Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Przepraszam - obiecałam fotki, a nie podesłałam Marcie.
Niestety, zrobiło się mało ciekawie i trzeba było zająć się Lailą i walką o nią. Laleczka "dzięki" nawrotowi bólu ucha weszła w stan padaczkowy :-( Po całonocnych atakach trafiłyśmy do kliniki, by zmienić jej krople do uszu. Niestety, dostała kolejnego ataku i nafaszerowano ją relanium. W konsekwencji po godz. 23 zaproponowano mi, by sunia pozostała w klinice. W wiadomym celu."Bo po co psa męczyć atakami?". Nie mogłam jej zostawić i odebrać rano telefonu,że sunieczka odeszła.W domu pojawiły się kolejne problemy zdrowotne - "brunatno-krwisty" mocz, sugerujący że nerki i wątroba przestały pracować. Laila musiałaby wrócić do kliniki, gdzie znów pewnie nafaszerowano by ją lekami,które uszkadzają wątrobę i w konsekwencji prowadzą do śmierci.Po rozmowie z Germaine zdecydowałam, że sunieczka nie wraca do kliniki i nie zgadzam się ani na przetaczanie krwi ani na podanie kroplówek w klinice (wzięłam dwie do domu).Przy okazji kupiłam jej puszki do jedzenia, bo sunia przez prawie trzy dni nic nie jadła i niewiele piła (trochę z ręki ją zmusiłam).Straciła na wadze, waży niecałe 22 kg :-( Ale dziś mogę napisać, że WYGRAŁYŚMY!!! Wyszła ze stanu padaczkowego, pojadła żarełka z puszki (trochę na siłę,tzn. wkładałam jej kawałki "pasztetu" do pychola i połykała),popiła wody (ze strzykawki z "wężykiem" z rurki z kroplówki) i dziś po raz pierwszy sama wstała. Co prawda nieporadnie, chwiejnie...ale wstała ! I świadomość powróciła; sama podeszła pod drzwi balkonowe by wyjść za potrzebą.I pojawił się mocz koloru żółtego (bardzo ciemny, ale nie krwisty) i kupka - wreszcie :multi:Nasza walka dalej trwa.Jeszcze trochę potrwa nim sunieczka wróci do formy, ale kryzys przeszedł.
Gero odchodził, a ja walczyłam o Lailę.Bo wczoraj rano jej stan wskazywał, że będę musiała podjąć decyzję o pomocy w przejściu za TM sunieczki.
Teraz na BARDZO PILNIE szukam stomatologa dla Lailusi, bo w trakcie nieustannych ataków złamała kła i uszkodziła drugiego (ma pęknięty - przynajmniej tak mi się wydaje).
Lakiego musiałam oddelegować do kuchni, bo chłopak nie wiedząc co się dzieje warczał na sunieczkę i próbował zębami przywrócić u niej stan normalny. Na szczęście nie ugryzł jej i żadnej krzywdy większej nie zrobił.
Fotki podeślę albo wrzucę link do fotek jak już wyjdziemy na prostą całkiem. Bo sunia dalej jest karmiona i pojona przeze mnie.Jak chce schylić się do miski to się przewraca.
Trzymajcie kochane kciuki.Bo musi być dobrze!

  • Replies 780
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Mirko.... tak mi przykro, że to wróciło.
Trzymam za Was bardzo mocno kciuki! Jesteście mega dzielnie i na pewno dacie radę!
Zdjęcia teraz najmniej ważne, w wolnej chwili pisz co u Was. Będziemy czekać :calus:

Posted

Soema napisał(a):
Mirko.... tak mi przykro, że to wróciło.
Trzymam za Was bardzo mocno kciuki! Jesteście mega dzielnie i na pewno dacie radę!
Zdjęcia teraz najmniej ważne, w wolnej chwili pisz co u Was. Będziemy czekać :calus:

