Jump to content
Dogomania

Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy


Recommended Posts

Posted

u mnie w domu znaczne wieksze zmiany wprowadzilo wziecie 3 psa niz drugiego, serio.
czesto slysze, ze po drugim psie to juz jest wszystko jedno. ale nie jest. przynajmniej nie zawsze:)

jest troche tak z tymi psami, ze to wszystko zalezy od rasy.
bo widzisz: ty masz stado, ktoremu wystarczy kawal ogrodzonego terenu, boomery, pilki i ogolna zabawa na tym terenie.
a ja mam psy, ktore jednak musza wyjsc na teren otwarty przynajmniej raz dziennie i ten teren nie moze byc miejskim parkiem itd.
normalnie chodza razem i wszystko jest spoko, ale jesli powiedzmy mysle o tych kundlach pod katem uzytkowosci, a kreci nas to i moje suki sa do tego trenowane, to juz musze znalezc czas, zeby kazda zabrac indywidualnie, bo wspolny trening do niczego dobrego w tym przypadku nie prowadzi.

tak wiec jak ktos ma iles tam staffikow, ktorymi sie zajmuje na ogromnym podworku i te psy sa wybiegane itd to spoko, ale sa rasy, ktore, aby mogly zyc we wzglednym dobrostanie, nie moga byc trzymane przez jedna rodzine w tak duzej liczebnosci.


o to sie glownie rozchodzi-to jest tak jak z trzymaniem kaukazow na podusiach:))

  • Replies 8.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Inna inszosć, że czasami właścicielowi wydaje się, że ogarnia stado i psy są szczęśliwe. Nieprawda. Po prostu nie znają innego życia. Przyzwyczaiły się. A można inaczej. Lepiej. (Nie piszę o nikim personalnie, tylko ogólnie o dużym stadzie na 1 ludzia).
Sama nie mam stada i pewnie nie będę miała. :cool1:

Posted

No właśnie, ja sobie jak najbardziej wyobrażam w domu ze sporym terenem i 15 szczęśliwych staffików (czy tam beagli, husky) - ale już ni cholery sobie nie wyobrażam 15 owczarków ;) owczarków na mnie samą to ja sobie nie wyobrażam nawet czterech :evil_lol:

A "lepiej" zawsze można ;) nawet jak się ma jednego psa ;) więc to dość gumowa kwestia.

Posted

Martens napisał(a):
No właśnie, ja sobie jak najbardziej wyobrażam w domu ze sporym terenem i 15 szczęśliwych staffików (czy tam beagli, husky) - ale już ni cholery sobie nie wyobrażam 15 owczarków ;) owczarków na mnie samą to ja sobie nie wyobrażam nawet czterech :evil_lol:

A "lepiej" zawsze można ;) nawet jak się ma jednego psa ;) więc to dość gumowa kwestia.


beagle i husku jako psy ogrodowe? troche niezbyt.

Posted

[quote name='N&N']
evel, dziękuję za spacer. :-) Naprawdę miło spędziłam czas. Jednak co dogomaniak, to dogomaniak! :evil_lol:
Obawiam się tylko, że Wendy zrobiła "promocję". Nie robiła przypałów, żeby nie odstraszyć potencjalnych spacerowiczów. :diabloti:
Może jednak spotkanie face to face zrobimy w kagańcach i przez płot? :loveu:
Tylko tym razem musimy umówić się wcześniej. Za szybko zrobiło się ciemno. Czarne futro słabo namierzyć po ciemku.
Niestety, ten weekend to święta. No nic, jak znajdziesz chwilę, to zapraszam. Z tego co widziałam, niedzielę mam wolną!:multi::multi:


Ponoć ma być chłodniej, ale względnie ładnie - zobaczymy :) W kagańcach lepiej nie, bo Zu w kagańcu jest znacznie gorsza dla małych piesków, mianowicie bez kagańca zwykle tylko pyszczy jak jest jakaś spinka, a w kagańcu celuje i robi JEB, biorąc łbem wielki zamach :roll: Zrobimy to inaczej, pokażę Ci przy okazji co robić z Wendikową fascynacją pieskami - może poproszę R. żeby znowu przyszedł to nam się przydadzą dodatkowe ręce, choć pewnie "w nagrodę" za to wyciąganie będę musiała jechać na jakąś imprezę motoryzacyjną/techniczną, grać z nim w grę albo coś podobnego :evil_lol: A jeśli nie to użyjemy jakiegoś drzewa, żeby przypalikować Zu :evil_lol:

W niedzielę w ciągu dnia byłoby super, moglibyśmy nawet gdzieś podjechać :)

Co do dyskusji o stadach - piszcie, czytam uważnie :)

Posted

Dla mnie dodanie drugiego psa to też nigdy nie był wielki szok... ale to może dlatego, że zwykle były dwa, a tylko przez krótki okres czasu był jeden ;)
Za to dodanie trzeciego to było szaleństwo... ale u mnie to kwestia matematyki chyba :diabloti: Nagle wszystko robi się nieparzyste, trudniej sobie smycze w rękach poukładać jak się samemu idzie, trudniej psy nakarmić razem, albo głaskać, bo ma się tylko dwie ręce...
...dodanie czwartego też było wariackie, ale tu chyba nie było to kwestią ilości, a trudności rasy dodanej po prostu.

