Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ekiano, Ty się zdecydowanie na Michaśku powinnaś... DOKTORYZOWAĆ!!!!! Minęłaś się z powołaniem, Dziewczyno! Młodziutka jeszcze jesteś, może pomyśl o zmianie planów zawodowych!:) Byłoby to z pewnością dla dobra psiolubnej potomności :)

  • Replies 608
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Na pewno nie. Mimo moich usilnych starań codziennie popełniam te same błędy, które oczywiście zauważam po fakcie. Nie raz tracę nerwy i trafia mnie szlag. Mam poczucie, że nie jestem wystarczająco zgrabna w gestach, czyt. za ślamazarna. Właśnie wróciłam ze spaceru. Tym razem Misiek się prawie nie słuchał - innymi słowy, ja nie umiałam do niego dotrzeć. Wkurzał mnie totalnie. Ja widzę, że jest podenerwowany bo głodny chcę iść, to on się pokłada i gryzie znalezionego patyka. Chce go przepiąć z linki na smycz to mnie gryzie i ja nie wiem czy robić to szybciej żeby nawet nie wiedział kiedy, czy normalnie w moim tempie. Wychodząc na spacery i chcąc założyć szelki - gryzie, zakładanie smyczy - gryzie. Najlepiej we dwoje to robić, jedno z nas zabawia go zabawką, wtedy gryzie zabawkę. Dziś uwodziłam go stojącym obok wyżej jajkiem, które dostał w nagrodę bo nie gryzł. Nie zawsze mam jajko czy zabawkę pod ręką. Na klatce schodowej był spuszczony ze smyczy i zaczął się dobierać do zakupów jakiejś kobiety, odciągam go - gryzie.
Dziś wyciągałam z pyska różności, mimo to znowu jakaś sraka. Pożarł częściowo jakaś bryłę ziemi z wystającą glistą. Aż mnie w przełyku cofnęło jak go z tym zobaczyłam. Na szczęście nie byłam wtedy sama, pani mi pomogła. Sama nie wiem ile tego zeżarł.

Wracając teraz ze spaceru, rozmawiałam z jednym panem po sąsiedzku o jego piesi, mała pudelka. Zmarła dziś w nocy. Tom już czwarta osoba na dłużej przestrzeni czasu co prawda, ale jednak, która ostrzega mnie, ze ktoś tu psy truje.
Oczywiście cały czas wracaj wspomnienia Stasi. Taka grzeczna była, wspaniała i dlaczego umarła??? Czy to też jakieś zatrucie? No,ale psy zatrute schodzą dość nagle. Stasia nie miała wymiotów. Nawracające biegunki pojawiały się przez około półtora miesiąca. Z drugiej strony Stasia nie maiła tendencji do zjadania, raczej wąchała.

Chciałam Miśka nauczyć kagańca, przez kilka dni podawać mu smaczki aby tylko pyszczek wkładał. A tu z uwagi na te zatrucia to myślę żeby jutro po kaganiec pojechać. Najgorsze jest to, że one są kiepskie te typowe. wolałabym kupić ten Chopo, fizjologiczny,ale to się kompletnie nie opłaca, zaraz wyrośnie.
Chwilowo mam dość :/

Posted

Eeee, nikt nie mówił, że wychowanie szczeniaka jest proste;) Ma to nieco wspólnego z wychowaniem dziecka. Choć moje gadziny szczeniakami były 4 lata temu, to teraz mam dziecko. 2 szczeniaki dają dobrze popalić, dziecko też potrafi. Ale są i te przyjemne, roztkliwiające momenty, które wynagradzają nerwy i łagodzą atmosferę i to ich właśnie trzeba się trzymać, żeby nie podusić własnoręcznie towarzystwa;)

Posted

Tak, czasem są naprawdę super momenty, a czasem totalna porażka. Chciałabym być taką dobrą pańcią jak Zofia z bloga albo te osoby, których czytam książki. Jakąś wiedzę mam, a praktyka przerasta mnie totalnie w niektórych sytuacjach. W sumie to zauważyłam (po nocnych przemyśleniach), że wiele zależy też od tego jak ja się czuję. Kiedy czuję się gorzej to i pies zachowuje się gorzej - wyczuwa słabsze momenty i dokazuje :) - i reaguję gorzej. No,ale nic to, nowy dzień, nowe szanse :)

Najbardziej mnie mierzi ten fakt zatruć. Co za debil to robi. Mam pewien typ,ale bez żadnych dowodów. Jestem przekonana, że ktoś to robi celowo i zapakowuje trutkę w coś smacznego bo przecież umierają też dorosłe psy, a nie wszystkie mają tendencję do zjadania byle czego jak szczeniaki. Słyszałam, że ok. 2 lat temu ludzie powywieszali wręcz kartki z ostrzeżeniami, że w bliskiej okolicy mojego bloku psy są trute. Słabo się dosłownie robi.

