Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

ajka napisał(a):
no to teraz sami widzicie skąd wziął się model społeczny: szeleszczący dres + bullowaty.


:roflt: :roflt: :roflt:
a Dag sie pomponiki zamarzyly zamiast sprawic sobie cos praktycznego:eviltong:

  • Replies 769
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Cześć Dag
Przeczytałam całość i płakałam ze śmiechu. Dziewczyno masz talent satyryczny lub my po prostu tak kochamy nasze czworonogi że ich przygody sa dla nas najważniejsze.Swinki sa :loveu: :loveu: :loveu: :loveu: :loveu:

Posted

ajka napisał(a):
no to teraz sami widzicie skąd wziął się model społeczny: szeleszczący dres + bullowaty.


ogolone na zero głowy też da się łatwo wytłumaczyć :evil_lol:
dziś mnie Franio chciał pozbawić czupryny :mad: :diabloti:

Posted

Asztir napisał(a):
o tak ja mam taką ciotkę co przed jej wejściem dom fruwa :roll: bo potem jak siada na fotelu to robi dziwne miny... coś mi się zdaje, że jak ja będę mieć własne mieszkanko to mnie nie będzie odwiedzać :cool3:



Dlatego ja jak ognia unikam wizyt matki mojego TZta, bo niedość, że ona antypsowa jest to w dodatku pedantyczna jak cholera...

Posted

Gosia>>>;2754672 napisał(a):
Dlatego ja jak ognia unikam wizyt matki mojego TZta, bo niedość, że ona antypsowa jest to w dodatku pedantyczna jak cholera...


:evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol::evil_lol: skąd ja to znam :hmmmm: skąd :hmmmm:

Posted

no cześć...

piszę to pod wpływem emocji, ale miałam dużo czasu na przemyślenia...

całe 40 minut...

szukania Pigi w wichurze i siąpiącym deszczu...

Bawiła się z Chrumą i jeszcze jednym psim kumplem badylami o 4 tej rano. Cały czas na smyczy, aż mi się łapa zmęczyła. Ostatni raz tak na porządnie zwiała mi dawno temu, a ostatnio co najwyżej uciekała do najbliższej miejscówki z kocim/gołębim żarciem, gdzie odławiałam ją po 30 sekundach. Wyglądała na wyjatkowo zaabsorowaną zabawą, że nie myślałam, że tym razem zwieje (juz kilka razy udało mi się ją skupić na patysiu tak, ze tylko za nim ganiała i nie zwiewała).

No i wycięła w długą i tyle ją widziałam.

W żadnej najbliższej miejscówce żarcia nie było, wiec poszła na wycieczkę w miasto.
A co qrfa...

Łaziłam, czekałam, darłam ryja przez wichurę, gwizdałam, ciagnęłam Chrumę za sobą, a Pigi nie ma. Nigdzie.

Odstawiłam mokrą Chrumę do domu, bo nic nie kumała i patrzyła sie takim żałosnym wzrokiem (Chruma nie lubi deszczu i ciągnie do domu). Wzięłam zapas fajek i znowu zaczęłam szukać psa.

Zaalarmowałam wszystkich ochroniarzy w okolicy (w każdym bloku jest jeden i na każdym przyblokowym parkingu jeden- dużo ich generalnie), ale śpiące chłopiska, więc mało pomocne...

Podchodziłam do każdej porannej osoby na ulicy i pytałam o białą świnię, trasę naszych spacerków zrobiłam chyba z 15 razy, a potem poszłam jeszcze dalej...

W końcu znajoma pancia od utuczonej blabladorki powiedziała:

- "ta biała??- tam coś żarła"

Poleciałam biegiem zabijając się o mój matriksowy płaszczyk...

No była.

I żarła.

Brudna jak cholera, z pękatym obżartym brzuszkiem.

Jak mnie zobaczyła, to padła na plask, bojąc się, że dostanie łomot, a ja ją tylko tulałam...

A ona nic... skoro nie tłuką, to trzeba skończyć konsumpcję... i sięgnęła po następnego śmiecia...

Zabrałam do domu.
Wytarłam do czystą szmatą... zaczęła nawalać się z Chrumą jak gdyby nigdy nic... to wsadziłam do klatki.

Nie mogę na nią chwilowo patrzeć.

Przed wyjściem na spacer siedziała pół godziny na moich kolanach i się wtulała z całych sił, a potem-
- "papa pancia... idę żreć... nie czekaj na mnie z obiadem..."