Natomiast co do stad - ja bardzo kocham moje psy, lubię że są takie rózne... ale jednocześnie ogromnie mnie ta różnorodność wnerwia, bo trudno jest tak zróżnicowane wielkości i charaktery naraz ogarnąć. Dla przykładu, gdy ich podzielić dwójkami, to O WIELE łatwiej jest mi wyjść w pojedynkę na spacer z Bastą i Cresilem, nawet mimo tego, że przy nich trzeba bardzo uważać, bo potrafią się ściąć o pierdołę jeszcze, ale oboje są podobnych rozmiarów i mają w miarę podobne podejście do życia i algorytmy postępowania.
Wyprowadzenie Nitki i Cresila, mimo tego, że się nie gryzą i niczym nie muszę się przyjmować - to dla mnie katorga :diabloti:
Jedno małe, drugie duże. Jedno lata jak piórko, drugie wlecze się jak czołg. Dla jednego główną wartością w życiu jest wąchanie i nie odstawia nosa od ziemi, dla drugiego liczy się stado, więc idzie ze mną bez oporów.
Jak mijamy pieski to jedno chce się radośnie widać z każdym, choćby to był najagresywniejszy pies na świecie, drugie już każdemu chce wp***dolić :diabloti:
A wracając do Basty i Cresila - tu przynajmniej jest jasność... oboje chcą wpi***dolić :diabloti:

I szczerze mówiąc to na obecną chwilę właśnie to mnie najbardziej męczy w ogarnianiu czwórki psów - każdy jest z zupełnie innej bajki. Myślę, że gdybym miała stado jednorasowe, to byłoby nieco łatwiej to ogarnąć umysłem po prostu :D

Posted

u mnie nikt sie nie gryzie. czasem ktos nabrurczy, powie, ze sobie czegos nie zyczy itd, ale my od poczatku baaardzo pilnowalismy relacji dziewczyn i przykladalismy sie do tego, aby byly dobre.

Posted

evel, rezerwuj niedzielę rano. Blady świt. Może po ....... 8.00? Nie wiem, czy ponowne zabieranie TZ-ta, to nie nadużywanie jego dobrej woli. Przecież on mnie znienawidzi (regularnie kradnę mu dziewczynę i nie daję dojść do głosu :evil_lol: ;-) ).

Dzisiaj znowu biegałam. Pies ma dość. Ewidentnie nudzi go lecenie równym tempem po prostej. Szturcha łydkę z niemą prośbą "no weź przestań". Wolałby się pobawić niż latać tak bez sensu (no bo co to za sens dla psa spalanie kalorii PAŃCI :razz:).

Ja mam jasno określone poglądy na stado. Na MOJE stado (inni mogą mieć jak chcą). Planuję 2 góra 3 sztuki. W bloku. W domku jednorodzinnym piąteczka to mój maks. :-)
Nigdy nie miałam więcej niż jednego psa na raz, więc trudno obiektywnie ocenić.
Być może tworzyłabym zgodne, pełne harmonii stado? :razz: Albo poległabym na dwóch sztukach :eviltong:
Wyjdzie w realu. :diabloti:

Posted

ja mam przede wszystkim taki poglad, ze zycie z psem ma byc przyjemne, wiec nie wyobrazam sobie miec ciagle oczu dookola glowy "czy sie nie zlapia" czy "ktoras sie nie rzuci".

dla psow taka skonstruowana sztucznie grupa nie jest wcale naturalna i dlatego trzeba im pomoc w budowaniu wlasciwych relacji. ja uwazam, ze jak na 3 przypadkowo dobrane miedzy soba psy, to nam sie bardzo udalo. dziewczyny sie rzeczywiscie przyjaznia, stoja za soba murem i bardzo sie lubia. chociaz my od poczatku wyznawalismy raczej zasade "nie musicie sie lubic, ale tolerowac juz tak". i jakos sie udalo stworzyc z tych trzech tumanow naprawde fajna druzyne.

Posted

a_niusia napisał(a):
u mnie nikt sie nie gryzie. czasem ktos nabrurczy, powie, ze sobie czegos nie zyczy itd, ale my od poczatku baaardzo pilnowalismy relacji dziewczyn i przykladalismy sie do tego, aby byly dobre.


Warto dodać, że wszystkie masz od szczeniaka, a to uwierz - ZUPEŁNIE inna sprawa.

Cresil z Nitką wychowywał się od szczeniaka i od początku pilnowaliśmy ich relacji - teraz mogę ich zostawić w ciasnym pomieszczeniu z mięsem i wiem, że się o nie nie zagryzą.

Zauważ, że trójka z moich czterech psów to psy PO PRZEJŚCIACH, które nie były u mnie od szczeniaka i niestety, ale mają nieco zwichrowane podejście do życia. I tak za swój sukces uważam to, że Basta nie rzuca się na resztę psów bez powodu, jak to robiła kiedyś, choć niestety nadal jest niezrównoważona i wyolbrzymia pewne problemy.

Ale cóż - łatwo jest mówić jak się ma 3 pieseczki od małego pupisia i to wprowadzane do stada stopniowo :p

Posted

N&N napisał(a):

Dzisiaj znowu biegałam. Pies ma dość. Ewidentnie nudzi go lecenie równym tempem po prostej. Szturcha łydkę z niemą prośbą "no weź przestań". Wolałby się pobawić niż latać tak bez sensu (no bo co to za sens dla psa spalanie kalorii PAŃCI :razz:).