Posted

O rany, rzeczywiście trzeba bardzo uważać - debili niestety nie brakuje :(
Tak jak ludzie, psy też potrafią mieć gorszy dzień. Ja i tak Cię podziwiam za pracę z Michasiem, bo on jest taki słodki i rozbrajający, że karcenie go chyba wręcz fizycznie musi boleć... :)

Posted

Boli bo nie jestem do tego przyzwyczajona, ze Stasią było inaczej - mówisz i masz. A Michaś to taka Wańka - Wstańka, mówisz nie, a on jeszcze bardziej i to z zębiskami, więc karcony jest często. Często mam z tego powodu wyrzuty sumienia i myśli, że można było inaczej, a może trzeba było przewidzieć tą sytuację, nie iść tu czy tam, albo nie spuszczać go ze smyczy na klatce. Ale czasem to co wychodzi świetnie jednego dnia i jest tą dobrą opcją jutro okazuje się być nie najlepszym pomysłem, Michaś zamiast korzystać z możliwości, które ma głuchnie na wszelkie zawołania, przynęty, cmokania. Jakiś czas temu pięknie przychodził na klaskanie i "do mnie" (ale tylko jak poczuł, że mnie nie ma w pobliżu), chciałam to wzmocnić smaczkami, wcześniej przybiegał do otwartych rak na przytulenie. No i jak zaczęłam wzmacniać to przez pierwszych kilka razy rzeczywiście przylatywał niemal jak z automatu,ale tylko po łapówkę i spadał do swoich spraw z prędkością odbijającej sprężyny :)
Co do kar to stosujemy tylko i wyłącznie gesty dominacyjne, czyli to łapanie za skórę. Ciężko jest zrobić "głupią sukę" na spacerze. Kary się odnoszą tylko i wyłącznie do sytuacji kiedy celowo chce gryźć lub choćby zawarczy kiedy się mu odbiera zdechłą żabę albo zestaw glist w gównie. Wczoraj np. taka sytuacja wieczorem. Położyłam się do łóżka, a on do mnie przyleciał bynajmniej nie pieszczoty, ale podgryzać. Na taką sytuację mamy przygotowany gryzak w pogotowiu, żeby mu wsadzić do buzi :) Ale nie, gryzak nie dobry, on chce gryźć moje ręce lub moje nogi przez koc. W takiej sytuacji mówię mu "zejdź", oczywiście kto by tam słuchał. W tą sytuację wszedł Łukasz bo już na leżąco nie mogłam sobie poradzić, a czułam się ogólnie kiepsko. No więc "zejdź" i jak w Super Niani, znoszenie psa z łóżka. Oczywiście Michaś z powrotem. I tak kilkanaście razy włącznie z zabawianiem zabawkami, ale bez skutku. Michaś wkurzony zaczął Łukasza gryźć po nogach, odgryzać się w stylu "co ty mi tu będziesz, spadaj, ja chce robić to co chce i nikt mnie nie powstrzyma, chcesz poczuć zęba??" i te jego miny na twarzy ... :)
No i poszedł w końcu gest dominacyjny. Teraz jak to piszę to myślę, ze idealna sytuacja na "głupią sukę". Tylko z perspektywy to się widzi, a w czasie trwania sytuacji niestety nie :/

Z perspektywy, na chłodno i po dużym przeanalizowaniu zauważam zależność Michasiowego samopoczucia do zachowania. Wczoraj wieczorem zachowywał się źle, ale tez miał sraczkę. Zawsze jak jest sfrustrowany, głodny, albo coś nie tak z brzuszkiem zachowuje się jak potwór.
Dla uczciwości trzeba przyznać, że ma też chwile, że jest jak ciasteczko z kremem tylko by się chciało go schrupać taki kochany. Bywają fajne spacery, a w domu prawie nie ma problemów, poza incydentalnymi wyskokami jak wczoraj.

Zastanawiam się też nad swoim głosem, bo spotkane dziewczyny z dogo, a właściwie jedna, zwróciła mi uwagę, że za cicho mówię. Hmmm Mnisi z New Skete piszą, że do psa nie trzeba głośno bo mają dobry słuch, że krzyki warto ewentualnie zachować na sytuację wyjątkową.
Ale fakt, że jak podejrzałam przypadkiem w parku szkolenie jakiegoś pieska to pani trenerka rzeczywiście "dobropiesowała" tak, że z drugiego końca alejki szło usłyszeć.

