Jump to content
Dogomania

Zuzu, Raven, Hunter i koty plus inne potwory. Zapraszamy


Recommended Posts

Posted

sacred PIRANHA napisał(a):
może. Ale może też oznaczać problemy z trzustką, z nadkwasotą żołądkową lub moga to być wymioty z głodu, albo na barfie po kościach długich;-)
Moja suka wymiotowała mi śliną jak nie dostawała nic do jedzenia dluzej niz 12 godzin:-)


No właśnie problemów żadnych z trzustką nie było bo badałam, barfa nie stosuje. A czasem się psu zdarzało śliną wymiotować.
Pies jest bardzo pobudliwy, znaczy teraz już umie się jako tako wyciszać, ale wcześniej to była masakra. W życiu bym nie wpadła na to, że wymioty mogą być z emocji, ale w sumie to by pasowało, bo odkąd jest bardziej opanowany wymioty się nie zdarzają.

a_niusia napisał(a):
bo za rok ma nastepne dzieci, potem nastepne i nastepne.


Ja tam zanim suki, które mimo że rodzą, to są i wystawiane i sporty uprawiają :P

  • Replies 8.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

[quote name='anorektyczna.nerka']Ja troszkę popieram zdanie a_niusi, aczkolwiek nie znam cąłej sytuacji, bo wiadomo, w owczarach nie siedzę, ale to, ze suka jest importem nie oznacza, że ma jakąś wartość hodowlaną, bo w PL mamy dużo importowanych psów hodowlanych, które często są gorsze od naszych polskich,, a mimo to, szczenięta po nich są o wiele droższe, no bo PO IMPORCIE :d
Z drugiej strony, to znając evel, już przemyślała to i nie sądzę, że kupuje holendra, tylko dlatego, że jest miot w pobliżu.

Tyle, że nie ma "naszych polskich" owczarków holenderskich :evil_lol: A import z ojczyzny rasy, z hodowli, która ma opinię jednej z lepszych hodowli tej rasy w ogóle na świecie - no, myślę, że jest cennym materiałem. Zwłaszcza, że suka ma zdane różne testy, jest wyszkolona i czynnie startuje tu i tam.

To z tym miotem w PL to tak pół żartem, pół serio ;) Nie zamierzam zabić TŻ i rzucić się z pazurami na Pomorze, bo oto w Polsce narodzą się pasiaki :evil_lol: Cieszy mnie jednak, że coś się rusza i że będą pierwsze [?] polskie hieny :)

[quote name='Iza.']evel, szukam jakiś materiałów na temat crate games, masz może coś sensownego ?

I tak jeszcze, uważasz, że wymiotowanie śliną ma podłoże emocjonalne ?

W sumie tylko tyle, co da się wyszperać w necie na ten temat (głównie blog Rauni http://sundayivigo.blox.pl/html, do tego YT, jakieś pojedyncze strzępki informacji na forach). Zbyt wiele tego nie ma niestety.

Myślę, że u nas raczej tak. Nie było mnie wtedy w domu, ale z relacji wynika, że pies się strasznie nakręcił (z serii "biegam jak debil ale nie wiem czemu"), biegał w tę i z powrotem bez żadnego wyraźnego celu, a po wszystkim sobie bełtnął :lol: W zeszłym roku, jak był u nas w gościach pudel, to też któreś się porzygało śliną po wspólnym dokazywaniu. Zuz potrafi sobie też ulżyć w samochodzie, nawet gdy nic nie jadła od dłuższego czasu - czasem żółcią, jak jest bardzo głodna, a czasem po prostu śliną.

Teraz tak się zastanawiam czy by nie spróbować z końską dawką tego KalmAidu przed podróżami samochodem. Samochód kojarzy się jej przede wszystkim z wetem, niestety. No i czasem z nerwową atmosferą, wiecie, ciepłe i milusie :diabloti: komentarze na temat współużytkowników drogi i te sprawy... A Zu jest taka, że wszystko bierze do siebie, skuli uszy i myśli, że to o niej czy do niej. Ale gdy zaczęliśmy dużo jeździć w różne fajne miejsca to rzygawka się zmniejszyła o jakieś 90%. Może to jest sposób... Ale jak to organizować wszystko, jak benzyna po 6zł już :roll:

Posted

a ja nie mam samochodu a moje psy kochają jeździć.... Tylko Bazyl ma fioła, bo nie polozy sie jak pies, ale będzie stal na 4 lapach całą droge.... nawet i 2 doby tak bedzie stał (zrobil mi to w drodze do Montenegro, a potem zakwasy - teraz go na siłe klade pod nogami własnymi i trzymam aby nie wstal).