Oj cioteczko gdybyś mnie zobaczyła w ostatnich dniach, zaryczaną, odpędzającą od siebie myśl, że czas żegnać się z sunieczką (zdaniem wetów Laila powinna zostać w klinice na noc i gdzie zabiliby ją kolejnymi dawkami relanium) to nie powiedziałabyś,że jestem dzielna.Gdybyś mnie widziała wczoraj u Aśki, gdy czekałam na wyniki moczu (tej brunatno-czerwonej mazi) to powiedziałabyś,że jestem rozklejoną babą.
Dziś wiem, że postąpiłam dobrze zabierając panienkę z kliniki,że uratujemy się. Laika opuściła klinikę na moje żądanie. W tamtej chwili stwierdziłam, że jeśli ma przejść za TM to w domu,w bezpiecznym i lubianym miejscu, a nie na stole w klinice.Z naszą obecnością,czując nas i nasze serca. Bo w takim stanie zabierałam sunię z kliniki.
Dopiero wczoraj zadzwoniłam do Germaine - wcześniej wysyłałam sms-y - bo nie byłam w stanie rozmawiać.Bo zamiast głosu były łzy.Kilka dni spałam z sunią na rozłożonej w korytarzyku kołdrze;bo tam nie ma sprzętów,o które mogłaby się obijać w trakcie ataków.
Lakuś mało zadowolony mieszkaniem w kuchni :p Ale uważam to za jedyne rozsądne wyjście. Na razie Laika i jej bezpieczeństwo jest najważniejsze.I odzyskanie poczucia bezpieczeństwa. Oczywiście to nie jest tak, że cały dzień jest sam w kuchni; ma kontakt z nami, jest głaskany,ma zapewnioną zabawę/spacerki/jedzonko/przytulanko...Legowisko ma w kuchni i tam odpoczywa/śpi.

Posted

Mirko, dzielna jesteś bo mimo wszystko myślałaś trzeźwo słuchając nie tylko serca, ale i rozumu.
Zawsze będę pod ogromnym wrażeniem tego, co robicie dla tych psiaków. Jak mądrze kochacie i dbacie o nie.
Dlatego musi się Wam udać i tym razem. Z całego serca Wam tego życzę.

Posted

Idzie jesien i zaczynaja sie problemy z naszymi psimi pupilami :( Nawet nie probuje sobie wyobrazic co teraz przechodzicie :shake:

Mireczko trzymajcie sie dzielnie, oby do przodu, oby bylo tylko lepiej. Jestesmy z Wami :calus:

Posted

Pytasz Alinko co się stało. Hm, zacznę od początku.
Wróciło nam zapalenie ucha. Ból/niepokój z tym związany spowodował, że Laika weszła w tzw. stan padaczkowy; ataki trwały powyżej 10 minut i następowały w krótkich odstępach czasu bądź były kilkuminutowe i powtarzały się co kilka minut.Tak wyglądała nasza sobota i niedziela cała.Nim wyłudziliśmy receptę na diazepam-wlewkę i sprowadzono nam ją z hurtowni był poniedziałek.Laila w tym czasie nic nie jadła, wkładane kawałeczki jedzenia wypluwała.Pić też nie chciała i nie bardzo była możliwość porządnego napojenia jej.Dostawała kropelki na język.Zawiezienie jej do kliniki,w trakcie ataku,nie było dobrym pomysłem, bo było niebezpieczne dla suni.
Po podaniu wlewki przerwaliśmy atak, Laileczkę do samochodu i biegiem do weta (dobrze,że mamy tylko 30 km).Po przekroczeniu kliniki Laika dostała kolejny atak.Podano jej relanium podskórnie,który nie zadziałał.Założono jej wenflon i podano DRUGĄ dawkę dożylnie.Sunieczka zasnęła,atak przerwano nim się dobrze rozwinął.Dostała kroplówkę z elektrolitami.Po przebudzeniu ciąg dalszy ataku i kolejna TRZECIA dawka relanium.Po kolejnej godzinie i wybudzeniu się sunieczki historia powtórzyła się, dostała CZWARTĄ dawkę relanium. Tak dotrwaliśmy do godziny 23 z kawałkiem. Laila ponownie się obudziła i chciano jej podać kolejną dawkę relanium, na co ja nie zgodziłam się.Na szczęście kroplówka się skończyła, więc zażądałam, by sunieczkę pomóc znieść mi ze stołu na kocyk na podłodze i okazało się,że szarpanie się z nami na stole - sugerujące kolejny atak - nie jest atakiem, tylko Laika chciała siku.W końcu od godziny 15 nie sikała.