Staram się intonować zachwyt nad "siusiu" "kaką" :) i innymi wspaniałościami. Czasem się zastanawiam czy nie przesadzam z komplementowaniem bo stale do niego gadam, jeśli tylko mnie nie ciągnie i ładnie idzie to jest "dobry pies", "pięknie idziemy, idziemy rrrrrazem" z dużym akcentem na rrr, bo gdzieś słyszałam, ze psy lubią takie mocne głoski.

Ale za to Łukasz to hahaha intonuje tak, że nie wiesz czy mówi "nie" czy ziewa :) czy "dobry pies" jest dobry czy niebieski :)
Dom wariatów :)

P.S.
Ale czasem mam możliwość (wczoraj) poobserwowania jak inni traktują swoje psy, to myślę, ze mimo moich wpadek nie jestem taka najgorsza. Wczoraj rozbawiony młody facet szedł z kolegami, a jego szczeniak zainteresował się Miśkiem i przestał iść, no to Pan nawet nie zauważył, że go ciągnie po ulicy. Rozpoznałam ich bo wcześniej natknęłam się na tego szczeniaka - bez smyczy, bez adresatki - brykającego z jakąś rodziną z małym dzieckiem. Myślałam, ze to ich,ale oni odchodzą i mówią, ze nie, że myśleli, że to ja idę z dwoma... Potem jakiś inny pan z pieskiem stwierdził, że chyba wie czyj to piesek i faktycznie, opiekun przyszedł, opowiedział jaki szczeniak jest niedobry, a właściwie to jest jego rodziców, a on się chwilowo "opiekuje".
Innym razem widziałam jak młodej dziewczynie coś tam nie pasowało, złapała swojego psa na ręce i zaczęła mu wymierzać klapsy. Przecież to bez sensu, tyle się o tym pisze i mówi, że po fakcie kara nie jest karą, a dodatkowo bliskość właściciela nie może się kojarzyć z karą, ze przypuszczać by mi się chciało, że młoda dziewczyna powinna o tym wiedzieć....

Posted

Ciotki, szukam miejsca dla psiura rembertowskiego. Czarny podpalany, puchaty. Sylwetka haszczaka. Łagodny, żeby jakoś 4 letnie. Po ulicy przebiega nie zważając na samochody. Rano mi kawa nie była potrzebna jak to zobaczyłam. Bezpański, byłam dzisiaj podpytać. Wczoraj widziałam jak biegał wzdłuż głównej ulicy

Posted

Ojej, biedak. Nikt mu widać nie wytłumaczył, że samochody to nie duże psy. Michaś też nimi jest zafascynowany. Nie dobrze.

P.S.
A wczorajsze spacery dla odmiany były fajne, ale łapówki miałam lepsze - żółty ser. Michaś podrósł i troszkę nawet zaczęliśmy się uczyć "równaj", łatwiej trafić z łapówką do dzioba bez specjalnego schylania się. Ogólnie to mój test na chodzenie ze smyczą polega na tym żeby tak szedł abym mogła zawiesić smycz na prawej ręce, w której mam papierosa, iść swobodnie swoim krokiem i żeby się palić dało :) To nie jest łatwe jeśli pies ciągnie, właściwie nie jest wykonalne. Ale Michaś wczoraj sprawował się idealnie, do tego stopnia, że z lewej ręki dostawał jeszcze smaczki w trakcie "marszu". Oczywiście wszystko moim ślamazarnym tempem w parku.

Doszłam do wniosku, po przemyśleniach, że nie będę się wysilać na jakąś specjalną żwawość, która nie jest moją wrodzoną cechą. On naprawdę zrobi wszystko byle smaczki były. No cóż, najpierw smaczki, a potem z czasem może uda mi się wypracować taką więź, że nie sama łapówka będzie nagrodą.
Ale na początku tego fajnego spaceru nie zaczęło się dobrze. Chciałam mu odebrać jakiś plastik "na miło" i mnie chapnał z zęba. Na szczęście nie do krwi, ale miłe to nie było.

Posted

Michaś mnie ugryzł.:shake: Do krwi i wcale nie na żarty, przypadkiem czy żeby mu się krzywda działa. Ech...
Przyszło legowisko i po tym jak go z nim oswoiłam na smaczki (bo najpierw się bał i obszczekiwał) zaczął je gryźć tak, że długo by nie pożyło. Mówiłam "nie", zachęcałam do zabawy innymi dozwolonymi dla niego rzeczami - poduszką, kocykiem, ma też taki specjalny dywanik a'la łazienkowy, on swoje.
I akurat stałam za nim i trzymałam dłonie na jego tułowiu, ale nie trzymałam go, nie robiłam żadnych nacisków, po prostu kiedy zbliżał się zębami do kawałka legowiska mówiłam "nie", a ten zastygł i ni z tego ni z owego odwinął mi z zębów.

