobaczyłam Delmę z podkuloną łapką. Strasznie płakała - nie wiem co się stało!!!!nic w łapuche sie nie wbiło, nie wiem co jest?? W domu cała się trzesła i płakała - po tel do weta podalam jej peralgine - jest spokojniesza ale na łape nie staje. Nie wiem co sie stalo - zniknela na ogrodzonym podworku, za domem doslownie na chwile. Jutro pewnie musze przeswietlenie zrobic...
czy zly los moglby odpuscic troche?

  • Replies 775
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

moze zle stąpneła...jej stawy moga nic byc w idealnym stanie...
Biedna mała.Ona musi zyc w zdrowiu i szcześciu,bo przeciez musi miec nagrode za to,co przeszła.
Magdziaku,los nie jest taki zły-no zobacz,kto inny ma w domu taka miłość w czystej postaci jak Delma?
a jak Jerry?

Posted

Rozpacz - Delma zwichnęła staw biodrowy, nie moglismy jej podac narkozy bo serce niewydolne, miała nastawiany tylko po głupim jasiu. niewyobrażalnie się nacierpiała - teraz lezy w koszyczku obok mnie - mam pilnowac zeby nie chodzila, po schodach absolutny zakaz. Nie wiem jak to sie stało, rozpacz mnie ogarnia że nie zapobiegłam katasrofie - tylko jak? nie wiem..
serce pęka z żalu - i ta wiadomość o serduszku..żeby tylko ten staw nie wyskoczył znowu, potwornie sie boję, proszę trzymajcie za maleńką kciuki
--------
Malutka już całkiem wybudzona, wygramoliła się z koszyczka a ja mam te przeklęte panele, na których się psie łapki rozjeżdząją; capnełam na ręce i na trawkę do ogródka - zrobiła 3 razy sioo, pojadła trawy, na łapkę stawała więc nie boli już. Po "spacerze" capnełam na ręęce i wpakowałam do koszyczka. Delmucha zawsze chodzi za mną krok w krok, więc zrobiłam patent: koszyczek na kocyk i z kocykiem sobie jeździmy po domu - Delma nie protestuje - moje słoneczko kochane. Od jutra ma tez dostawac na serducho Vetmedin (?) nie wiem czy dobrze odczytalam z kartki od weta. To tyle - bede Was informowac co dalej z naszą psinką kochaną

Posted

Biedna Delmucha.
Najwazniejsze,ze jest z Toba,szybko dojdzie do zdrowia
.A ten lek na serce jest bardzo dobry,a z chorym serduchem pies moze zyc dluuugie lata-pamietam,jak pies mojej kolezanki 4 lata temu zostal wrzucony na leki sercowe,kolezanka plakala,bo myslała,ze z psem sie juz bedzie zegnac,a tu leki pieknie pomogły,piesek rześki i wcale sie na tamten swiat nie wybiera.
Co do stawow-niczego nie mozemy przewidziec,wiec nie zadreczaj sie Magdziaku.Jestes kochana i cudownie ma Delma z Toba.

Posted

Dzieki Brazowa za dobre słowo - ja caly czas jestem w szoku, ze to sie stalo na podworku, miejsce wydawalo sie bezpieczne; juz wiem jak to moglo wygladac: kolo byłej stajenki mam ułożone drewno na ognisko, kot pewnie tamtędy uciekał do sadu za płotem a Delmucha za nim po tych drwach. tak to musialo wygladac... inaczej tego nie widze i wściekła jestem, że taka głupia sprawa przyczynila sie do tej tragedii.
Delmuchy pilnuje na zmiane z mężem - szczególnie jak znikam z zasięgu wzroku trzeba przy niej siedzieć, bo chce wedrować za mna...
strasznie ją kocham, nie wiedzialam ze az tak bardzo...
dziś rozmawiałam z moją kochaną Kasią (wolontariuszką) - ona mi pomaga przy psach i kotach.... ona dziś trzymała Delmusie, kiedy łapka była nastawiana a mała tak strasznie płakała.. ja nie mogłam, uciekłam z gabinetu..
i tak się zastanawiałam...wiedziałam że biore starszego psiaka i mam świadomość, że tych darowanych lat przed nami razem nie jest wiele i mogą być choroby, jakieś dolegliwości..
ale dzis kiedy mialam podjac decyzje, czy ryzykujemy narkoze, która może na zawsze odebrać mi to ukochane psie....
pomyślałam, że nie nadaję się do tego, nie powinnam brać psa, który może niedługo odejść bo ma swoje lata
i pomyslalam też jakie to egoistyczne - tylko dlatego nie dawać szansy starszym psiakom, bo narażamy siebie na cierpienie rozstania..
Przepraszam, ze pisze w tym tonie - ale dziś mialam chwile w gabinecie u weta, ktore dla mnie byly otarciem sie o smierc Delmuchy...przez glupia gonitwe za jakims kotem...
Maleńką wynosze na sioo, kupala jeszcze nie robila najwyżej zrobi w domu w nocy... apetyt dopisuje - dostaje tylko samo mięsko z ręki, bo cięzko jej z miski teraz wyjadać i wypluć ryż ;)
Sama chce chodzić, ale mam pilnować żeby jak najmniej chodziła.
to tyle na dziś..
....i musiałam sie wygadać...sorry