Posted

z serii "biegam jak debil ale nie wiem czemu"


hehe skąd ja to znam :lol: najczęściej w lesie, zapierdziela jak najdalej przed siebie, aż jej nie widzę, a potem wraca w błyskawicznym tempie i tak w kółko... :lol:

co do jeżdżenia samochodem, to całe szczęście, Etna wskakuje sama jak tylko otworzy się drzwi ;) mimo że jak jechała pierwszy raz, to dwa razy nasikała mojemu bratu :evil_lol:

Posted

motyleqq napisał(a):

co do jeżdżenia samochodem, to całe szczęście, Etna wskakuje sama jak tylko otworzy się drzwi ;)


Najlepsze jest to, że Zuz też wskakuje :razz: Ba! Obcym ludziom się potrafi się przymierzać, jak by tu się wcisnąć do otwartego bagażnika :evil_lol: Tylko jak już jest w środku to różnie to bywa. Aczkolwiek mój TŻ jeździ bardzo, bardzo płynnie a przy tym dynamicznie i jak jeździmy z nim to "wpadki" się zdarzają naprawdę sporadycznie. Gorzej, jak pies się zorientuje, że jedziemy do weta :roll:

Posted

evel napisał(a):

Zuz potrafi sobie też ulżyć w samochodzie, nawet gdy nic nie jadła od dłuższego czasu - czasem żółcią, jak jest bardzo głodna, a czasem po prostu śliną.

Tak apropo tego to mój pies rzygał w samochodzie jedynie wtedy, kiedy nie dostał jedzenia dłuższy czas przed jazdą. Właśnie nie dawałam specjalnie przed jazdą samochodem, bo wszędzie było, by nie podawać jedzenia przed jazdą samochodem, jeśli pies ma chorobę lokomocyjną.

Posted

ja wezmę tylko kluczyki do ręki , to jest szał dzikich pał :evilbat:
a w soboty teraz , to od rana koczują czujnie , czy już jedziemy do babci na obiad.

Posted

evel napisał(a):
Samochód kojarzy się jej przede wszystkim z wetem, niestety.


No właśnie to jest najgorsze, bo o ile moje psy samochód kojarzą sobie z super spacerkami z innymi psami czy nad wodą, to np. Torika nie chce chodzić po jednej ulicy, bo bardzo dobrze zapamiętała sobie weta, który ma tam gabinet. Dopiero, gdy jej oznajmię, że nie idziemy do weterynarza, tylko tam i tam, to idzie spokojnie :)

evel napisał(a):
Ba! Obcym ludziom się potrafi się przymierzać, jak by tu się wcisnąć do otwartego bagażnika :evil_lol:


Skąd ja to znam :D
Moje dziaduchy do każdego otwartego samochodu lecą, żeby koniecznie się upewnić, czy to nie my tam jesteśmy i czy aby na pewno nigdzie nie jedziemy. To nic, że stoimy obok nich :)

Posted

omry napisał(a):
No właśnie to jest najgorsze, bo o ile moje psy samochód kojarzą sobie z super spacerkami z innymi psami czy nad wodą, to np. Torika nie chce chodzić po jednej ulicy, bo bardzo dobrze zapamiętała sobie weta, który ma tam gabinet. Dopiero, gdy jej oznajmię, że nie idziemy do weterynarza, tylko tam i tam, to idzie spokojnie :)


kiedyś spotkałam panią z wózkiem i z beaglem, szli chodnikiem który prowadził do weta, no i ten pies jej wylazł z obroży i zwiał. ja go złapałam, wabiąc go Etną :lol: no bo jak ta babka miała psa ganiać, jak miała dziecko w wózku... no i jak go przyprowadziłam, to powiedziała, że tędy chodzą do weta, więc on się boi, a szli do znajomych :lol:

Posted

ja tylko 2 razy jechałam tramwajem z suką do lasu , zazwyczaj idziemy piechotą , i te 2 razy wystarczyło by suka widząc tramwaj próbowała się za wszelką cene do niego wcisnąć bo przecież on jedzie do lasu ..
a na samochód ojca reaguję taką radością że aż popisuje kojaży jej się z działką na pewno .

Posted

mam jednak nienormalne psy - lubią chodzić co weta, może dlatego, ze nie są tam zbyt często. Praktycznie wszystkie zastrzyki to im sama daję (poza dożylnymi), więc czego się bać?