Jak tylko Łukasz dostanie jakaś kasę ze zleceń to zgłaszamy się do psiego specjalisty. Nie jest to pierwszy raz kiedy odgryza się w złości... ale pierwszy raz mnie dziabnął do krwi. Łukasza już wcześniej ze dwa razy, a dla mnie to niemiły debiut.

Cieszę się, że po chwili szoku zareagowałam tak jak bym chciała się zachować - tzn. zrobiłam mu z automatu "głupią sukę".
Długo był za drzwiami, nikogo nie było w domu, wiec zero przypadkowych pocieszeń przez lokatorów. A jak wyszłam w końcu z pokoju to go olałam żeby poczuł, że jestem obrażona.

Kiedy wróciłam do pokoju leżał grzecznie na legowisku i łypał oczkami, że niby aniołek. Myślę, że czuł, że jest kara. Mam nadzieję, że dotarło do niego za co.

Na spacerze, na który poszliśmy razem z Łukaszem jak wrócił Michaś ćwiczył "równaj" i ogólnie był bardzo grzeczny, oczywiście za smaczki.

Jestem rozbita, nie chcę się bać swojego psa.
A co do legowiska to nie chciałam mu dawać stasiowego bo po pierwsze jakoś jeszcze nie nabrałam odwagi aby po nie pojechać, a poza tym stasiowe to święte, a on święty nie jest.

Posted

...hmmmm powiem jedno w takim wychowaniu bardzo czesto miewa się wzloty i upadki, jest euforia i zwątpienie , jest śmiech i łzy......... znam to doskonale. Niejednokrotnie wracałam ze szkolenia załamana, rzucałam smyczą wierząc w to że się nie nadaję do szkolenia psa. Instruktorka wciąż mnie upominała ze jestem "rozmemlana" ze komendy wydaje za cihco, jak anemia. Wstydziłam się w parku rozwijać skrzydła, do czasu. Do tego momentu, kiedy mój pies urósł na tykle, że skończyły się żarty a zaczęły konkrety. Milion razy wracałam sfrustrowana ze spacerów. Zaczynały się one świetnie, kończyły idiotycznym incydentem, który psuł mi wszystkie pozytywy. Wciąż miałam do siebie pretensje, wiedząc że tak naprawdę winien jest przewodnik, niepotrafiacy sobie poradzić a nie pies. Któregoś pięknego dnia , szłam z moim rozrabiaką ulicą - jak zwykle mijanka z innym psem - szarpnięcie ryk, zęby na wierzchu - i wiecie co - pękłam , dostalam wścieklizny :angryy: powaliłam mojego psa na grzbiet polożyłam się na nim i z rykiem prosto z zołądka krótko i głośno krzyknęłam .............."k..... ani się waż" - nie muszę mówic, że cisnienie podskoczyło mi do 300 !!! pies zdębiał, padła krótka komenda "waruj" wstałam otrzepałam się , rozejżałam , uśmiechnęłam do wszystkich gapiow :lol:, którzy przystanęli oglądnąć ten cyrk, odczekałam az pies dojdzie do siebie i grzeczniutko wróciliśmy do domku. Ten jeden raz naturalnie nie zalatwił całego problemu , ale właśnie wtedy mój wstyd poszedł na bok - kiedy trzeba było na psa ryknąc , ryczałam, nagradzałam wręcz wpadając w przesadę piszcząc i odstawiając szopki :cool3: To nasze obopólne szkolenie trwa cały czas , pies ma 3 lata ale wciaż piłujemy niektóre elementy, najważniejsze ze docierając się potrafimy juz znacznie lepiej "się czytać" opanowałam sygnały (CS) które wysyła mi mój pies i chyba lepiej nam sie żyje ze sobą :) niemniej bywają do dziś sytuacje które podnoszą mi ciśnienie. Jestem do tego stopnia wyluzowana ze kompletnie nie przeszkadzaja mi w parku ani na ulicy gapiący się ludzie :) co mam przecwiczyc ćwiczę , a nasze szaleńcze zabawy niektorych wprawiają w osłupienie a niektórym przyprawiają usmieszek :) moi sąsiedzi maja mnie za wariatkę , ale mnie to kompletnie lotto :) kocham swojego psa i z perspektywy mogę mu jedynie wspołczućtego ze bylam taka tępa na jego prosty psi język :)


