Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

bros napisał(a):
ciotko kochana z Brosem mam stale problemy zolądkowe, jest bardzo delikatny, ponadto juz 2 razy musieliśmy "zabijać" bakterie antybiotykami. Ponoć są w każdym psim żołądku, u niekturych delikutasków niestety się zbytnio namnażaja i szkodzą, wtedy mamy biegunki, sluz i spadek masy :( musimy bardzo uważać na nasze futerko.


Masakra, ręce opadają jeśli chodzi o te delikatne żołądki. A skąd wiedzieliście o tych bakteriach? Robi się jakiś wymaz? Czym karmisz Brosa? A kiedy był szczeniaczkiem, czym karmiłaś?
Modlę się żeby ta karma mu przypasowała - bo zależy mi aby w tym okresie dynamicznego wzrostu dostawał naparwdę konkretny materiał budulcowy - sama nie jestem w stanie mu tego ugotować. Pewnie w poniedziałek przyjdzie.

  • Replies 608
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

:angryy::mad::angryy:....znów napisałam elaborat i wcieło mi całość - ehhhhh :angryy::angryy::angryy:

postaram się jeszcze raz

o bakteriach dowiedziałam się z wymazu właśnie. Kiedy umawiałam Brosa na kastracje wet najpierw zleciła badanie krwi żeby być pewną zdrowia psa. Zaczęłyśmy rozmawiać (kastrowałam nie u swojego weta) o biegunkach Brosa o predyspozycjach rasy itp i od słowa do słowa wetka poleciła wymaz oraz rozszerzone badanie krwi. Tak też zrobiłam - wykluczyłysmy chorą tarczycę i trzustkę ale bakterie niestety się potwierdziły. Dostał antybiotyk na tydzień i dietkę. Wszystko wrócilo do normy. Mamy niestety tendencje do nawracania/namnażania tego cholerstwa więc za radą wet na początku każdego miesiąca przez tydzień stosujemy kuracje jogurtową + jakis probiotyk.

Od szczeniecia zaraz po mleku matki (jeszcze u hodofffcy) karmiony był Pedigree, u nas od razu RC na przemian z gotowanymi polędwiczkami cielęcymi z ryżykiem i warzywkami. Tak do 6 miesięcy. Jeśli chodzi o RC to właśnie słyszałam ze zbyt szybo wyciąga psy w górę co by akurat u Brosa się sprawdzilo. Na dodatek przechodził w "dzieciństwie" ostre zapalenie kości , prze właśnie ich zbyt szybkie wzrastanie. Potem ze względów finansowych musieliśmy zejść na karmę tańszą niestety. Próbowaliśmy Acanę, Bosch- efekty marne, koopki nawet nawet ale smrody takie puszczał że broń chemiczna przy tym wysiadała. Trafiłam na karmę Josera i tę stosujemy z ogólnym zadowoleniem - Josera Festival dla wrażliwców :evil_lol:. Dosmaczamy rzecz jasna :roll: bo to francuski piesek jest i podniebienie ma wysublimowane szczególnie. Jest pasztecik, mięsko gotowane wołowe lub indycze, chrzastki, gotowane serca wołowe zmielone, jest też rybka, olej rybny, olej lniany. Czasem też surowizna wyłącznie wołowa, kości. Generalnie żeby piesio się najadl pancia świruje :) ale kocha tego zwierza nad zycie to wydaje się to świrowanie całkiem na miejscu ;) Oprócz tego dostaje suplementy czasem wit B i rutinoscorbin.

O Orijenie słyszałam ze jest rewelacyjny i chetnie sama bym sięgnęła na tę połkę acz trochę droooogo a mam jeszcze inne dwie ludzkie gąby do wykarmniena w tym jedna żarta strasznie :evil_lol:

Posted

Dziękuję, Bros za odpowiedź. Na razie nie odniosę się do niej bo jestem w ciężkim szoku po tym co wyciągnęłam Miśkowi z doopki... Przeżycia rodem jak z opowieści Idusiek z wątku Śnieżki (zapadło mi to bardzo w pamięć bo było obrazowe:))
Na szczęście on na spacerze, a nie kanapie. W każdym razie to była druga "dwójka" tego spaceru, zaczęła się średnio rzadko ale tez nie aż tak, za to końcowy odcinek utknął i Misiek nie mógł sobie z tym poradzić. Ja już byłam na szykowana z ręką w worku żeby kupy pozbierać i patrzę, że chyba trzeba pomóc. W sumie dobrze, ze Idusiek tamto opisała, że pociągnęła bo normalnie to może bym się bała żeby czegoś nie naruszyć etc. nie wiedziałabym czy wolno. A tak, to po prostu jak już Miśka miałam w dobrej pozycji to też pociągnęłam. No bo czasem włosa połknie czy coś to faktycznie może się coś ciągnąc. Wystawało może na 2-3 cm, a to co wyszło to kolejne z 10cm !! :o
Normalnie to może by mi się zrobiło niedobrze, ale było dosłownie tak porażająco przerażające, że zapakowałam w worek i zaczęłam oglądać. Jeszcze podeszłam do najbliższego weterynarza żeby pokazać i zapytać, ale dopiero od 11. Nadal nie mogę rozkminić co to wyszło.
Jakieś takie białe, jak by jelito, coś w środku jest, średnica hmm na nie cały centymetr. Masakra.
Oczywiście zrobiłam zdjęcie, ale Was oszczędzę.
Zapakowałam w kolejny worek i wsadziłam ... :)
Nie powiem gdzie bo Łukasz pewnie przeczyta i się wkurzy :) Ale musiałam to schować przed kotem :)

Tak się zastanawiam, że Misiek chyba musiał mieć to już dłużej... bo się jakoś drapał i sprawdzał co jakiś czas na tyłeczku. Nie jakoś obsesyjnie i często bo aż taki giętki nie jest. Ale zauważyłam to. Może to od tego były te koopy fontannowe, a nie od karmy... A może to jajo robala się takie wielkie wylęgło?? Ale aż takie wielkie i długie to chyba nie....

Posted

Nic to, jestem właśnie w toku zamawiania kagańca fizjologicznego. Pomierzyłam kufę, mailuje ze sprzedawcą. Maja mi dobrać na tej podstawie. Kurde ja tak prześwietlam wszystko. Oczywiście dziś też jakąś chrząstkę i dziwne coś jak by drewienko,ale jakieś smacznawe - wyciągałam (ale z pyska:)) Ludzie, którzy takie kości wyrzucają są podli!
Mało tego bigosy, zupy, pasztety w otwartych puszkach, wszystko można znaleźć. Chleby to pikuś przy innych atrakcjach....

Posted

Może być tasiemiec... Wiem, że są takie "osobniki", które się byle preparatowi na odrobaczenie nie poddają. Mój Oskar kiedyś tak miał - apetyt wilczy, a chudł. No i dostał jakiś odrobaczacz ekstra - pomogło. Biedny Misiaczek - najwyraźniej "obcego" w brzusiu miał - pasażera na krzywy ryj!

Posted

jesoooo moja pierwsza sunia miała tasiemca, sunia wzięta ze schroniska hmmmm 25 lat temu, niestety mała nie przeżyła ale tez i techniki wtedy były nie na tym poziomie, dostałam olej rycynowy i 3 razy dziennie kroplówki, mała była za słaba :( ale ona wymiotowała tego tasiemca metrami , ohyda straszna. Dziś spokojnie to się leczy i Ekianko lepiej że tak się stało koniecznie to sprawdź i skonsultuj bo to dziadostwo zjada wszystko co cenne za "karmiciela" - pasożyt jeden !!!

a wyciąganie z doopki metrów trawki mamy opanowane:roll:

Posted

acha :)
Dobrze, że mi piszecie. Niewiarygodne mi się zdawało aby to było coś żywego. Ale z tego co piszecie skoro jest to możliwe - a na coś takiego mi wygląda, to może ja lepiej na Białobrzeską się przejadę...

Posted

Michaś wrócił od lekarza. Ten Alien, którego dziś urodził okazał się być chusteczką do nosa!! :) Całe szczęście! :) A ponieważ widać długo w nim była to była w śluzie i wyglądała rzeczywiście dziwnie.
Poza tym:
1. Cysta, która mu się zrobila po Łukaszowych zastrzykach ma zniknąć po gorących ogładach z podgrzanego piasku na patelni :) Albo można też przykładać kompresy z termoforu na 15 minut. Haha - ciekawe jak? Przeciez on zagryzie termofor. No,ale próbować będziemy.
2. Dostał suplement w pigułkach ze żwaczami - ma to pomóc w przeciwdziałaniu namiętnemu jedzeniu ziemi. Ale pani powiedziała, że przy stosowaniu tego proszku co dali nam wcześniej, na pewno nic mu nie brakuje, a ziemię je jak małe dzieci bo fajne.
3. Wielka chrżąstka (naparwdę duża), którą dziś połknął ze strachu przed kotem, który go nakrył jak jadł - jest nieszkodliwa, wszystko będzie dobrze.
4. Brzuszek obadany i wygląda na zdrowy. Misiek rozwija się prawidłowo. Mamy zainwestować w kaganiec.