Ja mam jasno określone poglądy na stado. Na MOJE stado (inni mogą mieć jak chcą). Planuję 2 góra 3 sztuki. W bloku. W domku jednorodzinnym piąteczka to mój maks. :-)
Nigdy nie miałam więcej niż jednego psa na raz, więc trudno obiektywnie ocenić.
Być może tworzyłabym zgodne, pełne harmonii stado? :razz: Albo poległabym na dwóch sztukach :eviltong:
Wyjdzie w realu. :diabloti:


Jakbym widziała swoje początki biegania z psami :evil_lol: w sumie jak biegam po lesie, to jest jeszcze miarowo, ale jak robiłam kółeczka na stadionie, to Cycusia ciągle "ściągało" na okrążeniu w miejscu, gdzie było wyjście z bieżni :diabloti:

A to uważaj, bo posiadanie dwójki psów uzależnia ;) od momentu kiedy pierwszy raz miałam dwa psy (jakiś 2001 rok), posiadanie jednego wydaje mi się uboższe o masę rzeczy.

a_niusia napisał(a):
ja mam przede wszystkim taki poglad, ze zycie z psem ma byc przyjemne, wiec nie wyobrazam sobie miec ciagle oczu dookola glowy "czy sie nie zlapia" czy "ktoras sie nie rzuci".

dla psow taka skonstruowana sztucznie grupa nie jest wcale naturalna i dlatego trzeba im pomoc w budowaniu wlasciwych relacji.


A to jest bardzo częsty błąd, i niestety na dogo też można sobie poczytać takie "światłe" rady, żeby zostawić pieski w spokoju, niech się same dogadają; pies i suka się nie pogryzą, dorosły pies nie dziabnie szczeniaka, itd. itp. Rzadko jest tak, że kilka psów w domu jest rzeczywiście grupą rodzinną (wtedy jakoś łatwiej to zwykle idzie), i tak naprawdę one nie mają powodu same z siebie się uwielbiać, czy nawet tolerować. A już zostawianie dogadania się między sobą rasom, które w przeszłości były selekcjonowane do walk jest totalnie bezmyślne (a są i takie pomysły). I niestety z takimi psami życie bardzo często polega uważaniu, żeby psy się nie złapały (szczególnie przy zabawie czy innych emocjonujących zajęciach), ale idzie przywyknąć ;) z każdą rasą trzeba na coś uważać.

Posted

Vectra - uwielbiam czytać Twoje wypowiedzi :loveu: Mi się wydaje, że na dogo jest za dużo podejścia "na 100%", za dużo podręcznikowej wiedzy "tej jednej jedynej" i "tej jedynej racji", kiedy wszystko jest bardzo, ale to bardzo indywidualne.

makot'a - mi szczerze mówiąc, zwisa i powiewa, czy coś wygląda głupio czy nie ;) Na szczęście mojemu TZowi też. Czasem marudzi, jak ja mam 4 psy, a on żadnego, ale kiedy ja idę z 3 większymi, a on z jedną malutką Lusią to już nie ma problemu. Tak samo jak biorę Nera, a on dostaje suczki :) Ale to jest coś, co ogromnie cenię w swoim TZcie: nieoglądanie się zupełnie na innych ludzi, na to, co ktoś powie i co ktoś skomentuje. Bardzo przydatna sprawa ;)
Jak jęczę o więcej psów, to bardziej się martwi, że nie miałabym czasu dla niego, na rzeczy inne niż psy (a mam zainteresowania też inne). No i ma w tym rację, szczególnie, że jak masz większe stadko i któreś zachoruje to się robi mało wesoło - nie dość, że czas i kasa idą na weta i opiekę nad chorym, to jeszcze reszta stadka wymaga uwagi, spacerów i tak dalej... Niektórzy twierdzą, że przyjmują to "na klatę", ja jednak faktycznie wolę to przewidzieć i uznać, że mogę nie dać rady.

Co do psów od szczeniaka i psów przygarniętych to się trochę nie zgodzę, bo baaaardzo dużo zależy od psa. Czasem ten od szczeniaka jest o wiele cięższy do ogarnięcia niż ten przygarnięty. Jeśli bierzesz sprawdzonego i fajnego psa z DT, a nie z ulicy, to już w ogóle odpada wiele problemów. Ani to nie jest papiś, któremu akurat coś się w łebku przestawiło albo walą hormony, ani wariat z ulicy, który ma swoje za uszami. Wtedy argument "przygarnięty i trudny" odpada ;) Fakt, że u mnie każdy pies miał coś nieteges w głowie, tak jak u makot'y, ale to nie jest reguła, znam zwierzęta po przejściach, które nie sprawiają problemów zupełnie ;)

Ja mam doświadczenia takie, że w grupie rodzinnej hierarchia jest mocniej zaznaczona i psy mają bardzo określone pozycje w stadzie. Szczególnie u rodzeństwa. Zauważyliście coś takiego? U mnie, w stadzie mieszanym, hierarchia jest rozmyta, nie mogę określić "alfy" i "omegi", ale dzięki temu nie ma scysji o zachwianie jakiejś ustalonej równowagi.

Posted

z trzecim psem , zaczyna nam brakować trzeciej ręki ;) ale jak już ta trzecia ręka "wyrośnie" to trójkącik fajnie się ogarnia. I tak kolejno nam te rączki dorastają :)

Patrzenie dookoła głowy , proszę Was - kto by sobie takie katusze zasponsorował ? Inaczej .... jesteście w parki , gdzie są psy / dzieci / ludzie - spokojnie leżycie do góry brzusiem ? czy oczy są aktywne ;)

W domu musi panować miłość , na podwórku w czasie zabaw też. Że się psy pokłócą , no pewno że tak. Tylko napisać na dogo fakt , że psy się zwarły , to zaraz będzie hejt , że ma sie w domu 365 dni w roku krew i flaki na ścianach :evil_lol:
Powiedzmy że na tym polega to forum.

a mówię Wam , że po 5 psie nie ma różnicy :) dlatego że człowiek jest już ogarnięty i działa instynktownie i z automatu ( też zaraz będzie hejt) i w mig ogarnia ilość oczek , nosków , łapek.