Kochana a próbowałaś w momencie takiego wściekłego gryzienia chwycić oszolomka za skórę na karku (obiema rękami) i podniesć wysoko ponad podłogę ? to w psim jezyku równiez oznacza karę , sytuacja niekonfortowa dla psa i pokazanie mu "gdzie raki zimują" :razz: ???

z tego co czytam Michaś wydaje się być mocnym charakterkiem i tak jak piszesz dobrze byłoby zasięgnać rady szkoleniowca , czasem zwyczjne rzeczy których sami nie dostrzegamy , niuanse, potrafią nam zamieszać w porozumieniu. Osoba postronna potrafi naprowadzic na właściwe tory :) A może i podpowie jak niuńka zmeczyć niekoniecznie fizycznymi zadaniami a wypalić jego energię poprzez pracę "główką" :)) ja polecam jak najbardziej , sama zawdzieczam naszej szkoleniowiec to co podstawowe, to co najistotniejsze :loveu:

Posted

Michaś, wstydź się!... Zawiodłeś Ciotkę Nutusię, draniu!!!!!
A tak na poważnie, to on jeszcze wciąż próbuje co mu wolno, dokąd da się przesunąć granicę, a nuż zmienią zdanie i pozwolą zostać osobnikiem alfa... Ekiano, jesteś niezwykle mądrą osobą, wsłuchaną w swego psa, otwartą na rady "mądrzejszych i bardziej doświadczonych". Michasiowy rozumek nie ma z Tobą szans - będzie dobrze, choć sporo jeszcze pracy przed Wami i nikt nie obiecuje, że będzie łatwo.

Posted

Dziękuję Ci Bros, że odpisałaś. Lubię Cię czytać bo pracujesz z psem i nie idealizujesz jak jest.
Takie gesty dominacyjne (chwytanie za skórę na karku) to mu robimy (obarczeni wyrzutami sumienia) kiedy jest naprawdę złośliwy. Misiek dawno już nie miał klasycznego ataku szału i właściwie takiego wściekłego gryzienia nie ma. Ale spróbuję tej metody jak będzie naprawdę źle.

Raz w sumie byłam tak wściekła, że aż (nieświadomie nawet) podniosłam go na szelkach - to wtedy jak się dobierał natarczywie do zakupów jednej babki i kompletnie ogłuchł na wszelkie "nie", a odciągając go się odgryzał.
Między sobą z Łukaszem śmiejemy się pod nosem, że Michaś to pies, któremu się nie odmawia ;)

Po piątku zwiększyliśmy częstotliwość "głupiej suki", chwytanie za kark też się zdarza.
Postanowiliśmy, że nie będzie mówienia po piętnaście razy "nie", "co robisz", tylko trzy razy i wypad za drzwi.
Nie wiem czy to zaczyna przynosić oczekiwane przez nas efekty,ale na pewno coś zaczyna się zmieniać.

Wczoraj położyłam się do łóżka i znów niby to chce poleżeć (co wolno), ale podgryza mi nogi przez kołdrę, a to przecież boli. Zabawiam zabawkami, zawsze mam jakieś przygotowane, ale kołdra ciekawsza. On tak jak by to robił metodycznie, chwyci w paszczę i patrzy, mówi się "nie", to on uścisk wzmacnia, usiądę on nieco zwalnia siłę, ja mówię "nie", staram się odwrócić jego uwagę, on łypie oczkami i chwyci jeszcze mocniej. No więc chwycony za kark został przez mnie zdjęty z łóżka z hasłem "zejdź".
Jak się odszczekiwał już z podłogi, jak mnie chciał okrzyczeć z ząbkami na wierzchu i oczywiście z planem żeby znów wskoczyć i pokazać swoje rządy. No to ja wstałam i się zdziwił bo to rzadko robię, zazwyczaj proszę Łukasza o interwencję bo nie chce mi się z łóżka wychodzić. I mówię mu głośnym stanowczym tonem "głupia suka", to on dosłownie w te pędy za drzwi sam poleciał :)
Zamknęłam drzwi za nim i miał separację na jakiś czas.
Najpierw słyszeliśmy za drzwiami warkolenie-niezadowolenie, a później odgłos zabawy bo miał tam orkę :)

Tak, jak piszesz Bros - trener widzi z boku nasze błędy czy niedociągnięcia. My się możemy starca, a nie zobaczymy tego co osoba postronna znająca się na rzeczy. Ja zahamowań ani wstydu nie mam przed szkoleniem Miśka w parku czy na każdym nawet krawężniku, Łukasz ma. Mimo wszystko mam pewne wątpliwości czy jestem odpowiednio precyzyjna w swoich oczekiwaniach i czasie nagradzania lub "karania".