Słuchajcie... ja serio mówię... nie umiem wychodzić na spacer z psem, którego roznosi energia, a ja go nie moge ze smyczy spuścić... nie mam w pobliżu żadnego ogrodzonego terenu, żeby mogła się bezpiecznie wyhasać... Par saski odpada, pola mokotowskie odpadają, bo tam bym jej w życiu nie znalazła.

Ona się męczy, ja się męczę, a w domu męczy się Chruma, której Pigi spokoju nie daje, bo niewyhasana lata i odbija się od ścian w te i spowrotem.

W domu Piga aportuje zabawki (no prawie... czasem jej się udaje), a na dworzu tylko udaje, że się bawi, byleby tylko po chwili wyciąć w długą, jak się zorientuje, że pancia drugiego końca linki nie trzyma.

Znałam różne nieposłuszne psy, ale z tych uciekających to tylko huskie.
A Piga jest gorsza niż husky.

Nie umiem do niej dotrzeć, nie umiem skupić jej na sobie, nie umiem nauczyć jej, jak się bawić zabawkami na dworzu.

Nażarła sie jak świnia jakiegoś świństwa, a jutro będzie chora i będę miała obsrane mieszkanie.

Myślałam, że po kilku miesiącach regularnego karmienia i hasania, szkolenia i opieprzania- Piga się uspokoi i zeżarcie śmiecia nie będzie najważniejszym zadaniem na świecie.

Nie mam już siły.

Nie umiem. Gupia jestem.

I mam dość.

Nie oddam Pigi do schronu, nie oddam jej jakiemuś idiocie (a takich chętnych nie brakuje), ale jakbyście słyszeli o kimś, kto ma domek z ogródkiem, i chciałby domową przytulankę/podwórkowego potwora i pozwoliłby Pigę odwiedzać, to oddam.

Po raz pierwszy przez te 40 minut szukania psa myślałam nie tylko o tym, co zrobić, żeby ją znaleźć (nadać na dogo, rozkleić ulotki na mieście, zaalarmować schrony, wetów itd), ale też o tym, co zrobię, jak jej nie odnajdę...

Przejdzie mi... wiem, że mi przejdzie i że będę ją jutro tulała na kolanach i patrzyła się z miłością na ten mongolski ryj... ale jakby się znalazł ktoś lepszy dla niej niż ja, z lepszymi warunkami niż ja, to oddam.

Jak słowo honoru oddam...

Posted

Dag, co ty opowiadasz.... Wiem, że z takim psem nie żyje się łatwo i ja sama też mam czasem ochotę mojego za drzwi wystawićz zapasem żarcia na miesiąc i odpocząć ale... Pomyśl ile pracy już włożyłaś, ile czasu Piga jest z Tobą i jak dużo zmieniło się od momentu kiedy pojawiła się u Ciebie.
Myślę, że tylko tak mówisz, a jakby przyszło co do czego to nie oddasz prosiaka;) Nie załamuj się, cierpliwości kobieto! Jak prosiak zły, prosiaka do klatki, spróbuj kupić treningową linkę i na niej Piga niech szaleje. Dasz radę-silna kobitka z Ciebei. Trzymam kciuki:cool3:

Posted

Dag, współczuję... Wiem co to znaczy jeden niewybiegany pies przez jeden tylko dzień, i mogę sobie wyobrazić co wyprawia notorycznie niewybiegany pies. :painting: :Dog_run:

Może rower byłby rozwiązaniem? :PROXY5:

Posted

O jasna cholercia...:shake: gdzie ona mialaby lepiej niz u Ciebie?
Rozumiem, ze taka sytuacja jest nie do obskoczenia na dluzsza mete. Niestety calkiem pokazna liczba psow ma takie badz inne odchyly. Wydaje mi sie, ze Ty po prostu nie jestes przyzyczajona do psa, przy ktorym trzeba miec oczy dookola glowy. Chruma od szczeniaka byla z pancia, w dodatku nakrecona na zabawki wiec nigdy nie miala zapedow uciekinierskich bo i po co?
Moja cholera tez jest spuszczana raczej z rzadka a potrafi sama wylezc z szelek spacerowych, obrozy skorzanej, lancuszka polzaciskowego i szorek do ciagniecia roweru.:cool1: a jak ja sie w pore nie zorientuje to po ptokach i tez ganiam po okolicy bo przeciez trzeba sie przywitac ze wszystkimi psami; pogonic kotka, golabka, wiewiorke;wytarzac sie w szlamie, blocku; wlezc do smierdzacego rowu itp.itd. jedynie zarcie swinstw mi odpada:roll:

Alojzyna napisał(a):
Może rower byłby rozwiązaniem? :PROXY5:

moze faktycznie pol godzinki klusem przy rowerze by dalo jakis rezultat:razz:

Posted

Dag - a teraz siądź, zawołaj Pigę i powiedz jej otwarcie w ten biały świnski ryj,w te ślepia wpatrzone w ciebie,ze jest wredna, okropna, niekochana i wogóle do d..y i ze ja chcesz oddac!!!

I ci ulzy!;)

Posted

Dag... ja Cie rozumiem.... ale może rzeczywiście linka byłaby dobrym pomysłem.... moja sucz też debilna jest.... nie lubi ludzi trudno sie do nich przekonuje. Ale lazi w kagańcu, nie zamykam jej bo się wogole nigdy niczego nie nauczy..........4 miesiace... to chyab nie tak dużo......ja walcze o swoja sucz ponad rok... i nie widzę końca tej walki.bo może jakies geny wpływają na jej totalna gluchotę.....
trzymaj sie

Posted

Ja radze przede wszystkim dobrze wypracować przywołanie warunkowe - czyli gwizdek! Ale tak na maksa dobrze zrobione w domku - z 500przywołań z różnych pomieszczeń, zaczynając oczywiście od najmniej absorbującego psa. Następnie na poli z linką 10m. Oczywiście cały czas pracować nad skupieniem. skoro lubi tak bardzo suchy chleb to można i na to szkolić :razz: a przy okazji nie ma gdzieś w pobliżu kogoś kto szkoli i ma swój plac, albo znaleźć starszą panią czy pana którzy mieszkają w domu i mają ogród i za np. koszenie trawy możliwość wybiegania z psem - to działa u nas na górncyh, tzn gość nie ma psa, ale kosi trawę dla królików i ma ją za darmo.

Posted

[quote name='mia_mia']a linka? 20m? na niej mozna psa wybiegac bez wiekszego problemu no i jest pod kontrola.. moze sprobujecie takiej zabawy http://www.forum.bullterrier.pl/viewtopic.php?t=2138&postdays=0&postorder=asc&start=0 ??pies moze byc na lince a wyszaleje sie elegancko:evil_lol:

Nie jestem zalogowana na tym forum i nie widzę... ale w wolnej chwili poczytam.

Hmmm... linka... chyba odpada.

Piga hasa na 5 metrowiej lince i jak hasas z jakimś psem, to potrafi się związać jak cielak na rodeo. Do tego leci, leci, wyskakuje i jak się zasięg linki kończy to spada łbem na ziemię (nie wspominam o moich kościach wyrwanych ze stawów). Potrafi sie tak ładnie zaplątać tą pięciometrówką w drzewa/krzaki, że potem rozplątać jej nie można. No i jakiś czas temu tak ładnie się zawinęła linką w dzikim pędzie, że miała poharataną skórę pod pachą.
Ja się po prostu boję, żeby ona sobie krzywdy nie zrobiła na lince, jak ja trzymam z całej siły drugi koniec.

Puszczam tą linkę czasem, jak sobie drepta w krzaczorach, albo hasa z jakimś zwierzem, ale ona jest za szybka i jak wytnie w długą, to czasem nie zdążę depnąć- no i potem jest "odławianie gada".
3 razy zaczepiła się linką o samochód, co bardzo ułatwiło mi łapanie, ale nie zawsze mam takiego farta.

[quote name='"Masieńka"']O jasna cholercia... gdzie ona mialaby lepiej niz u Ciebie?

W domku z ogródkiem???
Ona naprawdę jest kochana i niemożna jej nie ulubiać, a jak się wyhasa, to jest jeszcze bardziej kochana...

[quote name='"Alojzyna"']Może rower byłby rozwiązaniem?

a) ja się poświęcę dla mojego pieseczka, ale do rowerowej wycieczki codziennie po centrum Warszawy, to mnie nikt nie zmusi...
b) nawet najlepszy amortyzator nie uchronił by mnie przed lotem na zęby, gdyby Piga zobaczyła po drodze koteczka...