Ja mam też taką zasadę , że nowy piesek dopasowuje się do naszego już życia , a nie my do nowego pieska ;) No i psy też już są ogarnięte w kwestii nowości i nie robią zamieszania , że coś nowego się kręci.
Co czytając / rozmawiając ... często jest problem po przywleczeniu szczocha do domu jako drugiego czy trzeciego psa.

Fajnie że piszecie , iż nie sprawił Wam problem przybycie 2 psa. Ale ja piszę o przeciętnych bestiach ludzkich , które powiedzmy wiedzę i doświadczenie mają na poziomie zerówki. Owszem są domy , że wpada nowy i jest super - bo wiedzą jak się to robi .... ale dużo ludzi musi się naumieć tej sztuki.

Przy trzecim psie , mamy więcej wyobrażenia jak to robić ;)

U mnie w domu , bardzo mocne są koligacje rodzinne i rasizm kolorystyczny - serio :diabloti: kaszaneczki kochają siebie wzajemnie wybitnie - ale to jest rodzina bliska. Rudziaszki też tworzą osobny zespół. I mimo że tolerują się , lubią i nie zagryzają wsie psy . To widać mocno kto z kim trzyma i z jednej miski żre.

Przygarnięta łajza Klementyna , ona to jest ona i ona ma swój światopogląd na życie inny. Absolutnie nie przeszkadza jej żaden nowy członek rodziny. Przyjęła zasadę , że nic nie widziała nic nie słyszała :)

Różnica wielkościowa , nie powiem bywa upierdliwa ..... nie należało do szczęśliwych chwil , prowadzenie dobermana i karła staffika. Natomiast 5-7 staffików na jednej smyczce , nie stanowi problemu.

Posted

według mnie nasze ogarnięcie się z drugim psem także zależy od tego, jak bardzo ten drugi będzie się różnił od naszego pierwszego ;)

są psy, które się zachowują identycznie jak inne, są takie, które potrzebują zupełnie innych zasad, mają różne potrzeby i tryby życia. I tu nie chodzi nawet o samą aktywność jednego i drugiego, tylko typowe aspekty życiowe, jak np. sikanie w określonym miejscu :diabloti: chodzenie w określony sposób, jeżdżenie komunikacją, wyjazdy ogólnie- jak się aklimatyzuje w nowych miejscach, rzeczy które psa pobudzają, a które uspokajają, i tak dalej ;) to wszystko składa się na psią osobowość, a jak nam się trafi pies totalnie inny (jak mi :diabloti:) to to jest na prawdę ciężka sprawa się z takim delikwentem dogadać : P
ostatnio mam coraz większą styczność z różnymi psami, i tak jak niektóre biorę i czuję jakbym założyła stare buty ;) bo jest identyczny jak któryś z moich, albo chociaż bardzo podobny, to dla innych muszę poświęcić więcej czasu, żeby ogarnąć jak się z nim dogadać. I nawet nie chodzi tu o aspekty rasowe ;)


Za to po 15 psie, to pewnie już nie ma żadnych zagadek... :evil_lol:

Posted

jak brałam tymczasa do Etny, to się trochę dygałam ;) jako że miałam wtedy wybór, to poprosiłam o młodego psa, obojętna była mi płeć. jak wiadomo był to Apo, i pierwszy wieczór cały czas na nią warczał, jak tylko wykonała ruch w jego stronę... ale mimo to nie doszło do żadnego spięcia, o dziwo nawet przy miskach, mimo że ten mały dureń właził jej pod łapy jak jeszcze jadła ;) kiedy brałam Timeczka bałam się już nieco mniej. no i się pokochali... w domu mogliby non stop się ze sobą bawić, mały bardzo szuka kontaktu z nią. Etna trochę kombinuje, żeby to ona była głaskana, żeby podstępem zająć jego miejsce przy nas(prowokuje go do wstania, a potem błyskawicznie kładzie się tam, gdzie wcześniej był on:diabloti:), ale generalnie jest spoko(a kiedyś traktowała mnie jako zasób, który należy bronić i raz wystartowała do szczeniaczka w parku).
nawet nie myślę teraz o tym, że mogłabym mieć 3 psa ;) to też kwestia tego, że Timi jest bardzo absorbujący. o ile Etna jest samoobsługiwalna, tzn w domu nie zawraca głowy, a na spacerze nie muszę jej pilnować, bo nikogo nie zaczepia, to małego trzeba ciągle pilnować, czy do kogoś nie poleci, czy nie zniknął w krzakach na zbyt długo itp ;) na pewno to się zmieni z czasem, ale nie wiem czy wtedy mi się umyśli trzeci pies