Większość osób, którym mówiłam o tej sytuacji z piątku, o ugryzieniu to mi zadawało pytanie czy Misiek dostał za to w skórę porządnie, czy się bałam? A jeden pan wprost zalecił mi cyt. " Rada starego hodowcy /ułożyłem od szczeniaka cztery boksery/ : w
momencie okazania przez psa JAKEJLKOWIEK oznaki agresji, musisz go stłuc
- tak aby okazał swoją niższość.W przyrodzie, atak na przewodnika stada
karany jest śmiercią, lub w najlepszym wypadku - wygnaniem."


Powiem szczerze, że nie zamierzam go tłuc. Stosowanie czegoś takiego to już nawet nie to, że strach żeby mi w przyszłości z wielkiej paszczy nie oddał, ale po prostu czułabym się osobiście przegrana i upokorzona bijąc swojego psa.
I kiedy coś takiego pada z moich ust to ci ludzie patrzą na mnie z politowaniem jak na wariata. Powiem szczerze, ze i owszem zdarzyło mi się Miśka kilka razy pacnąć dwoma palcami, to wtedy jak był bardziej złośliwy i miał w paszczy moją rękę w taki sposób, że nie chciał puścić, a dla mnie z kolei rozwieranie mu tej paszczy groziło tym, że mi pociągnie za skórę i niedobrze się to skończy. Kilka razy pomógł mi Łukasz posmyrawszy go w jakąś tylną część ciała Michasia i on odwracał swoje zainteresowanie w tym kierunku. Kiedy byłam sama i nie mogłam liczyć na taką pomoc, dostawał ode mnie prztyczka ale tak żeby nie wiedział, ze to ja. I zawsze to było dokładnie w czasie "złego", a nie po. Czyli w zasadzie nie kara, ale bodziec. Mimo to nie czuję się z tym komfortowo. To było dawno, wtedy jeszcze jak Michaś tylko i wyłącznie gryzł.

Poza tym zauważyłam, że Michaś też nieźle kojarzy co oznacza "kur...". To moje w zasadzie jedyne i ulubione przekleństwo. wcześniej używane nieświadomie padało w ostateczności, teraz stosuję na zasadzie ostrzeżenia "kolego, jeszcze moment, a pożałujesz". Bardzo rzadko bo zarezerwowałam na sytuacje specjalne :)

Kiedyś byliśmy na spacerze, Misiek upolował patyk, położył się i gryzł, nie dało się iść. Jednocześnie w tym samym miejscu jakiś facet przeprowadzał widać strategiczną rozmowę telefoniczną bo w pewnym momencie jak nie ryknął do słuchawki "kur...." a Misiek od razu uszy po sobie i wiedział, że żartów nie ma :)

Ja się czuję dumna i zaskoczona jednocześnie sobą i swoją zimną krwią, że udało mi się zrobić "głupią sukę" zaraz po ugryzieniu. To jest nasza najdotkliwsza kara i myślę, że na ów czas podziałała.
Ale fakt, że szkoleniowiec nauczył by nas poszerzenia arsenału cywilizowanych kar, które będą się nadawały także na spacerze.

Teraz już mi przeszło, ale w piątek czułam naprawdę naprawdę taki smutek po tym ugryzieniu. Wcześniejsze dwa dni powiedzmy, że były niezłe. Poczucie straty po Stasi jest nadal silne i jakoś nie mogę do tego Miśka poczuć takiej hmm otwartości hmm nie umiem tego nazwać, czegoś takiego jak ze Stasią, że mogłam jej zaufać. Jak Miśka głaszczę to jednak zawsze mam na plecach pewną obawę czy mnie nie chapnie i jakiś scenariusz co wtedy zrobić, albo jak tego uniknąć. On potrafi być naprawdę grzeczny i milusiński. Tego dnia w piątek coś zaczynało iskrzyć, coś zaczynało się dobrego dziać. Tak sobie myśląc o nim zaczęłam uświadamiać jaki to kochany piesek się z niego zrobił, jaki postęp osiągnął od tego czasu jak do nas przyszedł.
My byśmy mu nieba uchylili gdyby tylko nam pozwolił. I potem przyszedł ten zły moment tego ugryzienia. Zrobiło mi się przykro.