Posted

Po wysikaniu się sunieczka, odurzona taką ilością uspokajaczy, zaległa na kocyku. Wet zaczął ze mną dość dziwną rozmowę :( Czy ja wiem,że ataki uszkadzają mózg? - wiem doskonale. Czy ja wiem, że "przerywacze" uszkadzają wątrobę? - wiem i dlatego Laika w domu nie dostaje przerywaczy /zdarzyło się z dwa razy/.To skoro tyle wiem o epi to on sugeruje, by panienka została na noc w klinice.Dopytuję po co? Czy po to,by ją tam zabili i rano zadzwonili,że niunia odeszła? - "po co takie wielkie słowa" usłyszałam w odpowiedzi. Dopytuję dalej - czy jeśli będzie miała kolejny atak zostanie podana jej kolejna dawka relanium - TAK!!! Dla mnie to jednoznaczne z zabiciem sunieczki. W takim razie biorę sunię do domu.Pomimo wszystko. Zdając sobie sprawę z tego, że Laika może odejść w każdej chwili.Bo w takim jest stanie. Chcę jeszcze kropli na uszy z antybiotykiem (bo uszy w międzyczasie zostały zbadane - stan zapalny ucha zewnętrznego). I głupie pytanie - a po co mi te krople?No cholera jak to po co??? I zalecenie w takim razie, że mam podać w domu wieczorną dawkę luminalu i wróciła z Laiką do kliniki następnegoo dnia /dlatego nie wyjęłi jej wenflonu/.I tu zapaliła mi się wielka lampa ostrzegawcza - Laika dostała rano luminal 100,potem wlewkę diazepamu i cztery dawki relanium; na jaką więc cholerę mam podać jeszcze luminal?No i powrót do kliniki następnego dnia - jak wrócę znów nafaszerują ją świństwem.Według mnie i mojej wiedzy na temat padaczki i leczenia w poniedziałkowe popołudnie i wieczór dostała zdecydowanie za dużo;mojemu synowi,który waży 12 kg więcej niż Laika nie podałabym w tak krótkim czasie tylu środków.Szybciutko sunieczkę zawinęłam w kocyk i do samochodu. M. został żeby zapłacić za krople i wizytę.Sunieczka całą drogę spała.M. musiał wnieść ją do domu,bo nie miała siły stanąć - choćby chwiejnie - na łapkach.
We wtorek poiłam ją na siłę; strzykawka z wężykiem do pychola i wlewanie wody.Jedzonko w dalszym ciągu wypluwała.Tylko pięć ataków.Późnym wieczorem zrobiła siku -brunatno-czerwona maź, o konsystencji skrzepu (?).
W środę rano biegiem z próbką "moczu" do weta.Pierwsze co się dowiedziałam - próbka sugeruje,że nerki i/lub wątroba przestały pracować.I czekanie na wynik do godz.15-tej, bo na miejscu nie robią wszysstkiego i próbka poszła do laboratorium w szpitalu.Najgorsze godziny - oczekiwanie na wynik.Jeśli potwierdzi się to co powiedział wet patrząc na próbkę to niestety będę musiała podjąć decyzję,której nie chcę podjąć albo patrzeć na cierpienie sunieczki i jej bardzo bolesne odchodzenie.
Na nasze szczęście próbka była za mała do zrobienia badań. Wet zaleca przetaczanie krwi i/lub podanie kroplówek nawadniających,by pobrać większą próbkę. Obawiając się powrotu do kliniki nie zgadzam się na przetaczanie krwi (by oczyścić organizm), a dwie kroplówki zabieram do domu.Ale nie wiem czy robię dobrze, dlatego dzwonię do Germaine. Uff, Germaine zgadza się ze mną - Laila nie powinna wracać do kliniki.Przy okazji kupiłam puszki hill's k/d, bo royala jeść nie chciała.Wracam do domu,podaję kroplówki,poję strzykawką i wkładam kawałki "pasztetu" (bo taką konsystencję mają puszki hill's) do pycholka,przytrzymując go trochę,by sunieczka nie wypluwała.Późnym wieczorem mamy pierwsze tego dnia siku - ŻÓŁTE!!!
Teraz wychodzimy na prostą.Lailunia pomału wraca do nas. Wieczorem zainteresowała się miską; co prawda ma problemy z koordynacją i ciężko trafić do miski, ale przecież można z ręki nakarmić i strzykawką napoić.Dzisiejszej nocy miała tylko dwa ataki (jeden mocny,ale krótki ok.godz. 1.30, drugi lekki chwilkę po 5 rano). To oznacza, że wyszliśmy ze stanu padaczkowego !Do teraz nie miała jeszcze żadnego ataku od godz.5 !Teraz musimy doleczyć uszy, zadbać by sunieczka nadrobiła brak masy.Potem unormujemy ataki,by były jak najrzadziej.