Posted

Unbelievable napisał(a):
według mnie nasze ogarnięcie się z drugim psem także zależy od tego, jak bardzo ten drugi będzie się różnił od naszego pierwszego ;)

są psy, które się zachowują identycznie jak inne, są takie, które potrzebują zupełnie innych zasad, mają różne potrzeby i tryby życia. I tu nie chodzi nawet o samą aktywność jednego i drugiego, tylko typowe aspekty życiowe, jak np. sikanie w określonym miejscu :diabloti: chodzenie w określony sposób, jeżdżenie komunikacją, wyjazdy ogólnie- jak się aklimatyzuje w nowych miejscach, rzeczy które psa pobudzają, a które uspokajają, i tak dalej ;) to wszystko składa się na psią osobowość, a jak nam się trafi pies totalnie inny (jak mi :diabloti:) to to jest na prawdę ciężka sprawa się z takim delikwentem dogadać : P
ostatnio mam coraz większą styczność z różnymi psami, i tak jak niektóre biorę i czuję jakbym założyła stare buty ;) bo jest identyczny jak któryś z moich, albo chociaż bardzo podobny, to dla innych muszę poświęcić więcej czasu, żeby ogarnąć jak się z nim dogadać. I nawet nie chodzi tu o aspekty rasowe ;)


Za to po 15 psie, to pewnie już nie ma żadnych zagadek... :evil_lol:


ja przyznaje: przez pierwsze tygodnie to ronki NIE LUBILAM.
nie moglam uwierzyc, ze COS TAKIEGO mi sie trafilo.

natomiast moj chlopak nie mogl wyjsc z podziwu: co za zrownowazony pies, jak pieknie od pierwszego dnia zostaje sam w klateczce, jaki sliczny, jaki madrutki itd.
i teraz oni sa najlepszymi przyjaciolmi:)))

ja i ronka nie, ale wypracowalysmy sobie bardzo fajna nic porozumienia i sie bardzo polubilysmy.

na szczescie zgredka jest juz duuuzo, duuuzo bardziej w moim typie, wiec w domu jest 2 do 1 jesli chodzi o liczbe psow na osobe. ale ja przyznaje: lubie pojsc z ronja sam na sam na spacer, doceniam wiele jej cech, ktore wczesniej uwazalam za wady i przede wszystkim wiem, ze ona mnie bardzo kocha i zawsze, ale to zawsze potrafi doskonale rozladowac moja frustracje spowodowana jej osoba. dodatkowo jakos tak dziwnie wyszlo, ze calkowicie boczkiem i mimo chodem ona jest naszym najposluszniejszym psem, wiec musialam ja polubic:)))

Posted

[quote name='a_niusia']ja przyznaje: przez pierwsze tygodnie to ronki NIE LUBILAM.
nie moglam uwierzyc, ze COS TAKIEGO mi sie trafilo.

natomiast moj chlopak nie mogl wyjsc z podziwu: co za zrownowazony pies, jak pieknie od pierwszego dnia zostaje sam w klateczce, jaki sliczny, jaki madrutki itd.
i teraz oni sa najlepszymi przyjaciolmi:)))

ja i ronka nie, ale wypracowalysmy sobie bardzo fajna nic porozumienia i sie bardzo polubilysmy.

na szczescie zgredka jest juz duuuzo, duuuzo bardziej w moim typie, wiec w domu jest 2 do 1 jesli chodzi o liczbe psow na osobe. ale ja przyznaje: lubie pojsc z ronja sam na sam na spacer, doceniam wiele jej cech, ktore wczesniej uwazalam za wady i przede wszystkim wiem, ze ona mnie bardzo kocha i zawsze, ale to zawsze potrafi doskonale rozladowac moja frustracje spowodowana jej osoba. dodatkowo jakos tak dziwnie wyszlo, ze calkowicie boczkiem i mimo chodem ona jest naszym najposluszniejszym psem, wiec musialam ja polubic:)))

Rozumiem to doskonale, bo ja nie lubiłam ŻADNEGO z moich psów na początku :evil_lol: Luka była menda i przylepa, a ja byłam młoda i głupia, więc mi to przeszkadzało. Potem doszła agresja lękowa (nie umiałam jej wychować, oj nie...) i dopiero dzięki dogo ogarnęłam kudłacza na przyzwoitym poziomie. Chibi to był dzikus, spacer polegał na tym, że wychodziła, zobaczyła człowieka i spierniczała pod kanapę. A że pod tą kanapą siedziała 1-2h to zrobiła od spodu pokaźną dziurę, która zieje tam do dzisiaj... Frotek-agresor, zdarzało mi się ryczeć jak wracałam do domu, ze wstydu i zmęczenia psychicznego. Hera darła mordę, nie dała się dotknąć i była maksymalnie upierdliwa, szukałam jej domu na jakimś gospodarstwie :diabloti:
Dla mnie każdy kolejny pies to była męka, a najgorsze było przejście od dwóch psów do trzech. Od 3 do 4 już bez problemu. Z dwoma poszłam na jeden spacer, bawiły się razem, miałyśmy rutynę. Z trzema przez świry Frotkowe nie mogłam iść naraz, więc szłam z sukami osobno i z nim osobno - zabierało to ogrom czasu, musiałam przeplanować swój dzień doszczętnie. Do dzisiaj jak mam czas to idę oddzielnie z sukami i oddzielnie z Fro i Herą, bo z 4 psami naraz nie pracuje się tak fajnie, poza tym suczki nie nadążają za naszymi wielokilometrowymi biegami ;)

Unbelievable - oj tak, zgadzam się, dwa różne psy to ciężka brocha... Opanowanie Frotka i Hery naraz to była zabawa, bo Hera wymaga huknięcia, twardej ręki, a zdarzało się, że nawet wywalenia na grzbiet (możecie wzywać TOZ :diabloti:), podczas gdy Frotek to du...sza wołowa i wystarczy krzywe spojrzenie, żeby się kulił jak ostatnia sierota. Najgorsze, że dla niego jest tragedią, jak ustawiam Herę. Ciężko jest wyważyć stanowczość i łagodność u samego Frotka, a co dopiero w połączeniu z Herą, gdzie konsekwencja i stanowczość muszą grać pierwsze skrzypce. Ale udało nam się w miarę dogadać. Fakt, że z każdym kolejnym psem nabywa się coraz więcej doświadczenia, w pewnym momencie intuicyjnie reagujesz odpowiednio do psa, nawet obcego, jeżeli ma zachowania podobne do któregoś Twojego ;)