Posted

ale wiesz,z tym starszym psem-to jest tak-adoptuje sie konkretnego psa,a nie jego metryke...serce moze byc slabe u mlodego pieska-zobacz,Oktawia6 zaadoptowala od nas 2letnia pekinke,wyszła arytmia i tez narkoza byla obarczona ryzykiem.
Bedzie dobrze,nie martw sie,popatrz na Delme,pomysl,ze wszystko dla niej warto zrobic i nie zadreczaj sie,tylko ja zwyczajnie kochaj,jak zawsze:)

Posted

Delmusia dzielnie znosi "koszyczkowanie" - troche miała problem z koopalem, dopiero rano dziś na "spacerze". Musze jutro zapytać o dietę, bo Malutka ma teraz praktycznie 20 minut dziennie ruchu i to tylko kolo domu.
Przed chwilą się wkurzyłam maksymalnie - zadzwoniłam do weta w Olsztynie (tu gdzie mieszkam) i chciałam umówić wizytę domową, trzeba jutro Delmie podać zastrzyki, które dostałam. Jak się dowiedział, że pies był u innego weta (najlepszego w Częstochowie od kości i stawów) i ma przyjechać tylko podać domięśniowo leki, odpowiedział: "mało prawdopodobne, że znajdę czas, niech pani szuka kogoś innego" .....facet mieszka 2 ulice ode mnie..:angryy: , Olsztyn to malenkie miasteczko.
Jutro więc jadę do Częstochowy do naszego weta na zastrzyk (nasz wet tylko stwierdził "nie skomentuję postawy tego "Pana Doktora...."). Szkoda tylko, ze muszę Delmuchę targać...

Posted

Dopiero przeczytałam...
Przykra historia, tak mi żal Delmy, nacierpiała się. Magdziak, jeteś tym, co mogło się trafic tej psinie najlepszego!
Wożenie koszyczka z Delmą za pomoca kocyka wzruszyło mnie.
Trzymajcie się dziewczyny!!! Trzymam kciuki za Was!

Posted

brazowa1 napisał(a):
nooo,jak ten weterynarz tak bedzie traktowal pacjentow i klientow,to kiepsko widze jego praktyke...

z tego co wiem jest jedynym wetem w Olsztynie... ale juz słyszałam o nim nieciekawe opinie. szkoda tylko Delmy, że musi być przewożona w takim stanie - to jest ok 20 kilometrów - tylko po to, zeby podać jej zastrzyk !!:angryy:

Posted

Co w olsztynie tylko jeden wet??przeciez tam sa studia weterynaryjne,,to i musi byc i wiecej fachowcow,,,,,niestety nie mam jak sie skataktowac ze znajoma bo jest w irlandi,,(juz po weterynari)ale miala praktyki u wetow olsztynskich to by mi doradzila gdzie najlepije sie udac,,,,,,Poszukaj ,,musi ich byc wiecej,,,,a nawet zadzwon do dziekanatu weterynari i podpytaj,,,,moze ci doradza ,,bo zal meczyc Delme taki kawal,,,,
Na kortowie masz weterynarie,,,,tam powinni cie poinformowac,,,!!!!
Delma trzymaj sie!!!!

Posted

a to nie wiedzialam,,,szkoda ze musisz sie w taka droge wybierac!!!
Mam nadzieje ze wszystko bedzie w porzadku,,,a co do tej kontuzji ,to nie miej do siebie pretensji,zalu,,,,,to nie twoja wina,,,,,to ze dajesz psu swobode zycia to jest najpiekniejsze,,,,!!!!!i ze pobiegla sobie za kotem to pewnie dla niej wielka radosc,,,,zapewne wszystko sie skaczy szczesliwie!!!I za jakis czas znow bedzie mogla pogonic swojego czarnulka!!