Podobnie jak Ty uważam, że nieprawidłowe zachowanie psa wynika z nieprawidłowego zachowania przewodnika. Wierzę w taki efekt pigmaliona, że mogę tego psa wychować na takiego jak chcę - przyjaznego, ufnego, miłego i niezagrażającego innym. I czuję to i widzę, że to się już zaczyna wydarzać. Nie widzę w nim defektów psychicznych, które byłyby nie do przeskoczenia. Bo wiadomo, tak jak i ludzie, tak zwierzęta mają prawo być chore, ale myślę, że z nim jest wszystko w porządku. Dlatego jestem przekonana, że teraz wszystko będzie zależało od włożonej pracy w jego wychowanie.

Zastanawiam się czasem czy on jest w stanie wyczuć mój dualizm wewnętrzny - z jednej strony mam wobec niego konkretne oczekiwania i pracuję intensywnie aby je osiągnąć, a z drugiej strony glupio się czuję, ze jestem wobec niego taka wymagająca i chyba surowa. Ze Stasią to nie było nawet takiej opcji aby coś jej kazać, czegoś od niej chcieć. Biłam jej brawo jak zjadła, wspaniale było jak miała ochotę wyciągnąć i podać łapę, jeśli nie, to ok. i tak jej podałam wodę do pyszczka bo przecież to Stasia, która była stasiowa ze swoimi stasiowymi manierami księżniczki :)

Ja widzę teraz z perspektywy jak ona nas wiele nauczyła, cierpliwości, wyrozumiałości, nic na przymus i zaufania, że będzie dobrze. Tak naprawdę to niczego więcej od Miśka nie chcę. Bros, piszesz, że w chwili trudnej powaliłaś psa na ziemię - ale widzisz, nie bałaś się tego zrobić. Ja na czas obecny boję się fizycznie ingerować kiedy Michaś mówi "odwal się" bo nie wiem czy mi zębami nie przetłumaczy.

Myślę, że mamy jeszcze sporo pracy przed sobą - zwł. nad zbudowaniem zaufania przy oddawaniu cennych rzeczy. Może wtedy się to też przełoży na zaufania ogólne.

Co do legowiska to kładę na nim smaczki, on zachodzi, szuka ich. Siadamy razem na legowisku, on czasem też i sam na nim leży bawi się.

Ale psi pod balkonem dalej. Mimo, że zastawiłam go wielką walizką. Przebudziłam się nad ranem wczoraj i widzę, że on śpi na legowisku, zauważył, że nie śpię i zszedł z niego pod balkon. Bez sensu.
Tak samo do Łukasza do łóżka przychodzi się przywitać a do mnie to tak za bardzo nie. Chyba zrozumiał tylko tyle, że woli nie korzystać skoro mają być potem problemy.
Bez sensu, nie tego go chciałam nauczyć :/


P.S.
Nutusiu, dopiero teraz zauważyłam, że napisałaś. Tak, wiem, ze nie będzie lekko :) Ale mam jakieś takie przekonanie (mam nadzieję, że się na nim nie przejadę) ba.... wręcz pewność, że osiągnę ten cel. A w sobotę jeszcze poczytałam artykuły na onecie pani Zofii Mierzwińskiej i naprawdę się uspokoiłam psychicznie. No cóż - szczeniaki tak mają. Też uważam, że on cały czas sprawdza granice. Wpisałam w google "agresywny szczeniak", z tego co się rozeznałam, każdy niedoświadczony opiekun ma pewne wątpliwości co do zachowania szczeniaka, a pani Zofia wspaniale tłumaczy i je rozwiewa.

I jeszcze tylko chciałam doprecyzować to co napisałam, ze jak go głaszczę to nie wiem czy mnie nie chapnie. Nie robi tego wtedy złośliwie tylko tak jak by kiedy mu się znudzi bycie głaskanym to łapie za ręce, albo po prostu łapie za nie bo to fajne je possać, podziamdzać, a może nawet coś więcej jak pańcia sobie pozwoli :) bo to super jak każda inna zakazana rzecz :)
Ja wiem, że szczeniak buzią poznaje świat - ale moje ręce to chyba już poznał bardzo dobrze. Cały czas dostaje coś z ręki do jedzenia i myślę, że doskonale zdaje sobie sprawę kiedy je liże, kiedy zbiera z nich smaczki, a kiedy chce je sobie potraktować jak gryzaka. Np. kiedy wie, że w zanadrzu jest coś dobrego do jedzenia, np. posiłek, albo smaczek to nie waży się gryźć, jest grzeczny jak mysz pod miotłą.