Poza tym doszła karma. Misiek mało nie wyskoczy z siebie tak mu smakuje. Mało tego - nawet kot przyszedł z nadzieją na wyżerkę, ale nic nie dostał :( Chyba nie powinien.
Faktycznie, przeliczyłam na ile starczy nam ten Orijen - nie najtaniej. Wychodzi co miesiąc 230zł, plus weterynarz... ręce opadają. W sumie było by to jeszcze do przełknięcia byle nie było dodatkowych kosztów związanych z weterynarzem.
Oczywiście najważniejsze aby Misiek był zdrowy. Duże nadzieje wiążę z tym kagańcem, ale sprzedawca mi wprost powiedział, że to może częściowo zapobiec wtreżalaniu śmieci, że nie ejst to takie gwarantowane. No, w sumie ja się nie dziwię bo kaganiec nie do tego służy - no, ale może pomoże ;)

No, a jeszcze pani weterynarz powiedziała żeby na przyszłosć tego nie ciągnąć jak by coś z doopesi sterczało - tylko juz lepiej obciąć bo można jelita pokaleczyć :crazyeye:
Mieliśmy, wiec dziś szczęście.

Posted

Chusteczka powiadasz? Moje drogie Pogo wtrąbiło swego czasu skarpetę i ze dwa kawałki szmatek (wielkości skarpet) I bynajmniej tego nie pogryzł. A ja potem na spacerze najpierw dumałam co on tak oczy wytrzeszcza od tego napinania się a potem kijami wyciągałam mu to z otworu tylnego. To normalna skarpeta była, biała;)jabky ją uprać, to i pochodzić by się dało;)
Cóż, psom pomysłów jak widać nie bbrakuje

Posted

O Boże :) Skarpeta :) ... Biedak musiał być naparwdę zdesperowany, ze pozwolił Ci się kijami ruszać gdzieś tam z tyłu :)
Kaganiec już zamówiony. Mam nadzieję, że zostanie jako tako dobrze przyjęty. Obczajam na allegro też szelki z jeszcze prostszym zapięciem i bez rozdziałki na łapy. Ktoś mi na spacerze ostatnio powiedział, ze szczeniakom się stawy deformują od szelek, słyszałyście coś o tym? Zapomniałam wczoraj Łukaszowi napisać żeby się lekarza zapytał. Ala na wątku Ryśka, pisała, że w lecznicy jak Rychu przychodzi, to mówią "o Warszawiak". U nas mówią o Michaśce "o Histeryk przyszedł":)

Posted

O matko czytam i nie wierzę, dobrze ze Rysiek nie ma tendencji do wtranżalania wszystkiego. Zdarza mu się oczywiście ze znajdzie jakąś kość czy coś śmierdzącego do jedzenia ale na komendę zostaw nie ma problemu albo puszcza z pyska albo daje sobie wyciągnąć bez próby szybkiego połknięcia znaleziska.
Może po wywaleniu tej chusteczki w końcu żołądek mu się ustabilizuje i nie będzie miał chłopak takich biegunek.

Posted

Po usunięciu chusteczki to kupy cały dzień wtedy nie było. Chusteczka była naparwdę długa i dobrze, że wyszła bo mogłaby zarąbiście zablokować przewód. Kaganiec już zamówiony, wyszło 45 zł włącznie z przesyłką, a sprzedawca na bieżąco odpisuje na maile, to może i na bieżąco wyśle i dojdzie prędko mimo, że pocztą, nie kurierem.
Ludzie są naprawdę psychiczni. Wczoraj na pierwszym wieczornym spacerze (19) Michaś coś wchłonął. Coś było rozrzucone koło sklepu komputerowego, z boku mojego bloku. Łukasz nie zdążył wyciągnąć z pyska, Michaś zadął się jak szaleniec i szybko połknął. Na kolejnym spacerze identyczna sytuacja, tylko, że Łukasz zdążył i wyciągnął ogromny kawał kaszanki. Kto i po co rozrzuca kaszankę pod sklepem komputerowym???
Bałam się czy to nie będzie zatrute, ale na szczęście noc minęła bez przykrych niespodzianek. Już niedługo będę mogła zamówić jakąś panią nauczycielkę dla Miśka i może uda się go nauczyć żeby też puszczał na żądanie. No, niestety zaniedbaliśmy tą strasznie ważną rzecz - z powodu szaleńczej desperackiej walki z czasem - żeby zdążyć wyciągnąć nim połknie.