Posted

No u nas jest kwestia tego, że zwykle jest tam Straszny Pan albo Straszna Pani. Pani niestety ma gorzej, bo pies na nią buczy jak z piekła, a pani odpuszcza jak widzi, że pies się za bardzo spina, ale z dużym przejęciem i w ogóle "ojej", co jeszcze bardziej utwierdza psa w słuszności burczącej reakcji. Pan natomiast chyba bardziej psa przeraża, bo pies nie śmie nawet mruknąć. No, jak kiedyś któryś stażysta próbował suczę ode mnie odciągnąć (na badaniach zwykle dotyka mnie jednym bokiem a ja ją podtrzymuję, żeby stała a nie siadała, bo to upierdliwe i bezcelowe wg psa stać pół godziny i się nie ruszać) to popatrzyła na niego z wyrzutem i zaczęła burczeć, więc od razu przestał próbować robić cokolwiek :evil_lol: Ale raz zostawiłam Zuza na stole, z jakimś studentem obok, który jej się spodobał, i poszłam po fakturę, a suczyna się wdzięczyła do chłopaka, żeby ją głasiał :diabloti:

Posted

evel napisał(a):
Ale raz zostawiłam Zuza na stole, z jakimś studentem obok, który jej się spodobał, i poszłam po fakturę, a suczyna się wdzięczyła do chłopaka, żeby ją głasiał :diabloti:


naćpana była???

Posted

sacred PIRANHA napisał(a):
naćpana była???


Nie, po bolesnych zastrzykach w dupsko, a pan student do niej pipipi i tititi i uznała, że może się z nim od biedy zaprzyjaźnić, skoro przyjmuje odpowiednią postawę wobec jej cierpienia :lol:

Posted

evel napisał(a):
Nie, po bolesnych zastrzykach w dupsko, a pan student do niej pipipi i tititi i uznała, że może się z nim od biedy zaprzyjaźnić, skoro przyjmuje odpowiednią postawę wobec jej cierpienia :lol:

no tak, udawał ze rozumie damsmi ból, to go postanowiła do siebie dopuścić hihihihihihii

Posted

panbazyl napisał(a):
rozwiń tą myśl.


ok, rozwijam.

w bardzo wielu hodowlach jest tak, ze suka po pierwszym swoim miocie juz nie wraca do "normalnego" zycia i po prostu znika. nigdzie jej nie widac, nigdzie nie startuje. ale za to co roku rodzi kolejne dzieci.

nie twierdze, ze tak jest wszedzie, ale w polskich hodowlach jest to nagminne.

Posted

to to "moje' nieszczęsne CAO , to jest fan weta .... trzeba to na rękach wynosić.Bo po oględzinach , zastrzykach .. zaśnie snem kamiennym.
Problem jest z czekaniem w kolejce , bo to jej lecznica i ona już chce do gabinetu.

Posted

a_niusia napisał(a):
ok, rozwijam.

w bardzo wielu hodowlach jest tak, ze suka po pierwszym swoim miocie juz nie wraca do "normalnego" zycia i po prostu znika. nigdzie jej nie widac, nigdzie nie startuje. ale za to co roku rodzi kolejne dzieci.

nie twierdze, ze tak jest wszedzie, ale w polskich hodowlach jest to nagminne.

a dlaczego po zrobieniu hodowlanki od razu miot i zniknięcie z ringów?

Posted

Szczur sika z radości na widok weta. Tylko i wyłącznie na widok weta :evil_lol: to jest radość nieopisana. Dopiero jak przychodzi do postawienia na stole robi się mniej miło, ale generalnie w pobliżu do gabinetu ciągnie jak szalony żeby wejść
Nawet jak leżał po kastracji obolały i wet do niego podchodził to machał ogonem :evil_lol:

Posted

Dużo zależy już od samego weta , jako człowieka. Widać gołym okiem , kiedy jest to człowiek z pasją i sercem do zwierząt ... nawet jeśli ma braki w wiedzy :D
Ja mam takiego jednego weta , co potrafi tak zaczarować psa , że nawet jak ten sika pod siebie ze strachu , kuli się czy warczy .. to za chwile pies luzuje .
I to jest jedyny lekarz , który może zostać z moją Lalką sam na sam i mieć różne przyrządy w ręku i nie zostanie zjedzony.

Posted

[quote name='evel']

W sumie tylko tyle, co da się wyszperać w necie na ten temat (głównie blog Rauni http://sundayivigo.blox.pl/html, do tego YT, jakieś pojedyncze strzępki informacji na forach). Zbyt wiele tego nie ma niestety.


Orientujesz się może, kiedy dokładnie Rauni pisała o crate games? Bo właśnie nie umiem znaleźc, a kurcze dużo tam tego ;)



Jupi też uwielbia weterynarza ;)

Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...