Posted

wiewiora - ja mieszkam w Olsztynie koło Częstochowy, to taka mała dziura z ruinami zamku :evil_lol:. Mamy urząd gminy, poczte, apteke i kilka sklepow - a weta jednego....:diabloti: Niestety, jako że jest jedyny i tak ludzie do niego chodzą - chyba tylko na szczepienia przeciwściekliźnie, bo na wsi wiadomo jak jest. Może uraziłam jego ambicje? :diabloti:
Delmucha jakoś zniosła podróż samochodem - nasz ukochany wet przyszedł do samochodu zrobić zastrzyki, więc nie była przenoszona (nasz wet też nie nastawiał tej nóżki, ale nie poczuł się jakoś urażony...wspaniały człowiek)
DElmucha niestety bardzo się stresuje jazdą samochodem (kojazy jej się tylko z wożeniem do weta) i cały czas trzęsła się jak galareta..
Łapunia nie boli - Delmusia chce biegać i niestety skakac - zawsze skakała z radości.. wierzę, że nam się uda i Malutka wyzdrowieje; chcoiaż zdaniem weta zawsze już będę musiała pilnować jej aktywność - jak raz się popsuło to może sie powtarzać ta kontuzja

Posted

A zeby jej nie stresowac (wozeniem do weta),,nie mozesz jej sama podac zastrzyku,,,,,????oj wiem wiem,,,,,lepiej zeby mimo wszystko lekarz ja za kazdym razem zobaczyl ,,,,to wspaniale ze mloda czuje sie lepiej:multi:

Posted

zastrzyku nie zrobie za żadne skarby świata - jedyne na co sie odważyłam to nakłuwanie kociego ucha, ale tam kropelka była potrzebna do badania cukru.
Po konsultacji z wetem, lepiej małej nie targać bo można zaszkodzić - szarpie się przy pakowaniu do samochodu i potem cały czas trzęsię ze strachu. Dziś ma dostać kolejny zastrzyk - ale przyjedzie specjalnie do niej moja kochana Kasia, jak zawsze niezawodna :loveu:. Jako, że jest ratownikiem medycznym to myślę, że da sobie radę;)

Posted

A nie masz jakiegos starego dywanu zeby na ten miesiac rozwinac,,,????bo na tych panelach to pewnie tak bedzie raz za razem,,,,,,
Tak mi was bardzo zal,,,Delmucha jest taka kochana a ty robisz wszystko zeby jej ulzyc w bolu,,,,,wiem ze ona jest twarda i bedzie probowac dochodzic do siebie wszystkimi silami ,,,w koncu ma dla kogo teraz!!!
Pozdrawiam,,,,,,,,

Posted

uff nie wiem ktora z nas jest wieksza panikara - dzis nie zwichnela tylko sie urazila!!!! Alestrasznie piszczala, nie stawala na lape, na podworku najpierw sie polozyla a potem tylko czolgala, wygladalo to strasznie.
Ale jest dobrze - narobila sobie i mnie strachu ale jest dobrze.
nie mam dywanu zadnego w domu - jezdze z nia na kocu po mieszkaniu, ale ona ma juz dosc tego koszyka i chciala sie zwyczajnie polozyc na podlodze i tak niefortunnie jej ta lapa na bok poszla. nie wychodze z domu kiedy jestem sama, nie opuszczam jej na krok - dzis to pech byl; ale na szczescie nic sie nie stalo. niech sie cieplej zrobi to bede z nia siedziec na podworku - po trawie moze chodzic bo lapki sie nie rozjezdzaja. To tyle - ide sie polozyc: podebralam Delmie melise i zrobilam sie senna

Posted

wiewiora dzięki:oops:
Delmusia ma teraz wzmocnione zabezpieczenia, pod koszyczkiem rozlozony kolejny koc, więc jak chce wyciągnąć łapki to może swobodnie przemieścić sie za koszyczek; kocyk zacumowany do koszyczka wiec nic nie odjezdza. Na spacerach wspaniale chodzi, łapka tylko troche na bok ucieka (bardziej piętka sama). Trochę się martwie o uszy - Mała zaczeła sie nimi baaardzo interesować... Oticlar wpuszczam i masuje teraz co 2 dni; mój wet mówił mi jeszcze przed kontuzja, ze musze pilnować bo mała ma jakieś "polipy" (nie wiem czy dobrze pamietam) i wystarczy spadek odpornosci i moze sie cos paprac. Jutro Piotr kupi niebieski cud - do soboty musze sie tego trzymac, nie chce jej narazac na kolejne stresy, a w sobote mamy i tak kontrole u Delmuchy "ortopedy" wiec uszy tez zobaczy.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...