Posted

Czasami ludzie rozrzucają jedzenie z "dobroci", dla bezdomnych kotów czy psów. Wszystko to piękne, ale... O szaleńcach rozkładających trutkę w jedzeniu nawet nie chcę myśleć!

Posted

No właśnie - bo uwierz mi, że tu nie ma wałęsających się psów, nie widziałam tez bezdomnych kotów. Tak jak rozmawiałam z ludźmi to ta osoba z problemami psych. To możliwe, że się leczy po cichu i ma co jakiś czas wpadki bo bo na pewno jest obdarzona ogólnym zaufaniem gdyż nikt jej nie podejrzewa. A to się dzieje na przestrzeni kilku lat i zawsze w okolicach mojego bloku. zawsze ten sam scenariusz. Znajoma pani była nawet z tym na policji i z kimś tam jeszcze rozwieszały kartki ostrzegające bo trutka znalazła się tez w okolicy placu zabaw dla dzieci (też na przeciwko mojego bloku). Interwencja na policję niestety nic nie dała. Wcześniej o tym słyszałam i owszem,ale się tym aż tak nie interesowałam bo Stasia nie była zbieraczem,ale teraz to jesteśmy z Łukaszem w poważnym szoku za każdym razem jak nie zdążymy Miśkowi wyciągnąć z gęby czegoś.

Posted

Bardzo by się to przydało - teraz nie mam czasu pisać, ale przy okazji opowiem dlaczego. Już zaczyna mnie wkurzać, że się cieszy na widok każdego pijaka, który wyciąga rękę żeby pogłaskać :[

Posted

Myślę, że do czasu... Jak będzie ogromnym owczarem, tylko zamroczony do nieprzytomności odważy się do niego rękę wyciągnąć, zobaczysz :)
A przy okazji taka anegdotka. Mój znajomy miał śliczną, filigranową i przemiłą boksię Sonię. Któregoś dnia spacerujemy sobie po parku, psią aleją, psiaki luzem... Na ławce siedzi jakiś pan. Sonia podeszła do ławki, popatrzyła na pana w nadziei, że pogłaszcze lub chociaż zagada, a pan nic tylko jak nie zacznie gadać, że pies bez smyczy, bez kagańca, kto to widział, park dla ludzi... Ale gada tak jakoś "w przestrzeń". No to sońkowy pan się odwraca, psicę przywołuje, kłania nisko i mówi "przepraszam pana". A pan nic tylko dalej nawija jakby różaniec odmawiał i klepie swoje "nie do pomyślenia, bez smyczy, bez kagańca". Więc skońkowy pan znów się odwraca, kłania nisko i znów "przepraszam pana". Sytuacja się powtarza.... W końcu sońkowy pan nie wytrzymuje, zawraca, podchodzi do siedzącego na ławce i mówi: "najmocniej pana przepraszam, ale ta moja sucz to jest tak głupia, że każde gówno musi powąchać". W ten sposób kolejna "zdrowaśka" została przerwana w pół słowa :)
Mam jeszcze jedną anegdotkę, ale to następnym razem :)

Posted

Rewelacyjna riposta! Świetnie się czytało tą anegdotę i już czekam na kolejną :)
Michaś ma takiego jednego ulubionego z wzajemnością sąsiada. Generalnie na potrzeby socjalizacji to nawet byłam zadowolona z rożnych pozytywnych postaw Michaśka wobec rożnych obcych osób. No, ale jednak nie każdemu się może podobać, że pies go obskakuje, poza tym i mnie to się nie podoba. Muszę przepraszać i czuję się niezręcznie. Dziś znów miałam cyniczną uwagę na temat moich wątpliwych metod wychowawczych - od innego sąsiada, tego co polecał kopanie w tylne psa nogi :) Trochę mnie dziś głowa boli i zapomniałam dobierać ludzkie słowa, więc mu odpowiedziałam, że jak by łap nie wystawiał to by pies nie skakał. No tak się na mnie popatrzył bo to starszy człowiek, że śmiać mi się chce jak mnie następnym razem skomentuje ;)

