Jump to content
Dogomania

Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy


Recommended Posts

Posted

Gdyby Zu była rasowa , to byś się nasłuchała że to genetyczne :diabloti: przerasowione rasy.
Niektórzy weci , powinni sobie palnąć czymś ciężkim w łeb.

Rozumiem gdyby nagle się nażarła kości i po tym wystąpił problem .. ale jada je na co dzień , skoro było dobrze , to mniej prawdopodobne że jest źle.

Ja dziękuje losowi , że mam wetów którzy leczą psy na podstawie objawów , wyników .. a nie bo pies je kości czy jest rasowy :)

ale na swojej drodze spotykałam różnych wetów ;) niektórym śmiałam się w twarz.

  • Replies 8.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

gops napisał(a):
trzymamy kciuki by nic złego nie wyszło !
wygłaszcz Zuzanke od nas .


Wygłaskana zestresowana śpi odkąd przyszła do domu. Parszywiec mój najukochańszy :oops:

gryf80 napisał(a):
evel może uzupełnij o sikuty do badania.może to "zwykłe zapalenie pecherza"z krwi rzadko cos przy tej jednostce wychodzi


Właściwie to chciałam, ale nie bardzo jest możliwość, a po wdrożeniu leków to chyba nie ma większego sensu. Krew poszła do badania na profil nerkowy, bo wetce się nie bardzo podobały nerki "na macanego" i bardzo wysoka drażliwość psa na dotyk akurat tam.

Vectra napisał(a):
Gdyby Zu była rasowa , to byś się nasłuchała że to genetyczne :diabloti: przerasowione rasy.
Niektórzy weci , powinni sobie palnąć czymś ciężkim w łeb.

Rozumiem gdyby nagle się nażarła kości i po tym wystąpił problem .. ale jada je na co dzień , skoro było dobrze , to mniej prawdopodobne że jest źle.

Ja dziękuje losowi , że mam wetów którzy leczą psy na podstawie objawów , wyników .. a nie bo pies je kości czy jest rasowy :)

ale na swojej drodze spotykałam różnych wetów ;) niektórym śmiałam się w twarz.


Hehe, za to jest przedstawicielem kundelków, co to nigdy nie chorują ;)

Biegunka w ogóle nie została skomentowana, jutro jeszcze dopytam, ale skoro była a nie ma, a sucz pod względem żołądkowym jest OK to nie ma co kombinować - chyba. Każdemu się czasem zdarza ;)

No ja mam zestaw dwóch wetów - babka jest fajna jeśli chodzi o ogólne schorzenia, nie wciska leków na siłę, bada, maca, zagląda, kombinuje, pyta o wszystko, jest otwarta na różne nowe rzeczy, stwierdziła, że jak pies je kości od prawie 5 miesięcy i jej służy to to nie ma nic do rzeczy, szkoda, że Zu jej nie lubi ;) A facet z kolei to taki trochę psi House :lol: Trzeba przywyknąć, bo nie jest zbyt przyjemny ani uprzejmy, ale jest całkiem niezły, jeśli chodzi o nasze problemy sercowo-oddechowe. Dużym plusem są też "studenckie" ceny, bo jeździmy do klinik weterynaryjnych uniwersyteckich ;) A że ma alergię na słowo "barf", cóż... Nikt nie jest doskonały ;)

Natomiast "wiejski" wet to jakaś porażka. Ciągnie kasę, daje jakieś leki, które wcale nie działają, leczy "na oko". Nie zaglądam tam w ogóle, gdy mam do załatwienia cokolwiek poważniejszego niż standardowe szczepienie czy odrobaczenie.

Posted

a ja mam samych grześków domków i lojalnie uprzedzam tym co polecam tych wetów , że są trudni w obyciu :diabloti:
Miałam i z jednym i drugim sparingi , na początku kariery zapoznawczej ;) No ale cóż , w każdym "związku" trzeba się dotrzeć :evil_lol:
kompromis mamy , wet nie musi być miły .. a właściciel psa może mieć wiedzę :diabloti:
Dlatego jednemu wybaczam fakt , że potrafi do mnie zadzwonić o 7 rano , zapytać jak czują się pieski :cooldevi: ale przynajmniej jak zostawiam listę leków i recept , to też nie wnika po co mi , bo wie że jak zostawiam , to wiem po co mi.

Naj mnie wkurzają weci , co mędrkują i próbują na siłę mi coś wcisnąć.W myśl zasady , że droższe = lepsze albo że on wet to wie lepiej. Czasem ma racje , nie powiem , ale forma przekazu jest istotna. Gdyż blondynką nie jestem.