Vectra - to działanie instynktowne jest bardzo fajne ;) Ja łapię się na tym, że nie myślę zupełnie, po prostu reaguję momentalnie, gdy coś się dzieje - psy się pokłócą (NIGDY o żarcie, o dominację, o to, że któraś ma cieczkę... ale na kartonowe pudła muszę uważać, bo o nie kłaki lecą :roll:), albo na spacerze któreś wyskoczy... Raz mieliśmy w domu idiotyczną sytuację, bo znajoma nam oddała psa do przetrzymania i któryś z domowników nie uprzedził moich psów, że ten obcy jest, tylko go wpuścił do domu. Psy zupełnie niespodziewanie zobaczyły w chacie obcego i heeeeja, rąbać, palić i niszczyć! Nawet nie pamiętam, jak jednego odepchnęłam nogą, drugiego ręką, w sumie nawet nie wiem co zrobiłam, ale na końcu ryknęłam SIAD! i towarzystwo się uspokoiło :cool3: A że to znajomy psi kumpel, to spoko, nie było problemu. Jak widzą, że pies jest wprowadzany na podwórko i do chaty, to może im obcy z misek wyżerać, ale nagłe pojawienie się obcego nie wchodzi w rachubę.

Z tym, że są koligacje rodzinne u psów to niesamowite ;) Nigdy nie miałam spokrewnionych psów, więc byłam ciekawa jak to działa. Zauważyłam tylko u znajomych, którzy mają rodzeństwo - braci lub siostry - że panuje bardzo sztywna hierarchia, zawsze jeden jest wyraźnie wyżej i wyraźnie pomiata drugim, słabszym. Ja mam szczęście, że mam Herę, odkąd ona jest to nie ma w ogóle problemu z wrzawą w domu, zero kłótni (oprócz pudła, chociaż nawet udało się ostatnio psom jedno pudło unicestwić bez szarpaniny), a nawet jak Chibi i z Luką się o coś poszarpią to je Hera rozdziela i nawet nie muszę interweniować :loveu:

Posted (edited)

[quote name='zmierzchnica']Vectra - uwielbiam czytać Twoje wypowiedzi :loveu: Mi się wydaje, że na dogo jest za dużo podejścia "na 100%", za dużo podręcznikowej wiedzy "tej jednej jedynej" i "tej jedynej racji", kiedy wszystko jest bardzo, ale to bardzo indywidualne.

makot'a - mi szczerze mówiąc, zwisa i powiewa, czy coś wygląda głupio czy nie ;) Na szczęście mojemu TZowi też. Czasem marudzi, jak ja mam 4 psy, a on żadnego, ale kiedy ja idę z 3 większymi, a on z jedną malutką Lusią to już nie ma problemu. Tak samo jak biorę Nera, a on dostaje suczki :) Ale to jest coś, co ogromnie cenię w swoim TZcie: nieoglądanie się zupełnie na innych ludzi, na to, co ktoś powie i co ktoś skomentuje. Bardzo przydatna sprawa ;)
Jak jęczę o więcej psów, to bardziej się martwi, że nie miałabym czasu dla niego, na rzeczy inne niż psy (a mam zainteresowania też inne). No i ma w tym rację, szczególnie, że jak masz większe stadko i któreś zachoruje to się robi mało wesoło - nie dość, że czas i kasa idą na weta i opiekę nad chorym, to jeszcze reszta stadka wymaga uwagi, spacerów i tak dalej... Niektórzy twierdzą, że przyjmują to "na klatę", ja jednak faktycznie wolę to przewidzieć i uznać, że mogę nie dać rady.

Co do psów od szczeniaka i psów przygarniętych to się trochę nie zgodzę, bo baaaardzo dużo zależy od psa. Czasem ten od szczeniaka jest o wiele cięższy do ogarnięcia niż ten przygarnięty. Jeśli bierzesz sprawdzonego i fajnego psa z DT, a nie z ulicy, to już w ogóle odpada wiele problemów. Ani to nie jest papiś, któremu akurat coś się w łebku przestawiło albo walą hormony, ani wariat z ulicy, który ma swoje za uszami. Wtedy argument "przygarnięty i trudny" odpada ;) Fakt, że u mnie każdy pies miał coś nieteges w głowie, tak jak u makot'y, ale to nie jest reguła, znam zwierzęta po przejściach, które nie sprawiają problemów zupełnie ;)

Ja mam doświadczenia takie, że w grupie rodzinnej hierarchia jest mocniej zaznaczona i psy mają bardzo określone pozycje w stadzie. Szczególnie u rodzeństwa. Zauważyliście coś takiego? U mnie, w stadzie mieszanym, hierarchia jest rozmyta, nie mogę określić "alfy" i "omegi", ale dzięki temu nie ma scysji o zachwianie jakiejś ustalonej równowagi.