Posted

Matko święta :crazyeye::crazyeye::crazyeye:ja Cie Mireczko podziwiam za wszystko, ja bym sobie absolutnie nie poradziła pomimo że kocham boksie tak jak Ty czy inni zarażeni bokserowirozą :shake::shake::shake:
Podziw i wdzięczność dla Ciebie nie ma granic :loveu::loveu::loveu::loveu:

Posted

Matko i jak tu ufac weterynarzom!!!!! Mirus jak dobrze, ze Ty madra babka jestes i nie wierzysz slepo w kazde ich slowo :shake: Laila ma niesamowite szczescie, ze trafila do Was inaczej juz by jej z nami nie bylo :angryy:

Posted

ageralion napisał(a):
Matko i jak tu ufac weterynarzom!!!!! Mirus jak dobrze, ze Ty madra babka jestes i nie wierzysz slepo w kazde ich slowo :shake: Laila ma niesamowite szczescie, ze trafila do Was inaczej juz by jej z nami nie bylo :angryy:


Marto - nie do końca tak. Były dwie ZŁE możliwości:
- albo pozwalamy na trwanie w stanie padaczkowym, co uszkadza mózg
- albo podajemy "przerywacze" i uszkadzamy wątrobę.
Z dwojga złego wybrałam to - moim zdaniem - mniejsze zło. Obie opcje zagrażały życiu Laiki.Wybrałam tak, bo wiem, że mózg można stymulować i dzięki temu z "roślinki" zrobić w miarę kontaktowe zwierzę. Z bardzo uszkodzoną wątrobą żyć się niestety nie da; nawet jako "roślinka".
Mądra nie jestem, za to żyję w temacie padaczki i możliwości leczenia jej od prawie 12 lat. To prawda, że Laika żyje tylko dlatego,że była ze mną. M. posłuchałby weta i zostawił ją na noc w klinice.
Suńka zainteresowała się jedzonkiem, więc jest dobrze :multi:Wysłałam Germaine fotkę Laiki i dostałam taką odpowiedź /cytuję kawałek/ "kurcze jak szybko schudła" - możecie sobie wyobrazić jak Laika musi wyglądać skoro taka jest odpowiedź.

Posted

Tylko dwa ataki w dzień za nami :) I troszkę żarełka pochłonięte :)
Lakuś korzystał dziś z ładnej pogody i znaczną część dnia spędził biegając i wariując z Songiem.
Spokojnych snów.

Posted

mira_c napisał(a):
Tylko dwa ataki w dzień za nami :) I troszkę żarełka pochłonięte :)
Lakuś korzystał dziś z ładnej pogody i znaczną część dnia spędził biegając i wariując z Songiem.
Spokojnych snów.

Wam tez zyczymy spokojnych snow :buzi:

Posted

mira_c napisał(a):
Tylko dwa ataki w dzień za nami :) I troszkę żarełka pochłonięte :)
Lakuś korzystał dziś z ładnej pogody i znaczną część dnia spędził biegając i wariując z Songiem.
Spokojnych snów.

Mireczko :calus::calus::calus:Dacie radę, dacie na pewno! Czytam i czytam te Twoje posty i uwierzyć nie mogę w to wszystko :shake::shake::shake:

Posted

Alinko - ja wracam tylko do wspomnień i też nie wierzę, że taką gehennę zgotowałam Laili :( I że tak z nią postąpiono w klinice, a ja głupia nie reagowałam, bo przez znaczny czas nie byłam w stanie racjonalnie myśleć; zamiast myśleć/przeliczać dawki głaskałam sunieczkę i wyłam. Dobrze, że myślenie wróciło w ostatniej chwili.

Posted

Noc i dzień nam minęły całkiem sympatycznie; mała ilość ataków, Laika zainteresowana żarełkiem i miską z wodą (nie jakoś przesadnie czy tak jak co dzień przed, ale jednak coś rusza) :)
Lakuś był ze mną na długim spacerku i na grzybkach (co prawda zbierać nie pomagał) i nie mógł zrozumieć czemu ich jeść nie dostanie, skoro ta baba (czytaj:ja) wrzuciła je na masełko na patelnię / "kotleciki czy klopsiki trafiają czasem do miski, a teraz smaży coś i nie da?"/
Spokojnej nocy.