[quote name='"Asztir"']a przy okazji nie ma gdzieś w pobliżu kogoś kto szkoli i ma swój plac, albo znaleźć starszą panią czy pana którzy mieszkają w domu i mają ogród i za np. koszenie trawy możliwość wybiegania z psem

No niestety... uroki mieszkania w centrum. Mam jeden ogrodzony placyk dla dzieciów, ale są w kilku miejscach dziury w ogrodzeniu i Piga już dobrze je zna...

A największym problemem jest to, że u mnie wszędzie leży żarcie... WSZĘDZIE!!!

Np. Piga wczoraj (zanim zwiała) wynalazła wielgachną kość wołową, długości Chrumy (taką wędzoną ze sklepu zoologicznego). Na parkingu pod samochodem była. są flaki, pierogi, leniwe, kiełbasa, kaszanka i mnóstwo kości drobiowych. Jest chlebek w każdej postaci, szynka i kanapki. W dwóch miejscach wylewana notorycznie jest zupa... taka z marchewką i kartoflami. Jest też wiele niezidentyfikowanych rzeczy, które kiedyś były środkami spożywczymi.

No i Piga najedzona jak bąk, dobrze wiedząc, że pancia ma w kieszeni żarcie- woli się stołować na zewnątrz.
Przeskakuje jej klapka w mózgu i jedyne o czym myśli, to żarcie (no i koty od czasu do czasu).
I nie jestem jej w stanie tego wybić ze łba.

[quote name='"Asztir"']Ja radze przede wszystkim dobrze wypracować przywołanie warunkowe - czyli gwizdek!

Przychodzic, to ona zawsze przychodzi- w pomieszczeniach. Wydrę ryja po klubie (tam się mieści 800 osób- duży jest), to- jeżeli akurat nie wyżera czegoś z kosza na śmieci- zawsze przyłazi.
Gwizdka jeszcze nie próbowałam. Trzeba będzie się doszkolić.


Ja się najbardziej boję, że jej się kiedyś coś stanie. Bo już pal sześć, że jestem zmęczona czasem i najchętniej bym jej związała łapki i przywiązała do kaloryfera. Nieważne, że dzisiaj kicham i mnie telepie, bo w nocy zmarzłam i zmokłam...
A jak kiedyś zwieje dalej i nie wróci? A jak ją samochód trafi? A jak jej się napatoczy mały, szczekający piesek i go zagryzie i ktoś będzie nieszczęśliwy przez to, że nie potrafiłam dopilnować psa? A jak zeżre coś, czym się otruje na amen?

I dlatego, jak znalazłby się ktoś z ogrodzonym terenem, albo po prostu mądrzejszy szkoleniowo ode mnie, to oddam.

Myślę jeszcze nad wysłaniem Pigi na stacjonarkę do zaufanego szkoleniowca na 2 miesiące... ale jakoś średnio widzę, żeby ktokolwiek był w stanie jej przetłumaczyć, że wcale nie jest głodna...

Posted

Dag oddawanie jej na szkolenie to nie najlepszy pomysl.. zaloguj sie na forum [tym do ktorego link dalam] i skontaktuj sie z dziewczyna o nicku Żmija.. organizuje ona w Wawie szkolenia posluszenstwa przeznaczone dla bulli [Pige prawie mozna pod bulla podciagnac:evil_lol: ] na prawde zna sie na psach, ma duze doswiadczenie wlasnie z bullowatymi-moze ona cos Ci poradzi a na 100% chociaz sprobuje pomoc.. a ten link ktory dalam chodzi o flirt pole.. cos na ksztalt wedki- na kiju jest sznurek, na sznurku jakas zabawka na ktora pies ma korbe i skacze sobie za nia, lata, robi szybkie zwroty itp..

Posted

Przeszła mi histeria, kocham pieska itd...

Ale mi maupa znowu uciekła...

Śnieg po kolana, Piga hasa na lince jak oszalała, a poza tym koło wydeptanej ścieżki nie ma zamiaru robić kupy.

Zapakowałam w kieszeń mortadelę, założyłam maupie kaganiec i dałam jej pohasać po śniegu z Chrumą. Ślicznie biegały przez 3 spacerki. Piga grzecznie wracała, napychałam jej ryja mortadelą i zaczęłam lubić zimę.

Na czwartym spacerku zwiała.

Pierwsza myśl-

I jak ja kurna znajdę teraz białego psa w białym śniegu?