Wiesz, u nas z tym "głupio wygląda" to też są trochę żarty, bo Bartek zdecydowanie nie jest człowiekiem pt. "co ludzie powiedzą"... nawet śmiem twierdzić, że aż za bardzo, bo nie przeszkadza mu zupełnie wyjście na uczelnię w porwanych sakramencko spodniach i kurtce upapranej krwią ze smaczków z dnia poprzedniego... jego to w ogóle nic nie obchodzi :P
Obawiam się, że gdyby nie mój tyci tyci pierwiastek schludności (choć ja też niestety wieśniak jestem - nie bez powodu mama mnie leśnym dziadem nazywa :P ), to Bartek wyglądałby jak bezdomny xD


Co do trudności przygarniętych psów - masz rację, bo to naprawdę RÓŻNIE bywa :P
U nas np. dość normalna jest Nitka i z nią zasadniczo nie ma problemów :) Udało nam się w miarę zwalczyć nawet uciekanie za tropem i zajadłość w "walkach psów"... ideałem nie jest, ale jest lepiej niż było :)
A poza tym to ona nie generuje ŻADNYCH problemów... w sumie to czasem się śmiejemy, że jest kotem.



Natomiast co do trudności Basty/Łatiego (jako psy przygarnięte) w porównaniu do trudności Cresila (wychowanego od szczeniaka) to szczerze mówiąc trudno mi oceniać co gorsze...


...bo z jednej strony O NIEBO łatwiej jest wyegzekwować coś od Basty, czy Łatiego - Cresil w porównaniu do nich to niezależna kopalnia durnych (czyt. zbyt wymyślnych) pomysłów, która ma w dodatku kompletnie w poważaniu to, co się do niego mówi. Ale za to Cresil nie ma żadnych złych doświadczeń z dzieciństwa i mimo swojej fantazji jest psem NORMALNYM i ZRÓWNOWAŻONYM... czego niestety nie mogę powiedzieć o Baście i Łatim :/


I szczerze mówiąc im dłużej przyglądam się normalności Cresila i Nitki, tym lepiej dostrzegam jak bardzo zwichrowaną psychikę ma Łati i Basta... i aż przykro na to patrzeć, jakie oni potrafią sami sobie stwarzać problemy i zmartwienia :-(

Także z tym porównywaniem szczeniaka do psa przygarniętego to mam mieszane uczucia - tyle tylko, że wzięłam sobie od szczeniaka taką, a nie inną rasę, która bądź co bądź - jest uważana za bardzo trudną, a nie mam innego do porównania, więc moja ocena sytuacji może być nieco zaburzona :D
Ale różnica jaką widzę ja jest taka - ze szczeniakiem mogłam zaaranżować przynajmniej 50% jego życia; przypilnować z czym ma dobre, a z czym złe skojarzenia; po części zbudować jego światopogląd i podejście do życia; wypracować pewne rzeczy u podstaw... i Cresil, mimo, że nie jest idealnym psem i stwarza OGROM problemów, to jednak jak już pisałam - jest normalny. Nie boi się nowych sytuacji, nie boi się kiedy ktoś się przy nim gwałtownie poruszy, nie boi się ludzi/samochodu/innych psów/patyka... wszelkie psie konflikty umie rozwiązać po psiemu - nie zawsze delikatnie, bo to jednak wilczak, który niezbyt kocha np. obce samce, ale na ogół nie ma problemów z komunikacją/nie robi nic bez ostrzeżenia.

Natomiast taka Basta... potrafi wszcząć bójkę tylko dlatego, że nie sposobał jej się przebieg zabawy z innym psem... jednym słowem kompletnie nie potrafi panować nad swoimi emocjami.
Ponadto jest okropnym strachulcem - kiedy przy niej np. zamiatam to usiłuje wbić się w podłogę, jakby ją ktoś kijem okładał codziennie... a od ponad 5 lat nikt nigdy na nią ręki nie podniósł.
A chciałam zaznaczyć, że i tak sporo udało się zrobić w kwesti jej lękliwości, bo np. już daje się dotknąć obcej osobie i umie się rozluźnić, kiedy ją ktoś obcy głaszcze... ale takiego psa nie odkręci się w 100%, pewne braki ze szczenięctwa zostaną NA ZAWSZE i trzeba się z tym pogodzić chcąc nie chcąc.

I o to mi chodzi w trudności życia z psem "po przejsciach" - że jest pewna granica, do której psa można zresocjalizować, a potem jest beton.
Szczeniak jest jednak o wiele bardziej elastyczny pod tym względem, bo ograniczają go tylko predyspozycje genetyczne i fantazja właściciela...

[quote name='a_niusia']ja przyznaje: przez pierwsze tygodnie to ronki NIE LUBILAM.
nie moglam uwierzyc, ze COS TAKIEGO mi sie trafilo.



Hehe, rozumiem to uczucie :P

My z Bartkiem całkiem poważnie nie lubiliśmy Cresila dopóki nie skończył pół roku... co najśmiejszniejsze przyznaliśmy się sobie do tego dopiero, jak Cresek miał ok. 8 miesięcy :D

Ale serio - W ŻYCIU nie spotkałam jeszcze tak diabelnego stworzenia, jak mały Cresilek.
Boże, jak sobie to przypomnę, to mnie aż ciarki przechodzą... a ile stresu ja się wtedy najadłam, o matko :shake:
Miałam bardzo poważne obawy, że jak Cresek nie przestanie mieć takich napadów wściekłości jakie miał do ok. 5 miesiąca, to on nas po prostu w przyszłości zagryzie... dzięki Bogu mu przeszło i teraz jest PRZECUDOWNY :loveu:
Co prawda broi i daje popalić nadal, ale w kwestii "zagryzania" to jest to obecnie mój najpewniejszy pies ze stada :-)