Posted

Vectra napisał(a):

Naj mnie wkurzają weci , co mędrkują i próbują na siłę mi coś wcisnąć.W myśl zasady , że droższe = lepsze albo że on wet to wie lepiej. Czasem ma racje , nie powiem , ale forma przekazu jest istotna. Gdyż blondynką nie jestem.


Ja się dowiedziałam zeszłego roku, że to nieistotne, że suka leżała na zimnych płytkach przez parę rześkich poranków majowych wygolonym po badaniach bebechem, gdyż być może to posikiwanie behawioralne i pan wet mi zamówi kropelki do dyfuzora :cooldevi: Uprzejmie podziękowałam, acz miałam ochotę ryknąć śmiechem :cool3:



Dzwoniłam do wetki. Nerki i wątróbka zuzowa czują się doskonale. Czyli a) barf nie zabija piesków, b) dajemy antybiotyki i ma przejść, a jak nie, to będziemy coś kombinować.

Posted

evel napisał(a):
barf nie zabija piesków,

Franio ma inne zdanie w tym temacie :diabloti:
patrząc na Emile i Rekina , teoria niegłupia

Posted

Vectra napisał(a):
Franio ma inne zdanie w tym temacie :diabloti:
patrząc na Emile i Rekina , teoria niegłupia


Franciszek to ma pańskie podniebienie, nie będzie jadał byle gnatów :eviltong: Czasem się wściekam na zuzową żaroczność, bo ona zeżre wszystko co jej dać oprócz rzodkiewki, ale z drugiej strony jak sobie pomyślę, jak ciężko mają właściciele niejadków to mi mija jak ręką odjął:evil_lol:

Ostatnio Zu ma fajną zabawę. Zabawa nazywa się Skóra z Boczku. Polega na tym, że suka podbiega do skóry z boczku, wyrzuconej dla ptaszków, które oczywiście tego nie żrą, bo zżerają sto kilo innych śmieci (aż się dziwię, że są jeszcze zdolne do lotu w ogóle), pokazuje, że tu oto leży skóra z boczku!!! I że pies niniejszym się powtrzymuje i nie zjada jej, tej skóry z boczku znaczy się! Po czym ja ją chwalę i sucz dostaje smaka. Potwornie niewychowawcze, ale uwielbiam to jej kombinatorstwo :evil_lol:

Posted

Jak by Franciszek spotkał na swojej drodze , skórę z boczku ... to by do psychoanalityka należało się udać :diabloti:
Kiedyś znajoma dała mu koninki , od tamtej pory nie jada w konkretnym modelu misek , bo te miski straszą :evil_lol:

Nie mam problemu typu , że pies się nażre czegoś na podwórku ;) nawet te żarte są powściągliwe.

Posted

no to fajnie, z eu Zuza jedno się skonczyło (chyba) ale niefajnie że się drugie zaczęło.....

chcialam blysnąc nową stroną www projektu i nie błysnę.... bo strona wisi, ale na razie w przestworzach.... tfu.

a dziś mialam powrót do lat 70 czy 80 XX wieku - nie chodzi o ustrój, tylko o brak telefonów czy internetu :) Jakiś coś czy ktoś pozbawił kawał wsi i dośc duży okolicy razem z miastami typu Świdnik internetu i telefonów, nawet tych stacjonarnych. Ale bylo spokojnie :) nie dzialal żaden urząd - tzn ludzie byli, ale wyslanie przelewu w banku czy wplata na konto byla niemożliwa.... Telefony (wszelakie) wyłączone jak w stanie wojennym - a wiadomo - przed sierpniem w stoczni gdańskiej były protesty w Świdniku właśnie.... a to tylko ktoś światłowód przerąbał.... Takie pół dnia bez telefonu jest cudne!

Posted

Dobrze, że wyniki dobre, i że Barf nie zabija :lol: bo jak tak zniknęłyście po dramatycznej akcji z biegunką to zaczęłam się porządnie martwić.
Aż napisałam , a zawsze tylko podczytuję :evil_lol:

Posted

Vectra, Zuz też jest do opanowania, no chyba, że znajdzie super ekstra ludzką kupę. Wtedy mam jakieś 3 sekundy na wrzask (i nie jest to cenzuralne wyrażenie :evil_lol:), bo inaczej musi skosztować, no musi, choćby się miała zwinąć w chińskie es. Oczywiście karne warowanie, wrzaski, jakieś inne różne wymyślne tortury :evil_lol: powodują, że pies owszem, omija tę konkretną kupę, ale jak znajdzie nową to "od nowa Polska Ludowa". Mam ochotę czasem przelecieć się po wsi z jakąś strzelbą i powybijać tych przychlastów, co srają po krzakach :roll:

Panbazylu, jak znajdę chwilę to zajrzę na Waszą stronę :) oczywiście jak będzie działać. Ja miałam oczyszczające 4 dni bez internetu :evil_lol: Zajmowałam się głównie spaniem, potrzebami typu jedzenie i takie tam, spacerami z psem i oglądaniem filmów. Strasznie mi tego było trzeba po tych wszystkich stresach ostatnich... Szkoda tylko, że sucz akurat postanowił mi dostarczyć wątpliwej rozrywki ;)

[quote name='pędzelopka']Dobrze, że wyniki dobre, i że Barf nie zabija :lol: bo jak tak zniknęłyście po dramatycznej akcji z biegunką to zaczęłam się porządnie martwić.
Aż napisałam , a zawsze tylko podczytuję :evil_lol:

:)

Spoko, na weekendy czasem się urlopuję od internetu po prostu ;)

Posted

evel napisał(a):


Ostatnio Zu ma fajną zabawę. Zabawa nazywa się Skóra z Boczku. Polega na tym, że suka podbiega do skóry z boczku, wyrzuconej dla ptaszków, które oczywiście tego nie żrą, bo zżerają sto kilo innych śmieci (aż się dziwię, że są jeszcze zdolne do lotu w ogóle), pokazuje, że tu oto leży skóra z boczku!!! I że pies niniejszym się powtrzymuje i nie zjada jej, tej skóry z boczku znaczy się! Po czym ja ją chwalę i sucz dostaje smaka. Potwornie niewychowawcze, ale uwielbiam to jej kombinatorstwo :evil_lol:


Tresuje Cię :diabloti:
Misiek też próbuje na nas różnych rzeczy, z a które dostaje nagrody :)

Posted

Haha, Duffel często robi podobnie, z tym że on mi przynosi takie urocze rzeczy jak kawały chleba,kości itp. po czym wypluwa pod nogi i patrzy wyczekująco :lol: Może uważa, że nie dojadam i trzeba mnie podkarmić :evil_lol:

Posted

Ayuś tak robi, leci do zarcia, wącha i podnosi łeb i patrzy na mnie NIC to znowu wącha ...jak w tym czasie nie powiem ZOSTAW to sobie liźnie, jak nadal nie powiem, to bierze do pyska, wtedy jak mowie ZOSTAW on zryw i leeeeeeeci do mnie, po drodzie wypluwajac to cos i zadowolony siada naprzeciwko mnie i czeka na smaka;-) dostaje smaka to zryw i leci z powrotem do tego czegos na co ja "ej no bez przesady" no to zostawia i leci szukac znowu zarcia innego hihihi

Posted

Ewa&Duffel napisał(a):
Haha, Duffel często robi podobnie, z tym że on mi przynosi takie urocze rzeczy jak kawały chleba,kości itp. po czym wypluwa pod nogi i patrzy wyczekująco :lol: Może uważa, że nie dojadam i trzeba mnie podkarmić :evil_lol:


ja dostaje lepsze podarki od Klementyny , żabki , pająki , zaskrońce , myszy ... czasem jeszcze nówki sztuki nieśmigane ... czyli żywe :diabloti:

Posted

Vectra napisał(a):
ja dostaje lepsze podarki od Klementyny , żabki , pająki , zaskrońce , myszy ... czasem jeszcze nówki sztuki nieśmigane ... czyli żywe :diabloti:

bleeeeeee jakby mi pies zaskronca przyniosl to bym sie posikała ze strachu zanim bym sie zorientowała, ze to tylko zaskroniec;-)

Timek przynosił mi bażanty, raz przyniosl mi kota...ale kot nie był już nówka nieśmigany po spotkaniu z Timkiem...

Posted

ostanio (tzn w tamtym roku)dostałam chomika polnego-bezczelny kopał tune na posesji i sie doigrał,choc szkoda bo akurat "chumy"(tak mawiała moja śp.babcia)lubię

Posted

Miałam kota , więc uodporniłam się na prezenty :evil_lol:
Tylko Klementyna przynosi podarki , w celu bym jej rzucała tym aporcik ...

Posted

a moje psy nie przynosza mi nić... Kot tez nic nie przynosil. samoluby jakieś. Jedynie czasem Pirania patyki do domu znosi z podwórka.
a "chumy" to mam w pobliżu - dziko tu żyją. Choć ostatnio jakoś ich niewiele.

Posted

o CAO ostatnio przygarnęła sobie jeża do budy ... mieszkała z nim i go wielbiła , dzieliła się własną miską ... co jest bardzo dziwne , bo ona jest przy misce elektryczna.

Posted

Nasza kotka robi nam takie podarki, że coś zje (mysz, strzyżyka), a potem to w domu wymiotuje, oczywiście nie z miłości do nas :P

Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...