Po 15min łażenia po głębokim śniegu po śladach świni przestałam lubić zimę i znowu cieknie mi z nosa.
Ale znalazłam- bo zaczepiła linkę pod kołem zaparkowanego samochodu, w kagańcu nie mogła przegryźć linki to i siedziała jak ta sierota w zaspie.

Znowu jej nie puszczam, więc wyrywa mi łapę z obojczyka, połamane 2 paznokcie i tylko jakimś cudem nie wyladowałam jeszcze na pysku. Łażę po śniegu po kolana.

Ale kocham pieska.

Kombinuję nad jakimś innym szkoleniem jak tylko śniegi trochę zejdą. Mam nadzieję, że do tej pory nie zgubię psa.

zmenciona jestem...

A psik!

Posted

A moze warto by bylo sprobowac szkolenie na obroze elektryczna?? moja znajoma tego uzywa i dalo bardzo dobre efekty - ona ma jakas suczke rasy mysliwskiej i w ogole jej nie sluchala - raz nawet chyba z dwie godziny po parku za nia latala i nie mogla jej zlapac - a teraz w szoku jestem jak one jej slucha - mimo ze to metoda troszke drastyczna ale raczej skuteczna - sama sie zastanawiam nad kupnem takiego wynalazku, bo Milka tez chodzacy odkurzacz jest ale nie ucieka. problem polega na tym ze to cholerstwo drogie jest i najlepiej wziasc takiez dzwonkiem wibracja i ze wstrzasem, bo przed wyslaniem pradu trzeba dac najpierw ostrzezenie dzwonkiem potem wibracja a dopiero na koncu prad, moze to zadziala?? :roll:

Posted

Nela napisał(a):
A moze warto by bylo sprobowac szkolenie na obroze elektryczna??


... i spróbuj po powiedzmy miesiącu założyć psu taką obrożę. Najpierw wściekła gonitwa po całym domu za uciekającym psem, potem jak psa w końcu uda się złapać to lekko histeryczny i markowany atak na zakładaną obrożę... A jak Dag nie będzie w domu to sucz wywęszy obróżkę i ją przegryzie na pół... A potem triumfalnie się na niej położy, albo ją obsika... :evil_lol:

Ja tego nigdy nie stosowałem, ale imho stosowanie jakichkolwiek metod zakładających użycie bólu jako bodźca u terrierów typu bull nie ma najmniejszego sensu... Może jedynie prowadzić do reakcji na zasadzie "prędzej zdechnę, ale dopnę swego"...

Jesli chodzi o ucieczki, to prostu można kupić dłuższą skórzaną smycz z karabińczykiem i gwarantuje, że nie ucieknie, chyba że będzie miała kiepską obrożę - mój pies kilka razy urwał to metalowe kółko przy obroży i musiałem potem za nim biegać... :lol: No i metalowych łańcuszków też nie polecam - mam ze dwa w szafie, pęknięte... W sam raz na imprezę "Pogo" z udziałem skinów i metali... :lol:

Posted

Nela to jest najgorsze z możliwych rozwiązań. Choćbym miała nie wiem jak bardzo się męczyć, to nigdy w życiu psu nie założyłabym takiej obroży. Pigi problemem jest to, że ucieka. Nie rzuca się na ludzi, na dzieci itp więc po co taka obroża? To jest ostateczność, w skrajnych przypadkach jest bardzo dużo innych metod, dobrzy szkoleniowcy, więc skąd pomysł z obrożą?! Pies ma wuykonywać komendy ze względu na więź z właścicielem i uważać go za swojego przewodnika, być mu posłusznym, bo taka jest hierarchia w stadzie, a nie ze strachu przed prądem.

Tak na marginesie (przepraszam jeśli Cię urażę). Jeśli polecasz komuś taką obrożę, to proszę załóż ją sobie i potraktuje się ze 3 razy prądem. Jestem pewna, że zmienisz swoje zdanie.

Posted

Ja przerabiałem temat jakiś czas temu dziesiątki razy z dorastającym bokserem, który spuszczony luzem potrafił urządzić sobie zabawę w ganianego nawet do kilku godzin.:diabloti:
Nie skutkowało kompletnie nic! smakołyki, zachęcania do wspólnej zabawy itd...itp.
...rozwiązaniem problemu było kupienie 10 metrowej linki z mocnym karabińczykiem. I już. Jak próbował uciekać, czy oddalać się w nieznanym kierunku , nadeptywałem na linke i prrrrr malutki.;)
Pozdrawiam.

Ps. po czasie zrozumiał:p

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...