A to nielubienie to było też w drugą stronę - Cresil długi czas traktował nas jak zło konieczne pt. "rodziny się nie wybiera... a ja tak ch*jowo trafiłem" :P

Dopiero po ładnych kilku miesiącach zaczął przejawiać nieco uczucia w naszym kierunku... a tak naprawdę kochany to stał się dopiero 2 miesiące temu ;) Całuśnik się z niego zrobił... i przytulić się lubi, mój malutki Czeniutek :loveu:

Edited by makot'a
Posted

Koligacje rodzinne są niesamowite i ja ciągle odkrywam ten cud ... szczególnie jak już mam rodzinę która miesza poza domem ;) Mam matki i dzieci i ojca i wnuczkę ;) i obce geny. I to widać gołym okiem , jak się zwąchują.
To nie tak , bo się przyzwyczaiły ... część z tych psów urodziło się u mnie ... a część nie. Niektóre mieszkają , a inne odwiedzają i nawet obcy szybko rozkmini - kto jest z kim rodzina. Kolorowo mam , więc kolor nie jest wskazówką.

Tak Tinka , psy o różnych usposobieniach , upodobaniach - bo nie mówmy w kategorii charakter ;) raczej wolę użyć słowa OSOBOWOŚĆ. Jest spora różnica w prowadzeniu , wprowadzaniu kolejnych psów.
Pamiętam jak miałam towarzystwo mieszane , tylko kwestia , że wtedy też było to co pisałam ... pierwszy pies nie kumał nowości w taki sposób , jak teraz mają zakumane moje psy. Żaden z moich psów nie był jedynakiem.
Trzeba mieć na uwadze , że psy uczą się swojego życia i inaczej chodzi jedynak ;) a inaczej pies który nie zaznał egoizmu życiowego.

W przypadku TTB , hierarchia nie występuje , a na pewno nie w takiej formie jakiej ogólnie jest pojmowana.
U mnie psy prowadzą państwo demokratyczne , podzielone na partie ;)
I w tym miejscu mogę robić podział na charaktery .... lubości , przyjaźnie , stopnie wkrętu i idioctwa.
Bo to że one jednej rasy , to nie znaczy że są takie same. Mają powiedzmy wspólny mianownik ... niemniej różnice poglądowe występują.
U mnie psy mają się szanować , a przyjaźnie zawiązują się same. Nie wolno nikogo jadać.

I jeszcze taka kwestia , sfora psów ... musi być wyedukowana na kilka sposobów , będąc razem. Musi reagować na polecenia wspólne , grupowe , ale i indywidualne.
Bo jak ktoś myśli , że ot tak puszcza się pieski w las i one tam lofffciamy i toffamy ... to musi zmienić podręczniki i zacząć naukę od nowa.
Trudność polega na tym , że jedna osoba wydaje te polecenia ;) Gdy wołamy swojego pieska z grupki obcych piesków , to on reaguje zazwyczaj na nasz głos. Inne psy go nie znają i nie muszą szanować.
Tak więc moje psy muszą kumać wsio sam na sam ze mną , ale i w dużym towarzystwie. Do tego stopnia , że jak wołam Roger , to nie przybiega Franek .... a jak wołam karmelki , to kaszaneczki dalej robią swoje. Wypowiedzenie chodźcie tu , powoduje że wsie są na raz. To samo w chwili upominania .... gdy ryczę Emila zostaw , to reszta jest zwolniona z tego zakazu.

Więc dyrdymały , że w sforze psów nie ma podejścia indywidualnego , proponuje schować między książki z bajkami. Albo spróbować przynajmniej posiadać grupkę psów i wychowywać w sposób jak wieść głosi , że w sforze psów nie ma indywidualności. Wtedy powrócić mogę do dyskusji i posłuchać lamentów ;)

Dalej powtórzę , mówimy o psach mieszkających w domu razem , a nie oddzielnie w obórkach. Bo to jest różnica. Tam bywa podejście indywidualne, bo psy nie mają szansy zaznać życia grupowego i nauki z tym związanej.

Posted

to nie chodzi o to, ze nie ma indywidualnosci.
chodzi o to, ze sila rzeczy majac tyle psow, nie masz czasu na to, aby w ciagu dnia spedzic z kazdym z nich czas indywidualnie.

Posted

a_niusia napisał(a):
to nie chodzi o to, ze nie ma indywidualnosci.
chodzi o to, ze sila rzeczy majac tyle psow, nie masz czasu na to, aby w ciagu dnia spedzic z kazdym z nich czas indywidualnie.

tego nie wiesz , bo nie byłaś , nie widziałaś - nie możesz wydać wyroku :grins:
dwa , to spędzanie indywidualnego czasu , to też pojęcie względne.

i nie sądzę być niuniała jednego psa 24 godzinę na dobę ;) bo pies też ma prawo , na odpoczynek.

A nie naucz wszystkich psów , że masz prawo do spotkań indywidualnych, to zobaczysz co pozostawieni zrobią ;)

Posted

to zależy, co kto robi z psami. moim psom nie wystarczyłoby biegać za piłką. muszą wyjść na spacer(to ewentualnie mogą robić razem), od czasu do czasu mieć trening(czego nie da się zrobić razem), pouczyć się nowych rzeczy(też każde osobno). to wszystko zajmuje na tyle dużo czasu, że nie mogłabym mieć chyba trzeciego psa, chyba że tak jak pisałam wyżej, takiego co nie potrzebuje za dużo mojego zaangażowania

Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...