Wczoraj natomiast Michaś w połowie drogi do trawnika wypatrzył swojego alkoholowego przyjaciela i tak zaczął ciągnąć do niego i wzajemnie, że już go puściłam, niech się wybawią. (co raczej było błędem, chociaż intencje miałam pozytywne) Facet ogólnie jest fajny i sympatyczny, zwł. jak jest trzeźwy. No i jął mi się przedstawiać "Zygmunt jestem" (to przykładowe imię niech będzie na potrzeby tego wątku), no to myślę, ze dobra, jest młody nie będę tutaj zgrywać damesy i mówię "ok. ja mam na imię Dominika". Tak żeśmy się poznali przypieczętowując to podaniem ręki. On już do Stasi się przystawiał celem przyjaźni,ale ona miała go gdzieś to i problemu z tego nie było. Z za rogu wyłoniła się reszta towarzystwa "przyjaciół piwa spod sklepu". No to jak podszedł taki inny sąsiad, który raczej nie pamięta, że już kiedyś go zbierałam leżącego w bramie naiwnie myśląc, że zasłabł haha ... no w sumie to zasłabł, ale myślałam, że cukrzyca czy coś bo to była jakaś niedziela rano... W każdym razie nie pamięta bo nawet mi "dzień dobry" nie mówi. No to jak podszedł to już bardzo stanowczo zabrałam Miśka i powiedziałam, że musimy iść. Jeszcze Zygmunta przeboleję, ale tego to zdecydowanie nie!
A Misiek już kręcił odwłokiem na kolejną porcję głasków. Ale miałam nową karmę, więc udało mi się zwalczyć pokusę inną pokusą :)

W każdym razie ta niewinna sytuacja zaowocowała salwą domofonów od Zygmunta do mnie :) Łukasz odebrał i pyta w jakiej sprawie, a on, że koleżeńskiej :) Oczywiście powiedział, że nie podejdę. Zygmunt po wczorajszych rewelacjach ma już zakaz wstępu do sklepu na dole i być może do swojego domu bo kombinował jak się dostać do środka bloku i znów dzwonił do nas. Tym razem mocno już bełkotał (późno było) "pfosze ofoszyc intewencja polycy" :)

Ja na pewno mam coś takiego w sobie co ośmiela takie osoby bo ta powyższa sytuacja to pikuś w stosunku do innych, w które się już nie raz dałam wrobić. Myślę, że za miła jestem albo mam zbyt mało stanowczy ton, albo nie pomyślę zawczasu, że sytuacja może być groźna.

Powiem szczerze, że przydałoby mi się aby Michaś robił wrażenie bo taki przymilający się do wszystkich pies tylko potęguje odwagę i chęć do spoufalania się takich osób, którym na rękę jest interpretować moje kulturalne zachowanie jako akceptujące.

P.S.
Albo i nie - nie tyle, że "mam coś w sobie" tylko mam skrupuły żeby ktoś sobie nie pomyślał, że nim pogardzam bo jest np. alkoholikiem czy bezdomnym. Ja wiem, że alkoholizm to choroba i nie tylko jednego człowieka, ale też którą jest obciążona cała jego rodzina. Współczuję - nie pogardzam. Jest to choroba psychiczna, z konsekwencjami somatycznymi. Wolę być miła bo nie wiem czy ktoś nagle nie stanie się agresywny. Jeden pije na smutno, drugi na wesoło, inny na agresora. Z wykształcenia jestem pedagogiem resocjalizacji i myślę, że być może właśnie dzięki pewnym postawom udało mi się właśnie obronną ręką wyjść z tych potencjalnie gorszych sytuacji, ale z drugiej strony gdybym nie była tak empatyczna to do części z nich by nie doszło.
Ja już to wiem i rozumiem - teraz czas nauczyć tego Michasia.

Posted

Ekiano, jesteś młoda i ładna - to też "zachęca". A teraz w dodatku masz młodego i ładnego psa! :) Pies na szczęście niedługo będzie wielki i zacznie groźnie wyglądać, a jeszcze jak będzie nosił kaganiec, będzie robił wrażenie "bandyty".
Drugą anegdotę opowiem pod warunkiem, że Ciotki zajrzą na bazarek dla naszej chorutkiej Tosiny...