Posted

Powolutku, ale idziemy do przodu. Liczba ataków na dobę przestała przerażać :evil_lol: Dalej sunieczka ma podawane leki na uszy + "standardowy" zestaw. Dodatkowo dostaje witaminy wzmacniające. Musi odzyskać stracone kilogramy.
Laki w dalszym ciągu ma legowisko w kuchni.Zaakceptował zmianę lokum :cool3: Dopóki Laika potrafi mieć kilka ataków w nocy nie zdecyduję się na przeniesienie jego legowiska, bo nie wiem jak zareaguje.Jestem w stanie zrozumieć jego powarkiwanie i pokazywanie Laili zębów - wyrwany ze snu, nie bardzo wiedzący co się dzieje, z sunią usiłującą wypchnąć go z jego legowiska.Ryzykować jednak nie będę.
Miłego dnia.

Posted

Właśnie minęła doba od ostatniego ataku Laiki :)
Wczoraj wyżebrałam lek na ząbki; czemu wyżebrałam - bo nie wzięłam suni ze sobą żeby wet obejrzał. Wieczorem po raz pierwszy posmarowałam Laice dziąsło; "kropelki" (strasznie gęste) mają działanie przeciwzapalne,przeciwbólowe i ściągające. Dopóki stan Laiki całkowicie się nie ustabilizuje, waga nie wróci do normy do stomatologa nie trafimy. Za duże ryzyko, by bezpiecznie dowieźć Laikę do stomatologa i do domku po wizycie (sunieczka osłabiona atakami i chorobą uszu, spadła jej waga bardzo mocno + narkoza = mieszanka niebezpieczna dla suńki).
Laki zachwycony możliwością swobodnego biegania po domu. Spać jednak poszedł jeszcze do kuchni.Jeszcze z kilka nocy niech minie i wróci z legowiskiem do Laiki.Wreszcie baba otworzyła drzwi od korytarza i od pokoju i nie chodziła za nim jak wychodził z pokoju,by zamkknąć za nim drzwi od kuchni.Ech, niefajny układ mieszkania.
Pogoda była paskudna, więc nie było biegania po dworzu, nie było długaśnego spacerku, tylko szybciutko zostawić na dworzu co trzeba i pod drzwi zaszczekać :) A bo Lakuś już bardzo rzadko otwiera sobie drzwi; jak chce wyjść - szczeka, jak chce wrócić do domu - szczeka pod drzwiami lub pod balkonem.

Posted

Dziękuję za trzymanie kciukasów ! Są nam potrzebne !

Minęło właśnie dwie i pół doby od ostatniego ataku Laiki :evil_lol:
Wczoraj byłam u weta po recepty na luminal; bo on nie widział potrzeby wypisywania ich nam jak zabieraliśmy Laikę z kliniki. Musiałybyście zobaczyć jego minę jak powiedziałam, że sunia czuje się całkiem fajnie :crazyeye:, tylko wagę musi nadrobić. Według niego nie powinna wyjść ze stanu padaczkowego.
I dzięki temu wróciła refleksja - Laika od dziewięciu dni powinna być za TM. I jak tu nie wierzyć,że miłość potrafi cuda zdziałać?
A dziś okazało się,że będę musiała jechać raz jeszcze i zamówić karmę royala. Bo krakvet już nie prowadzi sprzedaży karm tej firmy :shake:A u weta na stanie hill's, którego Laika nie lubi (suchego, puszki je aż jej się uszy trzęsą :evil_lol: ).
Laki znów zawiedziony koniecznością siedzenia w domu, bo od rana pada :shake: Zaczynam rozważać założenie mu kubraczka (dostaliśmy zimą od Pani Danusi R. dla Laiki, taki nieprzemakalny) i wypuszczenie go, by pobiegał. Tylko trochę boję się,że jakiś katar czy kaszel się przyplącze, a Laki weta (żadnego) nie darzy sympatią.
Miłego dnia.

Posted

że też ten Laki nawet w deszczechce biedać na dworze. Moje małpy nie chcą wychodzić w deszcz, nie lubią moczyć sobie łapek... księżniczki :evil_lol:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...