Posted

Tak na szybko na razie przeczytałam. Hmm w tą sobotę jest II EDYCJA PROJEKTU "SŁAWNI DLA ZWIERZĄT" w Centrum Handlowym TARGÓWEK przy ul. Głębockiej 15.

Przejdę się tam. Ciekawe czy można wziąć Miśka czy nie. Będą porady. Jak się wywiedziałam na spacerach od przemiłych psiarzy to wiem, że w ośrodkach szkoleniowych jest różnie i te niby pozytywne metody to nie całkiem zawsze takie są, raczej mieszane. Poza tym zdarzało się, ze pies zraził się do innych psów na takim właśnie szkoleniu i od tego czasu zaczął ich nie lubić - no tak twierdzi właściciel. Natomiast Fundacja Pies Dla Stasia ma wybitnie dobrą opinię.

Posted

:loveu:Ekian-ko nie ma za co dziękować - odpisałam bo na takim wątku jest niezmiernie milo pisać. To wątek madry i wnoszący dużo pozytywów, bardzo lubię u Was gościć, naprawdę mozna byc dumnym z Takich właścicieli :loveu::loveu::loveu: szkoda ze nie jest to zaraźliwe ;)

Posted

[quote name='bros']:loveu:Ekian-ko nie ma za co dziękować - odpisałam bo na takim wątku jest niezmiernie milo pisać. To wątek madry i wnoszący dużo pozytywów, bardzo lubię u Was gościć, naprawdę mozna byc dumnym z Takich właścicieli :loveu::loveu::loveu: szkoda ze nie jest to zaraźliwe ;)

Zgadzam się w caaaaałej rozciągłości wypowiedzi mojej przedmówczyni!
Też uwielbiam tu zaglądać. A dziś, wyjątkowo, zaglądam tylko na optymistyczne wątki... Bo na moim banerkowym tylko usiąść i płakać :(

Posted

No to żeby było jeszcze bardziej słodko wstawię kilka fotek Miśka :)
Śpi naprawdę w dziwacznie przesłodkich pozycjach :)









A tu złapany na gorącym uczynku - już prawie celował w gryzienie torby. Ale... tym razem flesz był szybszy :)



No i troszkę scen balkonowych. Jak się okazuje i kot i pies mają coś do roboty na tym balkonie i do tego oboje się na nim całkiem zgodnie mieszczą.
Cieszę się, że kot nabrał bezczelności wobec Miśka.



Posted

Jesienne spacery w ulubionych kwiatuszkach :) Po prostu trzeba zaliczyć wskoczenie w nie :) I rób co chcesz Misiek raczej sam nie wyjdzie :)



Prędzej nawieje :)


A potem obserwowanie ptaków...

Posted

No i znów konfrontacje z kotem. Psikus nauczył się, że jak ucieka, to Michaś goni,ale jak siedzi na bezczelnego to Misiek też siedzi i obserwuje. Tylko Miśkowi brak cierpliwości, jednak nauczył się, ze kota, nie z zęba,ale z łapy bo kot też go z łapy :)










Po tych harcach trzeba pospać - w odpowiedniej pozycji oczywiście :)









Tym czasem kot znów sparwdza co u kolegi - Kuby. Czy domek stoi, czy sianko jest i w ogóle, może by tak łapą pogłaskać ;)



No, a Misiu tylko może patrzeć, nie umie się wspinać ... :(

Posted

Ośmielony kot postanowił powypoczywać na kanapie. Też niezłe pozycje przybiera, iście miśkowe :)





Kanapa była wolna bo Michaś wybrał kafelki w kuchni :)




W ogóle on lubi spać na twardym - ale za to na wznak :)

Posted

A w kocie budzą się inklinacje artystyczne, chyba chciałby porysować. Póki co bardzo by mu się podobały wydzieranki-pazuranki :) Pazurkował i pazurkował ten mój rysunek - chyba obmyślał swój warsztat :)





Posted

Tu nowe posłanie Michasia. Moze i przesadziłam z rozmiarem, ale on szybko rośnie (pomyślałam) i tak lubi te nózie wyciągać, no to żeby miał na czym. Ale to raczej jego plac zabaw niż legowisko. Może się to kiedys zmieni bo ładnie na nim wygląda. Dobierałam kolor pod barwę sierści :)









Posted

Nie no, słodziak z niego taki, że klękajcie narody! Mój Onek też spał z łapami zarzuconymi na ścianę, za to Lesio - podobnie jak Michał - robi za uszczelkę - przy drzwiach tarasowych lub wejściowych. Psikus to wypisz-wymaluj moja Nocka! Zwierzaki-Cudaki! :)

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...