[FONT=&quot]http://www.dogomania.pl/threads/196565-quot-Kobieta-kompletna-quot-%29-bazarek-dla-chorej-Toski-do-23.11.?p=15747087#post15747087[/FONT]

Otóż pewna młoda dziewczyna przychodziła do parku z kilkuletnią córeczką i z Tiną - sznaucerką olbrzymką. Karnie chodziła z nami tylko psią aleją, Tina rzecz jasna luzem. Pewnego dnia idziemy sobie spokojnie, zgraja dużych psów wokół nas, Tinka przodem, a z naprzeciwka idzie pani z dzieckiem mniej więcej w wieku córeczki mojej znajomej i obrazek jest taki: psy się nie interesują ani panią ani dzieckiem, ale pani nagle robi dwa kroki w przód, zasłania dziecko własnym ciałem, wymachując w stronę Tinki dziecięcą czapeczką. No to Tinka się zainteresowała co to za zabaweczkę pani ma w ręku i czy będzie rzucać... Pani w krzyk, a Viola (właścicielka Tinki), która już zdążyła spokojnie podejść do pani rzuciła mimochodem: "ja bym uważała z tą czapeczką, bo rączkę można stracić". W ten oto sposób, Tinka straciła okazję do aportowania czapeczki, a dziecko usłyszało: "nie rusz pieska, bo cię ugryzie" (uwielbiam takie teksty, no po prostu kocham pasjami!!!!!!!)

  • 2 weeks later...
Posted

Przez szkołę :) Jak będę więcej czasu obiecuję, że wstawię nowe zdjęcia i napiszę co u naszej OrkiI:)
Powiem tylko, że właśnie mieliśmy do wynajęcia pokój (szukaliśmy współlokatora). Dużo osób było zainteresowanych - ale stwierdziliśmy, że najlepiej aby "wygrał' ten, który przeszedł najcięższy test Miśka. To była masakra, Misiek przechodził sam siebie - gryzł po stopach, skakał, zaczepiał, kradł jego buty i z nimi uciekał, mało nie połknął jego słuchawek od komórki, nasikał w pokoju, który ma wynająć, a na koniec zrobił kupę na balkonie :)
Cały Michaś :)
Lepiej żeby przyszły współlokator wiedział z czym trzeba się liczyć mieszkając z Orką, która w sumie jest kochana, tylko ma takie momenty :)

Pozdrawiam!

Posted

No dobra, to jeszcze parę fotek, które mam już od dawna przygotowane,ale nie miałam czasu wstawić. No wiadomości z dnia dzisiejszego :)
Michaś waży dokładnie 21 kilo! :)

Cieszę się, że mimo dietetycznego jedzenia znów przybiera. Mieszam Orijen mniej więcej pół na pól z dietą. Mamy już kaganiec, od piątku zeszłego tygodnia. Chcąc mu go osłodzić, a że wszystko było dobrze - wabiłam na wędlinkę. Niestety dostał takiej fontannowej sraczki, że chyba już w końcu wiem od czego. Chyba mu wędliny nie za bardzo służą. No,ale było też tak, że przed nocą wtedy dałam mu garść suchego. Mam wrażenie, że on tego nie gryzie. Nie dość, że kupa fontanna nie jedna, to i zwymiotował tą karmą. Tak więc są już dwaj podejrzani winy o rozstroje Michasia.
Nie szłam do weterynarza bo stwierdziłam, że nie jest aż tak źle. Zrobiłam mu dietę ścisłą i po dniu mu przeszło. Wędlin już nie dostaje. Suche tylko mieszane z mokrym.
Tęsknię do czasów kiedy nie trzeba było gotować!!!!!

Poza tym dziś widziała go Luka (obok mieszka, też z dogo) - była w szoku, że tak urósł, nie mogła poznać bo ostatnio widziała jak był zębokulką.

Obcy ludzie spotkani incydentalnie wyrażają opinie, że Michaś jest bardzo grzeczny, karny, posłuszny itd... Znajomi, np. Pan ze sklepu na dole do którego Michaś dziś się władował, buszował i nie chciał wyjść albo nasi lokatorzy - zgryźliwą znają prawdę :)

Poza tym zdarzyło się, że Misiek podsypiał z nami w łóżku. Generalnie nie lubi się dzielić legowiskiem, wytrzymuje 10 minut i idzie na podłogę.
Szkoda.









Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...